Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 kwietnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CLXXXV

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Matthieu Bonhomme
‹Lucky Luke: Człowiek, który zabił Lucky Luke’a›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLucky Luke: Człowiek, który zabił Lucky Luke’a
Scenariusz
Data wydania17 października 2018
RysunkiMatthieu Bonhomme
Wydawca Egmont
CyklLucky Luke
ISBN9788328135499
Format64s. 215x285 mm
Cena39,99
Gatunekprzygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

A kto umarł, ten nie żyje

Esensja.pl
Esensja.pl
Ujrzawszy zapowiedź tego albumu uznałem, że to może być nieszablonowa rzecz. Mroczna okładka i intrygujący tytuł dawały nadzieję na dobry komiks.

Marcin Osuch

A kto umarł, ten nie żyje

Ujrzawszy zapowiedź tego albumu uznałem, że to może być nieszablonowa rzecz. Mroczna okładka i intrygujący tytuł dawały nadzieję na dobry komiks.

Matthieu Bonhomme
‹Lucky Luke: Człowiek, który zabił Lucky Luke’a›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLucky Luke: Człowiek, który zabił Lucky Luke’a
Scenariusz
Data wydania17 października 2018
RysunkiMatthieu Bonhomme
Wydawca Egmont
CyklLucky Luke
ISBN9788328135499
Format64s. 215x285 mm
Cena39,99
Gatunekprzygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Zawsze byłem sceptycznie nastawiony do przejmowania znanych serii przez nowych autorów, zwłaszcza scenarzystów. Kreskę można jakoś tam podrobić1), ale do opowiadania dobrych historii trzeba mieć nieprzeciętny talent. Najlepszych przykładem są „Asteriks” i właśnie klasyczny, rysowany przez Morrisa „Lucky Luke”. Te albumy, do których rękę przyłożył Goscinny, biją o klasę pozostałe.
Ale w przypadku „Człowieka, który zabił Lucky Luke’a” Matthieu Bonhomme’a sytuacja jest inna. Tutaj dostajemy rodzaj spin-offu, odbiegającego zarówno w formie, jak i treści od tego, do czego przyzwyczaili nas Morris i Goscinny. Już początek jest niebanalny, można rzec: filmowy. Klasyczne westernowe miasteczko, odgłos strzału, krzyk „zabiłem Lucky Luke’a!” i… on sam leżący we krwi. Na kolejnej stronie – również filmowy – przeskok o kilka dni wstecz. Deszczowym wieczorem Luke przybywa do Froggy Town i w saloonie wdaje się w awanturę. W ten sposób poznaje Joshuę „Doca” Wednesdaya, rewolwerowca chorego na gruźlicę oraz trójkę braci Bone, z których jeden jest miejscowym szeryfem, a pozostali jego pomocnikami. Spotkanie ze stróżami prawa jest raczej chłodne, ale na razie nie kończy się większą awanturą.
Następnego dnia mieszkańcy miasta proszą o pomoc w rozwiązaniu sprawy napadu na dyliżans z transportem złota wydobytego przez miejscowych poszukiwaczy. Ponieważ tematem nie mogą zająć się bracia Bone, Luke rozpoczyna śledztwo. Śladów mało, głównym, właściwie jedynym świadkiem jest średni z braci. Poszlaki wskazują na anonimowego Indianina, więc rozróba z lokalnymi czerwonoskórymi wisi na włosku, jako że biali od razu mają ochotę ukarać całe plemię za ten wybryk. Luke może liczyć tylko na zgorzkniałego Wednesdaya oraz swojego rumaka (a jakże, Jolly Jumper też tu jest, w końcu to „Lucky Luke”). Bone’owie niby pomagają, ale chwilami jakby bardziej przeszkadzali. Tak czy inaczej, rzecz kończy się tak jak zaczęła, czyli klasycznym pojedynkiem na głównej (jedynej) ulicy westernowego miasteczka. A ponieważ rzecz jest „na poważnie”, więc i trup jest prawdziwy.
Bonhomme od strony graficznej bardzo sprawnie oddał nastrój Dzikiego Zachodu. Rysunek, nieco mniej przerysowany od kreski Morrisa, nie jest w pełni realistyczny, to coś pomiędzy. Dialogi są dobrze poprowadzone, oddając jednocześnie zróżnicowanie charakterów poszczególnych postaci. Przyznam szczerze, nie miałbym nic przeciwko, gdyby przygoda Matthieu Bonhomme’a z „Lucky Luke’m” miała potrwać dłużej.
Czy byłby ten komiks równie interesujący i wciągający, gdyby jego bohaterem nie był sam Lucky Luke? Cóż, trzeba przyznać, że intryga zbudowana jest całkiem sprawnie; dla wielbicieli westernu to po prostu dobra historia. A postać głównego bohatera należy traktować jaką swoisty chwyt marketingowy, element atrakcyjnego opakowania. Na szczęście to opakowanie nie jest puste w środku.
koniec
16 listopada 2018
1) Trochę to smutne, ale wystarczy spojrzeć na „Smerfy” rysowane przez Peyo i innych rysowników: nie ma większych różnic.

Komentarze

17 XI 2018   20:10:57

Tylko mi nie mówcie, że ten Azjata na okładce to Lucky Luke...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Jazz Maynard #1 - recenzja
Marcin Knyszyński

21 IV 2019

Dziś wybieramy się do Hiszpanii. Pierwszy tom komiksu „Jazz Maynard”, opatrzony podtytułem „Trylogia Barcelońska”, jest historią pewnego młodego, bardzo utalentowanego muzyka, który szybko zdradza nam swoje inne, niesamowite talenty. Thriller, kryminał, akcja, „heist movie”, sztuki walki, a wszystko to w charakterystycznym stylu japońskiej mangi. Zdecydowanie dla dorosłych.

więcej »

Marvel: WKKM #151: Strażnicy Galaktyki: Kosmiczni Avengers - recenzja
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

20 IV 2019

Wydawało się, że na stu pięćdziesięciu numerach Wielka Kolekcja Komiksów Marvela zakończy swój żywot. Ostatecznie agonia została przedłużona jeszcze o dwadzieścia kolejnych. Tym, który okazał się być sto pięćdziesiątym pierwszym otrzymał tytuł „Guardians of the Galaxy: Kosmiczni Avengers”.

więcej »

Transmetropolitan #3 - recenzja
Paweł Ciołkiewicz

19 IV 2019

W trzecim tomie serii „Transmetropolitan” autorzy ukazują konsekwencje brutalnej kampanii wyborczej. Bestia zostaje pokonana przez Uśmiechniętego, ale to nie oznacza, że teraz zapanuje spokój. Nowy prezydent zaprowadza swoje porządki, a dla Pająka Jeruzalema prawdziwe kłopoty dopiero się zaczynają. Publikujący na łamach „Słowa” swoje gniewne teksty dziennikarz będzie musiał znaleźć w sobie nie tylko nową motywację do pracy, ale także odwagę, by zaryzykować własne życie.

więcej »

Polecamy

Córy Iranu

Kadr, który…:

Córy Iranu
— Paweł Ciołkiewicz

…i nie zawaham się…
— Wojciech Gołąbowski

Pytania ważne i ważniejsze
— Wojciech Gołąbowski

Docent tragarz
— Paweł Ciołkiewicz

Nie wyobrażaj sobie!
— Wojciech Gołąbowski

Queens, Nowy Jork, 1975 rok
— Paweł Ciołkiewicz

Przedstawienie musi trwać
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Finger Tower
— Paweł Ciołkiewicz

Czy te oczy mogą kłamać?
— Paweł Ciołkiewicz

Szprrreeech!!
— Paweł Ciołkiewicz

Zobacz też

Tegoż autora

Gdzie te papierosy?
— Marcin Osuch

Nocą w Wenecji
— Marcin Osuch

Nazywam się Klaus, Santa Klaus
— Marcin Osuch

Herbatka chaosu
— Marcin Osuch

Ciekawe, co na to mama Goliata…
— Marcin Osuch

Przypadek? Nie sądzę
— Marcin Osuch

Instrukcja, głupcze!
— Marcin Osuch

Koniec prywatności
— Marcin Osuch

Niedoskonała odyseja kosmiczna
— Marcin Osuch

Mój przyjaciel Stalin
— Marcin Osuch

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.