Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCX

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Mike Dringenberg, Neil Gaiman, Malcolm Jones III, Sam Kieth
‹Sen sprawiedliwych›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSen sprawiedliwych
Tytuł oryginalnySandman: Preludes and Nocturnes
Scenariusz
Data wydaniawrzesień 2002
RysunkiSam Kieth, Malcolm Jones III, Mike Dringenberg
PrzekładPaulina Braiter
KolorRobbie Busch
Wydawca Egmont
CyklSandman
ISBN-1083-237-1339-1
Format98s. 170×260mm
Cena19,90
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Sen, brat Śmierci
[Mike Dringenberg, Neil Gaiman, Malcolm Jones III, Sam Kieth „Sen sprawiedliwych” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Pamiętam pierwsze minuty, kiedy to po raz pierwszy, sześć lat temu, jesienią 1996 roku otworzyłem ’Sandman: Preludes & Nocturnes’ – mojemu zadziwieniu nie było końca.

Tomasz Sidorkiewicz

Sen, brat Śmierci
[Mike Dringenberg, Neil Gaiman, Malcolm Jones III, Sam Kieth „Sen sprawiedliwych” - recenzja]

Pamiętam pierwsze minuty, kiedy to po raz pierwszy, sześć lat temu, jesienią 1996 roku otworzyłem ’Sandman: Preludes & Nocturnes’ – mojemu zadziwieniu nie było końca.
225 […] Gdy Afrodyta zrodzona z Dzeusa do domu wróciła,
Hera natychmiast spłynęła ze szczytu stromego Olimpu,
idąc do Pierii z pośpiechem i do Ematii powabnej.
Dąży do śnieżnych gór Traków, harcem na koniach wsławionych,
do gór wierzchołków najwyższych, nie tyka ziemi stopami.
Na zbałwanionych fal grzbiety z Athosu do morza spływa
230 i zatrzymuje się w Lemnos, w mieście boskiego Toasa.
W miejscu tym Hera spotkała Sen, który bratem jest Śmierci,
ręką ujęła dłoń jego i takie słowa wyrzekła:
„Śnie, coś jest władcą dla wszystkich bogów i wszystkich ludzi!
Jeśli mych słów kiedykolwiek wysłuchiwałeś, i teraz
235 chciej ich wysłuchać, a wdzięczna ci będę po dni ostatnie.
Homer „Illiada” (Pieśń XIV: Oszukanie Dzeusa)
Przełożyła: Kazimiera Jeżewska

Mike Dringenberg, Neil Gaiman, Malcolm Jones III, Sam Kieth
‹Sen sprawiedliwych›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSen sprawiedliwych
Tytuł oryginalnySandman: Preludes and Nocturnes
Scenariusz
Data wydaniawrzesień 2002
RysunkiSam Kieth, Malcolm Jones III, Mike Dringenberg
PrzekładPaulina Braiter
KolorRobbie Busch
Wydawca Egmont
CyklSandman
ISBN-1083-237-1339-1
Format98s. 170×260mm
Cena19,90
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Absurdalnie duża suma, jaka trafiła gdzieś do prywatnej księgarni komiksowej na wybrzeżu, wydawała się stratą pieniędzy - komiks, który trzymałem w ręku był rozczarowaniem. To nie było to samo, co ’X-Men’ rysowane przez Jima Lee. Postacie nie wyglądały jak te z komiksów wydawanych TM-Semic - były pokraczne, a kolory brzydkie. Sprawdziłem na wszelki wypadek jeszcze raz. No tak. Neil Gaiman, Vertigo. Zgadza się. Nic to. Zacząłem czytać. I okazało się, że archaiczne kolorowanie ma swój urok, ilustracje z czasem coraz mniej mi przeszkadzały, a wręcz zaczęła się swego rodzaju fascynacja. A ja niepostrzeżenie zatopiłem się lekturze jednego z lepszych komiksów, jakie udało mi się do tej pory przeczytać.
Część pierwsza: Sen sprawiedliwych
Już pierwszy numer był niespodzianką - rozpoczynał się na początku XX wieku, w jednym z angielskich majątków. Czytelnicy mogli być świadkami przygotowań oraz samego rytuału, jaki wykonał Roderick Burgess (Wielki Magus jednego z rozlicznych, mistycznych stowarzyszeń, jakie powstawały w Anglii), po to by przywołać i pochwycić Śmierć. I rzecz oczywista - już nigdy nie umrzeć. Rytuał nie idzie zgodnie z planem - zamiast spodziewanej ofiary do pułapki wpada jej młodszy brat - Sen. Blady, małomówny typ o sinej karnacji i potężnych możliwościach - potrafił korzystać z tego wszystkiego, co wyśnią ludzie. A jeśli pamiętacie choć część swoich snów - to wiecie, że w nich mogło wydarzyć się wszystko. Neil Gaiman w doskonały sposób potrafił odtworzyć surrealistyczną poetykę snu - wchodzimy razem ze Snem między innymi na bal, na którym gośćmi są znane postacie ze świata filmu i polityki, a senne reguły zdają się wkraczać również do świata na jawie. Również kara, jaka spotyka nierozważnego maga - a właściwie jego syna (który odziedziczył po ojcu również ’klatkę’ z niecodziennym więźniem) - to doskonały przykład sennej logiki panującej w komiksie. Postarzały Aleksander Burgess powoli zaczyna podążać za czarnym kotem w głąb wielkiego, opuszczonego domu. W mijanych lustrach, widać odbicie znacznie młodszego człowieka niż ten, który wspina się na kolejne stopnie wieży. Kiedy Aleks wchodzi już do komnaty na górze, nie jest przygarbionym starcem, ale kimś znacznie młodszym. Jest ponownie kilkuletnim, przerażonym chłopcem, takim samym jak w dniu, w którym Morfeusz, Władca Snów, został uwięziony. A kot właśnie wskakuje na krzesło stojące na środku pokoju i zamienia się w byłego więźnia. Aleks już nigdy nie będzie spał spokojnie.
Mocną stroną tego odcinka są też losy zwykłych ludzi wplątanych w fabułę. Ludzi śniących sny, nad którymi nie do końca mają kontroli. Takie wątki z czasem będą pojawiały się coraz częściej - w końcu sami też mamy sny.
Część druga: Gospodarze niedoskonali
– No dalej, tchórzliwa, skretyniała beko żałosnego sadła! Otwórz pudełko. Odpakuj je!
- Ale… ja… nie mam dziś urodzin.
- Oczywiście, że nie masz urodzin. W ogóle nie masz urodzin.
- No, nie. Fakt.
- Ty… Obiecujesz, że to nie wybuchnie?
- Czemu miałbym dać ci wybuchowy prezent?
- Za jakiego brata mnie masz?
- Za mojego brata.
Kain i Abel. Jeden - ogromny raptus, drugi zaś wręcz przeciwnie - cichy, jąkający się człowieczek. Biblijni bracia i strażnicy dwóch domów - Sekretów i Tajemnic, stanowili odskocznię od ponurego numeru premierowego, wprowadzając elementy czarnego humoru. Pokazują też oni, że w krainie tej wiele jest możliwie - z portretu przestawiającego Abla w pewnym wychodzi on sam - ot, jeszcze jeden przykład sennej logiki. W tym też numerze zmieniamy również miejsce akcji - po raz pierwszy trafiamy do krainy, którą rządził przed uwięzieniem nasz bohater. Zapuszczona jest ona i prawie umierająca - władcy nie było przez długie dziesięciolecia. Numer roi się od gościnnych występów mieszkańców tego świata (i długoletnich gospodarzy własnych tytułów komiksowych - szczegóły w artykule obok) i stanowi jeszcze jedną prezentację możliwości głównego bohatera. Mimo, że potrafi on zmieścić cały świat w pięści, po to, by zacząć jego odbudowę od zera, to nie nad wszystkim ma on kontrolę - trzy wiedźmy wezwane na pomoc, pomimo, że odpowiadają na zadane pytania, to jednak okazują dystans w stosunku do Sandmana. Wygląda na to, że istnieją istoty silniejsze, bądź też co najmniej równe jego statusowi.
Część trzecia: Sakwa piasku
Trzeci numer to z kolei najkrwawszy jak do tej pory epizod - ukłon w kierunku miejskich legend i powieści Clive’a Barkera i kolejna zmiana lokalizacji. Trafiamy do współczesnego Londynu. John Constantine - znany z komiksów Alana Moore’a i Jamie Delano londyński mag mający wpływy w szerokich kręgach (w tym również kręgach piekieł) i reputację osoby, z którą nie warto zadzierać - w komiksie Gaimana odsłonił swoje ludzkie oblicze człowieka, który wie, co to strach a i współczucie dla cierpiących mu nie obce. Makabryczna, żyjąca tapeta, składająca się z wynicowanego człowieka podtrzymywanego przy życiu dzięki istotom, które przybyły na Ziemie za pomocą zawartości skradzionej Sandmanowi sakwy to jedna z ehm… atrakcji tego odcinka. Widzimy też co sny potrafią zrobić z ludźmi, którzy zbyt długo oddają się marzeniom sennym.
Różnice między starą a nową wersją
Różnice między starą a nową wersją
Polska edycja
Pierwsze pojawienie się Sandmana na polskim rynku to trzy pierwsze zeszyty serii, w pierwotnej okładce wydania zbiorczego ’Sandman: Preludes & Nocturnes’. Do wydania dołączony jest ponadto dwustronicowy wstęp Karen Berger, redaktorki opiekującej się serią oraz inicjatorką założenia nowej linii wydawniczej - DC/Vertigo. Z niewyjaśnionych powodów do wydawnictwa dotarły materiały stanowiące pierwotne kolorowanie serii -  w kolejnych wznowieniach (zarówno w cyklu ’Essential Vertigo: The Sandman’, jak i kolejnych wznowieniach pierwszego tomu z kolekcji ’Sandman Library’) zostało poprawionych kilkanaście błędów, jakie zostały popełnione podczas pierwszego wydania. Zmieniono kolory w scenie pojmania złoczyńcy przez Ligę Sprawiedliwości - w nowych wydaniach widać, że postać stojąca z tyłu to Hal Jordan - Zielona Latarnia, a łańcuchy pętające draba to nic innego, jak efekt działania Pierścienia, którym ten superbohater się posługuje. We wszystkich numerach zmieniono odcienie twarzy u kilku osób oraz kolory kostiumu i hełmu Sandmana. Pozwolono również by włosy Ellie Marsten, dziewczynki czytającej przygody Alicji z ”Po drugiej stronie lustra„ na początku pierwszego
Różnice między starą a nową wersją
Różnice między starą a nową wersją
epizodu (będącej jedną z wielu ofiar przypadłości sennych), przez cały czas epizodu pozostały takie same - w wersji Egmontu Ellie zasypia jako blondynka, by kilkakrotnie pojawić się jako brunetka i by w chwili obudzenia znowu stać się blondynką. Jeśli jesteśmy przy kolorach - to warto wspomnieć o papierze, na którym wydrukowano polską edycję - białym, matowym nośniku źle chłonącym kolory, o kilka stopni bladsze niż te w oryginalnym wydaniu. Po raz kolejny również Egmont nie uszanował pracy jednego z grupy ludzi pracujących przy produkcji komiksów - Todda Kleina. Todd w trakcie istnienia serii wprowadził do niej ponad 30 różnorakich czcionek, z których każda została przypisana do indywidualnych postaci, a ich krój został dopasowany do indywidualnych cech postaci. Polska edycja całkowicie ignoruje znerwicowaną, rozchwianą czcionkę przypisaną do Johna Dee (więcej o nim przy okazji drugiego tomu cyklu - ”Sandman: Nadzieja w Piekle„), a w wielu dymkach istniejące liternictwo zmienia wielkość w dowolny sposób (konkurencyjnemu wydawnictwu w przypadkach zbyt dużej ilości tekstu albo skutecznie i bez krzywdy dla treści go przycina, bądź też w cudowny sposób powiększa dymek czy ramkę w której ten ma się zmieścić).
Tłumaczenie Pauliny Braiter, stałej już chyba translatorki Neila Gaimana w Polsce, nie wykazuje większych błędów czy uchybień (choć oryginalne ’dreamtime’ zamienione na ’czasosen’ zbyt nachalnie kojarzy się ’czasem sosen’). Jest tam natomiast jedna rzecz, o której warto wspomnieć. O ile część atrakcji związanych z drugim numerem należała do powrotu na karty komiksowe wielu postaci znanych na amerykańskim rynku komiksowym, to smaczkiem trzeciego numeru są bezustanne piosenki, które słuchać w tle komiksu. „Dream a Little Dream of Me„ Mamas and the Papas, „Mister Sandman„, „Sweet Dreams„ Eurythmics. Ponadto usłyszeć tam możemy piosenki takich wykonawców i zespołów, jak Bobby Darin, Frankie Goes To Hollywood, Roy Orbison, Patsy Cline, a także Elvisa Costello. Czytelnik znający język angielski, choć trochę osłuchany z muzyką popularną, rozpoznać mógł bez trudu przynajmniej niektóre z zamieszczonych tam utworów. Szansy tej są pozbawieni czytelnicy wydania z Egmontu, w której wszystkie teksty zostały spolszczone. Zniknął też (trudno było pozostawić go w oryginale z zachowaniem kontekstu) fragment utworu „Venus of the Hardsell„ Mucous Membrane - zespołu, w którym występował John Constantine.
O ile sam komiks wolny jest od błędów merytorycznych, można ich trochę znaleźć we wstępie do tegoż. Kiedy Neil Gaiman spotkał się z Karen Berger w Londynie nie mógł zaprezentować jej dwóch miniserii a także cyklu o Johnie Constantinie - ponieważ te, jako takie, nie istniały. Gaiman w trakcie rozmowy zaproponował swojej przyszłej redaktorce te seriie, jako pomysły cykli, które chciałby tworzyć. Drażni we wstępie również tłumaczenie nie wydanych w Polsce tytułów komiksów bez pozostawienia tytułów oryginałów. I tak ’Black Orchid’ zostaje ’Czarną Orchideą”, a "Violent Cases” zamienia się w ’Ostre Przypadki”. Oryginalne ’Sam (Kieth) did wonderful portrayals of Cain and Abel” w żaden sposób nie może zostać przetłumaczone na „Sam stworzył niepowtarzalne postaci Kaina i Abla” - artysta ten, co prawda w cudowny sposób odtworzył istniejących od kilkunastu lat bohaterów, ale w żadnym razie nie są oni jego kreacją. Brakuje również konsekwencji w tłumaczeniu nazw własnych. ’The Endless’ - rodzina ponadczasowych istot będących ucieleśnieniem ludzkich cech (do której należy między innymi Sen i Śmierć) - we wstępie tłumaczona jest jako Nieśmiertelni, po to by kilka kartek dalej, na szesnastej stronie pierwszego zeszytu, zostać wspomniana po raz kolejny - już jako Nieskończeni. W tym samym dymku po raz pierwszy pojawiają się tłumaczenia dwóch innych członków rodziny - Żądza (Desire) i Los (Destiny). I tu też - szczególnie w kontekście, w jakim przedstawiona w późniejszych tomach jest postać Destiny (zakapturzony człowiek z przykutą do ręki wielką Księgą, w której spisane są losy Wszystkiego co było, jest i będzie) - powstają wątpliwości. Polski ’Los’ sugeruje, że mamy tu do czynienia z elementem losowym - tymczasem Księga została już dawno spisana, a nasza przyszłość jest naszym ’Przeznaczeniem’. We wstępie też po raz kolejny ujawnia się sprawa Rodziny i tłumaczeń. „Wkrótce po zamknięciu edycji SANDMANA, jego wpływ ujawnił się w THE DREAMING, ukazującej się raz w miesiącu pozycji, w której nie odnajdziemy Morfeusza ani żadnego z jego braci (…)”. Co ciekawe, o ile w poprzednich tytułach (Violen Cases, Black Orchid), tłumaczka swobodnie dawała sobie radę z tłumaczeniem tytułów, tu - niekonsekwentnie -  pozostawiła go w oryginale. A co do ’Morfeusza i jego braci’ - to oryginalne ’Morpheus and his siblings’ nie określa płci krewnych Morfeusza - i słusznie - bo o Delirium, Despair czy Death zdecydowanie ’brat’ powiedzieć nie można.
Na księgarskich półkach pojawił się komiks, który w prawie piętnaście lat po swojej premierze (i mimo zakończenia serii po 75 numerach), nadal jest jednym z popularniejszych tytułów na rynku amerykańskim. Sam autor twierdzi, że kilka pierwszych numerów jakie stworzył, były procesem szukania swojego własnego stylu, własnej koncepcji na serię komiksową. Przed Wami komiks, który przeszedł do historii opowieści obrazkowych.
Więcej o serii, jej bohaterach, okolicznościach powstania i jej autorze znajdziecie w innych artykułach Esensji.
koniec
1 listopada 2002

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Fajne te dodatki, ale…
Marcin Osuch

21 X 2021

Młode wydawnictwo Lost in Time konsekwentnie buduje swoją pozycję na naszym rynku. Wydaje komiksy nieszablonowe i to w bardzo atrakcyjnej formie. Do takich pozycji należy m.in. „Opowieść o czarodziejach”, druga część serii „Świat Dryftu”.

więcej »

Mała Esensja: W Valleby zawsze coś się dzieje
Marcin Mroziuk

20 X 2021

Wielbiciele „Biura Detektywistycznego Lassego i Mai” z pewnością nie przepuszczą okazji, by poznać kolejne cztery sprawy rozwiązane przez ich ulubionych bohaterów. Co ważne, historyjki w „Sabotażu w punkcie skupu i innych komiksach” okazują się równie wciągające, jak te znane z książek Martina Widmarka, a charakterystyczne rysunki Heleny Willis wręcz nadspodziewanie dobrze się sprawdzają się jako komiksowe kadry.

więcej »

W służbie jej kosmicznej mości
Marcin Knyszyński

19 X 2021

Pierwszy zbiorczy tom „Armady”, wydany właśnie przez Egmont, zbiera cztery początkowe odcinki serii, które już dwadzieścia lat temu pojawiły się na polskim rynku. Młodzieżowa, typowo rozrywkowa space opera z dziesiątkami cudacznych miejsc i bohaterów – przed nami gargantuiczny konwój, złożony z tysięcy olbrzymich statków kosmicznych, od milleniów przemierzający galaktykę.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Światy równoległe
— Tomasz Nowak

Krótko o komiksach: Wrzesień 2004, cz. 2
— Sebastian Chosiński, Daniel Gizicki, Wojciech Gołąbowski

Z wielkiej chmury mały deszcz
— Sebastian Chosiński

Wstęp do armagedonu?
— Sebastian Chosiński

Piekło, Szaleniec i Śmierć
— Tomasz Sidorkiewicz

Tegoż autora

Potrawka z napletka
— Tomasz Sidorkiewicz

Demony nie umierają
— Tomasz Sidorkiewicz

Wilkołaki i Magiczne Rękawice
— Tomasz Sidorkiewicz

Steamfantasy
— Tomasz Sidorkiewicz

Wszyscy zostaniecie nababieni
— Tomasz Sidorkiewicz

A krew demonów jest nadal zielona
— Tomasz Sidorkiewicz

Veni. Vidi. I co dalej?
— Tomasz Sidorkiewicz

Z czaszką w tle
— Tomasz Sidorkiewicz

Inne światy
— Tomasz Sidorkiewicz

Obietnica przygody
— Tomasz Sidorkiewicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.