Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 lipca 2018
w Esensji w Esensjopedii

Didier Conrad, Jean-Yves Ferri
‹Asteriks #37: Asteriks w Italii›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAsteriks #37: Asteriks w Italii
Tytuł oryginalnyAstérix et la Transitalique
Scenariusz
Data wydania25 października 2017
RysunkiDidier Conrad
Wydawca Egmont
CyklAsteriks
ISBN978-83-281-2743-2
Format48s. 215×290mm
Cena19,99
Gatunekhumor / satyra
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 16,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Deficyt Asteriksa w Asteriksie

Esensja.pl
Esensja.pl
Nie myślałem, że dane mi będzie napisać kiedyś recenzję, w której będę porównywał „Asteriksa” do „Kajka i Kokosza” i bez żadnych wątpliwości stwierdzę, że twórcy przygód Gala inspirowali się Januszem Christą. Takie w każdym razie miałem odczucia czytając „Asteriksa w Italii”.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Deficyt Asteriksa w Asteriksie

Nie myślałem, że dane mi będzie napisać kiedyś recenzję, w której będę porównywał „Asteriksa” do „Kajka i Kokosza” i bez żadnych wątpliwości stwierdzę, że twórcy przygód Gala inspirowali się Januszem Christą. Takie w każdym razie miałem odczucia czytając „Asteriksa w Italii”.

Didier Conrad, Jean-Yves Ferri
‹Asteriks #37: Asteriks w Italii›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAsteriks #37: Asteriks w Italii
Tytuł oryginalnyAstérix et la Transitalique
Scenariusz
Data wydania25 października 2017
RysunkiDidier Conrad
Wydawca Egmont
CyklAsteriks
ISBN978-83-281-2743-2
Format48s. 215×290mm
Cena19,99
Gatunekhumor / satyra
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 16,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Na polskim podwórku komiksowym wciąż toczy się spór na ile Janusz Christa inspirował się twórczością Alberta Uderzo i René Goscinny′ego przy tworzeniu swoich najpopularniejszych postaci. Jak mantra powtarzane jest, że pierwszy tom o przygodach Asteriksa powstał w 1961 roku, niemniej po polsku ukazał się dopiero w roku 1990. Trzeba również pamiętać, że o tego typu rarytasy, reprezentujące zgniliznę Zachodu w PRL było dość ciężko. Ponadto pierwowzory Kajka i Kokosza – Kajtek i Koko zadebiutowali na początku lat 60.
Jeśli zatem możliwe jest, że Christa poznał wcześniej jakieś przygody Asteriksa i zaadaptował kilka pojawiających się tam patentów, czemu nie stwierdzić, że twórcy nowych przygód Gala nie poznali wcześniej „Kajka i Kokosza”. „Asteriks w Italii” to bowiem trzeci tom serii, do którego ręki nie przyłożył Uderzo. W jego zastępstwie pojawili się Jean-Yves Ferri (scenariusz) i Didier Conrad (rysunki). Choć na pierwszy rzut oka ich wersja przygód wąsacza w hełmie ze skrzydełkami wydaje się odpowiadać pierwotnym założeniom, po dogłębnej lekturze okazuje się, że klimatem bardziej pasuje do realiów Mirmiłowa.
Wszystko zaczyna się od oskarżenia odpowiedzialnego za stan dróg w Italii Lactusa Bifidusa o przepuszczanie państwowych pieniędzy na prywatne uciechy (ze szczególnym wskazaniem na orgie). Aby zamydlić oczy krytykom, organizuje wielki wyścig rydwanów wzdłuż półwyspu Apenińskiego. Mniej więcej w tym samym czasie Obeliks, działając pod wpływem pewnej wróżby, kupuje rydwan i postanawia go wykorzystać. Wyścig wydaje się być ku temu idealną okazją. A wiadomo, że tam gdzie dostawca menhirów, jest też jego mały kompan. Obaj, plus Idefiks, wraz ze zbieraniną maruderów z innych rzymskich prowincji (i nie tylko) startują z Modicii, by dotrzeć do stóp Vesuviusa. Szybko okazuje się, że ich największym rywalem jest kochany przez tłumy reprezentant Rzymu – chowający swą twarz pod maską Coronavirus.
Choć wszystko wydaje się być na swoim miejscu, w czasie lektury częściej miałem skojarzenia z „Wielkim turniejem” i „Szkołą latania” niż „Dwunastoma pracami Asteriksa” czy chociażby „Wyprawą dookoła Galii”. Nie chodzi nawet o konkretne sceny, ale klimat (choć kiedy Asteriks i Obeliks poszukując dentysty dla Długowieczniksa, trafiają do kowala, skojarzenia nasuwają się same). Już sam początek rozgrywający się na targu produktów regionalnych w Darioritum (Vannes) zupełnie nie pasuje do tradycji samotnej, galijskiej wioski otoczonej przez rzymskie wojska, a bardziej do sportretowanej przez Christę Stolicy lub nadmorskich miejscowości ukazanych w „Na wczasach”. Swobodny i nieprzymuszony start w zawodach organizowanych pod patronatem Juliusza Cezara też raczej nie powinien wchodzić w zakres zainteresowań lubiących spokój Galów. Z tego powodu podczas lektury wciąż miałem wrażenie, że gdyby w miejsce głównych bohaterów podstawić Kajka i Kokosza, całość by tylko zyskała.
Nie oznacza to oczywiście, że mamy do czynienia z komiksem złym. Ferri i Conrad zawarli w nim całą masę humorystycznych odniesień do tego z czym współcześnie kojarzą nam się Włochy. Jest więc Mona Lisa (we Florentii), protopizza (w Neapolis), a nawet wspomnienie o krzywej wieży (gdzieś po drodze). Wszystko jednak bije na głowę drogowskaz ze strzałkami w dwie różne strony z napisem „Rome”. Niemniej żarty są powierzchowne i nie tak subtelne, jak w przypadku Goscinny’ego, czy pierwszych solowych scenariuszach Uderzo.
Ponad to pojawia się cała menażeria bogato zarysowanych postaci biorących udział w wyścigu, jak wiecznie opanowani i pijący herbatę Brytowie, tęskniący za paleniem i łupieniem Normanowie, czy Goci ze swoim zaprzęgiem koni i ich równym, marszowym krokiem. W końcu jest też ktoś z naszej części Europy, a mianowicie Sarmaci. To, że nie otrzymali jeszcze osobnego tomu serii uważam za karygodne niedopatrzenie. Szkoda też, że reprezentują bardziej rosyjskich bojarów, a nie swojskich Lachów, ale dobre i to. Niestety w całym tym zamieszaniu giną gdzieś główni bohaterowie. Praktycznie zatracili swoje indywidualne cechy i na tle innych narodów jawią się dość nijako. Zwłaszcza, że większość fabuły stanowią zlepki humorystycznych gagów, a zakończenie jest bardzo łatwe do przewidzenia (i wcale nie mam na myśli uczty, w czasie której Kakofoniks dogorywa w kącie spętany i zakneblowany).
Generalnie „Asteriks w Italii” przyjemnie się czyta. Wypada nawet lepiej niż ostatnie tomy tworzone przez Uderzo. Od strony graficznej nie ma się do czego przyczepić (niech polscy kontynuatorzy „Kajka i Kokosza” mają to za wzór) i tylko (a może aż) pozostaje utrzymanie konsekwentnego klimatu, do którego przywykliśmy. W sumie więc można przeczytać i ale wracać będzie się tylko do starych numerów.
koniec
25 listopada 2017

Komentarze

25 XI 2017   12:23:23

"Wszystko jednak bije na głowę drogowskaz ze strzałkami w dwie różne strony z napisem „Rome”." --> Akurat ten gag nie jest niczym nowym, już w jednym z pierwszych tomów pojawił się ten patent, kiedy to dwaj Galowie próbowali, będąc na plaży, złapać jakiś statek "na stopa", żeby dopłynąć do Rzymu - i każdy z nich wyciągał palec w przeciwnym kierunku.

"Od strony graficznej nie ma się do czego przyczepić (niech polscy kontynuatorzy „Kajka i Kokosza” mają to za wzór)" --> Tutaj można by dyskutować, czy "Nowe przygody KiK" aby na pewno są kontynuacją serii Christy? Jak dla mnie jest to bardziej coś w rodzaju spin-offu, historie będące raczej wariacją na temat oryginału (i nim inspirowane) niż jego "twardą" kontynuacją, w przeciwieństwie do Asteriksa. Dlatego różnorodność stylów w nowym KiK jest w moim odczuciu jak najbardziej do przyjęcia.

25 XI 2017   20:20:50

Takie moje spostrzeżenie: kiedy Coronavirus zdejmuje w końcu maskę, ukazuje się jakby znajoma twarz. Czy to aby nie jest sportretowany kilkukrotny zwycięzca Formuły 1, Alain Prost?

26 XI 2017   14:13:53

Tak naprawdę "Asteriks" zadebiutował na łamach "Pilote" '59 roku. W '61 ukazało się pierwsze albumowe wydanie

29 XI 2017   12:22:20

Oj Gołębiowski Gołębiowski, zobacz sobie dokument o Chriście, to się paru faktów dowiesz, zamiast produkować jakieś teorie itp itd o mantrach. Kto się kim inspirował to jest dość powszechnie wiadome, a jak ktoś się uważa za dziennikarza, rencenzenta to by wypadało co nieco wiedzieć o tym, o czym się pisze.

29 XI 2017   20:21:09

Nawet nie trzeba oglądać filmu, wystarczy wejść na stronę na-plasterki.blogspot.com. Tam inspiracje Janusza Christy są bardzo rzetelnie opisane.

29 XI 2017   20:26:21

Po pierwsze - Gołębiewski.
Po drugie - nie spotkałem się z definitywnym ustaleniem kto się na kim wzorował. Christa wielokrotnie w wywiadach twierdził, że nie znał "Asteriksa" przed wymyśleniem "Kajka i Kokosza".

29 XI 2017   20:35:58

A co do porównań kadrów, jakie można znaleźć w "Na plasterki!!!", to mnie nie przekonują. To raczej podobna wrażliwość Christy i Uderzo.

30 XI 2017   19:58:11

@Pi

Mnie też do końca nie przekonują. Raczej chodziło mi o to, że jest w necie miejsce, gdzie zainteresowani mogą na ten temat poczytać i w miarę możliwości wyrobić sobie własna opinię.

30 XI 2017   20:19:20

To ja ze swojej strony polecę rewelacyjne opracowanie tematyczne o Kajku i Kokoszu Arkadiusza Florka "Świat dzielnych wojów". Pdf do pobrania na blogu "Na plasterki!!!". Chylę czoła przed autorem i wykonaną przez niego pracą.
http://na-plasterki.blogspot.com/2011/07/swiat-dzielnych-wojow-pdf.html

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Czwarta władza?
Paweł Ciołkiewicz

18 VII 2018

Drugi tom serii „Transmetropolitan” koncentruje się wokół brutalnej kampanii wyborczej. Pająk Jeruzalem znów pisze o polityce i znów jest bezkompromisowy i gniewny.

więcej »

Historia w obrazkach: Gdy jesteś „Żydem”, nie będąc nim…
Sebastian Chosiński

17 VII 2018

Druga odsłona autobiograficznej opowieści Riada Sattoufa – w połowie Francuza, w połowie Syryjczyka – nie jest tak spektakularna, jak tom otwierający serię. W dużej mierze dlatego, że jego akcja rozgrywa się już tylko w Syrii, a kwestie polityczne, które odgrywały istotną rolę w czasie pobytu rodziny Sattoufów w Libii, zostają przysłonięte spostrzeżeniami stricte obyczajowymi. Ale i tak „Arab przyszłości” wciąż pozostaje fascynującą lekturą.

więcej »

Akt poświadczenia dziedziczenia
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

16 VII 2018

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem okładkę „Uncanny X-Men: Mutant Omega”, myślałem, że to zombie Cyclopsy napadają Wolverine′a. Pomyliłem się, albowiem to sam Scott Summers, którego zjadają własne demony.

więcej »

Polecamy

Tort bardzo piętrowy

Kadr, który…:

Tort bardzo piętrowy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kadry odnalezione #1
— Marcin Osuch

Warszawa od podwórka
— Wojciech Gołąbowski

Promem przez Wisłę
— Wojciech Gołąbowski

Nie całkiem w stronę zachodzącego słońca
— Wojciech Gołąbowski

Uciekaj, myszko, do dziury…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Duochromatyczność
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czego się spodziewać
— Wojciech Gołąbowski

Cały kemping śpiewa z nami
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Studio komiksowe jak galera niewolników
— Paweł Ciołkiewicz

Zobacz też

Tegoż autora

Akt poświadczenia dziedziczenia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jaka to melodia?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zbanalizowana Czarodziejka
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po bandzie z Punisherem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Safari z dinozaurami
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pan Mignola wraca do klasyki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Istny kosmos!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I cóż, że ze Szwecji
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wszyscy jesteśmy ciężkimi frajerami
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Thanos kopie tyłki!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.