Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 maja 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCVI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Witold Jarkowski, Grzegorz Rosiński
‹Pilot śmigłowca #2: Egzamin›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPilot śmigłowca #2: Egzamin
Scenariusz
Data wydania1975
RysunkiGrzegorz Rosiński
Wydawca Sport i Turystyka
CyklPilot śmigłowca
Gatunekobyczajowy, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Pilot śmigłowca: Latający dyliżans
[Witold Jarkowski, Grzegorz Rosiński „Pilot śmigłowca #2: Egzamin” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Czy awaria samolotu i mocno obity bark w trakcie górskiej akcji ratowniczej wyczerpały limit pecha porucznika Karskiego? Okazuje się, że niestety nie. A przyczyną może być zwyczajna angina.

Marcin Osuch

Pilot śmigłowca: Latający dyliżans
[Witold Jarkowski, Grzegorz Rosiński „Pilot śmigłowca #2: Egzamin” - recenzja]

Czy awaria samolotu i mocno obity bark w trakcie górskiej akcji ratowniczej wyczerpały limit pecha porucznika Karskiego? Okazuje się, że niestety nie. A przyczyną może być zwyczajna angina.

Witold Jarkowski, Grzegorz Rosiński
‹Pilot śmigłowca #2: Egzamin›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPilot śmigłowca #2: Egzamin
Scenariusz
Data wydania1975
RysunkiGrzegorz Rosiński
Wydawca Sport i Turystyka
CyklPilot śmigłowca
Gatunekobyczajowy, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Jak można było się dowiedzieć z zapowiedzi (na ostatniej okładce pierwszego zeszytu), porucznik Karski przesiądzie z myśliwców na śmigłowce. Czy z tym wiąże się tytuł drugiej części cyklu – „Egzamin”? Okładka, prezentująca komorę ciśnień, sugeruje, że będzie to zestaw wymyślnych tortur, jakim poddawani są kandydaci na pilotów.
Na początku zeszytu jesteśmy świadkami rozmowy komendanta WIML-u, czyli Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej znajdującego się w Warszawie, z naczelnym lekarzem. Chodzi o porucznika Karskiego, ale tematem nie jest uszkodzony bark, lecz skłonność pilota do częstych zachorowań na anginę. A to oznacza, że porucznik nie będzie mógł wrócić do latania myśliwcami.
I tutaj musimy się zatrzymać, bo kwestie kariery wojskowej Karskiego schodzą na plan dalszy, gdyż pojawia się wątek relacji damsko-męskich. Scenarzysta wplótł go całkiem sprawnie w rozwój akcji, wysyłając do WIML-u młodą i piękną redaktor Barbarę Tarnicką. W ten sposób upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze spełnił założenia propagandowe komiksu. Pani redaktor jest oprowadzana po Instytucie i zapoznaje się z kolejnymi etapami badania kandydatów na pilotów i samych pilotów. Jest więc komora niskich ciśnień (to ją właśnie widzimy na okładce), wirówka symulująca przeciążenia w trakcie lotu, urządzenie do ćwiczenia awaryjnego katapultowania. W końcu dziennikarka trafia do sali gimnastycznej gdzie, między innymi ćwiczy Karski. Ten widząc, że dziennikarce towarzyszy szef instytutu wskakuje na batutę chcąc udowodnić, że jest w pełni zdrów.
Wygląda to nieco dziecinnie, paradoksalnie tym bardziej, że czytelnik ma okazję poznać myśli Karskiego. A z nich wynika, że pilot autentycznie nie stara się popisywać przed piękną kobietą a właśnie przed lekarzem. Z dzisiejszej perspektywy nieco naiwnie, ale cel zostaje zrealizowany. Główny bohater nawiązuje relację z dziennikarką i wszystko wskazuje na to, że temat będzie kontynuowany. I to jest drugi cel tego wątku, wprowadzenie czytelnika do prywatnego życia bohatera. Element, który w znakomity sposób odróżnia „Pilota śmigłowca” od takiego chociażby „Żbika”. Co więcej, na kolejnych planszach okazuje się, że jedna z dziewczyn, które Karski wraz kolegami uratowali w górach, to Hanka: siostra przydzielonego do niego mechanika – plutonowego Kalińskiego.
Barbara Tarnicka
Barbara Tarnicka
Zeszyt zamyka całkiem długa sekwencja poświęcona tytułowemu egzaminowi. Nie jest to dokładnie wyjaśnione w komiksie, ale można się domyśleć, że chodzi o potwierdzenie faktu, że porucznik Karski umie i może latać śmigłowcami. Nasz bohater jest doskonale przygotowany do testu i, realizując propagandowe założenia serii, powinien zdać go celująco. Scenarzysta postanowił jednak wprowadzić pewne zakłócenie. Początkowo, z Karskim miał lecieć dowódca jednostki, ale w ostatniej chwili nastąpiła zmiana i w roli egzaminatora pojawił się kapitan Krucewicz, ten sam, którego porucznik zwyciężał w judo podczas pobytu kondycyjnego w górach („Na ratunek”). Czyżby chciał się odegrać na Karskim za tamte porażki? Tym bardziej, że Karskiemu na widok przypadkowo przelatujących myśliwców wyrwało się: „To jest lotnictwo! Nie to co ten dyliżans…”. Ale Krucewicz, jak przystało na pilota i oficera LWP jest w pełni tego słowa profesjonalistą. I tylko w pewnym momencie, pod koniec egzaminu, kapitan w myślach wspomina akcję ratowniczą z Tatr. Mimochodem dowiadujemy się, że próbował on umówić się z jedną z tamtych turystek, właśnie z Hanką Kalińską. Jak widać, tematyka relacji damsko-męskich zaczyna nabierać tempa.
Rosiński, prawdopodobnie ze względu na lotniczą tematykę cyklu, postanowił nawiązać do klasyki gatunku, nadając Karskiemu i Kalińskiemu rysy twarzy bohaterów franko-belgijskiego cyklu „Les Aventures de Tanguy et Laverdure” (Przygody Tanguya i Laverdure’a) rysowanego przez samego Alberta Uderzo na podstawie scenariusza Jean-Michela Charliera, scenarzysty m.in także cyklu. „Blueberry”). Jak widać z załączonych okładek, nie była to seria rysowana kreską humorystyczną jak „Asteriks” czy „Umpa-pa” a lekko przerysowany styl realistyczny. Rysy spokojnego i rzeczowego Michela Tanguya dał Karskiemu a łobuzerskiego Ernesta Laverdure’a plutonowemu Kalińskiemu.
Tanguy i Laverdure
Tanguy i Laverdure
I tutaj można by zamknąć ten wątek ale sprawa okazuje się mieć drugie dno. Tworząc wizerunek Michela Tanguya Uderzo wykorzystał postać Marca Laurenta, bohatera, którego stworzył na potrzeby jednorazowej historii „Banjo 3 ne répond plus” (także do scenariusza Charliera) opublikowanej w 1956 roku. W przypadku Ernesta Laverdura, Uderzo postanowił nie szukać daleko i nadał mu swoje rysy. A to oznacza, że plutonowy Kaliński jest graficzną wariacją na temat współautora „Asteriksa i Obeliksa”.
Grzegorz Rosiński, zapewne ze względu na współpracę z wydawcami belgijskimi oraz działalność w „Relaksie”, zakończył swoją przygodę z „Pilotem śmigłowca” na piątym zeszycie. Po nim rysownikami cyklu byli Mirosław Kurzawa i Marek Szyszko. O ile Kurzawa przyjął nieco inny styl rysowania, to Szyszko jeszcze wzmocnił podobieństwo do pierwowzorów rysowanych przez Uderzo i jego następców. Wojciech Birek w opracowaniu „Grzegorz Rosiński mistrz ilustracji i komiksu”, przy okazji „Pilota śmigłowca” pisze, że fizjonomie dwójki francuskich bohaterów wzorowane były na aktorach z serialu telewizyjnego „Rycerze nieba” („Les Chevaliers du Ciel”) – Jacques’e Santi Christianie Marin. I jest to nieprecyzyjna informacja, bo Uderzo Tanguya i Laverdure’a zaczął rysować dokładnie w tym roku co „Asteriksa i Obeliksa” czyli w 1959 a serial był kręcony w latach 1967-70. Pomyłka może wynikać z tego, że niektóre z późniejszych wydań komiksu opatrzone były okładkami ze zdjęciami aktorów.
porucznik Karski
porucznik Karski
Według różnych źródeł „Pilot śmigłowca” miał mieć charakter propagandowy. Ludowe Wojsko Polskie pozazdrościło mundurowym kolegom z Milicji Obywatelskiej pomysłu z „Kapitanem Żbikiem” i postanowiło zaprzęgnąć medium komiksowe do propagandowej maszyny. Znając realia PRL-u, mało prawdopodobne wydaje się, że była to jednoosobowa decyzja. Można podejrzewać, że podobnie jak w przypadku wcześniejszej serii „Podziemny front”, takie kwestie były przedmiotem zainteresowania Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego. Na jakim szczeblu mogła zapaść decyzja odnośnie stworzenia „kolorowych zeszytów” poświęconych wojsku? Niestety, nie udało mi się dotrzeć do żadnych materiałów źródłowych traktujących o tej kwestii.
Propagandowe elementy w „Pilocie śmigłowca” zostały zrealizowane na kilka sposobów. Przede wszystkim jest to konstrukcja głównych bohaterów – oficerów Ludowego Wojska Polskiego. Są to postacie prawie doskonałe: nie palą, nie piją, uprawiają sport. W każdej chwili gotowi są do niesienia pomocy (akcja ratunkowa w górach, scena z chuliganami spod budki z piwem). Wzorem innych serii „kolorowych zeszytów” („Kapitan Żbik”, „Podziemny front”) wydawca zadbał o wykorzystanie wolnych stron okładek właśnie na cele propagandowe.
Kolejna sprawa to przekrojowe przedstawienie lotnictwa wojskowego. Czytelnik zapoznaje się różnymi składowymi tego rodzaju sił zbrojnych oraz wykonywanymi przez nie zadaniami. Można jednak odnieść wrażenie, że pomimo propagandowych założeń komiksu, autorzy mogli pozwolić na więcej swobody niż to miało miejsce chociażby w przypadku „Żbika”. Już w pierwszej części awarii ulega myśliwiec będący szczytem radzieckiej myśli technicznej. Rzecz nie do pomyślenia, jeśli przypomnimy sobie boje Rosińskiego o spadającą czapkę milicjanta z „Diademu Tamary”. Piloci pozwalają sobie na frywolne żarty. Daleko im do kultowych tekstów z „Funky’ego Kovala” ale, parafrazując nieodżałowanego Macieja Parowskiego, to właśnie był ten fundament, ta, być może „komiksowa piwnica” bez której nie byłoby najpierw „Relaksu” a później właśnie „Kovala”. Na plus w kwestii propagandowości można zaliczyć praktycznie całkowity brak nawiązań do sojuszu z ZSRR (co było całkiem częste w „Relaksie”) oraz fakt, że słowo „towarzysz” pojawia się w całym cyklu tylko raz.
plutonowy Kaliński
plutonowy Kaliński
I tutaj chyba warto wrócić do pytania postawionego na końcu opisu pierwszego zeszytu. Dlaczego scenarzysta zdecydował się uczynić głównym bohaterem tytułowego pilota śmigłowca? A odpowiedź wydaje się dosyć prosta. Scenarzysta, nawet jeśli by chciał, to nie mógł poszaleć, tak jak autorzy wspomnianych „Les Aventures de Tanguy et Laverdure”. Przygody francuskich pilotów po pierwsze nie były skrępowane cenzurą a po drugie, specyfika Francji jako byłego mocarstwa kolonialnego dawała szerokie możliwości działania w krajach mniej lub bardziej związanych z dawną metropolią. Karski jako pilot myśliwca byłby raczej skazany na niekończące się loty treningowe i patrolowe. Śmigłowiec, z perspektywy scenariusza, dawał dużo większe możliwości realizacji zróżnicowanych zadań o charakterze wojskowym oraz cywilnym, takich jak pomoc w trakcie klęsk żywiołowych. I, jak pokażą kolejne zeszyty, autorzy wykorzystali te możliwości całkiem sprawnie.
Podobnie jak w pierwszym zeszycie serii, na wewnętrznych stronach okładek znajdziemy „materiały dodatkowe”. Druga strona jest poświęcona ogólnie śmigłowcom, ich konstrukcji i zasadom lotu. Jest krótki opis zjawiska autorotacji, którego wykorzystanie musiał zaprezentować porucznik Karski na egzaminie, a które w 2003 uratowało życie premierowi Leszkowi Millerowi podczas awarii śmigłowca Mi-8. Na końcu komiksu umieszczono rzuty i opis śmigłowca Mi-2 oraz notkę o szkodliwości palenia tytoniu. Całość zamyka tekst z cyklu „Historia lotnictwa Ludowego Wojska Polskiego”.
Zeszyt został wydany w 1975 roku w nakładzie stu tysięcy egzemplarzy i kosztował 10 złotych.
koniec
3 maja 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Szczęście kruche jak porcelana, czyli dziwna niechęć do rysowania nóg
Agnieszka ‘Achika’ Szady

25 V 2020

Tajemniczy wynalazca, potrafiący tworzyć ożywione istoty z porcelany, przygarnia małoletnią złodziejkę. Co może pójść nie tak? Albo raczej: który z co najmniej trzech przewidywalnych tragicznych scenariuszy się ziści?

więcej »

Za Troy!
Paweł Ciołkiewicz

24 V 2020

Można było się tego spodziewać – drugi tom wydania zbiorczego „Odysei Lanfeusta” znów przynosi solidną porcję zwariowanych przygód okraszonych dosadnym i dwuznacznym humorem. Dla miłośników fantasy to nadal lektura obowiązkowa. Niezobowiązująca i bezpretensjonalna rozrywka na najwyższym poziomie.

więcej »

Pilot śmigłowca: Pożegnanie z Rosińskim
Marcin Osuch

24 V 2020

Rok 1976 był przełomowy w karierze Grzegorza Rosińskiego. Wystartował magazyn „Relax”, gdzie rysownikowi zaproponowano stanowisko kierownika artystycznego. Do tego doszły kontakty z wydawcami belgijskimi i perspektywa kariery na rynku frankofońskim. To oznaczało rezygnację z niektórych zobowiązań w Polsce, między innymi z „Pilota śmigłowca”.

więcej »

Polecamy

Pożegnanie z Rosińskim

Pilot śmigłowca:

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Nie lataj, synku, nisko i powoli
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Antywestern
— Marcin Knyszyński

Krótko o komiksach: Pożegnanie z „Thorgalem”
— Marcin Osuch

Krótko o komiksach: Kapitan Żbik #5 „Diadem Tamary”
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

Kapitan Żbik: Po nitce do zbrodniarza
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Piękna rudowłosa
— Sebastian Chosiński

Kapitan Żbik: Historyk sztuki to bardzo niebezpieczny zawód
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta dymki: Grudzień 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Kapitan Żbik: Królowa, dla której warto zabić
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.