Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Janusz Christa
‹Kajtek i Koko w kosmosie #1: Zabłąkana rakieta›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKajtek i Koko w kosmosie #1: Zabłąkana rakieta
Scenariusz
Data wydania17 maja 2018
RysunkiJanusz Christa
KolorJanusz Christa, Arkadiusz Salamoński
Wydawca Egmont
CyklKajtek i Koko w kosmosie, Kajtek i Koko
ISBN9788328135680
Format96s. 215x285 mm
Cena39,99
Gatunekhumor / satyra
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 33,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Istny kosmos!

Esensja.pl
Esensja.pl
Czekaliśmy na to dwadzieścia siedem lat, ale wygląda na to, że nareszcie się uda! Egmont podjął się wydania pokolorowanej wersji najdłuższego polskiego komiksu „Kajtek i Koko w kosmosie” Janusza Christy. Jego pierwszy tom „Zabłąkana rakieta” właśnie trafił do sprzedaży.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Istny kosmos!

Czekaliśmy na to dwadzieścia siedem lat, ale wygląda na to, że nareszcie się uda! Egmont podjął się wydania pokolorowanej wersji najdłuższego polskiego komiksu „Kajtek i Koko w kosmosie” Janusza Christy. Jego pierwszy tom „Zabłąkana rakieta” właśnie trafił do sprzedaży.

Janusz Christa
‹Kajtek i Koko w kosmosie #1: Zabłąkana rakieta›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKajtek i Koko w kosmosie #1: Zabłąkana rakieta
Scenariusz
Data wydania17 maja 2018
RysunkiJanusz Christa
KolorJanusz Christa, Arkadiusz Salamoński
Wydawca Egmont
CyklKajtek i Koko w kosmosie, Kajtek i Koko
ISBN9788328135680
Format96s. 215x285 mm
Cena39,99
Gatunekhumor / satyra
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 33,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Oryginalnie „Kajtek i Koko w kosmosie” ukazywał się nieprzerwanie w latach 1968 – 1972 w formie (najczęściej czterokadrowego) codziennego paska w gazecie „Wieczór wybrzeża”. W sumie powstało 1270 odcinków i jak się okazało była to ostatnia przygoda z dzielnymi marynarzami w rolach głównych. W 1974 roku Wydawnictwo Artystyczno-Graficzne wydało pierwszą albumową edycję komiksu. Został on jednak bardzo okrojony, a niektóre wątki zmieniono lub też zostały na nowo narysowane przez Christę. Dopiero w 1991 roku Wydawnictwo Adarex podjęło próbę opublikowania całości w wersji pokolorowanej. Historię podzielono na dwanaście tomów, niestety z ambitnego planu niewiele wyszło, albowiem ukazały się tylko trzy części („Zabłąkana rakieta”, „Twierdza tyrana” i „Kosmiczni piraci”) z czego trzeci tom opublikowała już inna oficyna – Wojtek-press. Odnotować należy, że pomimo całkiem starannej edycji, nie udało się zebrać wszystkich oryginalnych pasków, co wymusiło kilka drobnych zmian w dialogach.
Po dziesięciu latach do sprawy wrócił Egmont. Tym razem nikt nie bawił się w rozmienianie na drobne i całość ukazała się w jednym, obszernym tomie. Edycja była czarno-biała i również nie zawierała wszystkich pasków ze względu na problemy z ich odnalezieniem. Dopiero w 2012 roku pojawiło się wznowienie, będące kompletnym zbiorem rysunków Christy. Fani jednak czekali na edycję pokolorowaną. I wygląda na to, że wreszcie ich marzenie się ziści.
Pierwszy tom cyklu został zatytułowany, tak jak przed laty – „Zabłąkana rakieta”, niemniej w odróżnieniu od edycji Adarexu, jest grubszy mniej więcej o jedną trzecią i zawiera także fragment niegdysiejszej „Twierdzy tyrana”. Całość została na nowo pokolorowana i co najważniejsze, znalazło się w niej miejsce na zaginione paski. Jest to istotne zwłaszcza w przypadku pierwszej części komiksu, ponieważ okazuje się, że w przeszłości pominięto całe strony.
Jeśli chodzi o stronę fabularną, to zgodnie z tytułem Kajtek i Koko zostają wysłani w kosmos. Za namową profesora Kosmosika podejmują się pionierskiej misji dotarcia do gwiazdozbioru Oriona. Choć Kajko od razu zgodził się na nową przygodę, Koko robił co mógł, by się z niej wymiksować. Ostatecznie obaj znaleźli się w rakiecie i ruszyli w nieznane. Jak łatwo się domyślić po drodze pakują się w liczne kłopoty. Na swojej drodze spotykają kosmitów, roboty, kosmicznego pasożyta, muszą zmierzyć się z obcą flora i fauną i generalnie co chwila coś się dzieje.
Christa tworząc swoje najdłuższe dzieło wykazał się nieograniczoną wręcz wyobraźnią, wyprzedzając swoimi pomysłami innych o całe lata. Widać to już w omawianym tomie, który całymi garściami czerpie z tradycji science fiction, ale również przeciera nieznane szlaki. Trzeba pamiętać, że komiks powstawał w głębokim PRL, gdzie dostęp do tego co się działo na Zachodzie był bardzo ograniczony. I nawet jeśli coś przedzierało się przez żelazną kurtynę, mogło stanowić jedynie bazę pomysłów, które następnie były rozwijane przez Christę, który od początku wiedział, że tworzy coś dłuższego niż zwykle (choć pewnie nie podejrzewał, że aż tak wielkiego), stąd dość długi wstęp i rozbudowana podróż rakietą do systemu Oriona.
Komiks trzyma równe – szybkie tempo, które wynikało z tego, że paski ukazujące się w gazecie powinny mieć jakąś ciekawą pointę. Poza niestworzonymi przygodami i masą pomysłów, należy także zaznaczyć, że Christa postawił na sporą dawkę humoru sytuacyjnego, związanego najczęściej z Kokiem i jego niebywałą umiejętnością pakowania się w kłopoty. Choć znam tę pozycję na pamięć, do dziś nie mogę się nie uśmiechnąć, kiedy sympatyczny grubas popisuje się przed kosmiczną niewiastą i jej bratem, jakich uratowali z rąk okrutnych robotów na jednej z planet, albo kiedy przerażony ucieka, zaplątując się w liany, a Kajtek siada obok i mówi, żeby ten „sobie uciekał, a on chwilę odpocznie”, czy gdy próbując uniknąć wyprawy w kosmos, domaga się na komendzie milicji, by go zamknięto.
Nowa edycja przygód marynarzy w kosmosie została starannie wydana na kredowym papierze, tak jak Egmont ma w zwyczaju, niemniej mam trochę zastrzeżeń co do nowych kolorów. Choć poprawienie koloru kosmicznego pasożyta na okładce na zielony należy traktować na plus, to wewnątrz jest trochę zbyt ciemno. Za grubo kadry potraktowano tuszem, a i kolory też wyszły mniej przyjaźnie dla oka niż kiedyś. Być może przyzwyczaiłem się do starej edycji, ale to zaciemnienie rysunków nieco mi przeszkadzało.
To jednak tylko drobny mankament, który nie przysłania faktu, że mamy do czynienia z jednym z najlepszych polskich komiksów, który nie stracił nic ze swojej atrakcyjności. Dobrze, że teraz młode pokolenie także może go poznać, bo jak mawiał Janusz Christa – dobra historia obroni się sama. Ta doskonale wytrzymała próbę czasu.
koniec
6 czerwca 2018

Komentarze

06 VI 2018   21:00:34

Zdecydowanie preferuję wersję czarno - białą, tym bardziej, że ten komiks nigdy nie był rysowany z myślą o kolorze. Jak dla mnie skok na kasę. Na szczęście pełna wersja oryginalna jest ciągle w sprzedaży.

06 VI 2018   21:07:37

A dla mnie kanoniczna jest ta skrócona wersja (oczywiście też czarno-biała) wydana w latach siedemdziesiątych. To na pewno skutek przyzwyczajenia, ale cały czas uważam, że jest dużo bardziej zwarta i logiczna od pełnego wydania.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zło dobrem zwyciężać
Paweł Ciołkiewicz

18 I 2019

Czwarty tom „Głębi” nieco rozczarowuje. Po śmierci Stel Caine akcja zwalnia i zdecydowanie za bardzo brnie w psychologiczne zawiłości. Opowieść o poszukiwaniu nadziei zawsze była nimi przesycona, ale do tej pory doskonale to komponowało się z akcją. Teraz wydaje się, że Rick Remender snuje swoją opowieść jakby z mniejszym przekonaniem.

więcej »

Inspektor Ishida na tropie
Agnieszka ‘Achika’ Szady

17 I 2019

Ten malutki (nawet w sandałach geta na koturnie jest sporo niższy od Usgiego) policjant jest jedną z moich ulubionych postaci w cyklu. Nic więc dziwnego, że z niecierpliwością czekałam na tom „Tajemnice”, w którym pojawia się on w każdej ważniejszej historyjce. Dlaczego „ważniejszej” i które są nieważne?

więcej »

Ciekawe, co na to mama Goliata…
Marcin Osuch

16 I 2019

Nad tym właśnie zastanawiała się siostra Chucka, dowiedziawszy się, że Goliat przegrał uderzony kamieniem w głowę. Urocze, prawda? Jak całe najnowsze „Fistaszki”.

więcej »

Polecamy

Dwa, może trzy

Kadr, który…:

Dwa, może trzy
— Wojciech Gołąbowski

Kadry odnalezione #2
— Marcin Osuch

Nerd w świecie fantasy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Minki dziewczynki i twarze gliniarzy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Mary Jane, kocham cię!
— Marcin Knyszyński

Dłonie i łapki
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Cały we krwi!
— Marcin Knyszyński

Trach! Łup! Aaargh!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Co Kropelka sklei…
— Jacek „Korodzik” Dobrzyniecki

Pola śmierci
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Ćwierć wieku później
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do czytania w każdym wieku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Październik 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Komiks monumentalny
— Marcin Osuch

Prototypowy rajd po średniowieczu
— Łukasz Bodurka

Esensja czyta dymki: Październik 2011
— Esensja

Lektura obowiązkowa
— Marcin Osuch

A na zakończenie dokarmimy stonkę
— Łukasz Bodurka

Tegoż autora

Piję, bo się wstydzę
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Puzzle doktora Dooma
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dawno temu w Zamorze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tajne wojny domowe
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Duch Marina Goodmana ma się dobrze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nazywał się Lemmy i grał rock’n’roll
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rodzina na swoim
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wszystkie zwierzęta są seksi, ale świnki najseksowniejsze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ciemne strony seksu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gilotynując historię
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.