Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCV

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Jeff Lemire, Dustin Nguyen
‹Descender #1: Blaszane Gwiazdy›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDescender #1: Blaszane Gwiazdy
Scenariusz
Data wydaniastyczeń 2018
RysunkiDustin Nguyen
Wydawca Mucha Comics
CyklDescender
ISBN9788365938053
Format152s. 180x275 mm
Cena65,00
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Ja, robot
[Jeff Lemire, Dustin Nguyen „Descender #1: Blaszane Gwiazdy” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Jeff Lemire proponuje kolejną refleksyjną opowieść o wyobcowaniu i samotności. Tym razem jednak wszystko rozgrywa się w scenerii science-fiction, a samotnym i wyobcowanym bohaterem jest… robot.

Paweł Ciołkiewicz

Ja, robot
[Jeff Lemire, Dustin Nguyen „Descender #1: Blaszane Gwiazdy” - recenzja]

Jeff Lemire proponuje kolejną refleksyjną opowieść o wyobcowaniu i samotności. Tym razem jednak wszystko rozgrywa się w scenerii science-fiction, a samotnym i wyobcowanym bohaterem jest… robot.

Jeff Lemire, Dustin Nguyen
‹Descender #1: Blaszane Gwiazdy›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDescender #1: Blaszane Gwiazdy
Scenariusz
Data wydaniastyczeń 2018
RysunkiDustin Nguyen
Wydawca Mucha Comics
CyklDescender
ISBN9788365938053
Format152s. 180x275 mm
Cena65,00
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
W położonej na księżycu Dirishu-6 siedzibie Kolonii Górniczej po dziesięciu latach snu budzi się android o wyglądzie dziecka. Tim-21 szybko odkrywa, że wszyscy ludzie pracujący w kopalni nie żyją. Z zapisów komputera dowiaduje się, że tragedia była konsekwencją natrafienia na niezwykłe złoże gazu, który momentalnie skaził atmosferę. Śmierć nastąpiła w ciągu kilku minut. Nie to jest jednak najgorszą informacją, jaką znajduje nasz bohater. Otóż, przeglądając materiały zgromadzone na dyskach, zdezorientowany android odkrywa, że podczas, gdy on pozostawał w uśpieniu, na dziewięciu planetach Rdzenia Megakosmosu doszło do niewyobrażalnej katastrofy. Dziesięć lat wcześniej pojawiły się mianowicie ogromne roboty i zaatakowały ludność zamieszkującą poszczególne planety. Ofiarami Żniwiarzy – bo tak nazwano dziewięć ogromnych mechanicznych stworów – padły setki milionów ludzi. Po dokonaniu tej rzezi roboty zniknęły równie nagle, jak się pojawiły. To nie był jednak koniec spirali przemocy. Otóż z niewyjaśnionych przyczyn Żniwiarze oszczędzili wszystkie roboty zamieszkujące Planety Rdzenia. Jak łatwo się domyślić, zapoczątkowało to falę nienawiści i przemocy skierowanej przeciwko maszynom. Ludzie postanowili odreagować wszystkie lęki związane ze Żniwiarzami i rozpoczęli eksterminację cybernetycznych istot.
Powiedzieć zatem, że Tim-21 znajduje się w trudnej sytuacji, to nic nie powiedzieć. Jego przebudzenie zostało bowiem zauważone w wielu punktach Planet Rdzenia i w stronę Dirishu-6 już zmierzają statki kosmiczne ze złomiarzami, łowcami nagród oraz wysłannikami władz Megakosmosu. Powiedzmy tylko, że ich celem nie jest zawarcie przyjaźni z zagubionym androidem. Dla Jeffa Lemire’a jest to punkt wyjścia do snucia opowieści o stereotypach, uprzedzeniach, samotności, braku zrozumienia i nienawiści. Dzieje się tu wprawdzie dużo i akcja jest dość wartka, ale i tak wszystko co najważniejsze rozgrywa się na płaszczyźnie emocjonalnej. Scenarzysta udowadnia po raz kolejny, że potrafi stworzyć odpowiednio refleksyjną atmosferę w każdych okolicznościach i w każdej scenerii. Na uwagę zasługuje również staranna konstrukcja bohaterów. W pierwszym tomie oczywiście zaledwie ich poznajemy, ale już widać, że każda z postaci pojawiających się w komiksie – nawet jeśli jest to sztuczna inteligencja albo dość prosty robot – jest interesująca i wielowymiarowa.
Mimo tego, że scenariusz Lemire’a jest naprawdę udany, to jednak głównym i niezaprzeczalnym atutem komiksu pozostaje, nietypowa jak na komiksy z głównego nurtu, warstwa graficzna. Rysunki Dustina Nguyena zdecydowanie zyskały na wartości dzięki specyficznej technice kolorowania. Otóż artysta nakładał akwarele bezpośrednio na szkice ołówkowe, dzięki czemu rysunki są niezwykle lekkie i zwiewne. Nie mamy tu wyrazistych konturów tylko plamy barw rozlewające się na poszczególnych planszach. Co więcej, możemy także dojrzeć fakturę papieru, a nawet prześledzić swobodne, czasami wręcz nonszalanckie ruchy pędzla. Ten efekt lekkości i swobody jest jednak – co oczywiste – rezultatem ciężkiej i żmudnej pracy. Nie przez przypadek stworzenie jednego zeszytu zajmuje mu, jak podkreśla w wywiadach, ponad dwa miesiące. Wszystkie te elementy sprawiają, że od komiksu po prostu nie można oderwać oczu. Warto także odnotować, że wbrew informacji umieszczonej w stopce redakcyjnej, Steve Wands jest liternikiem (a nie kolorystą tej serii). W albumie znalazło się także miejsce na kilka dodatkowych grafik autorstwa Jeffa Lemire’a, Seana Murphy’ego, Raya Fawkesa oraz Declana Shalveya. Do lektury komiksu doskonale wprowadza natomiast tekst Marcina Andrysa, zawierający syntetyczną charakterystykę twórczości kanadyjskiego twórcy.
„Descender” to bez wątpienia lektura obowiązkowa dla wszystkich miłośników twórczości Lemire′a. Komiks usatysfakcjonuje jednak na pewno również wszystkich sympatyków dobrych opowieści science-fiction, którzy odnajdą w nim wiele elementów znanych z mniej lub bardziej klasycznych historii. Scenarzysta bez wątpienia inspiruje się bowiem klasyką gatunku, ale tworzy całkowicie autorską i niepowtarzalną wizję świata, a raczej światów, w których ludzie i roboty próbują żyć jakoś obok siebie. Intrygująca fabuła sprawia, że komiks czyta się doskonale, ale to dzięki pięknym akwarelowym planszom chciałoby się do niego wracać, co chwila. Tylko po to, by podziwiać kunszt rysownika.
koniec
30 kwietnia 2018

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie wszystko da się rozstrzygnąć na ringu
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

8 V 2021

To już piąty tom serii „LastMan”, a twórcom wciąż udaje się nas zaskakiwać. Zwłaszcza, że dalej nie wiemy o co toczy się gra.

więcej »

Gdzie pieniędzy brak, tam charakter też nie pomoże
Paweł Olejniczak

7 V 2021

W „Konstelacji strachu” Green Arrow nadal prowadzi walkę z wiatrakami, czyli najpotężniejszą organizacją przestępczą świata.

więcej »

Wolności!
Marcin Knyszyński

6 V 2021

Wydawnictwo Egmont kontynuuje zasilanie polskiego rynku komiksowego najróżniejszymi, coraz bardziej ekskluzywnymi i „grubymi” wydaniami zbiorczymi. Jedną z najważniejszych premier kwietnia jest pierwszy z trzech tomów „Lucyfera” ze scenariuszem Mike’a Careya. Oto jedna z najpotężniejszych istot w uniwersum Detective Comics – przyobleczona w ludzką postać knuje swoje własne, przerastające nasze rozumienie, plany.

więcej »

Polecamy

Na wielbłądzie boli tyłek

Tajemnica złotej maczety:

Na wielbłądzie boli tyłek
— Konrad Wągrowski

Z Łosiem na łowy
— Konrad Wągrowski

Przybywając do PRL-owskiego raju
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Ku utopii
— Marcin Knyszyński

Wojna trwa!
— Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Większa wróżka
— Paweł Ciołkiewicz

Sąsiedzi
— Paweł Ciołkiewicz

Człowiek robotowi… człowiekiem
— Paweł Ciołkiewicz

Domek na prerii
— Paweł Ciołkiewicz

Manewry hamowania
— Paweł Ciołkiewicz

Sztuka życia
— Paweł Ciołkiewicz

Krwawy pościg
— Paweł Ciołkiewicz

Bez pracy nie ma kołaczy
— Paweł Ciołkiewicz

Być jak Superman
— Paweł Ciołkiewicz

Żebyśmy ze dwa takie czołgi mieli…
— Paweł Ciołkiewicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.