Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 10 sierpnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCVIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »
Runy Gartagueula
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić

Krótko o komiksach: Październik 2002
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Kran: Runy Gartagueula”, „Plemię Cienia” #1, „XIII: El Cascador”, „XIII: Trzy srebrne zegarki”, „XIII: Proces”, „Atlantyda: Sheba”

Marcin Herman, Tomasz Kontny

Krótko o komiksach: Październik 2002
[ - recenzja]

„Kran: Runy Gartagueula”, „Plemię Cienia” #1, „XIII: El Cascador”, „XIII: Trzy srebrne zegarki”, „XIII: Proces”, „Atlantyda: Sheba”
Runy Gartagueula
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Marcin Herman [70%]
Znikające penisy
Kran jest barbarzyńcą o bardzo małym rozumku. Jest również synem króla Torgnol. Pewnego dnia pada podejrzenie, że nasz bohater przespał się z boginią miłości. A co może się stać, gdy królewski syn dokona tak lubieżnego czynu? Jeśli nie naprawi wyrządzonego zła w ciągu 30 miesięcy, Płodność – matka Miłości – znacząco zmniejszy rozmiary męskości wszystkich mężczyzn w królestwie! Kran musi wyruszyć na wyprawę, by odzyskać utraconą cnotę …Miłości.
„Kran: Runy Gartagueula” jest parodią komiksowego fantasy. Nie dziwi zatem fakt, że tytułowy bohater wygląda jak Conan Barbarzyńca. Podróżuje on w towarzystwie karłowatego grubaska o imieniu Kunu, a jego ulubioną bronią jest topór obusieczny. Nasuwa to oczywiste skojarzenia ze Slainem McRoth. Zresztą autor bezpośrednio daje wyraz swojemu ironicznemu stosunkowi do różnych odmian fantasy:
Kran: „Bandy bohaterów zawsze można znaleźć u stóp stołpów. (…) Przybywają, żeby ocalić jakąś dziewicę, znaleźć trochę kasy i na pewno stoczyć walkę z jakimś smokiem… (…)”
Kunu: „Taka banda bohaterów to skończeni durnie!”
Komiks zawiera również wiele prawd życiowych („Nie można uprawiać nierządu z Miłością”). Potwierdza także od dawna znaną prawidłowość, że nie liczy się rozmiar („A co do dziewczyn… Utrata kilku centymetrów tak naprawdę niewiele zmieni”). Chociaż w niektórych przypadkach te „kilka centymetrów” może stać się sprawą wagi państwowej.
„Kran: Runy Gartagueula” narysowany jest ni to humorystyczną, ni to realistyczną (czy też pseudorealistyczną) kreską. Twarze bohaterów powykrzywiane są w nienaturalnych grymasach. W niektórych miejscach sylwetki również przeczą zasadom anatomii. Naprawdę dobrze narysowana jest śmierć (mimo, iż wygląda jak Spawn) oraz służące mu zombie. Najlepsze wrażenie w całym albumie robią tła, a szczególnie sekwencje w krainie ciemności. Barwy w całym komiksie utrzymane są w jednolitych tonacjach, przeważnie w odcieniach brązu i granatu.
Mimo, iż nie jest to arcydzieło sztuki komiksowej, zapewnia kilka chwil rozrywki na przyzwoitym poziomie. Niektóre żarty zwalają z nóg, a koślawy rysunek postaci nie przeszkadza za bardzo.
Plemię cienia #1
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tomasz Kontny [70%]
Przygrywka
J.M. Straczynski to nie byle kto, autor scenariuszy do seriali ′Twilight Zone′ i popularnego ′Babylon 5′, komiksów ′Rising Stars′ i ′Amazing Spider-man′. Twórca znany i szanowany. Dzięki Mandragorze otrzymaliśmy jego 12 odcinkową miniserię ′Midnight Nation′, która zostanie w Polsce wydana w 3 (a nie w 2 jak początkowo planowano) albumach.
David Grey, porucznik policji z Los Angeles, usiłując rozwiązać zagadkę morderstwa dealera narkotyków trafia na trop Jeakera, podejrzanego faceta, który zapewnia okolicznym gangsterom ochronę. W czasie próby aresztowania Jeakera, dochodzi do rzezi policjantów dokonanej przez widmowe postacie towarzyszące podejrzanemu. Grey′owi udaje się postrzelić Jeakera, ale po chwili widma mają go już w swojej mocy. Grey budzi się w szpitalu, nie zauważany przez personel, tak jakby nie istniał. Czeka na niego Laurel, która przedstawia się jako jego przewodniczka po świecie do którego trafił. Po Cieniu. Wkrótce Gray zaczyna poznawać zasady, jakie rządzą tym miejscem i dowiaduje się, że jeżeli w ciągu 11 miesięcy nie odzyska zabranej mu przez widma duszy, zginie.
Scenariusz Straczynskiego ma duży potencjał, który w pierwszym TPB nie został w pełni wykorzystany, ale być może to tylko przygrywka przed kolejnymi odcinkami serii. Poznawanie reguł rządzących Cieniem jest całkiem ciekawą, mimo to nieco wtórna rozrywka. Może dlatego, że nie są one aż tak zaskakujące jak bym sobie tego życzył. Straczyński dobrze poradził sobie z budową galerii ciekawych postaci drugoplanowych (Łazik!), może nawet ciekawszych niż główni bohaterowie: Laurel, o której jak dotąd nie wiele wiadomo i Grey, który jest czasami niewiarygodny w swoim postępowaniu. Liczę jednak, że w kolejnych odcinkach zostanie to scenariuszowo wykorzystane.
Rysunku Gary′ego Franka są realistyczne, zupełnie podporządkowane historii, bez żadnego eksperymentowania. To plus regularne ramki i komputerowy kolor (czasem tylko irytująco nałożony) sprawia ze komiks wygląda bardzo estetycznie.
Midnight Nation wydaje się być dobrym zakupem. Jeśli tylko Straczynski spełni nadzieje, które w nim pokładam, dalej będzie już tylko lepiej.
El Cascador
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Marcin Herman [80%]
Demony przeszłości
„El Cascador” kontynuuje opowieść rozpoczętą w tomie „Uwolnić Marię”. XIII doskonale odnajduje się w atmosferze kazamatów Costa Verde. Jest to dla nas niepowtarzalna okazja poznania realiów małego, biednego państewka w Ameryce Łacińskiej, rządzonego przez wojskową dyktaturę. Trwa rewolucja przeciwko rządom generała Ortiza, a nasz bohater pakuje się w jej epicentrum.
Scenarzysta, poza niezłą sensacją, popisuje się również dowcipem. Scena, w której panna Betty „z pewna taką nieśmiałością” rozwala z działa przeciwpancernego statek straży przybrzeżnej Costa Verde na oczach siepaczy generała Ortiza, przyprawia o ból brzucha.
W finale komiksu mamy proces, prawie jak u mistrza thrillera prawniczego – Johna Grishama. Jest to kolejny przykład na to, jak można opowiadać wiele ciekawych historii, inteligentnie łącząc dynamiczną akcję z rozgrywką intelektualną.
Precyzyjny jak zawsze, Vance zachwyca sceną ataku na więzienie podczas burzy, czy ucieczki przez bagna. No i po 10 albumach coraz lepiej idzie mu rysowanie kobiet!
Trzy srebrne zegarki
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Marcin Herman [90%]
Misterna podróż w czasie
Akcja „Trzech srebrnych zegarków” rozgrywa się jednocześnie w kilku różnych epokach. Scenarzysta przenosi czytelnika do Nowego Jorku przełomu XIX i XX wieku. Tam rozpoczyna się retrospektywna podróż śladami kolejnych pokoleń przodków Jasona Maclane. Jest to opowieść misternie skonstruowana. Łączy w sobie losy trzech młodych Irlandczyków: Liama MacLane, George′a Mullwaya i Jacka Callahana. Ich osobiste przeżycia oraz losy ich rodzin składają się na przeszłość XIII. Nie znaczy to, że jego zagadka została już rozwiązana. Pojawiają się nowe zaskakujące szczegóły, ale i nowe pytania, otwierające drogę do kolejnych przygód i rozwiązania tajemnicy trzech srebrnych zegarków. Obok dość narracyjnego wątku historyczno-genealogicznego mamy również finał historii z Costa Verde. Rewolucyjny epizod z życia XIII, alias Kelly′ego Briana każe mu wyruszyć w trudną i niebezpieczną misję. W imię wolności i sprawiedliwości.
Prosty zabieg fabularny, jakim posłużył się Van Hamme konstruując serię, w dalszym ciągu wydaje plony. W życiu bohatera, który nie pamięta swojej przeszłości, może zdarzyć się dosłownie wszystko. Ponadto znajdzie się miejsce na każdą historię, tak jak w przypadku „Trzech srebrnych zegarków”.
„Trzy srebrne zegarki” to jedna z najlepszych fabularnie części „XIII”. Opowiedzenie tej skomplikowanej historii wymagało aż 56 stron szczegółowego i wysoce realistycznego rysunku Vance′a. Palce lizać!
Proces
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Marcin Herman [80%]
Wszyscy ludzie Sheridana
W przypadku któregokolwiek z odcinków „XIII”, próba opowiedzenia zarysu fabuły choćby w jednym zdaniu, byłaby zbrodnią. W „Procesie” kolejny raz Van Hamme udowadnia swój kunszt pisarski. Bierze on na warsztat postacie znane z wcześniejszych tomów serii, by dopełnić jeden z pozornie zakończonych wątków. Nie znaczy to, że powiela raz wykorzystane motywy. Misternie snuje nową intrygę, dopełniając przy okazji poprzednie.
William Vance z wrodzoną sobie techniczną precyzja rysuje natomiast elementy ubioru, ekwipunku, wyposażenia i uzbrojenia oraz szczegóły architektoniczne. Nie zdziwiłbym się, gdyby w USA, na 35 autostradzie międzystanowej, spod stacji benzynowej Texaco, w kierunku Des Moines ruszał autobus o numerach 0732. Rysownik jak zwykle pozwala sobie na odrobinę autoironii, na przykład umieszczając swoje nazwisko na liście gończym w biurze szeryfa.
Vance stosuje klasyczny układ planszy i kadrów tzn. dzieli ja na kilka różnej wielkości prostokątów. W „Procesie” stosuje momentami drobne eksperymenty formalne, wplatając jedne kadry w drugie, czasami wychodząc poza nie, lub w ogóle rezygnując z ramek. Zdarzało mu się to sporadycznie również w kilku poprzednich tomach „XIII”.
Czytelnicy przywykli już jednak do wycyzelowanej kreski Vance′a. W żaden sposób nie można natomiast przywyknąć do niewyczerpanej pomysłowości Van Hamme′a.
Sheba
Wyszukaj wMadBooks.pl
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Marcin Herman [20%]
Gigantyczny prolog
Grupa badawcza pod wodzą multimilionera Thorna odkrywa zaginiony ląd Atlantydy. Członkowie podmorskiej misji naukowej zupełnie nieświadomie uruchamiają siły, które mogą zagrozić światu. I to właściwie wszystko, co dzieje się w tym komiksie. Jego fabułę można potraktować jako prolog do wydarzeń kolejnych części. Dlaczego tak jest? Dlatego, że albumowi brakuje typowej dla komiksu skrótowości.
„Atlantyda” jest komiksem źle opowiedzianym. Zawiera wiele momentów, które nie wnoszą nic do opowieści. Przecież nie ma sensu powtarzać kilkakrotnie tego samego ujęcia zmieniając szczegóły. Niektóre plansze można byłoby po prostu wyciąć lub pousuwać z nich pewne sekwencje, bez szkody dla fabuły. Do tego układ kadrów oraz ich zawartość rządzi się przeraźliwą wręcz symetrią. Wiele stron zbudowanych jest na lustrzanym odbiciu góry, dołu lub boków planszy. Tego typu schematyczność jest na dłuższą metę męcząca dla odbiorcy. Podobnie jak sztywna, realistyczna kreska (której właściwie nic nie brakuje). Tyle, że momentami nagromadzenie szczegółów i mocne kolory przytłaczają opowiadaną historię.
Czy komiks ten ma jakieś mocne strony? Jeśli dla kogoś mocną stroną jest widok nagiej kobiety prawie na każdej planszy, to owszem. W warstwie fabularnej wykorzystano ciekawy pomysł, ale można było go sprzedać o wiele lepiej. Jest za mało akcji, a za dużo wątpliwości. Pozostaje mieć nadzieję, że w kolejnych tomach będzie lepiej.
koniec
1 października 2002

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Jest inny świat…
Tomasz Nowak

10 VIII 2020

Tom czwarty edycji zbiorczej „Druuny” miał stanowić koniec serii. Trudno tu jednak mówić o jakimś wyraźnym „zakończeniuˮ, skoro w kilkanaście lat później ukazał się dodatkowy tom „zero”, a potem następna jej odsłona… I, w rzeczy samej, ów tom czwarty nie przynosi zdecydowanych rozstrzygnięć. Choć z dzisiejszej perspektywy trudno wnioskować, czy i jakie dalsze losy przewidywał w 2003 roku Serpieri dla swej bohaterki.

więcej »

Batalion Czwartaków gromi Niemców, czyli Gwardia Ludowa w akcji. O pewnym cyklu komiksowym PRL-u
Konrad Wągrowski

9 VIII 2020

Komiksowy cykl „Podziemny front”, wydawany pierwotnie w latach 1969-1972 nie zdobył nigdy rozgłosu porównywalnego do kapitana Żbika. Ale na komiksowym bezrybiu Polski Ludowej i tak ta wojenno-sensacyjna opowieść cieszyła się solidnym zainteresowaniem młodzieży. Nawet pomimo faktu, że słuszna propaganda historyczna była w tym cyklu więcej niż natrętna.

więcej »

Cierpienia młodego Petera
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

8 VIII 2020

Ostatni album „Ultimate Spider-man” wskazywał na lekkie zmęczenie materiału. Na szczęście główni twórcy serii Brian Michael Bendis i Mark Bagley w tomie siódmym wracają do formy.

więcej »

Polecamy

Kilka słów na pożegnanie

Pilot śmigłowca:

Kilka słów na pożegnanie
— Marcin Osuch

Szczęśliwy finał
— Marcin Osuch

Trochę jak Blueberry
— Marcin Osuch

Nasz polski superman
— Marcin Osuch

Pilot punktuje, „Pilot” dołuje
— Marcin Osuch

W końcu to komiks
— Marcin Osuch

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Zobacz też

Inne recenzje

Wyprawa po duszę
— Tomasz Sidorkiewicz

Z tego cyklu

Gdy tatusia masz ambitnego
— Beatrycze Nowicka

Agent Żbik i brylanty
— Dagmara Trembicka-Brzozowska

Kolejne przygody Kamali Khan
— Andrzej Goryl

Sherlock Miś i Indiana Jones
— Marcin Osuch

Bajka zdana na siebie
— Konrad Wągrowski

Zwycięski „Niezwyciężony”
— Marcin Osuch

Komiksowe emocje
— Marcin Osuch

Taka ohyda, że aż miło
— Marcin Mroziuk

Księżyc po raz trzeci
— Marcin Osuch

To nie flet jest czarodziejski
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tegoż twórcy

Jeszcze więcej Blueberry’ego
— Michał Misztal

Miasteczko jak Rio Klawo
— Marcin Osuch

Zainteresować zainteresowanych
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Drugie odwiedziny w świecie alternatywnym
— Sebastian Chosiński

Streets of Philadelphia
— Sebastian Chosiński

Krucjaty w obrazkach
— Paweł Ciołkiewicz

Batman ten sam, lecz nie taki sam
— Sebastian Chosiński

Bo nie zna życia, kto nie służył w marynarce
— Marcin Osuch

Nie zadzieraj z Manitou! Ani nikim, kto go zna
— Sebastian Chosiński

Providence, nad którym nie czuwa Opatrzność
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.