Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 maja 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCVI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Witold Jarkowski, Grzegorz Rosiński
‹Pilot śmigłowca #1: Na ratunek›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPilot śmigłowca #1: Na ratunek
Scenariusz
Data wydania1975
RysunkiGrzegorz Rosiński
Wydawca Sport i Turystyka
CyklPilot śmigłowca
Gatunekobyczajowy, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Pilot śmigłowca: Nie lataj, synku, nisko i powoli
[Witold Jarkowski, Grzegorz Rosiński „Pilot śmigłowca #1: Na ratunek” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Spośród realistycznych serii jakie ukazywały się w peerelowskim „złotym okresie“ polskiego komiksu, „Pilot śmigłowca“ należał do tych najmniej docenianych. A szkoda, bo pomimo propagandowych założeń cyklu, wnosił on elementy, których w innych komiksach tamtego czasu nie było szans znaleźć.

Marcin Osuch

Pilot śmigłowca: Nie lataj, synku, nisko i powoli
[Witold Jarkowski, Grzegorz Rosiński „Pilot śmigłowca #1: Na ratunek” - recenzja]

Spośród realistycznych serii jakie ukazywały się w peerelowskim „złotym okresie“ polskiego komiksu, „Pilot śmigłowca“ należał do tych najmniej docenianych. A szkoda, bo pomimo propagandowych założeń cyklu, wnosił on elementy, których w innych komiksach tamtego czasu nie było szans znaleźć.

Witold Jarkowski, Grzegorz Rosiński
‹Pilot śmigłowca #1: Na ratunek›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPilot śmigłowca #1: Na ratunek
Scenariusz
Data wydania1975
RysunkiGrzegorz Rosiński
Wydawca Sport i Turystyka
CyklPilot śmigłowca
Gatunekobyczajowy, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Owa „Złota era” polskiego komiksu trwała od połowy lat siedemdziesiątych do początku osiemdziesiątych. Komiksy wydawane wówczas można było podzielić zasadniczo na trzy grupy. Pierwszą stanowią historyjki publikowane na łamach „Świata Młodych”, z których część doczekiwała się wydań albumowych („Tytus”, „Kajko i Kokosz”, „Kleks” oraz prace Baranowskiego). Druga grupa to magazyny komiksowe; przede wszystkim był to kultowy „Relax” oraz fantastyczno-naukowa „Alfa”. Ostatnia grupa to „kolorowe zeszyty”, jak oficjalnie w tamtym czasie nazywano komiksy. Do tej kategorii należał przede wszystkim „Kapitan Żbik”, „Kapitan Kloss”, „Podziemny front” oraz wspomniany na początku „Pilot śmigłowca”. Największą popularność zdobył oczywiście „Żbik”. Był pierwszy, wydanych zostało ponad pięćdziesiąt zeszytów po kilka rocznie. „Kapitan Kloss” zdyskontował popularność serialu telewizyjnego „Stawka większa niż życie” ze Stanisławem Mikulskim w roli głównej.
„Pilot śmigłowca” wpisał się w tę falę popularności, jaką cieszyło się komiksowe medium, ale sam, z jakiegoś powodu, wielkich emocji nie wzbudzał. Na dywagacje na ten temat jeszcze przyjdzie czas, teraz przyjrzyjmy się bliżej pierwszemu zeszytowi tej serii. Opublikowany został w 1975 roku nakładem wydawnictwa Sport i Turystyka (które wydawało także pozostałe wspomniane serie). Jak wszystkie „kolorowe zeszyty” nie powalał formatem (pierwsze trzy odcinki miały nieco większy, pozostałe wydano w klasycznym B5 jak „Żbiki” czy „Klossy”), ale już rysunek na okładce robił wrażenie. W dolnej części, twarz wyraźnie czymś przejętej młodej kobiety, w górnej myśliwiec MIG-21 z dramatycznymi dymkami. Całość uzupełniał tytuł serii oraz jej symbol (analogicznie jak dla innych „kolorowych zeszytów”), w tym przypadku lotnicza szachownica i polowa odznaka pilota, tzw. „gapa”. I trzeba przyznać, że po tej okładce potencjalny czytelnik mógł sobie wiele obiecywać. Tym bardzie, że była mocno niejednoznaczna. Nie wiadomo czy tytuł zeszytu „Na ratunek” należało odnieść do znajdującego się w dużych kłopotach myśliwca, czy i kobiety.
Ale zacznijmy od początku. Do komiksowych kapitanów Żbika i Klossa dołącza porucznik – porucznik ludowego lotnictwa Wojska Polskiego Sławomir Karski. Spotykamy go od razu w akcji. To on, na samym początku historii startuje MIG-em 21 do lotu treningowego. Lotnisko jest anonimowe, ale autorzy zadbali całkiem dobrze o oddanie atmosfery i realiów panujących w tym miejscu. Możemy obserwować tankowanie samolotu, zaglądamy do mobilnego startowego stanowiska dowodzenia (SSD) oraz miejsca wypoczynku pilotów. Śledzenie ich swobodnych rozmów gwałtownie przerywa informacja od Karskiego o problemach z paliwem. Po kilku minutach silnik gaśnie – a MIG, jako samolot ponaddźwiękowy, dużej powierzchni nośnej nie ma i szerszych możliwości w zakresie lotów ślizgowego pilotowi nie daje. Mimo to Karski rezygnuje z katapultowania i postanawia wylądować. Pikując w dół nabiera prędkości przez co udaje mu się nie utracić sterowności1). W ten sposób dolatuje do lotniska i tam w ostatniej chwili podrywając przód samolotu podchodzi do lądowania. Udany manewr wywołuje entuzjazm kolegów-pilotów i obsługi, a Karski zostaje obwołany „asem nad asami”.
Po tych dramatycznych wydarzeniach następuje zmiana scenerii. Wraz z Karskim przenosimy się na Podhale, do Wojskowego Ośrodka Kondycyjnego w Groniku. O ile wiele miejsc przedstawionych w komiksie to lokalizacje fikcyjne lub anonimowe, to ośrodek ten istnieje w rzeczywistości. Co prawda już od roku 1966 nosił oficjalną nazwę Wojskowy Ośrodek Szkoleniowo-Kondycyjny w Zakopanem, ale być może wszyscy byli przyzwyczajeni używania nazwy Gronik i dlatego nazwa pojawiła się w komiksie. Pobyt Karskiego w ośrodku autorzy wykorzystali do pogłębionego przedstawienia postaci głównego bohatera oraz wprowadzenia kilku innych osób, które będą się przewijały przez całą serię.
Porucznik okazuje się być wzorem cnót jeśli chodzi o tężyznę fizyczną. Trenuje judo i karate, nieobca jest mu też wspinaczka górska (o czym za chwilę). W trakcie jednego z treningów do ośrodka przybywa kapitan Krucewicz, również zapalony judoka. Panowie podejmują serię zmagań, z których zwycięsko wychodzi Karski. Jak się okaże, jest to początek długiej i niekiedy szorstkiej przyjaźni. Męskie igraszki na macie przerywa wejście komendanta ośrodka. Przychodzi z prośbą o pomoc w akcji poszukiwawczej: w górach zaginęły dwie turystki, a pogoda jest fatalna. Piloci błyskawicznie podejmują decyzję o wyruszeniu na poszukiwania; jednocześnie w trakcie drogi dowcipkują, czy zaginione turystki są młode i ładne. Rzecz nie do pomyślenia w „Kapitanie Żbiku”. Żbikowi, nawet w towarzystwie roznegliżowanej porucznik Oli na bułgarskiej plaży, nie pozwolono na najmniejszą frywolną uwagę. Akcja ratownicza kończy się pełnym sukcesem, w czym główną rolę odgrywa oczywiście Karski. Uratowane turystki są rzeczywiście młode i ładne, a losy jednej z nich będą się przeplatały z losami pilota przez całą serię.
Jak widać, strona merytoryczna komiksu jawi się wiarygodnie i nie powinno to nikogo dziwić, bo za scenariusz „Na ratunek” odpowiadał pułkownik lotnictwa Witold Jarkowski – kierownik zespołu do spraw obronnych Komisji Oświaty i Wydawnictw w Ministerstwie Oświaty i Wychowania. Czy był pilotem? Do tej informacji nie udało mi się dotrzeć, ale nawet jeśli nie, to z racji swego stanowiska miał dostęp do osób, które w sprawie lotnictwa były ekspertami i mogły konsultować kwestie techniczne.
Natomiast za stronę graficzną tego zeszytu odpowiadał nie kto inny jak sam Grzegorz Rosiński. Miał już za sobą przygodę z „Kapitanem Żbikiem”, wyrobione kontakty w wydawnictwie, więc nie powinno nikogo dziwić, że to jemu zaproponowano tę pracę. Zdziwi się jednak ten, kto jest przyzwyczajony do kreski nawet z wczesnych „Thorgali”. Był to jeszcze etap pośredni rozwoju Rosińskiego jako rysownika. Jego kreska z pierwszej części „Pilota śmigłowca”, narysowanej w 1973 roku, była czymś pośrednim pomiędzy tą ze „Żbików”, a tym, co zaprezentował w „Thorgalu”. Jest to o tyle ciekawe, że opublikowana w „Relaksie” „Najdłuższa podróż” została narysowana wcześniej, w roku 1971, a kreska Rosińskiego jest dużo bardziej dopracowana, precyzyjna. W „Pilocie…” rysunki miejscami bardziej przypominały szkice, postacie ludzkie były nie zawsze nieproporcjonalne. Czyżby nasz mistrz mniej się przyłożył do tego komiksu? Nadrabiał za to Rosiński niezwykle dynamicznym kadrowaniem, którego trudno by szukać w „Żbiku”. Inna sprawa, że format komiksu nie pozwalał poszaleć rysownikowi.
źródło: commons.wikimedia.org/<wbr/>wiki/<wbr/>File:Mig21F13web.jpg
źródło: commons.wikimedia.org/wiki/File:Mig21F13web.jpg
Jako że bohaterem komiksu jest pilot, a akcja w dużej części dzieje się z udziałem sprzętu lotniczego, kilka słów należy poświęcić maszynie, którą latał główny bohater. MiG 21 był podstawowym myśliwcem polskiego lotnictwa w tamtym czasie. Sam samolot nie jest rysowany zbyt precyzyjnie, ale można się pokusić o identyfikację wersji, którą latał porucznik Karski. Komiks postał w roku 1975, natomiast pierwszy MiG-21 F13 (typ 74) sprowadzono do Polski 29 września 1961 i to najprawdopodobniej ta wersja pojawiła się w komiksie. Świadczą o tym takie elementy, jak antena umieszczona bezpośrednio za kabiną pilota, dodatkowa szyba z tyłu tejże kabiny oraz obniżona płetwa biegnąca od anteny do ogona. To oznacza, że akcja komiksu rozgrywała się przed rokiem 1973, gdyż wtedy właśnie ostatnie samoloty w wersji F13 przekazane zostały Syrii.
Trudno coś powiedzieć na temat miejsca akcji, bo lotnisko wygląda na polowe, natomiast wszystko wskazuje na to, że Karski służył w 2-im pułku lotnictwa myśliwskiego w Goleniowie – jako że właśnie tam zgrupowano wszystkie sprawne MiG-i 21 F13; na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych była to jedyna jednostka uzbrojona w te maszyny. Potwierdzeniem tego mogą być rozmowy pilotów, w trakcie których wspominają o przesiadce na nowe samoloty. Zapewne chodziło o wersję PFM. Do wspomnianego Goleniowa trafiły myśliwce w wersji MiG-21PFM (94N) przystosowane do przenoszenia broni jądrowej.
Pierwszy zeszyt „Pilota śmigłowca”, wzorem innych „kolorowych zeszytów” zawiera garść materiałów dodatkowych. Oczywiście nie spodziewajmy się szkiców, rysunków, rozmów z autorami. Jakie czasy, takie materiały dodatkowe. Na drugiej stronie okładki znajdziemy trochę informacji o wspomnianym MiG-u 21 oraz jego poprzednikach: MiG-ach 15, 17, 19. Na końcu zeszytu zamieszczono artykuł „Nieodzowna sprawność” wychwalający dbałość o tężyznę fizyczną w wojsku. Po nim notka „Naśladujmy ich jak najczęściej” będący ogólną pochwałą wojska i żołnierzy. Ostatnią stronę okładki zamyka również mocna propagandowy tekst „Z historii lotnictwa Ludowego Wojska Polskiego”. Do kwestii propagandowości w „Pilocie śmigłowca” wrócę jeszcze w kolejnych odcinka cyklu, bo dzieckiem właśnie propagandy ten komiks jest.
I tylko jedna rzecz jest niejasna. Skoro Karski był asem myśliwskim, co udowodnił lądowaniem z uszkodzonym silnikiem, to dlaczego seria nosi tytuł „Pilot śmigłowca”? Odpowiedź znajdziemy w drugim zeszycie cyklu – „Egzamin”.
Dziękuję Markowi Szyszko, Tomaszowi Kołodziejczakowi i Wojciechowi Łowickiemu za pomoc okazaną przy tworzeniu cyklu tekstów o „Pilocie śmigłowca”
koniec
26 kwietnia 2020
1) Było to przeciwieństwo tego, o co prosiła matka jednego z przedwojennych pilotów – „lataj synku nisko i powoli”.

Komentarze

26 IV 2020   13:06:43

Mając lat niewiele znalazłem "Piloty śmigłowca" u brata mojego taty i zawsze mi się podobały. Chyba nawet bardziej niż "Żbiki", bo było w nich więcej akcji. Niestety wujek miał tylko 6 pierwszych numerów. Zdaje się, że 4 brakujących do dziś nie czytałem.

27 IV 2020   18:14:06

To dynamiczne kadrowanie jest świetne. Dynamiczna akcja także. Ale rzeczywiście rysunki bardzo niestaranne, niestety.

28 IV 2020   12:18:11

O, jaki piękny zbieg okoliczności! Akurat nie tak dawno, kiedy obejrzałem „Kapitana Żbika” w Syrenie i wyciągnąłem z piwnicy stare obrazkowe „Żbiki”, znalazły się wśród nich wszystkie zeszyty „Pilota śmigłowca”. Przeczytałem na nowo, od pierwszego do ostatniego. I teraz widzę Sławomira Karskiego w „Esensji”. Jest sentyment, choć moim zdaniem seria dość mocno obrosła pajęczyną, zwłaszcza w późniejszych odcinkach. Faktycznie jednak rzuca się w oczy mocno wybity na czoło wątek męsko-damski, czego w „Żbiku” właściwie nie było. Zastanawiam się, co sprawiło, że pod koniec cyklu w scenariuszu doszło do wolty i Karski zrezygnował z energicznej Barbary na rzecz ciapowatej Hanki. Chętnie dowiedziałbym się, czy to od początku miało tak być, czy w trakcie tworzenia komiksu twórcom się odwidziało.

28 IV 2020   12:35:01

@Krzysztof
Dziękuję za komentarz. Czy scenarzysta miał od początku rozpisane poszczególne wątki, tego nie wiem. Możliwe, że tak, bo relacje Karskiego z Barbarą psują się przez kilka zeszytów. A przyczyna ostatecznej wolty jest dosyć jasna, to rozmowa na temat zrzucenia munduru i przejścia do lotnictwa cywilnego.

03 V 2020   14:53:25

Patrząc w niebieskie oczy Hanki narysowanej przez Grzegorza Rosińskiego, chyba wiem czemu Karski zrezygnował z energicznej Barbary.
BTW Barbara miała chyba dość wredny charakter. O ile pamiętam ostatni album rysowany przez Marka Szyszkę sugeruje, że szybko pocieszy ją kapitan Krucewicz.

03 V 2020   15:44:37

Marek Szyszko też całkiem fajnie narysował obydwie panie, zwłaszcza w swoim pierwszym zeszycie (czyli dziewiątym w serii). Cały czas się zastanawiam nad tym co powyżej Krzysztof napisał, że Hanka była ciapowata. Na pewno była mniej przebojowa od Barbary, ale nie oznacza od razu, że ciapowata.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Szczęście kruche jak porcelana, czyli dziwna niechęć do rysowania nóg
Agnieszka ‘Achika’ Szady

25 V 2020

Tajemniczy wynalazca, potrafiący tworzyć ożywione istoty z porcelany, przygarnia małoletnią złodziejkę. Co może pójść nie tak? Albo raczej: który z co najmniej trzech przewidywalnych tragicznych scenariuszy się ziści?

więcej »

Za Troy!
Paweł Ciołkiewicz

24 V 2020

Można było się tego spodziewać – drugi tom wydania zbiorczego „Odysei Lanfeusta” znów przynosi solidną porcję zwariowanych przygód okraszonych dosadnym i dwuznacznym humorem. Dla miłośników fantasy to nadal lektura obowiązkowa. Niezobowiązująca i bezpretensjonalna rozrywka na najwyższym poziomie.

więcej »

Pilot śmigłowca: Pożegnanie z Rosińskim
Marcin Osuch

24 V 2020

Rok 1976 był przełomowy w karierze Grzegorza Rosińskiego. Wystartował magazyn „Relax”, gdzie rysownikowi zaproponowano stanowisko kierownika artystycznego. Do tego doszły kontakty z wydawcami belgijskimi i perspektywa kariery na rynku frankofońskim. To oznaczało rezygnację z niektórych zobowiązań w Polsce, między innymi z „Pilota śmigłowca”.

więcej »

Polecamy

Pożegnanie z Rosińskim

Pilot śmigłowca:

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Nie lataj, synku, nisko i powoli
— Marcin Osuch

Zobacz też

Z tego cyklu

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Tegoż twórcy

Antywestern
— Marcin Knyszyński

Krótko o komiksach: Pożegnanie z „Thorgalem”
— Marcin Osuch

Krótko o komiksach: Kapitan Żbik #5 „Diadem Tamary”
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

Kapitan Żbik: Po nitce do zbrodniarza
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Piękna rudowłosa
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Historyk sztuki to bardzo niebezpieczny zawód
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta dymki: Grudzień 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Kapitan Żbik: Królowa, dla której warto zabić
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.