Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 marca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Dave Johnson, Mark Millar, Kilian Plunkett, Andrew Robinson
‹Superman – Czerwony Syn›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSuperman – Czerwony Syn
Scenariusz
Data wydania13 maja 2015
RysunkiAndrew Robinson, Kilian Plunkett, Dave Johnson
PrzekładJakub Syty
Wydawca Egmont
CyklSuperman, DC Deluxe
ISBN978-83-281-1022-9
Format168s. 180×275mm; oprawa twarda
Cena69,99
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Towarzysz dla szczęścia ojczyzny i utrwalenia pokoju świata
[Dave Johnson, Mark Millar, Kilian Plunkett, Andrew Robinson „Superman – Czerwony Syn” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Co by było, gdyby Superman zamiast na tle flagi z gwiazdkami i pasami wolał fotografować się z flagą czerwoną, a na piersi dumnie nosił symbol sierpa i młota? Na to pytanie stara się odpowiedzieć Mark Millar w komiksie „Superman: Czerwony syn”, który w tym roku w ramach serii DC Deluxe wznowił Egmont.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Towarzysz dla szczęścia ojczyzny i utrwalenia pokoju świata
[Dave Johnson, Mark Millar, Kilian Plunkett, Andrew Robinson „Superman – Czerwony Syn” - recenzja]

Co by było, gdyby Superman zamiast na tle flagi z gwiazdkami i pasami wolał fotografować się z flagą czerwoną, a na piersi dumnie nosił symbol sierpa i młota? Na to pytanie stara się odpowiedzieć Mark Millar w komiksie „Superman: Czerwony syn”, który w tym roku w ramach serii DC Deluxe wznowił Egmont.

Dave Johnson, Mark Millar, Kilian Plunkett, Andrew Robinson
‹Superman – Czerwony Syn›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSuperman – Czerwony Syn
Scenariusz
Data wydania13 maja 2015
RysunkiAndrew Robinson, Kilian Plunkett, Dave Johnson
PrzekładJakub Syty
Wydawca Egmont
CyklSuperman, DC Deluxe
ISBN978-83-281-1022-9
Format168s. 180×275mm; oprawa twarda
Cena69,99
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Alternatywne rzeczywistości to prawdziwa gratka dla fanów, którzy mogą spojrzeć na swoje ulubione postacie z zupełnie innej perspektywy. Dzięki nim możemy zobaczyć, jak wyglądałby świat, gdyby ci dobrzy byli źli, a ci źli dobrzy, superbohaterowie bardziej śmiertelni, niż zwykle, albo jak wszystkich kąsają zombie. Inną sprawą jest próbowanie skompresowania takiej wariacji w ramach podstawowego uniwersum. Potem trzeba robić te wszystkie „Kryzysy na nieskończonych ziemiach”, albo „Tajne wojny”, bo nawet najwierniejsi czytelnicy zaczynają się gubić w gąszczu odniesień. Niemniej przeczytanie jednej, zamkniętej miniserii o tym, jak inaczej mogłyby się potoczyć losy świata, gdyby coś poszło nie tak, to w dalszym ciągu wielka przyjemność. „Superman: Czerwony syn”, składający się z trzech zeszytów, mający swoją premierę w 2003 roku, uważany jest za jedno z najbardziej udanych przedsięwzięć tego typu.
Oto bowiem okazuje się, że kapsuła z maleńkim Supermanem, zamiast na farmie państwa Kentów, gdzieś w środkowych Stanach Zjednoczonych, wylądowała na chłopskim polu na Ukrainie należącej do Związku Radzieckiego. Kiedy chłopiec dorósł i objawiły się w nim nadnaturalne zdolności (nawet potężniejsze, niż oryginalnie), przywdział strój z peleryną i stał się najlepszym kumplem Józefa Stalina, by szerzyć komunistyczne idee. Oczywiście nie podoba się to Amerykanom, którzy postanowili do ostatniej kropli krwi bronić kapitalizmu. Choć zasadniczo Superman stara się wystrzegać przemocy, woląc wcielać w życie koncepcje Lenina metodami pokojowymi, i tak uznany jest za wroga wolności numer jeden. Wygląda na to, że jedyna osoba, która jest w stanie się mu przedstawić, to obdarzony nieziemską wręcz inteligencją Lex Luthor, działający na zlecenie Pentagonu.
Przyznam, że nawet w trakcie pisania powyższego skrótu, koncepcja ta wydała mi się nad wyraz atrakcyjna. W końcu powstała w wyobraźni specjalisty od mieszania w życiu superbohaterów, Marka Millara, odpowiedzialnego chociażby za marvelowską „Wojnę domową”, serię „Ultimates”, czy „Staruszka Logana”. A jednak tym razem nie wszystko poszło tak dobrze, jak by mogło. Być może mój sceptycyzm wynika z tego, że pochodzę z kraju, który doświadczył w praktyce „zbawiennych” ingerencji towarzyszy z Moskwy, Millar zaś, choć jest rodowitym Szkotem, należy do przedstawicieli amerykańskiego spojrzenia na świat, mocno przetworzonego przez popkulturę, gdzie Stalin nie jest postrzegany jako jeden z najokrutniejszych tyranów i masowych morderców, a jako sympatyczny wujaszek Joe.
Zastanawiają także realia, w których wychowywał się młody przybysz z kosmosu. Zakładając, że jego kapsuła rozbiła się w 1938 roku i to na Ukrainie, to nie wiem, czy którykolwiek tamtejszy chłop byłby w stanie go przygarnąć, zwłaszcza po okresie Wielkiego Głodu. Poza tym nie wiem, czy takie zdarzenie, jak znalezienie kosmity uszłoby uwadze wszędobylskich władz. Dziwię się także, czemu Superman popierał totalitarny system, jeśli w praktyce mógł doświadczyć tego, jak bardzo się on nie sprawdza. A pamiętajmy, że ma supersłuch i superwzrok, który pozwala mu obserwować praktycznie wszystko na całej planecie. Nie powinny mu zatem umknąć jęki torturowanych przez NKWD wrogów jedynego słusznego systemu.
Niestety u Millara wszystko działa zbyt prosto. Komunizm pod rządami towarzysza Supermana okazuje się nie taki straszny, wcale nie gorszy od kapitalizmu bronionego przez Lexa Luthora. A i tak ostatecznie wszystko sprowadza się do walki między nimi. Tak więc zmiana punktu lądowania dziecka z kosmosu nie ma tak dużego znaczenia, jak powinna.
Nie oznacza to, że scenarzysta nie zawarł w komiksie całej gamy smaczków dla miłośników DC. Tym najbardziej szokującym jest występ Lois Lane, która masochistycznie murem stoi za mężem… Lexem Luthorem. Do tego mamy Batmana, który narodził się w Moskwie i stanowi kontrę do działań Człowieka ze Stali. Trzeba przyznać, że uroczo wygląda w czapce uszance. Całkiem inne role do odegrania mają także Wonder Woman i Korpus Zielonej Latarni. Luthor natomiast wyrasta na kogoś pokroju Ozymandiasza ze „Strażników” Alana Moore′a, którego bardziej od czynienia zła interesuje skomplikowane zagadnienie pokonania Supermana. Aby wychwycić wszelkie nawiązania, zalecam kilkukrotne przestudiowanie albumu. Dla nich niewątpliwie warto sięgnąć po tę pozycję.
Uroku całości dodają także rysunki Dave′a Johnsona (tego od okładek do „100 naboi”) i Kiliana Plunkettego. Ich toporny charakter koresponduje z tym, co można znaleźć na propagandowych plakatach ery socjalizmu. Muszę jednak powiedzieć, że najlepiej wypadają w statecznych kadrach. Te bardziej dynamiczne stają się nieco nieczytelne. Niemniej całostronicowa grafika prezentująca Supermana, który jedną ręką podtrzymuje wielką kulę ziemską, będącą ozdobą budynku „Daily Planet”, która mało nie zmiażdżyła małego chłopca i to, jak drugą ręką podaje mu balonik na sznurku, stanowi mistrzostwo świata. Chciałbym mieć koszulkę z takim nadrukiem.
„Superman: Czerwony syn” to zatem zgrabna wariacja na znane tematy, ale nie tak przebojowa i kontrowersyjna, jaką być mogła. Wątek radzieckości i systemu opresyjnego został praktycznie pominięty, więc cała idea tytułowego Czerwonego Syna nieco mija się z celem. Ja w każdym razie chciałbym czegoś więcej.
koniec
7 marca 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Początki państwa polskiego: Krew, krew, flaki, śmierć
Marcin Osuch

7 III 2021

Aż trzy lata kazało wydawnictwo Sport i Turystyka czekać czytelnikom na kolejny zeszyt z serii „Początki państwa polskiego”. Polska po drodze zaliczyła stan wojenny, ale możliwe, że były też inne przyczyny tak długiej przerwy.

więcej »

Krewni ofiar wysuwanych szponów
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

6 III 2021

Jak na fakt, że Logan nie żyje, w piątym albumie „All-New Wolverine: Sieroty X”, spotykamy wyjątkowo dużo postaci z wysuwanymi szponami. A także krewnych ich ofiar.

więcej »

Koniec maszyny
Andrzej Goryl

5 III 2021

Brian K. Vaughan to twórca zdolny, płodny, popularny i doceniany (laureat licznych Eisnerów, Harveyów, zdobywca British Fantasy Award). Także na polskim rynku jest dostępnych całkiem sporo komiksów tego scenarzysty. Mucha wydała jego „Lwy z Bagdadu” oraz „Sagę” (wszystkie z dotychczas dostępnych w USA tomów), Non Stop Comics w zeszłym roku skończył publikować „Paper Girls”, z kolei Egmont domknął „Runaways”, „Y: Ostatniego z mężczyzn” oraz „Ex Machinę”. To właśnie dwoma ostatnimi tomami tego (...)

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Inne recenzje

Towarzysz Superman
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Zaczęło się od Kleopatry i Ptolemeusza…
— Joanna Kapica-Curzytek

Krótko o komiksach: Styczeń 2002
— Marcin Herman, Paweł Nurzyński

Tegoż autora

Krewni ofiar wysuwanych szponów
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Świat już nigdy nie będzie taki sam
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Indie obnażają kły
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Komiks o zapachu mrocznych bagien
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kobiety Petera Parkera
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jean Grey i jajo Feniksa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Thanos menelem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 utworów Püdelsów w hołdzie Andrzejowi „Püdlowi” Bieniaszowi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Między nimi - Gromowładnymi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Umarł Kapitan, niech żyje Kapitan
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.