Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 lutego 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe (wybrane)

więcej »

Steve Niles, Ben Templesmith
‹30 dni nocy #1›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł30 dni nocy #1
Scenariusz
Data wydania20 listopada 2019
RysunkiBen Templesmith
PrzekładJacek Żuławnik
Wydawca Egmont
Cykl30 dni nocy
ISBN9788328197572
Format368s. 170x260mm
Cena109,99
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Atak na percepcję
[Steve Niles, Ben Templesmith „30 dni nocy #1” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Wydawnictwo Egmont wydało kolejny tytuł, który wyszedł przed laty nakładem Mandragory. I jak to zwykle bywa zaprezentował też kontynuację, której wtedy zabrakło. Pierwszy zbiorczy album „30 dni nocy” zawiera trzy komiksy autorstwa Steve’a Nilesa (scenariusz) oraz Bena Templesmitha (rysunek – choć to wielkie uproszczenie). Mamy do czynienia z jednym z najbardziej oryginalnych komiksów, jakie wyszły w ostatnich latach w Polsce – choć pobieżny opis fabuły może wcale na to nie wskazywać.

Marcin Knyszyński

Atak na percepcję
[Steve Niles, Ben Templesmith „30 dni nocy #1” - recenzja]

Wydawnictwo Egmont wydało kolejny tytuł, który wyszedł przed laty nakładem Mandragory. I jak to zwykle bywa zaprezentował też kontynuację, której wtedy zabrakło. Pierwszy zbiorczy album „30 dni nocy” zawiera trzy komiksy autorstwa Steve’a Nilesa (scenariusz) oraz Bena Templesmitha (rysunek – choć to wielkie uproszczenie). Mamy do czynienia z jednym z najbardziej oryginalnych komiksów, jakie wyszły w ostatnich latach w Polsce – choć pobieżny opis fabuły może wcale na to nie wskazywać.

Steve Niles, Ben Templesmith
‹30 dni nocy #1›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł30 dni nocy #1
Scenariusz
Data wydania20 listopada 2019
RysunkiBen Templesmith
PrzekładJacek Żuławnik
Wydawca Egmont
Cykl30 dni nocy
ISBN9788328197572
Format368s. 170x260mm
Cena109,99
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Barrow, Alaska. 71°17′44″N 156°45′59″W. Najdalej na północ wysunięte miasto USA, położone na północnym wybrzeżu Alaski. Jest to miasteczko przywykłe do dwóch rzeczy: do temperatur poniżej zera i do ciemności. Panuje tu klimat arktyczny. Temperatura waha się od „w ch….ę zimno” do „po ch…u lodowato”. Słońce nie zachodzi pomiędzy 10 maja i 2 sierpnia. Nie wschodzi pomiędzy 18 listopada i 17 grudnia. Co roku mamy tu trzydzieści dni nocy.
„30 dni nocy”. Dokładnie tak nazywa się cały album i pierwszy z komiksów wchodzących w jego skład. Akcja rozpoczyna się 18 listopada, kiedy to para głównych bohaterów wyczekuje ostatniego zachodu słońca. Eben i jego żona Stella to miejscowi stróże prawa, jakby żywcem wyjęci z „Fargo”. Zresztą sceneria małego miasteczka, zasypanego grubą warstwą śniegu, również kieruje nasze skojarzenia w tamtą stronę – choć z takim horrorem bohaterowie braci Coenów, nigdy się nie mierzyli.
Steve Niles i Ben Templesmith zamykają mieszkańców Barrow w małej, klaustrofobicznej przestrzeni. Mróz, zamieć, mrok i horror wręcz odbierający zmysły. Otóż okazuje się, że Barrow zostało wybrane na miejsce urlopowe przez grupę dziewiętnastu wampirów. Po prostu wakacje, safari na Alasce. W roli zwierząt – czterystuosobowa grupa mieszkańców miasteczka. W roli myśliwych – bezwzględne, nadludzko szybkie, bezlitośne, sadystyczne i wiecznie głodne drapieżniki. To nie są rozdarci wewnętrznie romantycy z powieści Anne Rice. To po prostu okrutne, nienasycone bestie. Barrow to ich restauracja, mieszkańcy to jedzenie.
Druga część, zatytułowana „Mroczne dni” to losy Stelli, która ocalała z hekatomby i poluje na wampiry wraz z specjalnie założoną do tego celu grupą. Przenosimy się z Alaski do upalnego Los Angeles, jednak wydarzenia z Barrow ciągle rzucają cień na życie nie tylko Stelli, ale i żyjącej w ukryciu społeczności wampirów. Tytuł części trzeciej – „Powrót do Barrow” – mówi nam wszystko. Znowu lecimy na północ – do miasteczka, które podniosło się po tragedii i nauczyło się walczyć z nieumarłymi. Świeżo upieczony szeryf Barrow, Brian Kitka, wraz ze swoim kilkuletnim synem, przybywa do miasteczka na cztery dni przed kolejnym miesiącem mroku. Ma nadzieję wyjaśnić okoliczności śmierci swego brata, który zginął w rzezi przed czterema laty i dowiedzieć się, co tak naprawdę się wydarzyło. Ulicami Barrow znowu popłynie krew.
Wampiry z „30 dni nocy” o wiele bardziej przypominają te z filmów w rodzaju „Dracula 2000”, „Blade” czy „Underworld” (a nawet „Jestem legendą”), niż wspomnianego Lestata, Louisa czy Draculę o aparycji Gary’ego Oldmana. Są oczywiście wrażliwe na światło słoneczne, ale poza tym mało co łączy je z klasycznym wizerunkiem krwiopijcy. Są niebywale żywotne, niepodważalnie materialne, inteligentne i pozbawione jakiegokolwiek romantycznego uroku. Bohaterom najtrudniej zaakceptować fakt, że nieumarli są częścią naszego fizycznego wszechświata – koszmary i senne majaki są tuż obok, w pełni namacalne. Na szczęście, podobnie jak my, mają ciało – mięśnie i kości, które można zniszczyć. To nadludzko szybkie, silne i inteligentne zwierzęta – i tyle.
Steve Niles pisał swój komiks na przełomie wieków – nic dziwnego, że widać inspirację wspomnianymi filmami. Wampiry, są takimi samymi obywatelami dwudziestopierwszowiecznej globalnej wioski jak ludzie – muszą się tylko ukrywać, aby przeżyć. Mimo całej swojej potęgi, żyją głównie dzięki swojemu legendarnemu statusowi – nikt o zdrowych zmysłach w nie wierzy w wampiry! „Informacja to nasz największy wróg”, jak podkreśla „stare” pokolenie wampirów, zdegustowane i zaniepokojone wybrykiem „młodych” w Barrow. I to stanowi kolejny istotny element fabuły komiksu – w czasach galopującej nowoczesności, wampiry stają się coraz mniej konserwatywne i dochodzi w ich społeczności do wyjątkowo mocnych tarć i konfliktów międzypokoleniowych. Wampiry się uczłowieczają – te najbardziej ludzkie wiedzą, że bezmyślne żerowanie w świecie internetu, wszechobecnych kamer i „mediów instant” nie skończy się dobrze.
Lekturę „30 dni nocy” możemy określić jako bardzo, bardzo intensywną. Głównie z powodów estetycznych, gdyż sama opowieść jest najzwyczajniej w świecie banalna. Jest to oczywiście celowe – wszystkie fabularne zagrania (które są dość naiwne), twisty (które tak naprawdę twistami nie są) i narracyjne fajerwerki (które mocno zamokły) nie zaskakują. Bohaterowie komiksu są całkowicie płascy, nie chodzi tu bowiem o ukazanie ich charakterologicznej głębi, ani o porządne uzasadnienie ich motywacji – istnieją po to, aby popychać akcję i makabrę do przodu. Steve Niles trzyma się mocno utartych, mocno już wydeptanych ścieżek oddając pola Benowi Templesmithowi, którego grafiki tak naprawdę stanowią o sile komiksu. Uświadamiamy to sobie bardzo szybko – i choć rozumiemy taki sposób na komiks to jednak nie jesteśmy w stanie przymknąć oczu na niektóre słabości fabularne całej historii. Każda z trzech części komiksu kończy się głośną manifestacją boga, który wyłazi z maszyny i rach-ciach, kończy rozdział. O ile rozwiązanie z części pierwszej jest jeszcze akceptowalne – to drugiej, a zwłaszcza trzeciej, już nie. Nie wiem, czy Niles nie umie pisać zakończeń, czy może trzykrotnie zaskoczył go fakt, że ma tylko trzy strony do końca zaplanowanego albumu – niestety, w każdym z trzech przypadków nie wygląda to najlepiej. Ale nie tylko o same zakończenia chodzi – znajdziemy tu sporo innych, bardzo naiwnych i niewiarygodnych rozwiązań. Szeryf zabiera swojego małego synka na Alaskę, na kilka dni przed rozpoczęciem nocy polarnej, do miejsca, w którym nieznani sprawcy zmasakrowali kilkaset osób. Naprawdę?
Praca Bena Templesmitha na szczęście odciąga całą uwagę od niedociągnięć scenariusza. Australijczyk narysował historię walk mieszkańców Barrow z bezlitosnymi drapieżcami w sposób niespotykany. Ciężko to opowiedzieć, lepiej to zobaczyć – mamy tu tak naprawdę do czynienia z jedną wielką impresją, szeregiem plansz ukazujących horror ekstremalny. „Rysunki” Templesmitha na pierwszy rzut oka są po prostu „brzydkie” – wielkie plamy czerni, bieli, sepii (momentami czerwieni – wiadomo dlaczego) wszystko pozbawione głębi i perspektywy, spowite dymem, mgłą i mrokiem. Mamy do czynienia z niesamowitą, skrajnie agresywną formą przekazu, w której zacierają się szczegóły tła, kontury postaci a dominują bezpardonowe ataki na percepcję odbiorcy – krew, eksplozje, zęby, ogień, groza. W zimowym Barrow, ogarniętym śnieżycą, bylibyśmy w stanie dostrzec tylko rzeczy oddalone o kilka metrów – dlatego horror jest tu zawsze na wyciągnięcie ręki. O dziwo zabieg ten sprawdza się nie tylko podczas zimowej zamieci za kołem podbiegunowym. W słonecznym Los Angeles też działa.
Tak skrajny radykalizm formy graficznej monopolizuje w pewnym sensie ewentualne kontynuacje – trudno jest sobie wyobrazić „30 dni nocy” narysowane przez kogoś innego niż Templesmith. Dave McKean? Bill Sienkiewicz? Mark Buckingham? Simon Bisley? Gdy pogrzebiemy w internecie zauważymy, że jedno z wymienionych przeze mnie nazwisk przewija się na liście twórców kolejnych odcinków. Do wydania pozostały jeszcze dwa, grube tomy – mam nadzieję, że drugi ukaże się w rozpoczętym właśnie roku.
koniec
20 stycznia 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Więzień istnienia
Marcin Knyszyński

23 II 2020

„Mister Miracle” ze scenariuszem Toma Kinga, wydany w styczniu w egmontowym cyklu „DC Deluxe”, jest w mojej ocenie jednym z najlepszych komiksów superbohaterskich, jakie możemy obecnie kupić na naszym rynku. I podobnie jak w znakomitym „Visionie” tego samego autora nie chodzi w nim o superbohaterstwo sensu stricto. Oto opowieść o „największym eskapiście świata”, który zapragnął dokonać ucieczki ostatecznej.

więcej »

…i jeszcze widzimy kontury zdarzeń
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

22 II 2020

„Extraordinary X-Men: Inhumans kontra X-Men” to dodatek do głównej historii opowiadającej o konflikcie mutantów z Inhumans. Bez niego opowieść nic nie traci, za to nie da się go zrozumieć, nie znając całości.

więcej »

Fazy Napoleona w Egipcie
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

21 II 2020

„Rycerze Heliopolis” to kolejna zabawa historią kultowego scenarzysty Alejandro Jodorowsky′ego (tym razem dotyczy przełomu XVIII i XIX wieku). Jej przykład mieliśmy w pierwszym tomie cyklu. Jego kontynuacja „Albedo, faza bielenia” idzie pod tym względem jeszcze dalej.

więcej »

Polecamy

Komiks nadmiaru

Niekoniecznie jasno pisane:

Komiks nadmiaru
— Marcin Knyszyński

Śledztwo trwa!
— Marcin Knyszyński

Głębokie rozczarowanie
— Marcin Knyszyński

Roślinny kryzys tożsamości
— Marcin Knyszyński

No to łups, Asteriksie? No to łups, Obeliksie!
— Marcin Knyszyński

Siła symbolu
— Marcin Knyszyński

Pajęcze lata Todda McFarlane’a
— Marcin Knyszyński

Bilety w pierwszym rzędzie na koniec wszechświata
— Marcin Knyszyński

Wszystko jest złudzeniem
— Marcin Knyszyński

Wystarczy uwierzyć
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Krótko o komiksach: Wrzesień 2003
— Sebastian Chosiński, Artur Długosz, Marcin Lorek

Raj dla nieumarłych
— Marcin Lorek

Palce lizać...
— Andrzej Gawęda

Tegoż autora

Więzień istnienia
— Marcin Knyszyński

My tu tylko mieszkamy…
— Marcin Knyszyński

Fantasy na kacu
— Marcin Knyszyński

Piekło w Gotham
— Marcin Knyszyński

Z telewizji do komiksu
— Marcin Knyszyński

Karaibscy bogowie
— Marcin Knyszyński

Dojrzewanie superbohatera
— Marcin Knyszyński

Rewolucja
— Marcin Knyszyński

Sandman 2.0?
— Marcin Knyszyński

Dziwowiska część druga
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.