Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CLXXIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Wróblewski był pierwszy!

Esensja.pl
Esensja.pl
Któż nie zna legendarnego serialu o Janku Kosie i jego pancernych towarzyszach, którzy u boku Armii Czerwonej przeszli szlak bojowy znad Oki do Berlina, aby zdusić hitlerowską żmiję w jej legowisku? Swego czasu wielką popularnością cieszyła się także powieść Janusza Przymanowskiego, na której film oparto. Mało kto jednak wie, że na przełomie lat 60. i 70. XX wieku powstały również dwie komiksowe adaptacje książki. Autorem pierwszej z nich był Jerzy Wróblewski.

Janusz Przymanowski, Jerzy Wróblewski
‹Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #12: Czterej pancerni i pies›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZ archiwum Jerzego Wróblewskiego #12: Czterej pancerni i pies
Scenariusz
Data wydaniagrudzień 2017
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca ONGRYS
CyklZ archiwum Jerzego Wróblewskiego
ISBN9788365803214
Format96s. 300x215 mm
Cena44,90
Gatunekprzygodowy
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 37,47 zł
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
„Czterej pancerni i pies” oraz „Stawka większa niż życie” to dwie pomnikowe legendy polskiej telewizji epoki późnego Władysława Gomułki. Dwa seriale, które na trwałe weszły do historii polskiej popkultury, kształtując gusty i poglądy milionów młodych Polaków w końcu lat 60. i przez co najmniej dwie kolejne peerelowskie dekady. Przy okazji wlewając do ich umysłów komunistyczną propagandę o wieczystej przyjaźni ze Związkiem Radzieckim i braterskiej walce z hitlerowską gadziną u boku walecznej Armii Czerwonej. W opowieści o Klossie było to czynione niejako na marginesie głównego biegu wydarzeń, ale za to w „Pancernych” nie było praktycznie odcinka, w którym nie pojawialiby się radośni i zawsze przyjaźnie nastawieni do naszych czołgistów krasnoarmiejcy. A jeśli do tego dodamy jeszcze stanowiących załogę „Rudego” Grigorija Saakaszwilego i Olgierda Jarosza (niby potomka Polaka, ale jednak radzieckiego komunistę), jak również fakt, że mogąc związać się z Polką (Lidką), Janek wybrał mimo wszystko Rosjankę (Marusię) – nie możemy mieć wątpliwości, jakie cele przyświecały autorowi powieści, a następnie twórcom serialu.
Zmarły przed dwudziestu laty pułkownik Ludowego Wojska Polskiego Janusz Przymanowski miał – jak wielu ludzi z jego pokolenia – pogmatwany życiorys. Jako nastolatek wziął udział w kampanii wrześniowej, po klęsce której znalazł się w Brześciu nad Bugiem, a więc w tej części Polski, która na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow przypadła ostatecznie Sowietom. W 1940 roku został aresztowany przez NKWD i kolejne trzy lata spędził na zesłaniu, pracując między innymi w kamieniołomie bazaltu. Pewnie wtedy wyciągnął wniosek, że jeśli chce przeżyć, to musi przyłączyć się do oprawców – i podjął decyzję o zgłoszeniu się na ochotnika do Armii Czerwonej. Wkrótce rozpoczęto jednak tworzenie – w Sielcach nad rzeką Oką – 1 Dywizji Piechoty imienia Tadeusza Kościuszki i tam właśnie wyekspediowano młodego Polaka. Przymanowski przeszedł szlak bojowy aż do Warszawy, biorąc pod drodze udział w bitwie pancernej pod Studziankami. Potem został dziennikarzem – korespondentem wojennym, w końcu zaczął próbować swych sił jako poeta i prozaik. Zaangażował się też politycznie, wstępując do PPR, później PZPR, we wszelkich sporach stając zazwyczaj po stronie partyjnego betonu.
Dzisiaj o Januszu Przymanowskim pamiętaliby zapewne tylko nieliczni badacze literatury peerelowskiej, gdyby nie ta jedna powieść, jaka wyszła spod jego ręki. Chodzi oczywiście o „Czterech pancernych i psa”. Książka ukazała się w 1964 roku i kończyła się na dotarciu czołgistów z I Brygady Pancernej imienia Bohaterów Westerplatte do Bałtyku. Niemal natychmiast zainteresowali się nią filmowcy, którzy już w roku następnym przystąpili do realizacji opartej na niej serialu. Osiem odcinków zaprezentowano po raz pierwszy wiosną 1966 roku. I wtedy wśród dzieci i młodszych nastolatków zaczął się prawdziwy pancerny boom. Przymanowski na fali popularności filmu zabrał się za pisanie ciągu dalszego, doprowadzając swoich bohaterów aż do Berlina. Kolejne dwa tomy powieści ujrzały światło dzienne w latach 1968-1969; na bieżąco powstawały również dalsze odcinki serialu – pomiędzy 1969 a 1970 rokiem nakręcono ich trzynaście. Następnym krokiem było stworzenie komiksu, za co zabrał się nie byle kto, bo sam Szymon Kobyliński.
Każdy tom powieści znalazł swoje odzwierciedlenie w osobnym woluminie komiksowym. Całość, opublikowana przez Wydawnictwo Harcerskie w latach 1970-1971, otrzymała tytuł „Przygody pancernych i psa Szarika (oraz innych dzielnych żołnierzy – rysunkami opowiedziane)” – i w ślad za powieścią i filmem (względnie w odwrotnej kolejności) odniosła sukces. Mało kto jednak wtedy wiedział, że Kobyliński wcale nie był pierwszy. Że dwa lata przed nim trudu opowiedzenia historii Janka Kosa i jego kompanów podjął się bydgoski autor (chociaż pochodzący z Inowrocławia) Jerzy Wróblewski. Późniejszy twórca legendarnego „Binio Billa” w tamtym czasie był etatowym rysownikiem pasków komiksowych publikowanych w wydawanej w mieście nad Brdą popołudniówce „Dziennik Wieczorny”. Znano go już wówczas z takich opowieści, jak westernowe historyjki „Tom Texas” (1961) i „Rycerze prerii” (1965) czy też awanturniczo-przygodowy i marynistyczny w jednym „Kapitan Kirb” (1966-1967). Po tematykę drugowojenną sięgał do tej pory zaskakująco rzadko, prawdopodobnie jedynie w „Małym partyzancie” (1967). Bo przecież humorystyczne „paski” opowiadające o perypetiach szeregowca Kromki (1962-1964), żołnierza Ludowego Wojska Polskiego, tutaj się nie liczą.
Dzieła Jerzego Wróblewskiego i Szymona Kobylińskiego różniły dwa główne elementy: opowieść bydgoszczanina powstawała, jak każdy komiks prasowy, praktycznie z dnia na dzień; oddając planszę do druku nie miał więc już możliwości wprowadzenia jakichkolwiek poprawek, na dodatek czas zawsze naglił. I druga sprawa: Wróblewski oparł się tylko na książce Przymanowskiego wydanej w 1964 roku, która dopiero po kilku latach została przemianowana na tom pierwszy trylogii; później do tematu już nie powrócił, wychodząc zapewne z założenia, że po wydaniu trzyczęściowej serii Kobylińskiego, którą można było kupić w księgarniach i kioskach „Ruchu” w całej Polsce, nie ma to już większego sensu. W sumie w „Dzienniku Wieczornym” ukazały się – pomiędzy majem 1968 a marcem 1969 roku – sto osiemdziesiąt trzy odcinki „Pancernych”. Wyglądały jak wszystkie wcześniejsze prace Wróblewskiego: pod (w przeważającej liczbie) trzema składającymi się na „pasek” kadrami widniał ilustrujący je tekst „wycięty” z powieści Przymanowskiego. Przygotowując książkową reedycję komiksu Maciej Jasiński, wzorem poprzednich tomów, przerobił to na wersję z „dymkami”, w efekcie czego „Pancerni” Wróblewskiego przypominają współczesne opowieści rysunkowe i dają się czytać z dużo większą przyjemnością.
Od strony fabularnej nie ma większych zaskoczeń. To bardzo wierna (choć w paru momentach „przycięta” bądź dopasowana do przekazu serialowego) adaptacja książki: począwszy od syberyjskiego epizodu Janka Kosa i pierwszego spotkania z Grigorijem, poprzez jego podróż do Sielc i służbę w I Brygadzie Pancernej, aż do dotarcia nad brzeg Morza Bałtyckiego, gdzie młody sierżant odnajduje swego ojca, niegdyś żołnierza broniącego Westerplatte, a obecnie partyzanckiego dowódcę – porucznika „Westa”. W porównaniu z wersją serialową można dostrzec pewne różnice, ale wynikały one głównie z tego, że przenosząc na ekran perypetie czwórki tankistów (i psa) Konrad Nałęcki i sam Przymanowski – jako współautor scenariusza – zdecydowali się podrasować pewne elementy powieści. Wróblewski doskonale znał serial, czego dowodzi fakt, że swoim bohaterom nadał wygląd aktorów, którzy wcielali się w nich na ekranie. Patrząc na Janka widzimy więc Janusza Gajosa; analogicznie: Grigorij ma twarz Włodzimierza Pressa, Gustlik – Franciszka Pieczki, a Olgierd – Romana Wilhelmiego (dodajmy tylko, że Olgierd to wymysł filmowy, w książce jest on rodowitym Rosjaninem i nazywa się Semen. Wasyl Semen).
Podobnie jest w przypadku postaci drugoplanowych: Marusi, Lidki, „Westa” czy starego Czereśniaka, który na krótko dołącza do załogi w trakcie walk o Studzianki. Tym bardziej dziwić może, że sierżant Czernousow w niczym nie przypomina Janusza Kłosińskiego, a Generał (w serialu aż do szturmu na Berlin pozostawał Pułkownikiem) – Tadeusza Kalinowskiego. To jednak sprawy drugorzędne, które nie wpływają na ocenę całości. Poddając „Pancernych” – w jakiejkolwiek wersji (książkowej, filmowej czy komiksowej) – wiwisekcji, krytyk znajduje się w trudnym położeniu; ma bowiem pełną świadomość tego, że bierze na warsztat dzieło w boleśnie uproszczony sposób przekazujące wiedzę na temat drugiej wojny światowej, a w wielu fragmentach wprost zakłamane. Z drugiej strony jest to dzieło, które ma poczesne miejsce w rodzimej popkulturze i zapewne nic już tego nie zmieni. Z „Pancernymi” starano się walczyć – ograniczać emisję serialu bądź ośmieszać go (często słusznie). Niczego to jednak nie dało. Większość Polaków wciąż odczuwa sentyment, oglądając przygody załogi „Rudego”.
I tak też należy patrzeć na komiks Wróblewskiego – z pozycji sentymentalnych. W tej kategorii wypada on zaś mistrzowsko. Zwłaszcza pod względem graficznym. Rysunki bydgoszczanina bronią się do dzisiaj. Owszem, niekiedy (z naciskiem na: niekiedy) są uproszczone, ale nie zapominajmy, że powstawały nie z myślą o publikacji w osobnym albumie, lecz w gazecie codziennej, której możliwości poligraficzne były niewielkie. Pamiętając o tym, „Pancerni” Wróblewskiego tym bardziej zasługują na uznanie. Rysownikowi udała się bowiem rzecz niezwykła: w tak ograniczonej artystycznie formule zdołał oddać batalistyczny rozmach zdarzeń, w jakich uczestniczyli bohaterowie dzieła. Świetnie prezentują się i bitwa o Studzianki, i sceny walk o warszawską Pragę czy o Pomorze Gdańskie. Wróblewski przedstawia je w bardzo typowy dla siebie, realistyczny sposób, nie zapominając o drugim planie i szczegółach tła. Żal wielki, że – pochłonięty przez inne projekty (jak chociażby „Tarzan” i „Skarb Tarzana”) – nie zdecydował się po dwu-, trzyletniej przerwie dokończyć swej przygody z książką Przymanowskiego. Rysunkowy pojedynek z Kobylińskim byłby, zaiste, starciem gigantów.
koniec
12 lutego 2018
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Nie jestem bohaterem
Marcin Osuch

23 II 2018

Komiks z afrykańskimi przygodami Corto uważałem za najlepszy z dotychczas wydanych w Polsce. Po ponownej lekturze podtrzymuję tę opinię.

więcej »

Pieniądze to nie wszystko
Albert Walczak

22 II 2018

Komiksy o Kaczorze Donaldzie, jak i innych disneyowskich bohaterach postrzegane są głównie jako proste opowieści rysowane z myślą o najmłodszych czytelnikach. Istnieje jednak komiks z kaczką w roli głównej, który potrafi zadowolić nawet najbardziej wymagających fanów historyjek obrazkowych. To oczywiście wyróżnione w 1995 r. prestiżową Nagrodą Willa Eisnera „Życie i czasy Sknerusa McKwacza” Dona Rosy.

więcej »

Zera i jedynki
Marcin Osuch

21 II 2018

W oryginale seria „The Manga Guide” obejmuje już kilkadziesiąt albumów z różnych dziedzin szeroko rozumianej nauki i techniki. W Polsce po tomie „Wszechświat” przyszła kolej na „Mikroprocesory” wydane nakładem PWN.

więcej »

Polecamy

Koniec nieskończoności

Marvel:

Koniec nieskończoności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nieskończoność megalomanii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ostatnie łowy doktora Octopusa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przeczytać Panterę i zapomnieć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pokręcony komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Nasz człowiek w Rio Klawo
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

Kapitan Żbik: Gdy do akcji wkracza SB, zabawa kończy się
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Magik na wiejskim odpuście
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Romantyczne tête-à-tête i wargi, które mogą cię zdradzić
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Danuta czy Krystyna? – zawodna pamięć Żbika
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Gorące plaże Adriatyku
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Z Bratysławy do Budapesztu
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Niespodziewany awans i afera „Żelazo”
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Obyś (nie) żył w takich czasach!
— Sebastian Chosiński

W szponach geparda, łapach goryla i paszczy krokodyla
— Sebastian Chosiński

Zdrada czai się pod wodą
— Sebastian Chosiński

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Wulkaniczny wehikuł czasu
— Sebastian Chosiński

Kto z Ligą wojuje…
— Sebastian Chosiński

Napalona doktor Quinn
— Sebastian Chosiński

Wampirza podróż w czasie i przestrzeni
— Sebastian Chosiński

Dobra mina do złej gry
— Sebastian Chosiński

Świat zrodzony z nienawiści
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.