Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 marca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Hermann Huppen
‹Jeremiah #17›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJeremiah #17
Scenariusz
Data wydaniawrzesień 2018
RysunkiHermann Huppen
Wydawca Elemental
CyklJeremiah
Format44 Format: 215x290 mm
Cena38,00
Gatuneksensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Pięknym kobietom wiatr zawsze w oczy

Esensja.pl
Esensja.pl
Powoli, z mozołem Elemental pcha „Jeremiaha” do przodu. Co kilka miesięcy ukazują się kolejne tomy serii wydawanej od prawie czterdziestu lat. A końca nie widać! Z czego akurat należy się cieszyć, ponieważ oznacza to, że jeszcze przez długi czas będziemy cieszyć oczy komiksową serią Hermanna Huppena. Teraz przyszła kolej na tom siedemnasty (z dotychczasowych trzydziestu sześciu) – „Trzy, może cztery motory”.

Sebastian Chosiński

Pięknym kobietom wiatr zawsze w oczy

Powoli, z mozołem Elemental pcha „Jeremiaha” do przodu. Co kilka miesięcy ukazują się kolejne tomy serii wydawanej od prawie czterdziestu lat. A końca nie widać! Z czego akurat należy się cieszyć, ponieważ oznacza to, że jeszcze przez długi czas będziemy cieszyć oczy komiksową serią Hermanna Huppena. Teraz przyszła kolej na tom siedemnasty (z dotychczasowych trzydziestu sześciu) – „Trzy, może cztery motory”.

Hermann Huppen
‹Jeremiah #17›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJeremiah #17
Scenariusz
Data wydaniawrzesień 2018
RysunkiHermann Huppen
Wydawca Elemental
CyklJeremiah
Format44 Format: 215x290 mm
Cena38,00
Gatuneksensacja, SF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Gdybyśmy mieli na wykresie przedstawić intensywność emocji związanych z przygodami przeżywanymi przez głównych bohaterów serii Hermanna Huppena, czyli Jeremiaha oraz Kurdy’ego Malloya, powstałaby dość specyficzna sinusoida. Dominowałyby nagłe skoki napięcia, po których co jakiś czas pojawiałyby się jednak zaskakujące jego spadki. Wiemy wszak, że skazani na szorstką przyjaźń mężczyźni nie potrafią usiedzieć w spokoju w jednym miejscu, poza tym mają nadzwyczajny dar pakowania się co rusz w poważne tarapaty. Nawet jeżeli nieszczególnie im na tym zależy. Wydany oryginalnie w 1994 roku siedemnasty tom cyklu – „Trzy, może cztery motory” – zaczyna się właśnie od wyciszenia emocji. Jeremiah, mający na jakiś czas dosyć włóczenia się po świecie, wraca bowiem do ciotki Marthy i jej sympatycznego przyjaciela Woody’ego, aby pomóc im przy budowie domu.
Kurdy nie ma oczywiście zamiaru parać się tak przyziemnym zajęciem, spędza więc czas w barze w pobliskim miasteczku. Inna sprawa, że ciotka Martha za nim nie przepada, a on swój honor ma i nie chodzi tam, gdzie go nie zapraszają. Dobra, pożartowaliśmy. Malloy i honor – to przecież pojęcia wzajemnie się wykluczające. Z siedzenia w barze też jednak nie wynika nic pożytecznego. Można się co najwyżej nabawić marskości wątroby. Bądź problemów. W przypadku Kurdy’ego na sto procent chodzi o to drugie. Przypadek sprawia, że stając w obronie miejscowego inwalidy Winstona, zakochanego w kelnerce Daisy, staje on na drodze miejscowemu zawadiace Montanie. By ocalić zdrowie, a może nawet życie Malloy musi szybko ewakuować się z miejsca zdarzenia. Co zresztą jest tylko połowicznym rozwiązaniem, albowiem pewne jest, że Montana nie pogodzi się z publicznie okazaną mu zniewagą i będzie za wszelką cenę dążył do zemsty.
W efekcie Kurdy, chcąc nie chcąc, musi prosić o pomoc Jeremiaha, a w ostateczności – nawet nieco zbzikowanego Winstona. Napisałem „zbzikowanego”? Niech będzie, ale w takim razie jak nazwać ojca inwalidy, zapalonego hodowcę gołębi, którego poziom zdziwaczenia odpowiada chyba tylko tragedii, jaka nie tak dawno dotknęła kontynent północnoamerykański. W każdym razie Malloy zostaje na jakiś czas uziemiony w miejscu, w którym można – i to dosłownie – oszaleć w ekspresowym tempie. Na dodatek nie trafia tam sam. Na arenę wydarzeń powraca bowiem niejaki Stonebridge (Stone B.) – tchórzliwa kanalia i wyjątkowy rozpustnik – którego poznaliśmy już (i to z jak najgorszej strony) w dwóch wcześniejszych tomach: „Laboratorium wieczności” (1981) oraz „Juliusie i Romei” (1986). Teraz też popada w kłopoty, przy których zresztą problemy Kurdy’ego wydają się niewiele znaczącą igraszką.
Wraz ze Stonebridge’em do miasteczka przybywają na motorach (stąd tytuł!) wysłani jego tropem bezlitośni łowcy głów, którzy szybko dogadują się z Montaną. A to wróży źle Malloyowi i jeszcze gorzej jego towarzyszowi niedoli. Hermann po raz kolejny udowadnia, że ma nie tylko spory dar budowania zajmujących opowieści o sensacyjnej proweniencji, ale nade wszystko podkręcania napięcia i zagęszczania akcji. W efekcie zabiegów Belga wszystkie drogi prowadzą do tego samego miejsca, a na mecie czeka czytelników prawdziwa feeria przemocy. Jak w klasycznym westernie. Przy okazji z ludzi wyłazi na wierzch wszystko, co najgorsze. Okazuje się bowiem, że nikomu nie można ufać. Nawet… o, nie, tego zdradzić nie mogę. Niech zatem jako dodatkowa zachęta wystarczy stwierdzenie, że trup ściele się gęsto, a fantazja scenarzysty nie oszczędza nikogo – nawet (a może zwłaszcza) pięknych kobiet. Choć czy w przypadku Huppena można mówić o pięknych bohaterkach? Wiecie przecież, jak rysuje – i w tym albumie nic się nie zmienia. Skrzące się barwami turpistyczne rysunki mają jednak swój urok. A co najistotniejsze – są nie do porobienia!
koniec
25 grudnia 2018

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Religijny fanatyk z Kosmosu
Sebastian Chosiński

24 III 2019

„Rasa panów” to trzecia część „Mrocznego Rycerza”, serii zapoczątkowanej przez scenarzystę i rysownika Franka Millera w połowie lat 80. ubiegłego wieku. Tamten komiks zrewolucjonizował sposób narracji w opowieściach rysunkowych, choć wcale nie jest tak, że wszystkim przypadł do gustu. Zdając sobie z tego sprawę, Miller w swym najnowszym monumentalnym dziele nawiązał do historii sprzed trzech dekad, ale starał się unikać tego, co wówczas – nadużyte – mogło irytować.

więcej »

Marvel: Srebrny Surfer z Krainy Oz
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

23 III 2019

Sto dwudziesty czwarty tom Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela przynosi historię poświęconą Silver Surferowi, którego także dopadły zmiany związane z projektem Marvel Now. „Nowy świt” zawiera pierwsze pięć zeszytów jego odświeżonych przygód.

więcej »

Cudowne lata (oj, lata, lata – jak szalona)
Agnieszka ‘Achika’ Szady

22 III 2019

Esther (literatura angielska) szoruje upiorny piekarnik, Susan (medycyna) udaje twardzielkę w zakazanym pubie, a Daisy (archeologia) daje się porwać do innego miasta na imprezę z nieznajomymi. Zwyczajne studenckie życie. Do tego włamanie, trup i kolacja w towarzystwie nowej dziewczyny swojego eksa – nie wiadomo, co gorsze…

więcej »

Polecamy

Nie wyobrażaj sobie!

Kadr, który…:

Nie wyobrażaj sobie!
— Wojciech Gołąbowski

Queens, Nowy Jork, 1975 rok
— Paweł Ciołkiewicz

Przedstawienie musi trwać
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Finger Tower
— Paweł Ciołkiewicz

Czy te oczy mogą kłamać?
— Paweł Ciołkiewicz

Szprrreeech!!
— Paweł Ciołkiewicz

Nieco zdegenerowany owad
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

„Tak dobrych już nie ma…”
— Paweł Ciołkiewicz

Kiedy klaun zmyje uśmiech
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Dwa, może trzy
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

„Jak to na wojence ładnie…”
— Sebastian Chosiński

Do stu milionów kabestanów!
— Paweł Ciołkiewicz

Tacy, jak Kurdy, nie powinni się zakochiwać
— Sebastian Chosiński

Radzę ci dobrze: Nie wkurzaj Kurdy’ego!
— Sebastian Chosiński

Na łeb, na szyję
— Sebastian Chosiński

W strugach deszczu
— Sebastian Chosiński

Bo zło powinno zostać ukarane…
— Sebastian Chosiński

„Boskość” niejedno ma oblicze
— Sebastian Chosiński

Ahoj, przygodo!
— Paweł Ciołkiewicz

Czarny Anioł – wróg porządku
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Religijny fanatyk z Kosmosu
— Sebastian Chosiński

Najtrudniejsza jest wojna bez wojny
— Sebastian Chosiński

Bóg, duch, pancerz i maszyna
— Sebastian Chosiński

Dobrze, że piloci przykładali się bardziej
— Sebastian Chosiński

Mroczna przeszłość Sieroty
— Sebastian Chosiński

Nie ma takiego miasta, jak London! Jest Mukden
— Sebastian Chosiński

Mąż stanu, którego trudno polubić
— Sebastian Chosiński

Thelma. Tym razem bez Louise
— Sebastian Chosiński

Morderca o twarzy niewinnego dziecka
— Sebastian Chosiński

„Jak to na wojence ładnie…”
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.