Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 listopada 2018
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CLXXXI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Stephen Bissette, Alan Moore, John Totleben
‹Saga o potworze z bagien #2›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSaga o potworze z bagien #2
Scenariusz
Data wydania19 września 2018
RysunkiStephen Bissette, John Totleben
Wydawca Egmont
CyklSaga o potworze z bagien
ISBN9788328134379
Format432s. 170x260 mm
Cena119,99
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 101,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

W sercu ciemności kwitnie kwiat…, a w polach blasku wije się żmija

Esensja.pl
Esensja.pl
Drugi tom zbiorczej edycji „Sagi o Potworze z bagien” przynosi kolejną solidną porcję niesamowitej grozy. Alan Moore wprowadza swoją historię na wyższy poziom, obdarzając głównego bohatera nową wiedzą i umiejętnościami, wzbogacając jego związek z Abby o nowe emocje oraz powołując do życia nowych bohaterów. Nie zapomniał przy tym również o nadchodzącej apokalipsie, w trakcie której dobro znów stanie do walki ze złem.

Paweł Ciołkiewicz

W sercu ciemności kwitnie kwiat…, a w polach blasku wije się żmija

Drugi tom zbiorczej edycji „Sagi o Potworze z bagien” przynosi kolejną solidną porcję niesamowitej grozy. Alan Moore wprowadza swoją historię na wyższy poziom, obdarzając głównego bohatera nową wiedzą i umiejętnościami, wzbogacając jego związek z Abby o nowe emocje oraz powołując do życia nowych bohaterów. Nie zapomniał przy tym również o nadchodzącej apokalipsie, w trakcie której dobro znów stanie do walki ze złem.

Stephen Bissette, Alan Moore, John Totleben
‹Saga o potworze z bagien #2›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSaga o potworze z bagien #2
Scenariusz
Data wydania19 września 2018
RysunkiStephen Bissette, John Totleben
Wydawca Egmont
CyklSaga o potworze z bagien
ISBN9788328134379
Format432s. 170x260 mm
Cena119,99
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 101,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Album zawiera szesnaście zeszytów opublikowanych pierwotnie w okresie od kwietnia 1985 roku do lipca roku 1986 (#35-50). Jak dowiadujemy się ze wstępu napisanego przez Stephena Bissette’a, Alan Moore określał tę część swojej historii mianem „Amerykańskiego gotyku” (poza pierwszymi dwoma zeszytami opublikowanymi w tym tomie – czyli dwuczęściową opowieścią zatytułowaną „Nuklearny Pysk”). Miało to być, jak twierdzi rysownik, „coś w stylu Swobodnego jeźdźca w stylu Ramseya Campbella”. Wszystko zaczyna się od zeszytu numer 37 zatytułowanego „Czas wzrostu”, w którym na scenie pojawia się z przytupem John Constantine. Od tego momentu staje się on swoistym przewodnikiem Potwora i – w dość zawiły jak na przewodnika sposób – objaśnia mu prawdziwą naturę jego mocy oraz wskazuje kolejne zadania do wykonania w najmroczniejszych zakątkach Ameryki. Okazuje się bowiem, że zło jakie zaczyna objawiać się ze wzmożoną siłą, jest wynikiem działalności pewnej organizacji dążącej do sprowadzenia na niebo i ziemię zagłady.
Stworzony z zieleni potwór noszący w sobie resztki świadomości i wspomnień Aleca Hollanda, kierowany przez enigmatycznego okultystę obiecującego mu odpowiedzi na kluczowe pytania, stopniowo odkrywa zatem swoje prawdziwe możliwości, a przy okazji stawia czoło prawdziwej grozie. Najpierw musi pokonać własną śmierć, później walczy z zamieszkującymi zatopione miasto wampirami, mierzy się wilkołakiem, na którym (czy raczej na której) ciąży klątwa, zmaga się z żywymi trupami nawiedzającymi opuszczoną posiadłość, tropi seryjnego zabójcę oraz odnajduje duchy ludzi zabitych w rezultacie chorej fascynacji bronią palną. Wszystkie te historie pozornie zdają się być oderwanym od siebie epizodami, ale w gruncie rzeczy są kolejnymi etapami nieuchronnie prowadzącymi tytułowego bohatera do finałowej walki. W każdej historyjce znajdują się bowiem zapowiedzi tego, co ma nastąpić oraz obecne są odniesienia do tego, co już się zdarzyło. W przypadku twórczości Moore’a takie stwierdzenie to oczywiście truizm, ale tu naprawdę nic nie dzieje się przypadkowo i wszystko jest ze sobą jakoś powiązane.
Poza tym, i jest to kolejny znak rozpoznawczy twórczości Maga z Northampton, wszystkie opowieści poruszają istotne społeczne problemy. Snując opowieści o potworach autor sugeruje jednoznacznie, że prawdziwa groza czai się w codziennym życiu i jest dość niepozorna. Rasizm, seksizm, przemoc, fascynacja złem prowadząca do jego gloryfikacji, uzależnienia, dostęp do broni – to być może najważniejsze problemy, o których mówi tu Alan Moore. Wszystko to wpisane jest w scenariusz zdarzeń prowadzących do spektakularnego starcia dobra ze złem i jasności z mrokiem. Podążając bowiem za wskazówkami Johna Constantine’a Potwór z Bagien odkrywa, że całe to zło, z jakim muszą wspólnie się mierzyć stanowi element większego planu. Poszczególne historie można różnie oceniać z dzisiejszej perspektywy, ale trzeba pamiętać, że taka interpretacja grozy w amerykańskim komiksie nie była oczywista w połowie lat osiemdziesiątych i tu bez wątpienia Moore w znacznym stopniu przyczynił się do radykalnej transformacji tego gatunku.
Warto odnotować również, że w tym samym czasie, gdy powstawały kolejne odsłony „Amerykańskiego gotyku”, Mag z Northampton pracował nad innym przełomowym komiksem – „Strażnikami” i pewne wspólne cechy obu dzieł są dość widoczne. Nie jest to fakt bez znaczenia, bo twórczość Moore’a bez względu na to, jakie pisał aktualnie serie, można rozpatrywać także jako autonomiczną całość rozwijającą się zgodnie z pewnym wzorem. Połowa lat osiemdziesiątych to czas, gdy dużą rolę w jego pisarstwie odgrywało na przykład eksplorowanie powszechnego lęku przed nadciągającą zagładą nuklearną. W „Strażnikach” chodzi o konflikt militarny, w „Sadze o Potworze z Bagien” natomiast pojawia się strach przed elektrowniami jądrowymi i szeroko rozumianymi eksperymentami z radioaktywnością. W dwuczęściowym „Nuklearnym pysku”, którego sam Moore wprawdzie do „Amerykańskiego gotyku” nie zaliczał, analizuje on te lęki wplatając w swoją historię dziesiątki artykułów prasowych opisujących mniej lub bardziej zatrważające przypadki katastrof nuklearnych i wypadków związanych z napromieniowaniem. Drugim elementem nasuwającym skojarzenie ze „Strażnikami” jest mechanizm transformacji Potwora z Bagien, jaki pojawia się w tym tomie. Obserwując to, jak przenosi się on z miejsca na miejsce trudno nie porównać tego do umiejętności, jakimi dysponował Doktor Manhattan. No i przede wszystkim, być może właśnie w tym okresie utrwalił się w stylistyce Moore’a specyficzny sposób na otwieranie swoich historii. „Strażnicy” rozpoczynają się od śmierci jednego z głównych bohaterów – „Komedianta”, a we wstępie do „Amerykańskiego gotyku” scenarzysta zabija przecież Potwora z Bagien. No i oczywiście trzeba podkreślić, coraz intensywniejsze zainteresowanie Moore’a magią i okultyzmem, dające o sobie coraz wyraźniej znać w tworzonych przez niego scenariuszach.
Równie efektownie jak scenariuszowe ekstrawagancje Moore’a prezentuje się graficzna warstwa komiksu. Stylistyka Steve’a Bissette’a, Johna Totlebena, Ricka Veitcha, Alfredo Alcali oraz Stana Wocha stanowi, o czym już wspominałem w recenzji poprzedniego tomu, bezpośrednie nawiązanie do twórczości Berniego Wrightsona, ale nie rezygnują jednak przy tym ze swej specyfiki. Rysownicy starają się dopasować do konwencji opowieści grozy i dużą wagę przywiązują do budowania odpowiednio mrocznej atmosfery. Z technicznego punktu widzenia, istotnym elementem jest precyzyjne szrafowanie. Najbardziej wyróżniają się zeszyty tworzone przez Bissette’a i Totlebena – można je rozpoznać już na pierwszy rzut oka. Od razu też widoczna staje się różnica, gdy do gry wkraczają inni rysownicy – Veitch, Woch czy Alcala. Nie ma przy tym znaczenia, czy pracują samodzielnie, czy któryś z nich nakłada tusz na ołówkowe szkice Totlebena czy Bissette’a – różnica momentalnie jest zauważalna. Tak, czy inaczej wypełnione gęstym, przywołującym skojarzenia z drzeworytami kreskowaniem rysunki prezentują się bardzo spójnie i efektownie, choć jeszcze lepiej wyglądałyby pewne bez koloru. Niewątpliwie płaskie barwy stanowią najsłabszy punkt komiksu. Upraszczają wizualnie grafiki, które jeśli tylko przyjrzeć się im nieco uważniej, są niezwykle złożone.
„Amerykański gotyk” można odczytywać jako rozbudowaną refleksję o naturze dobra i zła. Moore raz po raz daje tu do zrozumienia, że blask i mrok, zło i dobro, czerń i biel po prostu nie mogą istnieć bez siebie. W ciemności musi zakwitnąć kwiat, a w polach blasku musi pojawić się żmija, żebyśmy mogli dostrzec różnicę pomiędzy nimi. Rzeczy nie są same w sobie ani dobre ani złe, ale określoną moralnie wartość może nadać im takie a nie inne zastosowanie. Widać to chociażby w opowieści o narkotyku, który może posłużyć jako lekarstwo, ale równie dobrze może stać się źródłem poważnych kłopotów. Daleki od jednoznaczności jest także przebieg finałowej walki, a jej zakończenie niektórzy odczytywali wręcz, jako nieuzasadnioną pochwałę bierności, zgodę na istnienia zła oraz sugestię, że walka z tymi siłami jest skazana na porażkę i w gruncie rzeczy niepotrzebna. Tak widział to np. Fraser Sherman, który na swoim blogu krytycznie odnosi się do tego finału, szczególnie złośliwie komentując wypowiedź Phantom Strangera. Na marginesie warto zresztą odnotować, że i poglądy samego Moore′a w tej kwestii ulegały chyba zmianie, co może sugerować wykorzystana później w serialu „True Detective" scena z komiksu „Top Ten", odnosząca się do stopniowego pojawiania się małych punkcików blasku w morzu mroku. Inni komentatorzy z kolei za błędne uważali interpretowanie świata roślin, jako świata usytuowanego poza dobrem i złem, w którym po prostu życie i śmierć nieustannie się przenikają w niczym niezakłóconej harmonii. Z tego punktu widzenia tu również toczy się zażarta walka o przetrwanie, w której wygrywają najsilniejsi i najbardziej drapieżni. W ten sposób podważano mądrości, jakie Potworowi przekazał Parlament Drzew roztaczając przed nim wizję rzeczywistości pozbawionej zła. Bez względu na opinie, ten finał – w przeciwieństwie do wielu dzisiejszych rzekomo spektakularnych finałów – faktycznie nawet dziś może skłaniać do żywiołowej dyskusji i pewnie nikogo nie pozostawi obojętnym.
I to prowadzi do jeszcze jednego wniosku. Na innej jeszcze płaszczyźnie, finał „Amerykańskiego gotyku” można bowiem odczytywać również jako swoisty metakomentarz Moore’a na temat amerykańskiego przemysłu komiksowego. Jak wiadomo pełno w nim zdarzeń, które rzekomo nieodwracalnie zmieniają całe uniwersa. Oczywiście to określenie stanowi dziś jedynie pusty slogan reklamowy, skompromitowany po wielokroć mniej lub bardziej żenującymi finałami „epickich” historii. Tymczasem Moore kończąc swoją historię, którą przecież również musiał jakoś dopasować do rozgrywającego się wówczas w komiksach DC „Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach” i okrasić galerią postaci z tego uniwersum, sugeruje coś odwrotnego. Po spektakularnym starciu dobra ze złem, światła z ciemnością, zmęczeni bohaterowie zdają się sugerować, że wszystko jest… jakby po staremu. Jednocześnie mają jednak świadomość, że to tylko złudzenie. Tak naprawdę bowiem, wszystko się zmieniło. Zmieniły się okoliczności oraz sposób ich postrzegania, o czym dobitnie świadczy wspomniana wypowiedź Strangera. O jakie konkretnie zmiany chodzi, przekonamy się czytając kolejny tom tej serii. Ostatni już z wizjonerską opowieścią Moore’a.
koniec
5 listopada 2018

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

O procesie cywilizacji
Paweł Ciołkiewicz

18 XI 2018

Drugi tom opowieści o ludziach północy stworzonych przez Briana Wooda stanowi intrygujące – mam nadzieję, że nie zniechęcę w tym momencie nikogo od lektury – socjologiczne studium na temat powstawania wspólnoty oraz natury władzy.

więcej »

Gruba kreska
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

17 XI 2018

Gdyby scenarzysta „Rat Queens” Kurtis J. Wiebe przypadkiem wpadł w ręce fana serii pokroju Annie Wilkes z powieści „Misery” Stephena Kinga, za to co zrobił w jej czwartym tomie z podtytułem „Najwyższe fantazje”, nie wyszedłby z tego cało.

więcej »

A kto umarł, ten nie żyje
Marcin Osuch

16 XI 2018

Ujrzawszy zapowiedź tego albumu uznałem, że to może być nieszablonowa rzecz. Mroczna okładka i intrygujący tytuł dawały nadzieję na dobry komiks.

więcej »

Polecamy

Co Kropelka sklei…

Kadr, który…:

Co Kropelka sklei…
— Jacek „Korodzik” Dobrzyniecki

Pola śmierci
— Marcin Knyszyński

Uszta Żona
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Fantastyczny pan Lis
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

To całkiem… zupełnie… idiotyczne!
— Marcin Knyszyński

Jestem w domu!
— Marcin Knyszyński

Zły, zły tyranozaur
— Marcin Osuch

Pewien głąb wkręca się w głąb
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tort bardzo piętrowy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kadry odnalezione #1
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

W bagnie
— Paweł Ciołkiewicz

Nieco przymulone to bagienko
— Jakub Gałka

Tegoż autora

O procesie cywilizacji
— Paweł Ciołkiewicz

Ludzie i potwory
— Paweł Ciołkiewicz

Sto sucharów
— Paweł Ciołkiewicz

Zagadki i tajemnice
— Paweł Ciołkiewicz

Ja tu tylko sprzątam
— Paweł Ciołkiewicz

Pasek a sprawa polska
— Paweł Ciołkiewicz

Władza nad kobietami
— Paweł Ciołkiewicz

W górach szaleństwa
— Paweł Ciołkiewicz

Chłopięce zabawy
— Paweł Ciołkiewicz

Jeden za wszystkich…
— Paweł Ciołkiewicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.