Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCVII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Dougie Braithwaite, Richard Case, Grant Morrison, John Nyberg
‹Doom Patrol #1 (wyd. zbiorcze)›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDoom Patrol #1 (wyd. zbiorcze)
Scenariusz
Data wydania19 czerwca 2019
RysunkiJohn Nyberg, Dougie Braithwaite, Richard Case
Wydawca Egmont
CyklDoom Patrol
ISBN9788328142695
Format424s. 170x260mm
Cena119,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Najdziwniejsi z dziwnych
[Dougie Braithwaite, Richard Case, Grant Morrison, John Nyberg „Doom Patrol #1 (wyd. zbiorcze)” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Dziś przyjrzymy się grupie superbohaterów, do których idealnie pasuje określenie z tytułu recenzji. Pierwszy z trzech zapowiedzianych tomów „Doom Patrol” zawiera historie, które zaczynamy czytać z konsternacją i niedowierzaniem, a kończymy z zapartym tchem i wypiekami na twarzy. Autor scenariusza, Grant Morrison, zrobił tą serią dla komiksu superbohaterskiego to, co André Breton dla sztuki w 1924 roku. Dokładnie tak.

Marcin Knyszyński

Najdziwniejsi z dziwnych
[Dougie Braithwaite, Richard Case, Grant Morrison, John Nyberg „Doom Patrol #1 (wyd. zbiorcze)” - recenzja]

Dziś przyjrzymy się grupie superbohaterów, do których idealnie pasuje określenie z tytułu recenzji. Pierwszy z trzech zapowiedzianych tomów „Doom Patrol” zawiera historie, które zaczynamy czytać z konsternacją i niedowierzaniem, a kończymy z zapartym tchem i wypiekami na twarzy. Autor scenariusza, Grant Morrison, zrobił tą serią dla komiksu superbohaterskiego to, co André Breton dla sztuki w 1924 roku. Dokładnie tak.

Dougie Braithwaite, Richard Case, Grant Morrison, John Nyberg
‹Doom Patrol #1 (wyd. zbiorcze)›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDoom Patrol #1 (wyd. zbiorcze)
Scenariusz
Data wydania19 czerwca 2019
RysunkiJohn Nyberg, Dougie Braithwaite, Richard Case
Wydawca Egmont
CyklDoom Patrol
ISBN9788328142695
Format424s. 170x260mm
Cena119,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Autor „Azylu Arkham” wniósł nową jakość do serii, której początki sięgają 1963 roku. W osiemdziesiątym numerze komiksu–antologii o nazwie „My Greatest Adventure” pojawiła się grupa ekscentrycznych bohaterów, wzorowana nieco na marvelowskiej Fantastycznej Czwórce. Ich przygody tak spodobały się czytelnikom, że sześć numerów później seria została przemianowana po prostu na „Doom Patrol” – od nazwy drużyny. Herosi–dziwacy kończą swój żywot (dosłownie – nigdy wcześniej twórcy Detective Comics nie zabili wszystkich bohaterów przy okazji zakończenia serii) pięć lat po swoim debiucie. Ale, gdy w latach osiemdziesiątych przez uniwersum DC przetoczył się „Kryzys na nieskończonych ziemiach”, pojawiła się szansa na reaktywację komiksu.
„Doom Patrol” powrócił w październiku 1987 roku. Za scenariusz pierwszych osiemnastu odcinków odpowiadał Paul Kupperberg a większość z nich zilustrował znany dobrze w Polsce Erik Larsen – etatowy kontynuator Todda McFarlane’a, jeśli chodzi o przygody Spider-Mana. Sprzedaż jednak zaczęła dramatycznie spadać – na pomoc wezwano Granta Morrisona, jednego z przedstawicieli komiksowej „brytyjskiej inwazji na USA”. Sprawa jest jasna – trzeba zrewolucjonizować serię i przyciągnąć czytelników. No dobra, będzie tak – odnawiamy ekipę, skupiamy się na ich ułomnościach i dziwactwach, odchodzimy od „typowej superbohaterszczyzny”, w którą zdryfował Kupperberg i wracamy do korzeni. Akcentujemy cudaczność i oryginalność bohaterów i ich przygód – cechy tak charakterystyczne dla pierwszej serii. Musimy tylko przetrzebić drużynę. Kupperberg zabrał zabawki, przeniósł się do innej piaskownicy i pozostawił rozwaloną ekipę a Erika Larsena zastąpił Richard Case. Wraz z numerem dziewiętnastym rozpoczęła się Era Morrisona. Szkot napisał czterdzieści pięć odcinków „Doom Patrol” – tom pierwszy zawiera ich szesnaście, czyli nieco ponad normę.
Drużyna jest w rozsypce po dramatycznych wydarzeniach z numeru osiemnastego. Przez chwilę może się wydawać, że jeśli nie znamy poprzednich odcinków będziemy mieli kłopot z odnalezieniem się w fabule. Ale już na samym początku Morrison zadbał o porządną ekspozycję i prezentację superbohaterów – choć tak naprawdę członkowie Doom Patrol są tak odlegli od standardowego pojmowania tego słowa, jak tylko to możliwe. Superman i Batman, mogą być naszymi idolami i uosobieniem naszych eskapistycznych marzeń – wydają się postaciami, w które chcielibyśmy się wcielić, choćby na chwilę. Zazdrościmy im ich mocy i umiejętności. A moce „nadludzi” z „Doom Patrol” są ich przekleństwem, niechcianym brzemieniem, którego nie potrafią się pozbyć i które uniemożliwia im normalne funkcjonowanie. To wręcz schorzenia a nie nadnaturalne zdolności.
No bo czego tu zazdrościć? Robotman jest byłym kierowcą rajdowym, który po wypadku skończył jako „gąbka w protetycznym ciele z żuchwą jak koparka”. Szalona Jane, w walce z traumami dzieciństwa, wykształciła sześćdziesiąt cztery równoległe osobowości, a każda z nich ma indywidualne, specyficzne supermoce. Dorothy, nastolatka z twarzą szympansa, ofiara „bomby genowej”, w niekontrolowany sposób sprowadza z podświadomości do rzeczywistości swoje najgorsze koszmary. Czy wreszcie, skrywający pod bandażami swe straszliwe deformacje, Rebis – „konglomerat” mężczyzny, kobiety i „negatywnego ciała astralnego”. To wszystko brzmi jak totalne wariactwo, ale zaręczam, że to jedne z najnormalniejszych postaci jakie znajdziemy w komiksie.
Przygody superbohaterów–odmieńców są tak samo niestandardowe i surrealistyczne jak oni sami. U Morrisona to nie duchy, demony, kosmici, czarnoksiężnicy czy szaleni naukowcy stwarzają największe zagrożenie. To sama rzeczywistość jest wrogiem – mamy tu inwazje innych wymiarów, negację pojęcia bytu, wycinanie z rzeczywistości, uwięzienie w obrazie, paradoksy logiczne mogące sprowadzić apokalipsę, fikcję niszczącą świat realny – a wszystko w szalonej narracji nie pozwalającej na zaczerpnięcie oddechu. Weźmy najbardziej odjechany odcinek „Doctora Who” i pomnóżmy przez dziesięć. Weźmy osiemnastą księgę „Tytusa, Romka i A’Tomka” i uczyńmy opisane tam wojaże po kubistycznym obrazie czymś jak najbardziej realnym i pospolitym.
„Między tym, co rzeczywiste i tym, co nierzeczywiste, nie ma w obecnych warunkach wyraźnego rozróżnienia” – mówi w pewnym momencie jeden z bohaterów i jest to chyba najlepsze podsumowanie komiksu. Grant Morrison zauważył kiedyś, że ludzie za wszelką cenę chcą dokładnie zrozumieć „Doom Patrol”, okiełznać fabułę, poprawnie ją zinterpretować oraz wykryć w niej drugie dno. Ale – jak przyznaje autor – tu nie ma drugich den, nie ma złożonej symboliki, nie ma żadnych ukrytych przesłań. To surrealistyczny, komiksowy rollercoaster, w którym na pytanie „co się dzieje” otrzymujemy prostą odpowiedź: „Kult Nienapisanej Księgi ruszył właśnie w pościg za Piątym Oknem, a jeśli go złapią, przyzwą Antystwórcę, a to będzie koniec wszechświata”. Potrzebujecie jeszcze wyjaśnień?!
„Doom Patrol” Granta Morrisona wpływa na komiksowe medium do dziś – jedną z najbardziej znanych historii inspirowanych dziełem szkockiego scenarzysty jest „Umbrella Academy” oparta na bardzo podobnych założeniach. Nie bez znaczenia jest na pewno fakt, że Gerard Way i Grant Morrison są od lat wielkimi przyjaciółmi. Przed nami jeszcze dwa tomy – po przeczytaniu pierwszego wiem już, że ich lektura jest po prostu obowiązkowa. To jeden z tych komiksów (a nie jest ich wbrew pozorom niesłychanie dużo), któremu bez zastanowienia wystawiam maksymalną notę.
koniec
5 sierpnia 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

W konkretnej rzeczywistości, tu i teraz
Wojciech Gołąbowski

15 VII 2020

Staszek Kostka. Osiemnastolatek. Jezuita. Święty kościoła katolickiego. Takiej pozycji – w taki sposób opowiedzianej – na rodzimym rynku komiksu okołoreligijnego jeszcze nie było.

więcej »

Kto ty jesteś?
Aleksander Krukowski

14 VII 2020

„Powrót do Kosowa” to reportaż z pierwszych tygodni pokoju w Kosowie, który koncentruje się na losach jego ludności.

więcej »

Hrabia Mieszko Skarbek
Paweł Ciołkiewicz

13 VII 2020

„Zemsta hrabiego Skarbka” to pasjonująca opowieść o zemście, która – jak wiadomo – najlepiej smakuje na zimno. Na planszach komiksu znajdziemy wielką historię, socjologiczny portret dziewiętnastowiecznej Europy, opowieść o regułach rządzących światem sztuki oraz refleksję na temat rosnącej roli prasy. A wszystko to przyprawione awanturniczą historią z piratami w roli głównej. No i oczywiście całość uzupełniają piękne rysunki.

więcej »

Polecamy

Kilka słów na pożegnanie

Pilot śmigłowca:

Kilka słów na pożegnanie
— Marcin Osuch

Szczęśliwy finał
— Marcin Osuch

Trochę jak Blueberry
— Marcin Osuch

Nasz polski superman
— Marcin Osuch

Pilot punktuje, „Pilot” dołuje
— Marcin Osuch

W końcu to komiks
— Marcin Osuch

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Nie daj się tyranii przewidywalności!
— Marcin Knyszyński

Dziwowiska część druga
— Marcin Knyszyński

Tegoż autora

Opowieść o bardzie nudziarzu
— Marcin Knyszyński

Pastelowy kryminał
— Marcin Knyszyński

Srebrzysty paladyn
— Marcin Knyszyński

Coś do oglądania
— Marcin Knyszyński

Jak być diabłem diabła?
— Marcin Knyszyński

Nie jesteś sam
— Marcin Knyszyński

Komiks niepotrzebny
— Marcin Knyszyński

Nie daj się tyranii przewidywalności!
— Marcin Knyszyński

Fajne… po prostu
— Marcin Knyszyński

Zmierzch rewolucji
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.