Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 marca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Jonathan Hickman, Paul Renaud, Esad Ribic
‹Tajne wojny›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTajne wojny
Scenariusz
Data wydania14 listopada 2018
RysunkiPaul Renaud, Esad Ribic
Wydawca Egmont
CyklMarvel Now!, Tajne wojny
Format300s. 167x255mm
Cena79,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Puzzle doktora Dooma

Esensja.pl
Esensja.pl
„Tajne Wojny” to olbrzymi event w świecie Marvela, przy którym bledną poprzednie Wielkie Wydarzenia Zmieniające Świat Superbohaterów. I co najważniejsze, zdecydowanie najlepszy od dłuższego czasu.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Puzzle doktora Dooma

„Tajne Wojny” to olbrzymi event w świecie Marvela, przy którym bledną poprzednie Wielkie Wydarzenia Zmieniające Świat Superbohaterów. I co najważniejsze, zdecydowanie najlepszy od dłuższego czasu.

Jonathan Hickman, Paul Renaud, Esad Ribic
‹Tajne wojny›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTajne wojny
Scenariusz
Data wydania14 listopada 2018
RysunkiPaul Renaud, Esad Ribic
Wydawca Egmont
CyklMarvel Now!, Tajne wojny
Format300s. 167x255mm
Cena79,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Teraz, kiedy „Tajne Wojny” wreszcie ukazały się po polsku, wyraźnie widać, że cały projekt zatytułowany Marvel Now, zmierzał nieuchronnie w ich stronę. Działania Avengers, choć wydawały się zwycięskie, ostatecznie tylko odsuwały w czasie nieuniknione, a mianowicie inkursję, czyli zderzenia światów, które w ten sposób niszczyły się wzajemnie. Ostatnimi dwoma, które na siebie wpadły, była nasza Ziemia i wszechświat Ultimate.
Ocalenie przyszło z najmniej oczekiwanej strony, a mianowicie od odwiecznego wroga Fantastycznej Czwórki – doktora Dooma. Udało mu się zebrać resztki zniszczonych światów i poskładał je w jedną superZiemię, nazwaną Bitewnym Światem. Jej mieszkańcy nie pamiętali katastrofy, za to nakazano im czcić dawnego władcę Latverii jako boga. I wszystko prawdopodobnie by już tak zostało, gdyby nie drobna anomalia, a mianowicie statek kosmiczny, w którym zahibernowanych jest kilka osób, mających świadomość tego, że coś jest nie tak.
Przez lata dość sceptycznie podchodziłem do wielkich eventów. Marvel zaczął je produkować w tempie seryjnym i przestawały robić zamierzone wrażenie. Na palcach jednej ręki można policzyć te, które faktycznie można uznać za udane. Tym, co je najczęściej rozkładało, był chaos, czyli próba zebrania rozrzuconych po dziesiątkach albumów wątków i poprowadzenia ich do w miarę spójnego zakończenia. Niestety – efektem było to, że główna miniseria stawała się poszatkowana, niektóre wydarzenia nie wynikały z poprzednich, zaś na jej łamach pojawiało się nieprzebrane morze superbohaterów, z czego może pięciu faktycznie miało coś sensownego do zrobienia. Za sztandarowe przykłady wymienionych grzechów uznaję „Tajną inwazję”, „Sam strach”, „Axis”, czy wreszcie „Nieskończoność”, która zasadniczo okazała się prequelem „Tajnych wojen”. Oczywiście były też chlubne wyjątki, jak „Wojna domowa”, czy „Grzech pierworodny”, ale stanowiły zdecydowaną mniejszość.
Pamiętając, jakim potwornym miszmaszem była „Nieskończoność”, fakt obsadzenia w roli głównego twórcy „Tajnych wojen”, odpowiedzialnego za nią Jonathana Hickmana, nie napawał optymizmem. Facet udowodnił już, że marzy o bombastycznej, międzywymiarowej i międzygalaktycznej epopei, ale nie bardzo potrafił ją ogarnąć. Takie przynajmniej sprawiał wrażenie. Tymczasem omawiany event okazał się bardzo zgrabną, przemyślaną i wbrew pozorom, całkiem kameralną opowieścią o źle pojmowanym mesjanizmie.
Tym, co stanowi o sile „Tajnych wojen”, wcale nie jest ich rozbuchany charakter, mający na celu ujednolicenie marvelowskiego uniwersum, a skupienie się na głównym bohaterze całego zamieszania, czyli doktorze Doomie. Przedstawienie go jako postaci niejednoznacznej wypadło w tym wypadku nad wyraz intrygująco. Dzięki temu możemy się spierać, czy mężczyzna w metalowej zbroi uratował świat ze szlachetnych pobudek, czy może od początku miał plan rzucenia go do swych stóp. Tak samo nieoczywistym pozostaje, czy Bitewny Świat stał się celowym dziełem, czy po prostu Doom nie miał wrażliwości, by zbudować go inaczej. I najważniejsze pytanie – czy przypadkiem nie zrobił tego ze względu na Susan Storm, by nie miała szans spotkać Reeda Richardsa i wreszcie mogła odwzajemnić jego uczucia.
Hickman musiał wyciągnąć wnioski z błędów, jakie popełnił w czasie pisania „Nieskończoności”. Dlatego też tym razem, zanim przeszedł do ostatecznej batalii, zaproponował dość długi wstęp, pokazując nam zasady działania Bitewnego Świata. Mamy więc mur odgradzający poszczególne krainy, pilnujących ich zastępy Thorów, rubieże, gdzie grasują żywe trupy, czy wreszcie surowe konsekwencje, jakie czekają na tych, którzy sprzeciwiają się prawom Dooma. Dzięki temu otrzymaliśmy komiks całkiem pokaźnych rozmiarów i tylko pozostaje żałować, że Egmont nie zdecydował się wydać go w twardej oprawie (choć z drugiej strony burzyłaby ona ład na półce).
Pochwalić także muszę stronę graficzną komiksu, za którą odpowiada Esad Ribić. Zamiast, wzorem poprzednich eventów, naupychać w kadry setki znanych postaci, postawił na ascetyzm, dzięki czemu łatwiej skupić się na głównym wątku. Kadry są „czyste” i klarowne, a kreskę Ridicia cechuje pewna doza dostojeństwa. Jednocześnie, kiedy trzeba, potrafi zadbać o potrzebną dynamikę. Zaryzykuję stwierdzenie, że to najlepiej narysowany event Marvela w XXI wieku.
Oczywiście nie wszystko jest tak różowe, jak mogłoby się wydawać. Na przykład samo zakończenie, choć logiczne i ładnie podsumowujące wszystko, czego byliśmy świadkami, jest za bardzo uproszczone. Wiadomo, że ostatecznie wszystko musi wrócić do normalnego stanu, ale jednak czegoś w nim zabrakło. Dekonstrukcja Bitewnego Świata nastąpiła zbyt łatwo i przyjaźnie.
Dziwi mnie również nawiązanie w tytule do słynnych „Tajnych wojen” publikowanych w latach 1984-1985, uznawanych za pierwsze tego typu przedsięwzięcie w świecie Marvela. Tamto z obecnym nie ma absolutnie nic wspólnego. Różnią się nawet samą wagą zdarzenia, ponieważ wtedy akcja rozgrywała się na obcej planecie, a bohaterowie zostali oderwani od spraw bieżących, by po wszystkim do nich wrócić. W sumie jedynym ich namacalnym efektem było sprowadzenie przez Spider-Mana symbionta, który wkrótce przemienił się w Venoma.
„Tajne wojny” rozpoczynają nowy rozdział w świecie Marvela, który poznamy pod nazwą Marvel Now 2.0. Czy będzie się czymś różnił od tego, który znaliśmy? Czy wszystko to nie było tylko nadmuchaną promocyjnie medialną bańką? Czy kolejne eventy okażą się równie przemyślane? Tego wszystkiego dowiemy się wkrótce, dzięki sprawnej machinie wydawniczej Egmontu. Na dzień dzisiejszy uniwersum Domu Pomysłów ma zapewniony całkiem niezły start.
koniec
10 stycznia 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Bóg, duch, pancerz i maszyna
Sebastian Chosiński

21 III 2019

To nie jest proste zadanie – wymyślać fabułę kolejnych opowieści rysunkowych z bohaterem, który od kilkudziesięciu lat jest maksymalnie eksploatowany, i na dodatek robić to tak, aby jeszcze czymś zaskoczyć czytelnika. Jamesowi Tynionowi IV jakoś to się jednak udaje. W efekcie lektura „odrodzeniowego” „Detective Comics” wciąż sprawia przyjemność. Mimo że tym razem scenarzysta postanowił posłużyć się patentem zwanym od czasów starożytnych… „Deus ex machina”.

więcej »

Zachować życie
Paweł Ciołkiewicz

20 III 2019

Death Save to historia o dorastaniu, trudnych wyborach i przyjaźni. Rune Ryberg opowiada o perypetiach dwóch nastolatków nieuchronnie wkraczających w dorosłość. Czy uda im się coś w życiu osiągnąć, czy może dołączą do licznego grona osób rozpamiętujących błędne decyzje i żałujących zmarnowanego życia?

więcej »

Co zdarzyło się w Chinatown?
Paweł Ciołkiewicz

19 III 2019

Podczas lektury „Zbira” można odnieść wrażenie, że czyta się horror, opowieść gangsterską i komedię jednocześnie. Eric Powell sprawnie żongluje różnymi gatunkami i bawi się konwencją snując bezkompromisowe opowieści pełne surrealistycznej przemocy i absurdalnego poczucia humoru.

więcej »

Polecamy

Nie wyobrażaj sobie!

Kadr, który…:

Nie wyobrażaj sobie!
— Wojciech Gołąbowski

Queens, Nowy Jork, 1975 rok
— Paweł Ciołkiewicz

Przedstawienie musi trwać
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Finger Tower
— Paweł Ciołkiewicz

Czy te oczy mogą kłamać?
— Paweł Ciołkiewicz

Szprrreeech!!
— Paweł Ciołkiewicz

Nieco zdegenerowany owad
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

„Tak dobrych już nie ma…”
— Paweł Ciołkiewicz

Kiedy klaun zmyje uśmiech
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Dwa, może trzy
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Marvel: Nietzsche nie żyje. Thor
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Solówka Rosomaka – runda druga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Wolverine nigdy nie był tak seksi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przekleństwo niezwykłego tatuażu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Był bronią idealną
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po prostu Waleczni
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

To miasto jest jakieś inne
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po katastrofie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pora zacząć toczyć wojnę
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

50 najbardziej fujowych okładek płyt 2018 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 największych rozczarowań muzycznych 2018 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Król jest nagi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.