Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 października 2019
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXC

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Leo
‹Aldebaran: Aldebaran›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAldebaran
Scenariusz
Data wydania17 lipca 2019
RysunkiLeo
PrzekładMaja Kostecka
Wydawca Egmont
CyklAldebaran
ISBN9788328142718
Format256s. 216x285mm
Cena119,99
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Typowy Leo
[Leo „Aldebaran: Aldebaran” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Wydawnictwo Egmont wznawia co jakiś czas starsze, trudno dostępne komiksy, które przed laty zostały wydane w mniejszym, mniej atrakcyjnym formacie lub zwyczajnie skończył się już nakład. Po „Kenii” i „Namibii” przyszedł czas na kolejny komiks Luiza Eduarda de Oliveiry – wydanego już przed dziesięciu laty „Aldebarana”. Twórca, znany jako „Leo”, odpowiada zarówno za scenariusz jak i rysunki – czytelnicy poprzednich jego komiksów wiedzą bardzo dobrze, czego można się spodziewać.

Marcin Knyszyński

Typowy Leo
[Leo „Aldebaran: Aldebaran” - recenzja]

Wydawnictwo Egmont wznawia co jakiś czas starsze, trudno dostępne komiksy, które przed laty zostały wydane w mniejszym, mniej atrakcyjnym formacie lub zwyczajnie skończył się już nakład. Po „Kenii” i „Namibii” przyszedł czas na kolejny komiks Luiza Eduarda de Oliveiry – wydanego już przed dziesięciu laty „Aldebarana”. Twórca, znany jako „Leo”, odpowiada zarówno za scenariusz jak i rysunki – czytelnicy poprzednich jego komiksów wiedzą bardzo dobrze, czego można się spodziewać.

Leo
‹Aldebaran: Aldebaran›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAldebaran
Scenariusz
Data wydania17 lipca 2019
RysunkiLeo
PrzekładMaja Kostecka
Wydawca Egmont
CyklAldebaran
ISBN9788328142718
Format256s. 216x285mm
Cena119,99
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
„Aldebaran 4” jest globem wielkości Ziemi, krążącym wokół gwiezdnego olbrzyma – Aldebarana rzecz jasna. Jego powierzchnia pokryta jest w dziewięćdziesięciu procentach oceanami. Planeta ma też klimat i warunki do życia podobne do ziemskich, ale znaleźć można na niej dziwaczne, wprost niewyobrażalne okazy flory i fauny – głównie oceaniczne. W połowie dwudziestego pierwszego wieku wyruszyła na nią ekspedycja ziemskich kolonistów, z którą kontakt urwał się niestety krótko po wylądowaniu na miejscu. Mija sto lat, a my zaglądamy na Aldebarana.
Cywilizacja kolonistów pod pewnymi względami ma się zaskakująco dobrze – ludzie żyją w wielkiej, wysoko rozwiniętej stolicy lub w małych osadach ulokowanych zazwyczaj na wybrzeżach. Niestety całą planetą rządzi religijno-wojskowy reżim, którego reprezentantami są między innymi księża i ich brutalne bojówki. W jednej z nadmorskich wiosek żyje dwójka młodych bohaterów – siedemnastoletni Marc i trzynastoletnia Kim. Pewnego dnia spotykają tajemniczego mężczyznę, ostrzegającego mieszkańców osady przed wielkim zagrożeniem z oceanu oraz dziennikarkę, która najwyraźniej chce opisać historię anonimowego przybysza. Dowiadujemy się też, że sam rząd żywo interesuje się nieznajomym, który rzekomo dokonał w oceanie odkryć wywracających naukę do góry nogami. Marc i Kim wplątują się w awanturniczą przygodę, podczas której przemierzą niemal całą planetę, wpadną w niejedne tarapaty, poznają nowych przyjaciół a może nawet nieco dojrzeją.
„Typowy Leo” – chciałoby się powiedzieć po zamknięciu komiksu. Mamy to samo co w „Kenii” i „Namibii” – jest to prosta, wybitnie rozrywkowa przygodówka pełna gonitw, ucieczek, intryg i nieustannych zwrotów akcji. Mamy też dziwne stwory i trochę mniej dziwnych bohaterów, którzy biegają z punktu A do B i dość często świecą golizną. Nagie tyłki i piersi (przede wszystkim) pojawiają się w zupełnie nieoczekiwanych momentach i sprawiają wrażenie wciśniętych na siłę – tak, jakby autor musiał wyrobić jakąś zakontraktowaną wcześniej normę. Leo jest zupełnie przeciętnym rysownikiem, jeśli chodzi o kreację ludzkich twarzy i sylwetek, ale jeden element ćwiczył chyba całymi dniami. Piersi rysuje często i zawsze idealne u każdej bohaterki – zdecydowanie zasłużył na miano Huberatha komiksu.
Fabuła jest ekstremalnie liniowa, wyjaśniana dodatkowo całymi blokami tekstu – tak, aby żaden czytelnik się w niej nie pogubił. Widzimy na obrazku jak Marc wychodzi ze swą towarzyszką z lasu na drogę i mówi „wyszliśmy na drogę”. W pewnym momencie na serii kadrów formuje się dziwna wodna struktura na oceanie, a bohaterowie, obserwujący z nami to wydarzenie, szczegółowo opisują dokładnie to, co jest narysowane. Moebius nie napisałby ani słowa, Leo umieszcza w komiksie chyba większość swojego scenopisu. Fabuła „Aldebarana” wymaga częstego zawieszania niewiary oraz przymykania oczu na pewne uproszczenia i umowności – zbyt dużo bogów w maszynach i podejrzanych przypadków. W pewnym momencie mamy wrażenie, że zupełnie nic nie zależy od działań bohaterów, którzy równie dobrze mogliby przeleżeć cały ten czas na brazylijskich (przepraszam: aldebarańskich) plażach.
No właśnie. Ludzkie kolonie na Aldebaranie nie różnią się niczym od tych w Brazylii z końca dwudziestego wieku (w samym komiksie jest wręcz bezpośrednie porównanie Aldebarana do ojczyzny Leo). Koloniści są zbyt dobrze rozwinięci i jest ich zbyt dużo – sto lat po lądowaniu na dziewiczej planecie to zdecydowanie za mało. Gdyby nie zadziwiająca fauna (w szczególności jeden okaz, nazywany „mantrissą”) nie zauważylibyśmy, że akcja dzieje się na obcej planecie. Dzierżąca władzę dyktatura jest przerysowana i jakby wprost przeniesiona z najgorszych koszmarów autora – nie bez znaczenia jest na pewno fakt, że Leo musiał emigrować z Brazylii opanowanej w połowie lat sześćdziesiątych przez wojskową juntę.
Bohaterowie są całkowicie płascy i czarno-biali, istnieją w sumie po to, aby akcja szła do przodu. Dawno nie znalazłem w komiksach tak irytującej postaci jak główny bohater, Marc. Jest antypatyczny, impulsywny, zapatrzony w czubek własnego nosa, nieprzyjmujący krytyki, rozwydrzony, nachalny i samolubny. O wiele lepiej prezentuje się rezolutna, bystra i pyskata Kim. Leo próbował stworzyć coś w rodzaju „bildungsroman” – między wydarzeniami z pierwszej i ostatniej strony komiksu mija pięć lat. I mimo tego, iż faktycznie widać pewną zmianę w zachowaniu Marca i jego podejściu do życia to jednak nie udało mu się spłacić kredytu zaciągniętego na początku historii.
A niewątpliwym plusem jest kreacja samej planety i jej fauny. Wszystkie „rośliny” i „zwierzęta” są świetnie wymyślone i narysowane – ustępują jednak jednemu, charakterystycznemu tworowi. Wielka, nieogarniana rozumem „mantrissa” (która budzi pewne skojarzenia nie tylko z oceanem „Solarisu” Stanisława Lema, ale i z monumentem z „Odysei kosmicznej 2001”) jest naprawdę fascynująca. Jej skrajna obcość i wyższość ewolucyjna są bezdyskusyjne, co podkreśla wyraźnie tezę autora o „wadliwości” ludzkiego gatunku. Była ich tu tylko garstka (piętnaście setek) a błyskawicznie zbudowali koszmarną dystopię – zupełnie jak rozbitkowie z „Całej prawdy o planecie Ksi” Janusza A. Zajdla.
Koniec „Aldebarana” zapowiada dalszy ciąg tej historii. Następnym razem wybierzemy się do systemu Betelgezy. Mimo wszystkich wad komiksu jestem ciekaw co będzie dalej – może ten fakt jest dowodem na to, że „Aldebaran” sprawdza się całkiem dobrze w swojej roli. Może nie zostanę „wyznawcą” Leo, jak sugeruje Moebius w przedmowie, ale na Betelgezę polecę.
koniec
31 lipca 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Chłopi i niewolnicy
Paweł Ciołkiewicz

16 X 2019

Thorfinn nie jest już tym samym człowiekiem. Po tym, jak zginął Askeladd, chłopak stracił jedyny, jaki napędzał go do działania. Chciał przecież własnoręcznie zabić mordercę swojego ojca. Teraz widzimy go jako pogrążonego w apatii niewolnika, który zupełnie nie jest zainteresowany tym, co wokół niego się dzieje. Teoretycznie zatem, niezbyt to dobry materiał na bohatera mangi.

więcej »

Lucky Luke poszukiwany, najlepiej martwy
Marcin Osuch

14 X 2019

„Ucieczka Daltonów” to kolejny album, przy okazji którego muszę odwołać tezę, że odcinki z udziałem czwórki desperados są przewidywalne i na jedno kopyto.

więcej »

Ms Marvel i trójkąt miłosny nastolatków w kosmosie
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

12 X 2019

„Avengers: II Wojna Domowa”, to jak nazwa sama wskazuje, rozwinięcie kolejnego eventu w świecie Marvela. Niestety nie oferujące wiele ponadto.

więcej »

Polecamy

Siła symbolu

Niekoniecznie jasno pisane:

Siła symbolu
— Marcin Knyszyński

Pajęcze lata Todda McFarlane’a
— Marcin Knyszyński

Bilety w pierwszym rzędzie na koniec wszechświata
— Marcin Knyszyński

Wszystko jest złudzeniem
— Marcin Knyszyński

Wystarczy uwierzyć
— Marcin Knyszyński

Odkryj się sam
— Marcin Knyszyński

Protestujemy, ale co dalej?
— Marcin Knyszyński

Rozgrzewka do tańca rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

O dwóch takich, co walczyli z Gotham
— Marcin Knyszyński

Jestem Carl Seltz. Jestem Harry Seltz. Jestem Harry Burns.
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta dymki: Lato 2009
— Jakub Gałka, Marcin Osuch, Mateusz Osuch, Konrad Wągrowski

Nagie piersi dla młodzieży
— Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Krótko o komiksach: Nagich piersi dla młodzieży ciąg dalszy
— Marcin Osuch

Safari z dinozaurami
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Esensja czyta dymki: Wrzesień 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Reaktywacja
— Daniel Gizicki, Wojciech Gołąbowski, Marcin Osuch, Paweł Sasko, Konrad Wągrowski

Komiksowy mini-Avatar
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Lato 2009
— Jakub Gałka, Marcin Osuch, Mateusz Osuch, Konrad Wągrowski

Nagie piersi dla młodzieży
— Konrad Wągrowski

Krótko o komiksach: Czerwiec-lipiec 2002
— Artur Długosz, Wojciech Gołąbowski, Marcin Herman, Piotr Niemkiewicz, Paweł Nurzyński, Witold Tkaczyk, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Asteriks chronologicznie: Część II
— Marcin Knyszyński

Kopiemy tyłek po raz drugi
— Marcin Knyszyński

Amerykański koszmar
— Marcin Knyszyński

Najdziwniejsi z dziwnych
— Marcin Knyszyński

Gotham w akwareli
— Marcin Knyszyński

Ukryta Ameryka
— Marcin Knyszyński

Horror skrajności
— Marcin Knyszyński

U kresu podróży
— Marcin Knyszyński

Wodzenie za nos
— Marcin Knyszyński

Ku przestrodze
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.