Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 lutego 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe (wybrane)

więcej »

Matt Wagner
‹Batman: Świt mrocznego Księżyca›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBatman: Świt mrocznego Księżyca
Scenariusz
Data wydanialuty 2018
RysunkiMatt Wagner
Wydawca Egmont
CyklBatman
ISBN9788328126992
Format288s. 180x275 mm
Cena99,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 84,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Batman zakochany jest jeszcze groźniejszy
[Matt Wagner „Batman: Świt mrocznego Księżyca” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Ależ to się czyta! Ależ to się ogląda! Oceniając dokonania amerykańskiego scenarzysty i rysownika Matta Wagnera po „Świcie Mrocznego Księżyca”, można tylko żałować, że tak niewiele ukazało się w naszym kraju opowieści rysunkowych jego autorstwa. Składające się na ten tom dwie miniserie – „Batman i ludzie potwory” oraz „Batman i szalony mnich” – to idealne połączenie najklasyczniejszych historii z Człowiekiem-Nietoperzem w roli głównej z elementami literatury gotyckiej.

Sebastian Chosiński

Batman zakochany jest jeszcze groźniejszy
[Matt Wagner „Batman: Świt mrocznego Księżyca” - recenzja]

Ależ to się czyta! Ależ to się ogląda! Oceniając dokonania amerykańskiego scenarzysty i rysownika Matta Wagnera po „Świcie Mrocznego Księżyca”, można tylko żałować, że tak niewiele ukazało się w naszym kraju opowieści rysunkowych jego autorstwa. Składające się na ten tom dwie miniserie – „Batman i ludzie potwory” oraz „Batman i szalony mnich” – to idealne połączenie najklasyczniejszych historii z Człowiekiem-Nietoperzem w roli głównej z elementami literatury gotyckiej.

Matt Wagner
‹Batman: Świt mrocznego Księżyca›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBatman: Świt mrocznego Księżyca
Scenariusz
Data wydanialuty 2018
RysunkiMatt Wagner
Wydawca Egmont
CyklBatman
ISBN9788328126992
Format288s. 180x275 mm
Cena99,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl: 84,97 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Pewnie kiedyś to już stwierdziłem, ale – powtórzę! –polscy wielbiciele Zamaskowanego Krzyżowca naprawdę nie mają prawa na nic narzekać. Każdego miesiąca ukazują się nowe (w sensie: wcześniej nieznane na naszym rynku) opowieści o Batmanie. Nie brakuje wśród nich także klasyków sprzed dekad. Dwie historie zebrane w tomie „Świt Mrocznego Księżyca” pochodzą wprawdzie zaledwie sprzed kilkunastu lat, ale ich jakość, sposób poprowadzenia fabuły i charakterystyczne rysunki pozwalają bez wątpliwości określić je już dzisiaj mianem żelaznej klasyki gatunku. Jednocześnie dowodzą wielkiego talentu ich autora – amerykańskiego scenarzysty i rysownika Matta Wagnera (rocznik 1961). Wagner zaczynał karierę w latach 80. ubiegłego wieku od – wydawanych zresztą do dzisiaj (choć niekiedy z przerwami i nieregularnie) – serii „Mage” i „Grendel”, których nad Wisłą jeszcze nie znamy. W ogóle niewiele z tego, co stworzył, ukazało się dotychczas w Polsce. Poza „Trójcą” (2003) jeszcze jedynie (współ)ilustrowane przez niego opowieści o Sandmanie (jak na przykład „Pora mgieł”). Warto by ten stan rzeczy zmienić!
A apetyt na twórczość Wagnera podsyca jeszcze opublikowany parę miesięcy temu przez Egmont „Świt Mrocznego Księżyca”. Ten opasły tom zawiera dwie powiązane ze sobą fabularnie sześcioczęściowe miniserie, które pierwotnie wydawane były w formie zeszytowej przez piętnaście miesięcy. Pierwsza – „Batman i ludzie potwory” – ukazywała się od stycznia do czerwca 2006, a druga – „Batman i szalony mnich” – od października 2006 do marca 2007 roku. Jeżeli chodzi o chronologię wydarzeń z życia Człowieka-Nietoperza Matt Wagner wbił się pomiędzy „Rok pierwszy” (1987) a „Człowieka, który się śmieje” (2005); jednocześnie też, przywołując postaci mafiosów Sala Maroniego i Carmine’a Falconego (wielbicielom Batmana lepiej znanego jako „Rzymianin”), nawiązał fabularnie do jednych z najlepszych historii detektywistycznych rozgrywających się w Gotham City, czyli „Długiego Halloween” (1996-1997) i „Mrocznego zwycięstwa” (1999-2000). Mając takie podstawy, można z czystym sumieniem sięgnąć po „Świt…” i raczyć się nim przez całą noc, aż do – na przekór tytułowy – bladego świtu.
„Batman i ludzie potwory” zaczyna się w momencie, kiedy znika Red Hood, a Gotham szykuje się do kolejnej kampanii przed wyborami burmistrza. W mieście panoszy się mafia; ludzie Maroniego na skalę hurtową sprowadzają heroinę z Tajlandii, dzięki czemu Mroczny Krzyżowiec ma ręce pełne roboty. Przez policję – przynajmniej oficjalnie – wciąż uważany jest za wroga, co nie dziwi, skoro komisarzem jest skorumpowany Edward Grogan. Na szczęście może liczyć na wsparcie Jima Gordona, choć wiąże się to dla niego z dużym niebezpieczeństwem. Wszak gliniarze przekupni nie przepadają za swymi uczciwymi kumplami po fachu. Na tym tle Wagner przedstawia romans Bruce’a Wayne’a z ambitną studentką prawa Julie Madison, córką Normana, właściciela firmy Madison Industries. Jeszcze nie tak dawno firma prosperowała znakomicie, ale od jakiegoś czasu przeżywa kłopoty finansowe, z którym szef stara się wyjść w najgorszy możliwy sposób – pożyczając pieniądze od Maroniego.
Drugim istotnym – podkreślonym w tytule opowieści – wątkiem „Ludzi potworów” są eksperymenty genetyczne prowadzone przez doktora (choć sam każe nazywać się „profesorem”) Hugona Strange’a, jednego z najstarszych adwersarzy Człowieka-Nietoperza. Ten niski, łysy, krótkowzroczny i o krzywych nogach eksprofesor psychiatrii marzy o wyhodowaniu nowego gatunku człowieka, ale na razie – używając eufemizmu – średnio mu to wychodzi. Na dalsze badania potrzebuje kasy i… tak, to kolejna okazja, aby na arenę wprowadzić gothamską mafię, zarabiającą przecież krocie na handlu azjatyckimi narkotykami. Dostrzegacie już ten mocno zarysowujący się czworokąt – Batman / Julie i Norman Madisonowie / Strange / Maroni (a za jego plecami „Rzymianin”)? To wokół nich kręci się cała fabuła. Jej bohaterowie (i, gwoli ścisłości, antybohaterowie) co rusz wpadają na siebie, ich drogi i interesy przecinają się, a jakby tego było mało, tym razem ważne okazują się również porywy serca. Wszystko zaś konsekwentnie zmierza do wybuchowego finału, po którym już nic nie będzie takie samo.
Jeśli uznać, że „Ludzie potwory” kończą się eksplozją atomową, to otwarcie miniserii „Batman i szalony mnich” – pomijając introdukcję, w której na momencik pojawia się Kobieta-Kot – pokazuje, jak opada pył. Wszyscy – Julie i jej ojciec, Maroni, a nawet Bruce Wayne – muszą pozbierać się po dramatycznych wydarzeniach, które stały się ich udziałem. Najszybciej musi dojść do siebie Człowiek-Nietoperz. Dlaczego? By wyjaśnić kolejną makabryczną zagadkę. Otóż policja w Gotham w krótkim czasie znajduje dwa ciała młodych ludzi, z których przed śmiercią w stu procentach wyssano krew. Kto stoi za tym wampirycznym rytuałem? Batman nie może ociągać się w prowadzeniu śledztwa, ponieważ tajemnicza sekta zagraża również jego ukochanej. Brzmi to trochę melodramatycznie, prawda? Ale nie ma obaw, Matt Wagner nie przekroczył ani na jotę granicy, która z kryminalnego gotyckiego horroru uczyniłaby ckliwe romansidło. To zdecydowanie jest jedna z tych opowieści, które powinny przypaść do gustu wielbicielom „Azylu Arkham” (1989) i „Gotyku” (1990). Jest czego się bać!
Przy okazji też w „Szalonym mnichu” scenarzysta zamyka wątki rozpoczęte w „Ludziach potworach”. Może tylko co do jednego można mieć pewne wątpliwości, bo ostateczna odpowiedź nie jest jednoznaczna. W niczym jednak nie psuje to przyjemności z lektury. A jest ona tym większa, że obie miniserie świetnie wypadają również od strony graficznej. Wagner rysuje w starym stylu, unikając przy tym jednak umowności i nie zawsze zamierzonego humoru, jakimi cechowały się komiksy sprzed pięciu, sześciu czy siedmiu dekad. Kolory, za które w obu przypadkach odpowiada Dave Stewart, nawiązują natomiast do czasów, o jakich opowiada scenariusz, a więc do początków kariery Mrocznego Krzyżowca. Oglądamy więc Gotham przywodzące trochę na myśl amerykańskie kino noir (mimo że w kolorze). Rysunki cechuje nieschematyczne kadrowanie, praktycznie każda plansza jest inaczej zaaranżowana. Dzięki temu autor ma dużo większą swobodę, a i czytelnika nie nuży powtarzający się w nieskończoność układ kadrów. Linearna fabuła z kolei idealnie nadaje się do zaadaptowania jej na potrzeby filmu. Aż dziwne, że dotąd tego nie zrobiono, choćby w wersji animowanej, co akurat zazwyczaj wychodzi opowieściom spod znaku DC Comics na dobre.
koniec
31 marca 2019

Komentarze

31 III 2019   13:53:30

> (...) nawiązał fabularnie do jednych z najlepszych historii detektywistycznych rozgrywających się w Gotham City, czyli „Długiego Halloween” (1996-1997) i „Mrocznego zwycięstwa” (1999-2000).

Autor recenzji kompletnie spudłował. Pierwsza historia to przeróbka opowieści „The Giants of Hugo Strange” z pierwszego zeszytu Batmana (1940), a druga historia to przeróbka opowieści „Batman Versus the Vampire” z Detective Comics #31-#32 (1939). [Od siebie dodam, że w tym tygodniu DC Comics wydało Detective Comics #1000.]

01 IV 2019   15:06:09

Tu nie chodziło o to, co scenarzysta przerabiał, ale że wykorzystał postaci obecne w wymienionych komiksach z czasów nam współczesnych.

Choć oczywiście nawiązania do tradycji z początków wydawania serii też są ważne.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie obawiajcie się, czytelnicy
Marcin Osuch

24 II 2020

Bardzo, bardzo miłe zaskoczenie. Z lekką taką podejrzliwością podchodziłem do tego komiksu. Paradoksalnie, za sprawą czystego, ale jednocześnie trochę bezpłciowego rysunku. Moje obawy okazały się nieuzasadnione, „Strzeżcie się, olbrzymy” to kawał dobrej zabawy, zarówno dla młodszych, jak i starszych fanów komiksów.

więcej »

Więzień istnienia
Marcin Knyszyński

23 II 2020

„Mister Miracle” ze scenariuszem Toma Kinga, wydany w styczniu w egmontowym cyklu „DC Deluxe”, jest w mojej ocenie jednym z najlepszych komiksów superbohaterskich, jakie możemy obecnie kupić na naszym rynku. I podobnie jak w znakomitym „Visionie” tego samego autora nie chodzi w nim o superbohaterstwo sensu stricto. Oto opowieść o „największym eskapiście świata”, który zapragnął dokonać ucieczki ostatecznej.

więcej »

…i jeszcze widzimy kontury zdarzeń
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

22 II 2020

„Extraordinary X-Men: Inhumans kontra X-Men” to dodatek do głównej historii opowiadającej o konflikcie mutantów z Inhumans. Bez niego opowieść nic nie traci, za to nie da się go zrozumieć, nie znając całości.

więcej »

Polecamy

Komiks nadmiaru

Niekoniecznie jasno pisane:

Komiks nadmiaru
— Marcin Knyszyński

Śledztwo trwa!
— Marcin Knyszyński

Głębokie rozczarowanie
— Marcin Knyszyński

Roślinny kryzys tożsamości
— Marcin Knyszyński

No to łups, Asteriksie? No to łups, Obeliksie!
— Marcin Knyszyński

Siła symbolu
— Marcin Knyszyński

Pajęcze lata Todda McFarlane’a
— Marcin Knyszyński

Bilety w pierwszym rzędzie na koniec wszechświata
— Marcin Knyszyński

Wszystko jest złudzeniem
— Marcin Knyszyński

Wystarczy uwierzyć
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja czyta dymki: Wrzesień 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Do czytania tylko w wersji „deluxe”
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wstęp do armagedonu?
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Nordic noir w postaci czystej
— Sebastian Chosiński

Starsza pani, która nie chce zniknąć
— Sebastian Chosiński

Mujrum na tropie
— Sebastian Chosiński

Ksiądz znikąd
— Sebastian Chosiński

„Legiooony to…” niezły film
— Sebastian Chosiński

Kłopoty to jego specjalność
— Sebastian Chosiński

Okrutna zbrodnia na Bałkanach
— Sebastian Chosiński

Marszałek na to nie zasłużył!
— Sebastian Chosiński

Krajobraz po katastrofie
— Sebastian Chosiński

Z „Ruskimi” lepiej nie zadzierać!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.