Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 września 2020
w Esensji w Esensjopedii

Steve Niles
‹Frankenstein żyje, żyje!›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFrankenstein żyje, żyje!
Scenariusz
Data wydania3 października 2019
PrzekładMarek Starosta
Wydawca KBOOM
ISBN978-83-954323-1-6
Format104s. 199x305mm
Cena70,00
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Berni Wrightson żyje, żyje!
[Steve Niles „Frankenstein żyje, żyje!” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Frankenstein żyje, żyje!” to nie kolejna adaptacja przerobionej na wszystkie sposoby powieści Mary Shelley, a coś na kształt jej kontynuacji. Dodajmy, że bardzo udanej, wysmakowanej i utrzymanej w duchu pierwowzoru. A przy tym o wiele bardziej lekkostrawnej.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Berni Wrightson żyje, żyje!
[Steve Niles „Frankenstein żyje, żyje!” - recenzja]

„Frankenstein żyje, żyje!” to nie kolejna adaptacja przerobionej na wszystkie sposoby powieści Mary Shelley, a coś na kształt jej kontynuacji. Dodajmy, że bardzo udanej, wysmakowanej i utrzymanej w duchu pierwowzoru. A przy tym o wiele bardziej lekkostrawnej.

Steve Niles
‹Frankenstein żyje, żyje!›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFrankenstein żyje, żyje!
Scenariusz
Data wydania3 października 2019
PrzekładMarek Starosta
Wydawca KBOOM
ISBN978-83-954323-1-6
Format104s. 199x305mm
Cena70,00
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Stereotyp wyglądu potwora Frankensteina jest głęboko zakorzeniony w popkulturalnej świadomości. A jednak wszyscy ci, którzy spodziewają się w niniejszym komiksie znaleźć monstrum z płaską głową i drutami wystającymi z szyi, o fizis Borisa Karloffa, będą rozczarowani. Już na samym początku opowieści, jej twórcy zaznaczają ten fakt dobitnie w komentarzu, będącym przemyśleniami głównego bohatera. Autor rysunków, nieodżałowany Bernie Wrightson, zadbał o to, by stwór wyróżniał się z tłumu aparycją i trupim obliczem, czego symbolem jest brak nosa, ale jednocześnie dodał element nieobecny w innych adaptacjach powieści Shelley. Jest nim jak najbardziej ludzie spojrzenie. I to nie groźne, a myślące, wystraszone i łagodne.
Komiks rozpoczyna się w momencie, w którym kończy się klasyczna powieść. Stwór z ciałem zmarłego stwórcy pozostaje na mroźnej północy, by tam umrzeć. Jak się jednak okazuje, pożegnanie się z tym światem nie jest mu dane. Ani od mrozu, ani od gorąca. Musi więc trwać, co nie jest takie proste, biorąc pod uwagę, że wszędzie, gdzie się pojawi wzbudza obrzydzenie i lęk.
Nie chcę zdradzać za dużo z fabuły, bo choć nie jest ona przesadnie skomplikowana, to jednak intensywnie działa na poziomie emocjonalnym. Zwłaszcza, że tym razem wydarzenia obserwujemy nie z punktu widzenia doktora Frankensteina, a samego potwora. Śledzimy jego rozterki i próbę odpowiedzi na pytanie, o to kim jest, bo na pewno nie człowiekiem. Prześladują go również zwidy zamordowanych przez siebie osób, zwłaszcza tego, który powołał go do życia.
Jednak sama fabuła to tylko część „Frankenstein żyje, żyje!”. Wydaje się, że o wiele ważniejszym elementem całości są niesamowite, klimatyczne i pełne szczegółów rysunki Berniego Wrightsona. Duże, często całostronicowe, a nawet dwustronicowe, kadry to osobne dzieła sztuki, których kontemplowanie stanowi nie mniejszą radość, niż śledzenie losów stwora. Prace te stanowią epitafium artysty, który zmarł w trakcie pracy nad miniserią i nie zdołał jej ukończyć. Ostatni rozdział na podstawie pozostawionych przez niego szkiców dorysował Kelley Jones. Z całym szacunkiem do jego pracy, ale ten fragment nie dorównuje pozostałym, co niestety burzy atmosferę i trochę psuje finał.
Szczęśliwie wydawnictwo KBOOM postarało się o ekskluzywne wydanie „Frankenstein żyje, żyje!” i zadbało nie tylko o gustowną oprawę w twardych okładkach, ale także o niezwykłe dodatki, którymi są oryginalne szkice Wrightsona. Rzucają one nieco światła na prace Jonesa, który wyraźnie nie chciał za bardzo ingerować w wizję mistrza.
Omawiana pozycja to dzieło zamknięte, stanowiące wysmakowaną rozrywkę, zarówno dla duszy, jak i dla oczu. Warto po nie sięgnąć już tylko po to, by podziwiać ostatnie prace Berniego Wrightsona. Na szczęście, rysownik, wraz ze scenarzystą Steve′m Nilesem zadbali o to, by opowieść pozostała wierna duchowi twórczości Mary Shelley i tak jak romantyczny klasyk, stawiała pytania o moralny aspekt równania się człowieka z Bogiem, o sens istnienia, a także poruszała kwestię samotności jednostki odrzuconej przez społeczeństwo.
koniec
21 grudnia 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Karola los wzniosły, los podły
Tomasz Nowak

24 IX 2020

Pamiętacie Johnhny′ego Rottena wykrzykującego dramatyczne pytanie: Kto zabił Bambi? Okazuje się, że to nie jedyne prawdziwie dramatyczne pytanie popkultury. Jest choćby taki Karol. Ba, powstał poświęcony mu w całości komiks! Ale jedyna wiedza o nim pochodzi z tytułu „Mówili na niego Karol”. Nadal więc pytamy, kim on właściwie jest? A odpowiedź, że to trup wcale nas nie zadowala.

więcej »

Wracamy do Teksasu, tam nie ma ropy
Marcin Osuch

23 IX 2020

Prawie dziesięć lat temu, przy okazji serii zbiorczych „Lucky Luke’ów” w rozmiarze szkolnych zeszytów, wyraziłem nadzieję, że przyjdzie czas, gdy wszystkie te historie zostaną wydane tak jak zostały do tego stworzone, w formacie A4. Od kilku lat Egmont wznawia całą serię właśnie w tym kształcie i ostatnio przyszedł czas na tom osiemnasty – „W cieniu wież wiertniczych”.

więcej »

Cokolwiek ci zrobi, nie krzycz
Marcin Knyszyński

22 IX 2020

Dziś znowu czytamy „Sin City”. Poznaliśmy już brutalnego Marva i poharatanego psychicznie Dwighta. Obaj byli antybohaterami pełną gębą, nie różnili się zbytnio od bandziorów, którym stawiali czoła. Dziś spotkamy Johna Hartigana, pierwszego jednoznacznie pozytywnego mieszkańca Miasta Grzechu – zdecydowanie najmniej cynicznego i zepsutego. Być może dlatego cierpi najbardziej.

więcej »

Polecamy

Komiks, którego nie było

Podziemny front:

Komiks, którego nie było
— Konrad Wągrowski

Bitwa o szyny
— Konrad Wągrowski

Dobry Niemiec
— Konrad Wągrowski

Granat do studzienki, czyli najśmielsza akcja bojowa
— Konrad Wągrowski

Po twarzy poznasz konfidenta
— Konrad Wągrowski

Wybuch w burdelu
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Tegoż autora

Uważaj na przyjaciół swoich
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Elfy najeżdżają Polskę
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

50 najlepszych filmów o żywych trupach według czytelników Esensji
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Moon Knight nad kukułczym gniazdem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Autor, który zbyt się spieszył
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Geniusze i przeciętniacy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zakuj, zdaj… nie zgiń
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Cierpienia młodego Petera
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Chcemy Neila Gaimana!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Back in the USSR
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.