Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 grudnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

CJ Cannon, Marc Ellerby, Zac Gorman
‹Rick i Morty #1›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRick i Morty #1
Scenariusz
RysunkiMarc Ellerby, CJ Cannon
PrzekładJacek Drewnowski
Wydawca Egmont
CyklRick i Morty
ISBN9788328134768
Format132s. 165x255 mm
Cena39,99
Gatunekhumor / satyra
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 47,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Doktor Frankenstein bez kompleksów

Esensja.pl
Esensja.pl
Tak inteligentnej, dynamicznej i zabawnej animacji SF jak „Rick and Morty” jeszcze nie było. Jej komiksowa wersja wygląda, niestety, trochę słabiej. Przynajmniej pierwszy tom cyklu.

Sławomir Grabowski

Doktor Frankenstein bez kompleksów

Tak inteligentnej, dynamicznej i zabawnej animacji SF jak „Rick and Morty” jeszcze nie było. Jej komiksowa wersja wygląda, niestety, trochę słabiej. Przynajmniej pierwszy tom cyklu.

CJ Cannon, Marc Ellerby, Zac Gorman
‹Rick i Morty #1›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRick i Morty #1
Scenariusz
RysunkiMarc Ellerby, CJ Cannon
PrzekładJacek Drewnowski
Wydawca Egmont
CyklRick i Morty
ISBN9788328134768
Format132s. 165x255 mm
Cena39,99
Gatunekhumor / satyra
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 47,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
„Rick and Morty”, serial animowany Dana Harmona (odpowiedzialnego m. in. za serial „Community”) i Justina Roilanda przebojem zdobył rynek animacji dla dorosłych. Zgarnął Emmy i Annie (za odcinek „Pickle Rick”) plus parę nominacji (Saturn, Teen Choice). Produkcja jest co najmniej równie niegrzeczna jak „South Park”, choć z racji fantastycznonaukowej konwencji bardziej przypomina „Futuramę” Matta Groeninga. Ale o ile tegoż „Rozczarowani” raczej rozczarowali widzów, o tyle „Rick and Morty” to prawdziwa jazda bez trzymanki. Animacja jest naprawdę diabelnie inteligentna, dynamiczna i zabawna.
Pierwsze skrzypce grają w nim dwie postacie. Rick Sanchez, archetyp zwariowanego naukowca-socjopaty podniesiony do sześcianu, eksperymentuje, z czym tylko się da, z klonami samego siebie, rzeczywistościami alternatywnymi, liniami czasu i wymiarami wszechświata. Może też się stać, dla kaprysu, ogórkiem. Morty to wnuczek tegoż, sierotowaty czternastolatek wchodzący w okres dojrzewania, którego mentalność dziecka przerażonego światem dorosłych oddana została kapitalnie. Z racji olbrzymiego kontrastu ta para to duet-samograj. Dodajmy jeszcze do tego dysfunkcyjną rodzinę (rodzice Morty’ego – Jerry i Beth, siostra Summer) przeżywającą całkiem współczesne problemy z samymi sobą i z prawdziwym światem (takim nie z SF), w którym wciąż np. trzeba chodzić do pracy, przechodzić terapię małżeńską i czasem oderwać się od smartfona. Jest to naprawdę coś świeżego – serialowa rodzina nie wykazuje podobieństwa z „Simpsonami”, „Family Guy” czy „American Dad”. Poza tym, choć każda ze wspomnianych animacji („South Park” też) finalnie chce przekazać nam jakiś morał, czasem liberalny („Simpsonowie"), czasem „niepoprawny politycznie” („South Park”), to żadnej próby umoralniania widza w „Ricku i Mortym” nie znalazłem. Chyba że traktować cały serial jako radykalne ostrzeżenie przez transhumanizmem, wszystkoizmem i nadmiernym zaufaniem do nauki, która zmiecie tradycyjnie rozumiane człowieczeństwo.
Komiks jest przyzwoity, ale fabularnie jednak nie trzyma poziomu najlepszych odcinków serialu – można się czasami uśmiechnąć, jednak nie mamy tego poczucia docierania zarazem do granic konwencji i absurdu. Uśmiechniemy się przy Sennowersum i parodiowaniu Freddy’ego Kruegera czy przy historii o wyzyskiwanych przez dyktatorskiego Ricka robotach na plantacji. Nawiązań do popkultury jest mnóstwo, ich odczytywanie to część przyjemności z lektury. Można narzekać na to, że poszczególne epizody są pozbawione nie tylko morału ale i wyrazistej puenty na zakończenie. Puentę mają za to krótkie, parostronicowe historie zawarte w końcowym rozdziale „Materiały dodatkowe”. Odniosłem zresztą wrażenie, że te króciaki są lepsze niż główna fabuła komiksu.
Autorzy traktują konwencję SF tak, jak traktował ją Lem w przygodach Ijona Tichego albo Adams w „Autostopem przez Galaktykę”, ale z perspektywy mądrzejszej o kilkadziesiąt lat (albo głupszej – jeśli założymy, że ludzkość przez ten czas zgłupiała, a nie zmądrzała) i nie unikając rozmaitych pulpowych „bug-eyed monsters” czy innych obrzydlistw, z których radochy nie rozumieją antyfani science fiction. Oczywiście więcej tu demolki niż filozofii, ale słychać w „Ricku i Mortym” echa naukowych osiągnięć naszych czasów, podkopujących coraz silniej takie pojęcia jak świadomość czy indywidualizm.
Jeśli chodzi o stronę graficzną – szału nie ma, ale jest przyzwoicie, kreskówkowo, minimalistycznie i czytelnie. Powierzchnie wypełnione są jednolitymi kolorami, a komiksowe plansze nie rażą naszego zmysłu estetyki i nie atakują nadmiernym turpizmem.
Można sięgnąć po pierwszy tom przygód Ricka i Morty’ego, ale pozostawia on pewien niedosyt – ma się wrażenie, że to jednak produkt towarzyszący, scenariusz będący odpowiednikiem „odrzutów z sesji” ze studia nagrań. Tak, jakby lepsze pomysły wylądowały w serialu, a z tych średnio udanych zrobiono komiks. Fani serialu i tak kupią (i specjalnie grymasić nie będą), ale jeśli ktoś zacznie przygodę z Rickiem i Mortym od komiksu, raczej nie zrozumie fenomenu tej animacji.
koniec
22 listopada 2018

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o komiksach: Pożegnanie z „Thorgalem”
Marcin Osuch

18 XII 2018

Kolejne albumy tego kultowego cyklu już jakiś czas temu przestały budzić emocje. Najlepszym dowodem na to jest karuzela z kolejnymi scenarzystami. Ale ten album jest ważny, bo jest on pożegnaniem Grzegorza Rosińskiego z „Thorgalem” a możliwe, że i z komiksem w ogóle.

więcej »

Historia w obrazkach: Warto znać język wroga
Sebastian Chosiński

17 XII 2018

Trzeci odcinek opowieści o wojennych losach Kazimierza Leskiego ponownie składa się z dwóch fabularnie oderwanych od siebie rozdziałów. W pierwszym dużo ważniejszą postacią od tytułowego „Bradla” jest jednak jego konspiracyjny przełożony, inżynier Stefan Witkowski – twórca organizacji „Muszkieterowie”, oskarżony o współpracę z Niemcami i zabity przez grupę egzekucyjną Armii Krajowej.

więcej »

Żal za grzechy
Paweł Ciołkiewicz

16 XII 2018

Drake Sinclair i Becky Montcrief zostali rozdzieleni, gdy banda nieumarłych napadła pociąg, w którym wspólnie z kapłanami zakonu Miecz Abrahama przewozili trumnę z generałem Olianderem Bedfordem Humem. Nietypowy adunek wprawdzie udało się uchronić i umieścić w bezpiecznym miejscu, ale Drake zaginął bez śladu.

więcej »

Polecamy

Dłonie i łapki

Kadr, który…:

Dłonie i łapki
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Cały we krwi!
— Marcin Knyszyński

Trach! Łup! Aaargh!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Co Kropelka sklei…
— Jacek „Korodzik” Dobrzyniecki

Pola śmierci
— Marcin Knyszyński

Uszta Żona
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Fantastyczny pan Lis
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

To całkiem… zupełnie… idiotyczne!
— Marcin Knyszyński

Jestem w domu!
— Marcin Knyszyński

Zły, zły tyranozaur
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż autora

Changes are coming!
— Sławomir Grabowski

Jądro szarości
— Sławomir Grabowski

Lepiej być nie mogło
— Sławomir Grabowski

Google, Facebook i inni bogowie
— Sławomir Grabowski

Superman za 130 dolarów
— Sławomir Grabowski

Warto rozmawiać
— Sławomir Grabowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.