Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 czerwca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCVI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Jerzy Wróblewski
‹Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #12: Montana / Szeryf miasta Hope›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZ archiwum Jerzego Wróblewskiego #12: Montana / Szeryf miasta Hope
Scenariusz
Data wydania6 sierpnia 2018
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca ONGRYS
CyklZ archiwum Jerzego Wróblewskiego
ISBN978-83-65803-15-3
Format44s. 300×215mm
Cena24,90
Gatunekprzygodowy, western
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Nadzieja w Montanie
[Jerzy Wróblewski „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #12: Montana / Szeryf miasta Hope” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Jerzy Wróblewski kochał klasyczne westerny. Nie bez powodu tak często wracał w swoich komiksach do opowieści z Dzikiego Zachodu, a swoich bohaterów obdarzał twarzami wielkich gwiazd Hollywoodu grających w tego rodzaju filmach. Przekonuje o tym dobitnie dwunasty, jeśli chodzi o numerację, a tak naprawdę trzynasty, tom jego archiwalnych opowieści, w którym znalazły się komiksy prasowe „Montana” oraz „Szeryf miasta Hope”.

Sebastian Chosiński

Nadzieja w Montanie
[Jerzy Wróblewski „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #12: Montana / Szeryf miasta Hope” - recenzja]

Jerzy Wróblewski kochał klasyczne westerny. Nie bez powodu tak często wracał w swoich komiksach do opowieści z Dzikiego Zachodu, a swoich bohaterów obdarzał twarzami wielkich gwiazd Hollywoodu grających w tego rodzaju filmach. Przekonuje o tym dobitnie dwunasty, jeśli chodzi o numerację, a tak naprawdę trzynasty, tom jego archiwalnych opowieści, w którym znalazły się komiksy prasowe „Montana” oraz „Szeryf miasta Hope”.

Jerzy Wróblewski
‹Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #12: Montana / Szeryf miasta Hope›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZ archiwum Jerzego Wróblewskiego #12: Montana / Szeryf miasta Hope
Scenariusz
Data wydania6 sierpnia 2018
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca ONGRYS
CyklZ archiwum Jerzego Wróblewskiego
ISBN978-83-65803-15-3
Format44s. 300×215mm
Cena24,90
Gatunekprzygodowy, western
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
To najklasyczniejsze z klasycznych westernów. Można powiedzieć, że do bólu powielające schematy opowieści hollywoodzkich. Z tym wyjątkiem, że w tych akurat komiksach Jerzego Wróblewskiego nie ma Indian. Są za to podli bandyci i szlachetni kowboje, którzy krzyżują im plany. Są też wątki miłosne, bo przecież dobry western nie może obyć się bez uroczej białogłowy, względnie ciemnowłosej femme fatale. I tu właśnie docieramy do sedna, bo co by twórca z Bydgoszczy nie wymyślił wtórnego, było to zrodzone z tak wielkiej miłości do historii z Dzikiego Zachodu, że emanowała z tego prawda i szczerość. A w szczere uczucie, nawet jeśli czasami wyrażone jest w mało oryginalny sposób, wierzymy i oddajemy mu się bez reszty.
I tak jest z westernowymi komiksami Wróblewskiego, których w poprzednich tomach „Z archiwum…” kilka już się ukazało. Na dodatek pojawiały się one na przestrzeni kilkudziesięciu lat, co oznacza, że rysownik (i niekiedy także scenarzysta) był wierny temu gatunkowi, jak żadnemu innemu. W porządku chronologicznym były to: „Tom Texas” (1961), „Rycerze prerii” (1965), „Ringo” (1970), „Powrót Baxtera” (1974-1975), „Skarb Irokezów” (1976) oraz opublikowane już pośmiertnie „My nigdy nie śpimy” (1991). Dwunasta (a w zasadzie trzynasta, doliczając nienumerowanych „Czterech pancernych i psa”) odsłona serii dorzuca do tej listy kolejne dwa: „Szeryfa miasta Hope” (1969) i „Montanę” (1973).
W albumie ukazały się one w kolejności odwrotnej, co można zrozumieć, bo późniejszy o nieco ponad trzy lata „Montana” jest nie tylko komiksem dłuższym i ciekawszym fabularnie (choć nie bez mielizn scenariuszowych). Ale też Wróblewski tworzył go już po wydaniu trzech w pełni profesjonalnych zeszytów z serii „Podziemny front” (1971-1972) i tuż przed rozpoczęciem swej kilkuletniej przygody z „Kapitanem Żbikiem”. Deser zostawimy więc sobie na później i zaczniemy od przystawki, czyli drugiego w kolejności „Szeryfa miasta Hope”. Ukazywał się on, jak wiele innych historii Wróblewskiego, w formie pasków (w sumie dwudziestu) publikowanych w bydgoskiej popołudniówce „Dziennik Wieczorny” – od listopada do grudnia 1969 roku. To opowieść o nadzwyczaj prawym i sprawiedliwym kowboju Jeffie Riderze, którego przypadek – raczej nieszczęśliwy – sprowadza do tytułowego miasteczka Hope City.
Wbrew swej nazwie, jego mieszkańcy nie mają wielkich nadziei na świetlaną przyszłość. Miastem trzęsie bowiem banda kierowana przez trzech braci Medfordów, którzy są gotowi usunąć każdego, kto stanie im na drodze – nawet stróża prawa. To właśnie Rider znajduje trupa Clive’a Wilkego, dotychczasowego szeryfa, i zawozi jego ciało do Hope. Widząc na miejscu, co dzieje się w osadzie, postanawia zostać na dłużej i pomóc wiekowemu już Chuckowi Revillowi, zastępcy Clive’a, w zaprowadzeniu porządku. Zirytowani przestępcy, nie mogąc poradzić sobie z Jeffem, postanawiają wówczas wezwać na pomoc słynnego rewolwerowca (o twarzy Johna Wayne’a!). Wydaje się, że ten rozwiąże problem szybko i skutecznie. Trzeba przyznać, że w tej krótkiej opowieści Wróblewski zdołał zawrzeć wszystkie podstawowe dla klasycznego westernu elementy; jedyne, czego zabrakło, to… komplikacji. Akcja prosto i w ekspresowym tempie zmierza do finału, który, choć zaskakujący (i dający się obronić od strony logicznej), sprawia mimo wszystko wrażenie tworzonego w pośpiechu.
Graficznie jest to, jak na komiks prasowy, który z zasady bywał uproszczony, majstersztyk. Wróblewski przyłożył się do szczegółów tła i mimiki twarzy; kreska jest gęsta i dzięki temu kadry wypadają nadzwyczaj profesjonalnie. Tu nie ma miejsca na fuszerkę czy niedoróbki: postaci rzucają cienie, kule lecą z odpowiednią szybkością, a bandyci giną w sposób widowiskowy. Jedno tylko zastanawia: skąd Axton miał konia, na którym odjeżdża z Hope, skoro przyjechał do miasta dyliżansem? Dałoby się to na pewno wytłumaczyć, chociaż w komiksie nie ma o tym mowy… O ile „Szeryf…” zachowuje jedność miejsca i akcji, o tyle „Montana” to swoisty komiks drogi. I to bardzo rozbudowany, bo rozpisany aż na pięćdziesiąt dwa paski, które ukazywały się w „Dzienniku Wieczornym” od stycznia do marca 1973 roku. Montana to nazwisko głównego bohatera – poszukiwacza złota, który po trzech latach wraca w rodzinne strony, by dowiedzieć się, że ktoś uprowadził jego ukochaną, wcześniej paląc jej ranczo.
Montana nie zastanawia się długo i rusza na poszukiwanie Julii Sullivan (w innym miejscu pojawia się nazwisko Sands), co rusz pakując się w kolejne tarapaty. O sprawach kryminalnych, które nie wiadomo dokąd – z powodu wciąż wypływających na powierzchnię nowych wątków – doprowadzą śledczych, zwykło się mawiać, że są „rozwojowe”. I taki też jest komiks Wróblewskiego, który, jak możemy się domyślać, powstawał na bieżąco – jeśli nie z dnia na dzień, to co najwyżej z tygodnia na tydzień. Autor zaczynając pracę, nie miał więc bladego pojęcia, jak cała historia się zakończy. Daje zatem akcji płynąć, co ma zarówno swoje plusy (skoro sam twórca jest zaskakiwany, to tym bardziej czytelnik), jak i minusy (fabule brak zwartości, niektóre motywy są zbyt rozwlekane, inne szybko wieńczone). Najsłabiej wypada jednak finał, zaskakująco mało wiarygodny. Przydałyby się jeszcze co najmniej dwa bądź cztery paski, aby pewne sprawy dopowiedzieć. Bez tego pozostajemy bowiem, co jest niezwykle denerwujące, z otwartym pytaniem, dlaczego porwano akurat Julię Sullivan…
Oczywiście możemy sami poszukać sobie odpowiedzi, ale dobrze byłoby wiedzieć również, jaka myśl przyświecała autorowi. Na szczęście, podobnie jak w przypadku „Szeryfa miasta Hope”, komiks broni się graficznie. To jest ten sam Jerzy Wróblewski, którego cała Polska poznała dzięki zeszytom o kapitanie Żbiku. Mający wręcz filmowe wyczucie kadru, przykładający się do szczegółów tła i twarzy. Oba komiksy zebrane w dwunastym tomie „Z archiwum…” ukazały się w formie pasków, pod którymi umieszczono odautorskie opisy i dialogi. Maciej Jasiński – niestrudzony w odzyskiwaniu zapomnianych dzieł Wróblewskiego – po raz kolejny przerobił je na dużo bardziej atrakcyjne dla współczesnego czytelnika wersje z „dymkami”. Nawet jeśli z tego powodu zasłonięte zostały częściowo kadry – warto było. Tak po prostu łatwiej się czyta.
Ach! i jeszcze jedno. Dodatkową atrakcją albumu jest dwadzieścia jeden rysunków z serii „Wieczorek” – od nazwiska ich bohatera, Karola Wieczorka, ale także w nawiązaniu do tytułu gazety, „Dziennika Wieczornego” – które są jeszcze jednym dowodem na to, że bydgoszczanin doskonale radził sobie także jako twórca satyryczny (o czym zresztą wiemy od czasu „Przygód szeregowca Kromki”).
koniec
21 lipca 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Jeśli Bóg maczał w tym palce…
Sebastian Chosiński

6 VI 2020

Publikacja aż trzech (z sześciu) albumów serii „Sherlock Holmes Society” w jednym tylko 2015 roku była możliwa dzięki temu, że scenarzysta Sylvain Cordurié każdy z tomów dał do zilustrowania innemu rysownikowi. W przypadku „In nomine Dei” wybór padł na neapolitańczyka Alessandro Nespolino. Który zresztą wywiązał się ze swego zadania nie gorzej niż jego dwaj poprzednicy – Stéphane Bervas i Eduard Torrents.

więcej »

Nie czas na zastanawianie się
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

6 VI 2020

Twórcy filmu „Avengers: Końcowa rozgrywka” szczycili się, że grzebiąc w czasie wszystko dokładnie przemyśleli i podpierali się teoriami naukowymi. W czwartym albumie „Avengers” pod tytułem „I Wojna Kanga” również mamy zabawy z czasem… ale nikt nie udaje, że zostało to poprowadzone konsekwentnie.

więcej »

Kwiaty ciernistych dróg
Paweł Ciołkiewicz

5 VI 2020

Yuki Urushibara w siódmym tomie serii „Mushishi” oferuje kolejną porcję nastrojowych i skłaniających do zadumy opowieści problemach ludzi dotkniętych oddziaływaniem mushi. Każdy, kto śledzi jednak perypetie Ginko, wędrownego eksperta od radzenia sobie z tymi tajemniczymi istotami, doskonale wie, że to są opowieści o problemach, jak najbardziej rzeczywistych.

więcej »

Polecamy

W końcu to komiks

Pilot śmigłowca:

W końcu to komiks
— Marcin Osuch

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Nie lataj, synku, nisko i powoli
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Gdy milicji przydaje się pomoc…
— Sebastian Chosiński

Krótko o komiksach: Winchestery i bandyci
— Marcin Osuch

Krótko o komiksach: Kapitan Żbik - Wiszący rower
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Luty 2018 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Nasz człowiek w Rio Klawo
— Konrad Wągrowski

Wróblewski był pierwszy!
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

Kapitan Żbik: Gdy do akcji wkracza SB, zabawa kończy się
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Magik na wiejskim odpuście
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Jeśli Bóg maczał w tym palce…
— Sebastian Chosiński

Może być tylko gorzej
— Sebastian Chosiński

Bóg, heros, karzeł i wojowniczka
— Sebastian Chosiński

Prometeusze na sowieckim widelcu
— Sebastian Chosiński

Łotr łotra łotrem pogania
— Sebastian Chosiński

Na pogańskim globie
— Sebastian Chosiński

Samotnik bez Imienia
— Sebastian Chosiński

Dark Phoenix – Fatal Wonder Woman
— Sebastian Chosiński

W otchłani jazzu
— Sebastian Chosiński

W kraju zbożem i mlekiem płynącym
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.