Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 lutego 2021
w Esensji w Esensjopedii

Thomas Campi, Julian Voloj
‹Joe Shuster. Opowieść o narodzinach Supermana›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJoe Shuster. Opowieść o narodzinach Supermana
Scenariusz
Data wydania19 września 2018
RysunkiThomas Campi
Wydawca Egmont
ISBN9788328135796
Format180s. 165x245 mm
Cena79,99
Gatunekobyczajowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Superman za 130 dolarów
[Thomas Campi, Julian Voloj „Joe Shuster. Opowieść o narodzinach Supermana” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Twórcy komiksu „Joe Shuster. Opowieść o narodzinach Supermana” udowodnili, że historia twórców komiksu może być równie ciekawa jak kolejne przygody herosów. Zwłaszcza gdy chodzi o dzieje superbohatera wszystkich superbohaterów, któremu nikt nie odbierze palmy pierwszeństwa, a który zapoczątkował właściwie cały gatunek. Superman pojawił się po raz pierwszy w "Action Comics" #1 w czerwcu 1938 roku; w zeszycie, którego egzemplarz sprzedano na aukcji 4 lata temu za 3,2 mln dolarów.

Sławomir Grabowski

Superman za 130 dolarów
[Thomas Campi, Julian Voloj „Joe Shuster. Opowieść o narodzinach Supermana” - recenzja]

Twórcy komiksu „Joe Shuster. Opowieść o narodzinach Supermana” udowodnili, że historia twórców komiksu może być równie ciekawa jak kolejne przygody herosów. Zwłaszcza gdy chodzi o dzieje superbohatera wszystkich superbohaterów, któremu nikt nie odbierze palmy pierwszeństwa, a który zapoczątkował właściwie cały gatunek. Superman pojawił się po raz pierwszy w "Action Comics" #1 w czerwcu 1938 roku; w zeszycie, którego egzemplarz sprzedano na aukcji 4 lata temu za 3,2 mln dolarów.

Thomas Campi, Julian Voloj
‹Joe Shuster. Opowieść o narodzinach Supermana›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJoe Shuster. Opowieść o narodzinach Supermana
Scenariusz
Data wydania19 września 2018
RysunkiThomas Campi
Wydawca Egmont
ISBN9788328135796
Format180s. 165x245 mm
Cena79,99
Gatunekobyczajowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Herosi z komiksu, wiadomo, walczą albo o uratowanie świata (ci dobrzy) albo o panowanie nad nim (ci źli). Autorzy również toczyli swoje boje – o wybicie się w branży, popularność, wreszcie gratyfikacje finansowe. Bardzo to przypomina ostatnie boje toczone przez Sapkowskiego z twórcami gry „Wiedźmin” – i tu, i tam mamy naprędce podpisaną umowę (sprzedany za 130 dolarów Superman wydawał się nie najgorszym interesem) i nieprzewidzianą skalę sukcesu, z którego profit trafia do wydawcy, nie twórców. Owa niefortunna sprzedaż za darmochę to wręcz kulminacyjny punkt opowieści.
W komiksie osobista historia Joego Shustera (rysownik) i Jerrego Siegela (scenarzysta) pokazana jest na tle Ameryki lat trzydziestych, potraktowanej tu z sentymentem podobnym do lat osiemdziesiątych w „Stranger Things”. Kino i radio było wówczas świeżą, fascynującą nowinką, pornografia zajęciem dla szemranych mafiozów, a superbohaterowie nie mieli dylematów, kopiąc tyłki Hitlerowi, Stalinowi i Japończykom – świat może był okrutny, ale rządził się prostszymi zasadami. Oczywiście były na nim rysy: matka Shustera uciekła z Rosji przed pogromami, a w Ameryce faszyzował Bund, a po wojnie McCarthy polował na sowieckie czarownice. W kapitalistycznym stawie pływały głównie rekiny, ale czasem i płotka, jeśli się uparła, mogła na niego awansować.
Joe Shuster i Jerry Siegel dorastali w Cleveland, choć rodzina Shustera trafiła tam po kolejnej przeprowadzce wymuszonej problemami finansowymi. Obawiali się ciągle łobuzerskich wyskoków, może antysemickich, może tylko będących efektem tradycyjnej pogardy mięśniaków dla okularników. Julian Voloj (scenarzysta) narzeka we wstępie, że Cleveland dzisiaj nie wykorzystuje własnej legendy i jest zaniedbaną okolicą, pełną biedy i przestępczości, zamieszkaną głównie przez Afroamerykanów. Wtedy jednak, w takim niezbyt komfortowym klimacie, dwójka żydowskich dzieciaków, trochę jak protoplaści dzisiejszych nerdów, fascynowała się science fiction (lata Hugo Gernsbacka) i popkulturową pulpą, co niekoniecznie znajdowało uznanie u nauczycieli. Czując potencjał, jaki niosły krainy wszechmożliwości, czyli SF i komiks, pisali i rysowali na potęgę, marząc o sukcesie, „żeby wreszcie gdzieś nas wydrukowali”. Druk pierwszego obrazka był olbrzymim powodem do dumy. Celem był nie tylko sukces i pieniądze, ale i, a jakże, imponowanie dziewczynom. Wiadomo, że z perspektywy prostej psychologii Superman to kompensacja marzeń twórców o silnym bohaterze wyrywającym laski, a skoro swoje imię Lois Lane dostała po niedostępnej koleżance, sytuacja jest aż nazbyt czytelna. Nerdowie w każdej epoce są tacy sami.
Sama kompensacja nie wystarczyłaby jednak, by osiągnąć sukces o takiej skali. Superman trafił w nie do końca uświadomione tęsknoty Amerykanów. Jego odmienność wówczas polegała też na tym, że akcja toczyła się nie w kosmosie, ale w wielkomiejskiej, znajomo wyglądającej scenerii. Zdobycie olbrzymiej popularności zajęło mu niespełna rok – każdy kolejny numer Action Comics miał większy nakład od poprzedniego, dzieciaki z miejsca pokochały Supermana. Po wojnie euforia nieco opadła – mroczne kryminały prześcignęły popularnością superbohaterów.
Pieczołowitość w oddaniu realiów epoki i detali biograficznych jest imponująca, dociekania autorów robią wrażenie. Przypisy z wyjaśnieniami, z jakiego wywiadu z Shusterem czy strzępu informacji zaczerpnięta jest dana scena, zajmują kilkanaście stron. Powieść graficzna narysowana została przez Thomasa Campiego malarskim, „bezkonturowym” stylem, przypominającym raczej obrazy Edwarda Hoppera niż typowy komiks.
To nie tylko opowieść o tym, jak w bólach rodził się Superman i jak zmieniał się, nim przybrał finalną postać, ale także opowieść o historii samego medium komiksowego w jego superbohaterskim wydaniu. Twórcy przypominają nam zapomniane projekty (Funnyman, SPectre), przekonują, że Kapitan Marvel to bezczelna zrzynka z Supermana i pokazują kadry z zaciętą miną Siegiela mówiącego „nie cierpię Batmana”. Spośród twórców legendarnych postaci superbohaterów najsprytniejszy okazał się zresztą Bob Kane (któremu należy się uznanie tylko za 1/2 czy 1/3 autorstwa Batmana), który twierdził, że w momencie podpisywania umowy był niepełnoletni. Blef poskutkował, umowę unieważniono.
Twórcy Supermana dopiero w 1975 roku wywalczyli dożywotnią emeryturę i umieszczenie ich nazwisk w stopce. Czekam na rozwój dość podobnego „przypadku Sapkowskiego”, zastanawiając się, czy za kilkadziesiąt lat powstanie komiks (film, książka) o twórcy wiedźmina – o tym, jak w schyłkowym, ponurym PRL skodyfikował dla nas fantasy i choć potem przerosło go własne ego, to ostatecznie wygrał (albo i nie) miliony od CD Projekt. Twórcy bohaterów, którzy podbili zbiorową wyobraźnię, podobnie jak reszta świata, marzą bardziej o milionach na koncie niż o podnoszeniu wieżowców.
koniec
13 listopada 2018

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Koktajl z wirusów, klonów, zombie i wszystkich złoli
Agata Włodarczyk

26 II 2021

Peter Parker przeżył dość, aby móc wyczuć przekręt oraz zbrodnię nawet bez pomocy pajęczego zmysłu. Kiedy jednak chce sprawdzić, co takiego wyprawia się w New U, naturalny system ostrzegawczy Pająka nie tyle dzwoni, co ryczy głośniej niż syrena alarmowa.

więcej »

Nie każdy elf wygląda jak Legolas
Marcin Osuch

25 II 2021

Nie będę bardzo oryginalny twierdząc, że lubię ładnie wydane komiksy. Duży format (powiększony A4), twarda okładka, dużo materiałów dodatkowych. Taki właśnie jest pierwszy tom „Świata Dryftu”, i, co ważne, zawiera całkiem nieźle zapowiadającą się historię.

więcej »

El Mariachi Death Metal
Marcin Knyszyński

24 II 2021

„100 naboi”, ze scenariuszem Briana Azzarello i rysunkami Eduarda Rissa, to jedna z najlepszych komiksowych serii pod szyldem „DC Vertigo”. Dokładnie sto odcinków wydawanych przez dokładnie dziesięć lat – wszystkie autorstwa dwójki wspomnianych twórców. W 2013 roku, cztery lata po zakończeniu serii, wracają oni do wykreowanego przez siebie uniwersum – w małym meksykańskim miasteczku o nazwie Durango dzieje się źle. Zresztą jak wszędzie w świecie „100 naboi”.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż autora

Ten okrutny rok 2050
— Sławomir Grabowski

Naukowa szara strefa
— Sławomir Grabowski

Jaka piękna prowizorka
— Sławomir Grabowski

Tęskniąc do białych plam
— Sławomir Grabowski

Changes are coming!
— Sławomir Grabowski

Jądro szarości
— Sławomir Grabowski

Lepiej być nie mogło
— Sławomir Grabowski

Doktor Frankenstein bez kompleksów
— Sławomir Grabowski

Google, Facebook i inni bogowie
— Sławomir Grabowski

Warto rozmawiać
— Sławomir Grabowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.