Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCX

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Brian Azzarello, Eduardo Risso
‹100 naboi #1: Pierwszy strzał, ostanie ostrzeżenie›

100 naboi: Pierwszy strzał, ostatnie ostrzeżenie
EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł100 naboi #1: Pierwszy strzał, ostanie ostrzeżenie
Scenariusz
Data wydaniamaj 2002
RysunkiEduardo Risso
PrzekładAdam Biały
KolorGrant Goleash
Wydawca Mandragora
Cykl100 naboi
ISBN-1083-89036-05-3
FormatB5
Cena29,90
Gatunekkryminał, obyczajowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
100 naboi: Pierwszy strzał, ostatnie ostrzeżenie

Kulka dla każdego
[Brian Azzarello, Eduardo Risso „100 naboi #1: Pierwszy strzał, ostanie ostrzeżenie” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Agent Graves ma bardzo dziwną i nietypową pracę. Chodzi po ludziach i wręcza im walizeczki z zawartością, która może odmienić im życie.

Tomasz Sidorkiewicz

Kulka dla każdego
[Brian Azzarello, Eduardo Risso „100 naboi #1: Pierwszy strzał, ostanie ostrzeżenie” - recenzja]

Agent Graves ma bardzo dziwną i nietypową pracę. Chodzi po ludziach i wręcza im walizeczki z zawartością, która może odmienić im życie.

Brian Azzarello, Eduardo Risso
‹100 naboi #1: Pierwszy strzał, ostanie ostrzeżenie›

100 naboi: Pierwszy strzał, ostatnie ostrzeżenie
EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł100 naboi #1: Pierwszy strzał, ostanie ostrzeżenie
Scenariusz
Data wydaniamaj 2002
RysunkiEduardo Risso
PrzekładAdam Biały
KolorGrant Goleash
Wydawca Mandragora
Cykl100 naboi
ISBN-1083-89036-05-3
FormatB5
Cena29,90
Gatunekkryminał, obyczajowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
100 naboi: Pierwszy strzał, ostatnie ostrzeżenie
W środku małych czarnych neseserków zawsze znaleźć będzie można dwie rzeczy – komplet dokumentów wskazujących na osobę, która kiedyś dopuściła się jakiegoś niecnego czynu wobec człowieka, do którego Agent Graves przyszedł, oraz pistolet i sto pocisków. Ten starszy pan zawsze też zapewnia swoich rozmówców o tym samym: „Cokolwiek zrobisz z zawartością tej teczki, nie zostaną wyciągnięte wobec Ciebie żadne konsekwencje. Korzystając z jej zawartości możesz rozpocząć nowe życie. Lepsze lub gorsze. Ale cokolwiek zrobisz – wybór należy do Ciebie.”
Tak mniej więcej wygląda zawiązanie akcji w większości z opowieści z cyklu „100 naboi” (100 Bullets). Pierwsza z nich pojawiła się w USA w sierpniu 1999 roku jako pierwszy numer nowej serii autorskiej z wydawnictwa DC/Vertigo. Serii, której akcja (jak i innych serii z tegoż wydawnictwa), niewiele miało wspólnego z seriami do jakich jest przyzwyczajony statystyczny czytelnik, gdy mowa o komiksie „amerykańskim”. Nie ma tu mocarnych herosów w trykotach ani walk o ocalenie wszechświata. Były natomiast opowieści o zwykłych ludziach, których los (a może coś więcej) postawił na drodze agenta Gravesa. I pytanie: „Czy gdybyś mógł uniknąć wszelkich konsekwencji związanych z morderstwem – czy gotów byłbyś je popełnić?”. Odpowiedzi, wbrew pozorom, były bardzo różne…
W tomie „100 Bullets: First Shot, Last Call” („100 naboi: Pierwszy strzał, ostatnie ostrzeżenie”) zawarte zostały trzy opowieści na które składają się pięć pierwszych numerów miesięcznika oraz nowelka z antologii Vertigo „Winter’s Edge #3”. W pierwszej z nich Isabelle „Dizzy” Cordova, po wyjściu z więzienia musi stawić czoła przykrej niespodziance jaką zgotowało jej życie. Jej mąż i dziecko zostali zabici z przejeżdżającego samochodu. Jednak agent Graves ma inne zdanie o tym incydencie. W drugiej, były właściciel ekskluzywnej restauracji dostaje możliwość odegrania się na osobie, która doprowadziła do tego, że w tej chwili jest on już tylko właścicielem podrzędnej speluny po drugiej stronie miasta. A w trzeciej z prezentowanych opowieści składamy wizytę na posterunku policji, do którego zgłosiła się pewna starsza pani, by przyznać się do zbrodni, którą popełniła przed laty. I żadna z tych historii nie kończy się tak, jak moglibyśmy się tego na pierwszy rzut oka spodziewać.
Opowieści o ludziach, przed którymi otwiera się szansa zmiany, to jeden z wątków serii. Cały czas natomiast scenarzysta bawi się z czytelnikiem w grę, w której główną postacią jest agent Graves. Skąd się wziął? Skąd bierze on walizeczki? Jaka jest jego przeszłość i co pragnie osiągnąć, wręczając swoim rozmówcom czarne nesesery? W pierwszych kilku zeszytach pojawiają się dopiero zajawki intrygi zaplanowanej na całą serię. Możemy jednak już teraz zapewnić, że niektóre z postaci z pierwszego tomu powrócą, a seria zaskoczy nas jeszcze kilkakrotnie.
Mocną stroną komiksu jest scenariusz i język, w jakim rozgrywa się akcja. Brian Azzarello pisze dialogi pełne żartów językowych, często pisanych językiem ulicy, językiem slumsów. To nie jest poetycki język Alana Moore’a czy Neila Gaimana. Tutaj każde zdanie roi się od naleciałości świata w którym brud życia atakuje ze wszystkich stron. W tym komiksie każdego poznasz po akcencie. Wystarczy że zamkniesz oczy, a będziesz w stanie powiedzieć czy rozmawiasz z mieszkańcem slumsów, Meksykaninem czy prywatnym detektywem zapatrzonym na bohaterów z powieści Chandlera. Scenariusze Azzarello mają jeszcze dwa mocne punkty. Wielowątkowość opowieści to jeden z nich. Kiedy Dizzy i agent Graves spotykają się po raz pierwszy jadą pociągiem. Ale nie jesteśmy zmuszani do jednostajnego obserwowania twarzy rozmówców czy wnętrza pociągu. Śledząc ich rozmowę jednocześnie jesteśmy świadkami epizodu pod mostem, w trakcie którego zostaje zaatakowany przechodzeń. Epizodu, jakich na ulicach miasta w którym Dizzy żyje jest pełno. Wnikamy w życie miasta, poznajemy je od podszewki. Chwilę później możemy spotkać zakochaną parę, w której jedna ze stron ma ehm… ’wiele do ukrycia’. Epizody z barowego życia, epizody z życia miasta, epizody z życia tancerek. Wiele z epizodów ma swój ciąg dalszy, a bohaterów wielu z nich (zwróćcie uwagę na epizod z helikopterem w drugiej z prezentowanych historii) spotkamy jeszcze nie raz.
Drugim mocnym punktem jest rysunek. Ile razy czytelnicy komiksów byli zmuszani do śledzenia opowieści z tylko i wyłącznie jednego punktu widzenia, statycznej kamery, która kręci się wokół głównych bohaterów? Ile razy męczyły nas gadające głowy? Bardzo wiele. W „100 nabojach” komiksowa kamera krąży. Wchodzi do szklanki z której pije główny bohater, wygląda z teczki agenta G., włazi na dach lub w ciszy obserwuje cienie kreujące akcję komiksu. Rzuty i perspektywy zmieniają się nieustannie dając czytelnikowi niesamowitą radość z obcowania z unikalnym dziełem w którym każda strona kryje niespodziankę graficzną. To zaleta Eduarda Risso, rysownika serii. Cienka, charakterystyczna kreska, z dużą ilością cieni jest olbrzymią zaletą tego argentyńskiego rysownika. Ciekawostką jest fakt, że Risso nie mówi po angielsku, a twórcy komiksu nigdy się nie spotkali. Scenariusze komiksu są tłumaczone na rodzimy język rysownika i przesyłane do miejsca zamieszkania artysty. Mimo tego braku bezpośredniego kontaktu twórcy dają sobie jakoś radę. W USA został właśnie zapowiedziany trzydziesty dziewiąty z planowanych (jak oznajmił w trakcie z jednego z wywiadów scenarzysta) stu numerów, a seria okazałą się jedną z ciekawszych cykli komiksowych obecnie publikowanych w Stanach.
W czerwcu 2002 na rynku pojawiła się nakładem wydawnictwa Mandragora kompletna polska wersja pierwszego tomu „100 Bullets: First Shot, Last Call” (błędnie podane w stopce polskiej edycji jako „100 Bullets: First Call, Last Shot”) pod tytułem „100 naboi: Pierwszy strzał, ostatnie ostrzeżenie”. Dobra forma wydawnictwa się utrzymuje, czytelnicy za 29,90 PLN otrzymują klejony 144 stronicowy album, na papierze lepszym (!) od oryginału amrykańskiego. Prócz spolszczenia dymków wydawnictwo po raz kolejny zadbało również o wykonanie polskich wyrazów dźwiękonaśladowczych, co godne uwagi – tym samym krojem pisma, w tym samym miejscu i taką samą czcionką co oryginał. Tłumaczenie całości, biorąc pod uwagę język ulicy, jakim posługują się bohaterzy komiksu, jest na dość dobrym poziomie. Tłumacz swobodnie traktuje (podobnie jak i scenarzysta) czytelników dialogami rodem jak z „Psów” czy „Nic śmiesznego”, a ostre słowa lecą gęsto z kart komiksu. Zabrakło w nim jednak kilku trudno przetłumaczalnych gier słownych, ma się również wrażenie, że kilka slangowych wyrażeń zostało potraktowanych jak nazwy własne („homes” to slangowe „goście” lub „ziomale”, a „O.G.” to skrót od „Old Gangsta”). Jest też kilka potknięć. „You crack me up” mówi kilkakrotnie stripitzerka do bohatera jednej z opowieści – w wersji polskiej jest to jednak bezpośrednie „Podniecasz mnie” zamiast „Jesteś rozbrajający” lub „Jesteś zabawny”. Zmienia to nieco sens epizodu. Zmieniona została również cała sekwencja dialogowa podczas bójki wywołanej nierozważnym żartem jednego z klientów baru (początek drugiej opowieści). Stali bywalcy się biją, a barman w tym czasie przyjmuje zakłady od klienta przy ladzie: „Who you wan’t?”, „Pete.”, „Yer on.” („Na kogo stawiasz?”, „Pete’a”, „Stoi”). Bójka się kończy, a klient zgarnia wygraną. W wersji polskiej mamy całkiem inną sytuację: „Co podać?”, „Piwo.”, „Robi się.”, a klient po stoczonej obok bitwie odbiera resztę za trunek. Brakuje też czasami w tłumaczeniu spojrzenia na ciągłość tekstu („Stop it! Yer crippling him!”, „No we’re not… We’re killing him.” Tekst przytoczony obok to jedna całość. „Przestań, okaleczasz go!”, „Nie… ja go zabijam.” bądź „Przestań! Zrobisz z niego kalekę!”, „A skąd… Zrobię z niego trupa.”. W edycji polskiej to dwa osobne, niepowiązane ze sobą dymki „Przestań! Zrobisz z niego kalekę!”, „Ależ nie… …Tylko go zabijemy.”). Tekst tłumaczenia nie ma jednak większych, karygodnych błędów obecnych w przypadku produkcji innych polskich wydawnictw, a komiks czyta się bez większych (pomijając przelatujące co chwila „realizmy językowe”) przykrości.
Szkoda, że na okładce polskiego wydania zabrakło logo wydawnictwa oryginalnego (DC Comics/Vertigo), logo stanowiącego swoisty znak firmowy sygnujący komiksy z opowieściami o czegoś więcej niż przeciętny amerykański komiks z superbohaterami.
„100 naboi” pojawiło się na rynku. Warto je kupić. Pozwolenie na broń nie jest wymagane.
Autorzy:
Brian Azzarello, niegdyś były redaktor w jednym z nieistniejących już wydawnictw komiksowych (Comico Comics), debiutował jako autor komiksowy komiksem „Red Dragon”. Ilustrowana przez Simona Bisleya okładka to chyba jedna dobra strona tego projektu przesyconego stereotypowymi superbohaterami. Azzarello na jakiś czas porzucił scenopisarstwo, wyszedł za Jill Thompson (również pracującą przy komiksch – „Sandman”, „Scary Godmother”, „Finals”) i tak by pozostało, gdyby nie Axel Alonso (redaktor z Vertigo) nie zaproponował mu stworzenie jakiejś historyjki. I tak powstała pierwsza miniseria stworzona przez duet Azzarello / Risso „Jonny Double”. Seria, która później utorowała drogę „100 nabojom”. Po kilkudziesięciu numerach „100 Bullets” Brian nie mógł już opędzić się od propozycji. Od tego czasu udało mu się między innymi napisać westernową historię z dreszczykiem (czteroczęściową „El Diablo” z Vertigo), przy współpracy Tima Bradstreeta i Lee Bermejo wykonać niespotykane dotychczas crossover „Batman / Deathblow” (niezwykłe o tyle, że jeden z bohaterów nie żyje od kilku lat), oraz przedstawić w innym niż dotychczas świetle dwóch bohaterów świata Marvela: Hulk w miniserii „Banner” staje się narzędziem masowej zagłady, a Luke Cage (miniseria „Cage”) jest raczej zwykłym człowiekiem w murzyńskich slumsach, niż kolejnym superbohaterem w trykocie. Dwie ostatnie wspomniane serie zostały narysowane przez niegdyś undergroundowego artystę, Richarda Corbena („Mutant World”, „Den”). Razem z nim (i z innymi rysownikami) kontynuował nasz scenarzysta (w numerach 146-175) przygody maga i okultysty Johna Constantine’a, tytułowego Hellblazera, jeszcze jednego bohatera z wydawnictwa Vertigo. Autor ma też za sobą niezliczoną ilość mniejszych form porozrzucanych po rozmaitych antologiach skupionych przede wszystkim wokół wydawnictwa DC i jego pododziałów (Strange Adventures, Spider-Man: Tangled Web, Wildstorm Summer Special, Gangland, Flinch, Batman: Gotham Knights czy Weird War Tales).
Eduardo Risso debiutantem nie jest. Zaczął rysować dość wcześnie, a jego wczesne prace datują się na początek lat osiemdziesiątych. Wtedy to pojawiają się takie prace jak „Holocausto” (1983), „El Angel” (1984), „Azor” (1986), „Parque Chas” (1987) (później publikowany we fragmentach w amerykańskim wydaniu Heavy Metal), historyczno-awanturnicza „Fulu” (1987) oraz futurystyczny „Cain” (1988). Wszystkie te prace pojawiały się w Argentynie, rodzinnym kraju autora, a niektóre z nich ukazywały się również jako przedruki we Włoszech czy Francji. Z czasem rysownik podejmuje współpracę z dość płodnym scenarzystą – Carlosem Trillo. I już wkrótce pojawiają się albumy autorstwa obu panów: opowieść z czasów wojny secesyjnej „Simon” (1991), opowieść grozy „Video Nocturno” (1992) – w Stanach wydane w 2001 roku przez Dark Horse jako „Video Noire”, „Boy Vampiro” (1993), „Borderline” (1994) i sensacyjne „Chicanos” (1995). Większość z tych albumów nie opuszcza jednak Włoch a śladowe ich ilości możemy znaleźć we Francji i Argentynie. 1997 Risso czeka kolejna przełomowa zmiana i nowi odbiorcy. W tymże to roku pojawia się pierwszy komiks rysowany na zamówienie dużej amerykańskiej firmy. Dwuczęściowa adaptacja filmowa „Alien: Resurrection” z Dark Horse (wraz z okładkami Dave’a McKeana) owocuje jeszcze jednym komiksem z Obcymi „Aliens: Wraith” (w Polsce zamieszczony w Mega Komiks 1/2000 „Aliens: Widmo”), po czym autor zostaje zauważony przez wydawnictwo DC Comics, zwerbowany do pracy przy „Jonnym Double”, a z stamtąd droga wiodła już prosto do „100 Naboi” i ekskluzywnego kontraktu z DC na wyłączność publikowanych prac. Jego mniejsze, krótsze prace możemy też naleźć na łamach antologii i czasopism. To nielicznych należą „Hearthrobs”, kilka numerów Heavy Metal, „Flinch”, „Batman: Gotham Knights” oraz jeden z numerów antologii „Spider-Man: Tangled Web”. Widać u autora wpływy rysowników włoskich (niektóre z albumów przypominają stylem znane i u nas przygody „Dylan Doga” czy „Nathana Nevera”). Autor nie kryje również fascynacji kreską Franka Millera – w Chicanos (1995) występuje gościnnie Marv – bohater znany z „Sin City”.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Fajne te dodatki, ale…
Marcin Osuch

21 X 2021

Młode wydawnictwo Lost in Time konsekwentnie buduje swoją pozycję na naszym rynku. Wydaje komiksy nieszablonowe i to w bardzo atrakcyjnej formie. Do takich pozycji należy m.in. „Opowieść o czarodziejach”, druga część serii „Świat Dryftu”.

więcej »

Mała Esensja: W Valleby zawsze coś się dzieje
Marcin Mroziuk

20 X 2021

Wielbiciele „Biura Detektywistycznego Lassego i Mai” z pewnością nie przepuszczą okazji, by poznać kolejne cztery sprawy rozwiązane przez ich ulubionych bohaterów. Co ważne, historyjki w „Sabotażu w punkcie skupu i innych komiksach” okazują się równie wciągające, jak te znane z książek Martina Widmarka, a charakterystyczne rysunki Heleny Willis wręcz nadspodziewanie dobrze się sprawdzają się jako komiksowe kadry.

więcej »

W służbie jej kosmicznej mości
Marcin Knyszyński

19 X 2021

Pierwszy zbiorczy tom „Armady”, wydany właśnie przez Egmont, zbiera cztery początkowe odcinki serii, które już dwadzieścia lat temu pojawiły się na polskim rynku. Młodzieżowa, typowo rozrywkowa space opera z dziesiątkami cudacznych miejsc i bohaterów – przed nami gargantuiczny konwój, złożony z tysięcy olbrzymich statków kosmicznych, od milleniów przemierzający galaktykę.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

El Mariachi Death Metal
— Marcin Knyszyński

Koniec gry
— Paweł Ciołkiewicz

Głowa rodziny
— Paweł Ciołkiewicz

Sto sucharów
— Paweł Ciołkiewicz

Gambit królewski
— Paweł Ciołkiewicz

Szemrane historie
— Paweł Ciołkiewicz

Agent Graves kule nosi
— Paweł Ciołkiewicz

Demencja gangstera
— Paweł Ciołkiewicz

Miłość po śmierci
— Sebastian Chosiński

„Bóg nie zwykł płakać nad Gotham…”
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Potrawka z napletka
— Tomasz Sidorkiewicz

Demony nie umierają
— Tomasz Sidorkiewicz

Wilkołaki i Magiczne Rękawice
— Tomasz Sidorkiewicz

Steamfantasy
— Tomasz Sidorkiewicz

Wszyscy zostaniecie nababieni
— Tomasz Sidorkiewicz

A krew demonów jest nadal zielona
— Tomasz Sidorkiewicz

Veni. Vidi. I co dalej?
— Tomasz Sidorkiewicz

Z czaszką w tle
— Tomasz Sidorkiewicz

Inne światy
— Tomasz Sidorkiewicz

Obietnica przygody
— Tomasz Sidorkiewicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.