Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCV

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Brian Azzarello, Andy Kubert, Frank Miller
‹Batman: Mroczny Rycerz – Rasa Panów›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBatman: Mroczny Rycerz – Rasa Panów
Scenariusz
Data wydania19 września 2018
RysunkiFrank Miller, Andy Kubert
Wydawca Egmont
CyklBatman
ISBN9788328134454
Format392s. 170x260 mm
Cena99,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Religijny fanatyk z Kosmosu
[Brian Azzarello, Andy Kubert, Frank Miller „Batman: Mroczny Rycerz – Rasa Panów” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Rasa panów” to trzecia część „Mrocznego Rycerza”, serii zapoczątkowanej przez scenarzystę i rysownika Franka Millera w połowie lat 80. ubiegłego wieku. Tamten komiks zrewolucjonizował sposób narracji w opowieściach rysunkowych, choć wcale nie jest tak, że wszystkim przypadł do gustu. Zdając sobie z tego sprawę, Miller w swym najnowszym monumentalnym dziele nawiązał do historii sprzed trzech dekad, ale starał się unikać tego, co wówczas – nadużyte – mogło irytować.

Sebastian Chosiński

Religijny fanatyk z Kosmosu
[Brian Azzarello, Andy Kubert, Frank Miller „Batman: Mroczny Rycerz – Rasa Panów” - recenzja]

„Rasa panów” to trzecia część „Mrocznego Rycerza”, serii zapoczątkowanej przez scenarzystę i rysownika Franka Millera w połowie lat 80. ubiegłego wieku. Tamten komiks zrewolucjonizował sposób narracji w opowieściach rysunkowych, choć wcale nie jest tak, że wszystkim przypadł do gustu. Zdając sobie z tego sprawę, Miller w swym najnowszym monumentalnym dziele nawiązał do historii sprzed trzech dekad, ale starał się unikać tego, co wówczas – nadużyte – mogło irytować.

Brian Azzarello, Andy Kubert, Frank Miller
‹Batman: Mroczny Rycerz – Rasa Panów›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBatman: Mroczny Rycerz – Rasa Panów
Scenariusz
Data wydania19 września 2018
RysunkiFrank Miller, Andy Kubert
Wydawca Egmont
CyklBatman
ISBN9788328134454
Format392s. 170x260 mm
Cena99,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Pamiętam, jakby to było wczoraj – te mieszane uczucia, jakie towarzyszyły pierwszej lekturze „Powrotu Mrocznego Rycerza” (1986), wywołane przede wszystkim zastosowaną przez Franka Millera nową formułą narracji. To popychanie akcji do przodu w dużej mierze za sprawą transmitowanych na żywo wiadomości telewizyjnych. Chyba po raz pierwszy współczesne media tak odważnie wkroczyły wówczas do świata komiksu. I nic dziwnego, bo przecież stacja CNN, nadająca programy informacyjne przez całą dobę, rozpoczęła nadawanie zaledwie sześć lat wcześniej, a pierwszy poważny chrzest – związany z relacjonowaniem katastrofy promu kosmicznego Challenger – przeżyła dopiero w styczniu 1986 roku, czyli… na miesiąc przed publikacją debiutanckiego zeszytu kultowej już dzisiaj serii. Do Polski wszystkie te „wynalazki” – zarówno całodobowe kanały informacyjne, jak i sam komiks Millera – dotarły kilkanaście lat później, wywołując nie mniejszą ekscytację niż w połowie lat 80. XX wieku w Stanach Zjednoczonych.
Frank Miller zrewolucjonizował komiks superbohaterski, w istotny sposób odświeżając przy tym uniwersum Batmana. A potem jak gdyby nigdy nic, osierocił go i zajął się innymi, nie mniej dzisiaj cenionymi projektami („Sin City”, „300”). Do Gotham City powrócił – nie, nie zapominam o „Roku pierwszym” (1987) – na początku nowego stulecia, tworząc miniserię „Mroczny Rycerz kontratakuje” (2001-2002), która okazała się kontynuacją „Powrotu…”. Już nie tak szokującą. Ani nie tak fascynującą. Lecz wciąż godną uwagi. I znów przez kilkanaście lat Miller szerokim łukiem obchodził Człowieka-Nietoperza, aż w końcu jesienią 2015 roku gruchnęła wieść, że zdecydował się po raz trzeci wejść do tej samej wody. A raczej, biorąc pod uwagę nagromadzenie szumowin w Gotham, do tego samego ścieku. Tym razem jednak podzielił się obowiązkami: scenarzysty z Brianem Azzarello („100 naboi”, „Rozbite miasto i inne opowieści”, „Luthor”), natomiast ilustratora z – w największej części – Andym Kubertem („1602”), a poza tym jeszcze Eduardo Risso („Wolverine: Logan”) oraz Johnem Romitą Jr. („Kick-Ass”).
Dziewięć części „Rasy panów” ukazało się pierwotnie pomiędzy listopadem 2015 a czerwcem 2017 roku. Do wydania zbiorczego dołączono jednak jeszcze poświęcone drugoplanowym bohaterom serii (wśród których znaleźli się między innymi Atom, Wonder Woman, Green Lantern, Batgirl i Lara, córka Diany i Clarka) krótkie interludia. Nie wpływają one znacząco na fabułę opowieści, służą bowiem głównie uzupełnieniu pewnych wątków, a ich podstawową wartością jest to, że siedem z nich (na dziewięć) ozdobił swoimi charakterystycznymi rysunkami sam Frank Miller. Akcja komiksu rozpoczyna się trzy lata po zniknięciu Batmana (którym to już?). Gotham zdążyło się przyzwyczaić do nieobecności Zamaskowanego Krzyżowca, aż tu nagle na ulicach objawia się Człowiek-Nietoperz. Jego zachowanie nie przypomina jednak superbohatera sprzed lat. Zamiast rozprawiać się z bandytami, atakuje policjantów, czym doprowadza do wściekłości komisarz Yindel, która stawia sobie za punkt honoru dorwać renegata. A kiedy jej się to wreszcie udaje, przekonuje się, że złapała… kobietę. Na dodatek piekielnie upartą. Która nie chce zdradzić żadnej tajemnicy. Choć tylko do czasu.
Kim jest osoba podszywająca się pod Batmana? Cóż, ważniejszy jest tak naprawdę cel, w jakim to robi. Jak można się domyśleć, chodzi jej o to, aby Mrocznego Rycerza, uważanego za nieżywego, wyciągnąć z kryjówki i tym sposobem przymusić do wykonywania obowiązków superbohaterskich. Tym bardziej że wielkimi krokami nadciąga totalna katastrofa. Sprokurowana niechcący przez doktora Raya Palmera, czyli Atoma (od jakiegoś czasu członka Ligi Sprawiedliwości), który zmanipulowany przez nastoletnią Larę, przywraca do normalnych rozmiarów zminiaturyzowany Kandor, uwalniając tym samym Quara – religijnego fanatyka, marzącego o przykładnym ukaraniu „niewierzących” i zdobyciu władzy nad światem. W czym ma mu pomóc między innymi córka Wonder Woman (która wycofała się do krainy Amazonek) i Człowieka ze Stali (pogrążonego w wiecznej zmarzlinie). Quar to kolejny superzłoczyńca, który ma wszelkie predyspozycje ku temu, by spełnić swoje szalone marzenia. Jest przecież, obdarzonym nadludzkimi mocami, krajanem Supermana. Na dodatek ma świetny plan i jest nadzwyczaj zdeterminowany. Naprawdę wydaje się, że podstarzały i zmęczony życiem Batman w końcu zostanie przez kogoś ostatecznie pokonany!
Wierzycie w to?
Miller i Azzarello robią wiele, aby umocnić czytelników w tym przekonaniu. Rzucają Mrocznemu Rycerzowi mnóstwo kłód pod nogi, eliminują kolejnych jego pomocników, ba! przywołują nawet niejakiego Donalda Trumpa (nienazwanego z imienia, ale pomylić się nie sposób), który również traci nadzieję w ratunek ze strony Człowieka-Nietoperza. Koniec wydaje się więc piekielnie bliski! Nie ma co ukrywać, że spośród wszystkich komiksów o Zamaskowanym Krzyżowcu najlepsze są te, w których główny bohater zostaje rozłożony na łopatki. W których wrogowie rozjeżdżają go walcem i – nie, to się chyba nigdy nie zdarzyło, prawda? – wypruwają flaki. W „Rasie panów” rzeczywiście niewiele brakuje, abyśmy byli zmuszeni odśpiewać nad grobem Batmana: „Anielski orszak niech twą duszę przyjmie”. Tyle że chyba żaden z superbohaterów nie ma również takich zdolności do zmartwychwstawania, jak właśnie Mroczny Rycerz. Zwłaszcza kiedy ma możliwość korzystania z pewnego dobrodziejstwa wykoncypowanego przez Ra’s al-Ghula.
W sposobie narracji „Rasa panów” nawiązuje do „Powrotu Mrocznego Rycerza”. Ponownie w jednej z głównych ról pojawiają się współczesne media, ale tym razem oczywiście trochę inne, niż te sprzed trzech dekad. Poza telewizją króluje Internet. Mieszkańcy Gotham komunikują się i wyrażają swoje emocje przede wszystkim za pośrednictwem portali społecznościowych. Na szczęście scenarzyści nie nadużywają tego konceptu, tym samym fabuła głównego nurtu opowieści nie ulega irytującemu spowolnieniu (skierowaniu uwagi czytelników na inne tory służą wspomniane wcześniej interludia, które jeśli ktoś chce, może sobie podarować i wrócić do nich, do czego jednak nie mam zamiaru przekonywać, na finał). Zdecydowanie mocną stroną albumu jest grafika. Najłatwiej docenić wkład Andy’ego Kuberta, bo to on zilustrował właściwą część „Rasy panów”. Zrobił to z wielkim pietyzmem i chęcią oddania hołdu twórcom klasycznych komiksów z Batmanem sprzed lat (vide Jerry Bingham, Brian Bolland, Klaus Janson czy Tim Sale). Niejeden raz zaskoczył też sposobem kadrowania, nie unikając przy tym rysunków całostronicowych. Świetnie poradził sobie zarówno z przeważającymi w całym albumie pełnymi dynamiki sekwencjami akcji, jak i obrazkami statycznymi, oddającymi monumentalność komiksowego świata (z postacią Batmana na czele). Swoje dołożyli koloryści, którzy zadbali o to, aby całe uniwersum było odpowiednio mroczne i przerażające. Bądźcie pewni, facjata Quara przyśni Wam się niejeden raz.
koniec
24 marca 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gdzie pieniędzy brak, tam charakter też nie pomoże
Paweł Olejniczak

7 V 2021

W „Konstelacji strachu” Green Arrow nadal prowadzi walkę z wiatrakami, czyli najpotężniejszą organizacją przestępczą świata.

więcej »

Wolności!
Marcin Knyszyński

6 V 2021

Wydawnictwo Egmont kontynuuje zasilanie polskiego rynku komiksowego najróżniejszymi, coraz bardziej ekskluzywnymi i „grubymi” wydaniami zbiorczymi. Jedną z najważniejszych premier kwietnia jest pierwszy z trzech tomów „Lucyfera” ze scenariuszem Mike’a Careya. Oto jedna z najpotężniejszych istot w uniwersum Detective Comics – przyobleczona w ludzką postać knuje swoje własne, przerastające nasze rozumienie, plany.

więcej »

Przyjaciel sprzed lat
Sebastian Chosiński

5 V 2021

Bycie grabarzem – och, sorry!… przedsiębiorcą pogrzebowym na Dzikim Zachodzie to skrajnie niebezpieczne zajęcie. Klientów nie brakuje, ale nierzadko zapewnienie im godnego pochówku wiąże się z ogromnym ryzykiem – oczywiście dla żyjących, nie nieboszczyka. Jonas Crow przekonuje się o tym boleśnie w każdym kolejnym tomie serii „Undertaker”. Album „Biały Indianin” nie jest pod tym względem wyjątkiem.

więcej »

Polecamy

Na wielbłądzie boli tyłek

Tajemnica złotej maczety:

Na wielbłądzie boli tyłek
— Konrad Wągrowski

Z Łosiem na łowy
— Konrad Wągrowski

Przybywając do PRL-owskiego raju
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Łabędzi śpiew
— Marcin Knyszyński

Po rewolucji
— Marcin Knyszyński

Jedenaście strzałów
— Marcin Knyszyński

Lekko w dół
— Marcin Knyszyński

Cokolwiek ci zrobi, nie krzycz
— Marcin Knyszyński

Hardboiled Berserker
— Marcin Knyszyński

Istota absolutnie zła
— Marcin Knyszyński

Zmierzch rewolucji
— Marcin Knyszyński

Śpij, przyjacielu
— Marcin Osuch

Rewolucja
— Marcin Knyszyński

Tegoż autora

Przyjaciel sprzed lat
— Sebastian Chosiński

Gdyby Puebla leżała na Śląsku…
— Sebastian Chosiński

Krwawe Puerto Blanco
— Sebastian Chosiński

Odkrywanie wewnętrznego Kosmosu
— Sebastian Chosiński

Kaplica w Berezie
— Sebastian Chosiński

Fajnie napić się Koka-Koli
— Sebastian Chosiński

Zdradzony i poniżony
— Sebastian Chosiński

Gdy ostatni zabrzmiał dzwonek…
— Sebastian Chosiński

W brunatnym jądrze ciemności
— Sebastian Chosiński

O świecie, którego już nie ma
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.