Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 lutego 2021
w Esensji w Esensjopedii

Jonathan Hickman, Paul Renaud, Esad Ribic
‹Tajne wojny›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTajne wojny
Scenariusz
Data wydania14 listopada 2018
RysunkiPaul Renaud, Esad Ribic
Wydawca Egmont
CyklMarvel Now!, Tajne wojny
Format300s. 167x255mm
Cena79,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Puzzle doktora Dooma
[Jonathan Hickman, Paul Renaud, Esad Ribic „Tajne wojny” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Tajne Wojny” to olbrzymi event w świecie Marvela, przy którym bledną poprzednie Wielkie Wydarzenia Zmieniające Świat Superbohaterów. I co najważniejsze, zdecydowanie najlepszy od dłuższego czasu.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Puzzle doktora Dooma
[Jonathan Hickman, Paul Renaud, Esad Ribic „Tajne wojny” - recenzja]

„Tajne Wojny” to olbrzymi event w świecie Marvela, przy którym bledną poprzednie Wielkie Wydarzenia Zmieniające Świat Superbohaterów. I co najważniejsze, zdecydowanie najlepszy od dłuższego czasu.

Jonathan Hickman, Paul Renaud, Esad Ribic
‹Tajne wojny›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTajne wojny
Scenariusz
Data wydania14 listopada 2018
RysunkiPaul Renaud, Esad Ribic
Wydawca Egmont
CyklMarvel Now!, Tajne wojny
Format300s. 167x255mm
Cena79,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Teraz, kiedy „Tajne Wojny” wreszcie ukazały się po polsku, wyraźnie widać, że cały projekt zatytułowany Marvel Now, zmierzał nieuchronnie w ich stronę. Działania Avengers, choć wydawały się zwycięskie, ostatecznie tylko odsuwały w czasie nieuniknione, a mianowicie inkursję, czyli zderzenia światów, które w ten sposób niszczyły się wzajemnie. Ostatnimi dwoma, które na siebie wpadły, była nasza Ziemia i wszechświat Ultimate.
Ocalenie przyszło z najmniej oczekiwanej strony, a mianowicie od odwiecznego wroga Fantastycznej Czwórki – doktora Dooma. Udało mu się zebrać resztki zniszczonych światów i poskładał je w jedną superZiemię, nazwaną Bitewnym Światem. Jej mieszkańcy nie pamiętali katastrofy, za to nakazano im czcić dawnego władcę Latverii jako boga. I wszystko prawdopodobnie by już tak zostało, gdyby nie drobna anomalia, a mianowicie statek kosmiczny, w którym zahibernowanych jest kilka osób, mających świadomość tego, że coś jest nie tak.
Przez lata dość sceptycznie podchodziłem do wielkich eventów. Marvel zaczął je produkować w tempie seryjnym i przestawały robić zamierzone wrażenie. Na palcach jednej ręki można policzyć te, które faktycznie można uznać za udane. Tym, co je najczęściej rozkładało, był chaos, czyli próba zebrania rozrzuconych po dziesiątkach albumów wątków i poprowadzenia ich do w miarę spójnego zakończenia. Niestety – efektem było to, że główna miniseria stawała się poszatkowana, niektóre wydarzenia nie wynikały z poprzednich, zaś na jej łamach pojawiało się nieprzebrane morze superbohaterów, z czego może pięciu faktycznie miało coś sensownego do zrobienia. Za sztandarowe przykłady wymienionych grzechów uznaję „Tajną inwazję”, „Sam strach”, „Axis”, czy wreszcie „Nieskończoność”, która zasadniczo okazała się prequelem „Tajnych wojen”. Oczywiście były też chlubne wyjątki, jak „Wojna domowa”, czy „Grzech pierworodny”, ale stanowiły zdecydowaną mniejszość.
Pamiętając, jakim potwornym miszmaszem była „Nieskończoność”, fakt obsadzenia w roli głównego twórcy „Tajnych wojen”, odpowiedzialnego za nią Jonathana Hickmana, nie napawał optymizmem. Facet udowodnił już, że marzy o bombastycznej, międzywymiarowej i międzygalaktycznej epopei, ale nie bardzo potrafił ją ogarnąć. Takie przynajmniej sprawiał wrażenie. Tymczasem omawiany event okazał się bardzo zgrabną, przemyślaną i wbrew pozorom, całkiem kameralną opowieścią o źle pojmowanym mesjanizmie.
Tym, co stanowi o sile „Tajnych wojen”, wcale nie jest ich rozbuchany charakter, mający na celu ujednolicenie marvelowskiego uniwersum, a skupienie się na głównym bohaterze całego zamieszania, czyli doktorze Doomie. Przedstawienie go jako postaci niejednoznacznej wypadło w tym wypadku nad wyraz intrygująco. Dzięki temu możemy się spierać, czy mężczyzna w metalowej zbroi uratował świat ze szlachetnych pobudek, czy może od początku miał plan rzucenia go do swych stóp. Tak samo nieoczywistym pozostaje, czy Bitewny Świat stał się celowym dziełem, czy po prostu Doom nie miał wrażliwości, by zbudować go inaczej. I najważniejsze pytanie – czy przypadkiem nie zrobił tego ze względu na Susan Storm, by nie miała szans spotkać Reeda Richardsa i wreszcie mogła odwzajemnić jego uczucia.
Hickman musiał wyciągnąć wnioski z błędów, jakie popełnił w czasie pisania „Nieskończoności”. Dlatego też tym razem, zanim przeszedł do ostatecznej batalii, zaproponował dość długi wstęp, pokazując nam zasady działania Bitewnego Świata. Mamy więc mur odgradzający poszczególne krainy, pilnujących ich zastępy Thorów, rubieże, gdzie grasują żywe trupy, czy wreszcie surowe konsekwencje, jakie czekają na tych, którzy sprzeciwiają się prawom Dooma. Dzięki temu otrzymaliśmy komiks całkiem pokaźnych rozmiarów i tylko pozostaje żałować, że Egmont nie zdecydował się wydać go w twardej oprawie (choć z drugiej strony burzyłaby ona ład na półce).
Pochwalić także muszę stronę graficzną komiksu, za którą odpowiada Esad Ribić. Zamiast, wzorem poprzednich eventów, naupychać w kadry setki znanych postaci, postawił na ascetyzm, dzięki czemu łatwiej skupić się na głównym wątku. Kadry są „czyste” i klarowne, a kreskę Ridicia cechuje pewna doza dostojeństwa. Jednocześnie, kiedy trzeba, potrafi zadbać o potrzebną dynamikę. Zaryzykuję stwierdzenie, że to najlepiej narysowany event Marvela w XXI wieku.
Oczywiście nie wszystko jest tak różowe, jak mogłoby się wydawać. Na przykład samo zakończenie, choć logiczne i ładnie podsumowujące wszystko, czego byliśmy świadkami, jest za bardzo uproszczone. Wiadomo, że ostatecznie wszystko musi wrócić do normalnego stanu, ale jednak czegoś w nim zabrakło. Dekonstrukcja Bitewnego Świata nastąpiła zbyt łatwo i przyjaźnie.
Dziwi mnie również nawiązanie w tytule do słynnych „Tajnych wojen” publikowanych w latach 1984-1985, uznawanych za pierwsze tego typu przedsięwzięcie w świecie Marvela. Tamto z obecnym nie ma absolutnie nic wspólnego. Różnią się nawet samą wagą zdarzenia, ponieważ wtedy akcja rozgrywała się na obcej planecie, a bohaterowie zostali oderwani od spraw bieżących, by po wszystkim do nich wrócić. W sumie jedynym ich namacalnym efektem było sprowadzenie przez Spider-Mana symbionta, który wkrótce przemienił się w Venoma.
„Tajne wojny” rozpoczynają nowy rozdział w świecie Marvela, który poznamy pod nazwą Marvel Now 2.0. Czy będzie się czymś różnił od tego, który znaliśmy? Czy wszystko to nie było tylko nadmuchaną promocyjnie medialną bańką? Czy kolejne eventy okażą się równie przemyślane? Tego wszystkiego dowiemy się wkrótce, dzięki sprawnej machinie wydawniczej Egmontu. Na dzień dzisiejszy uniwersum Domu Pomysłów ma zapewniony całkiem niezły start.
koniec
10 stycznia 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Koktajl z wirusów, klonów, zombie i wszystkich złoli
Agata Włodarczyk

26 II 2021

Peter Parker przeżył dość, aby móc wyczuć przekręt oraz zbrodnię nawet bez pomocy pajęczego zmysłu. Kiedy jednak chce sprawdzić, co takiego wyprawia się w New U, naturalny system ostrzegawczy Pająka nie tyle dzwoni, co ryczy głośniej niż syrena alarmowa.

więcej »

Nie każdy elf wygląda jak Legolas
Marcin Osuch

25 II 2021

Nie będę bardzo oryginalny twierdząc, że lubię ładnie wydane komiksy. Duży format (powiększony A4), twarda okładka, dużo materiałów dodatkowych. Taki właśnie jest pierwszy tom „Świata Dryftu”, i, co ważne, zawiera całkiem nieźle zapowiadającą się historię.

więcej »

El Mariachi Death Metal
Marcin Knyszyński

24 II 2021

„100 naboi”, ze scenariuszem Briana Azzarello i rysunkami Eduarda Rissa, to jedna z najlepszych komiksowych serii pod szyldem „DC Vertigo”. Dokładnie sto odcinków wydawanych przez dokładnie dziesięć lat – wszystkie autorstwa dwójki wspomnianych twórców. W 2013 roku, cztery lata po zakończeniu serii, wracają oni do wykreowanego przez siebie uniwersum – w małym meksykańskim miasteczku o nazwie Durango dzieje się źle. Zresztą jak wszędzie w świecie „100 naboi”.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Raz lepiej, raz gorzej
— Dagmara Trembicka-Brzozowska

Geniusze i przeciętniacy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Srebrzysty paladyn
— Marcin Knyszyński

Marvel: Nietzsche nie żyje. Thor
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Solówka Rosomaka – runda druga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Indie obnażają kły
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Komiks o zapachu mrocznych bagien
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kobiety Petera Parkera
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jean Grey i jajo Feniksa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Thanos menelem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 utworów Püdelsów w hołdzie Andrzejowi „Püdlowi” Bieniaszowi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Między nimi - Gromowładnymi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Umarł Kapitan, niech żyje Kapitan
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Oni idą po ciebie Bar… Clark
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Powrót kumpla do sąsiedztwa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.