Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 2 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCVII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Sylvain Cordurié, Alessandro Nespolino
‹Sherlock Holmes Society #3: In nomine Dei›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSherlock Holmes Society #3: In nomine Dei
Scenariusz
Data wydania4 grudnia 2019
RysunkiAlessandro Nespolino
PrzekładMaria Mosiewicz
Wydawca Egmont
CyklSherlock Holmes Society, Sherlock Holmes
ISBN9788328142152
Format56s. 216x285mm
Cena34,99
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Jeśli Bóg maczał w tym palce…
[Sylvain Cordurié, Alessandro Nespolino „Sherlock Holmes Society #3: In nomine Dei” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Publikacja aż trzech (z sześciu) albumów serii „Sherlock Holmes Society” w jednym tylko 2015 roku była możliwa dzięki temu, że scenarzysta Sylvain Cordurié każdy z tomów dał do zilustrowania innemu rysownikowi. W przypadku „In nomine Dei” wybór padł na neapolitańczyka Alessandro Nespolino. Który zresztą wywiązał się ze swego zadania nie gorzej niż jego dwaj poprzednicy – Stéphane Bervas i Eduard Torrents.

Sebastian Chosiński

Jeśli Bóg maczał w tym palce…
[Sylvain Cordurié, Alessandro Nespolino „Sherlock Holmes Society #3: In nomine Dei” - recenzja]

Publikacja aż trzech (z sześciu) albumów serii „Sherlock Holmes Society” w jednym tylko 2015 roku była możliwa dzięki temu, że scenarzysta Sylvain Cordurié każdy z tomów dał do zilustrowania innemu rysownikowi. W przypadku „In nomine Dei” wybór padł na neapolitańczyka Alessandro Nespolino. Który zresztą wywiązał się ze swego zadania nie gorzej niż jego dwaj poprzednicy – Stéphane Bervas i Eduard Torrents.

Sylvain Cordurié, Alessandro Nespolino
‹Sherlock Holmes Society #3: In nomine Dei›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSherlock Holmes Society #3: In nomine Dei
Scenariusz
Data wydania4 grudnia 2019
RysunkiAlessandro Nespolino
PrzekładMaria Mosiewicz
Wydawca Egmont
CyklSherlock Holmes Society, Sherlock Holmes
ISBN9788328142152
Format56s. 216x285mm
Cena34,99
Gatunekkryminał
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Przypomnijmy, że pojawienie się na polskim rynku komiksowego sześcioksięgu „Sherlock Holmes Society” zostało poprzedzone publikacją czterech dylogii, za które od strony fabularnej odpowiadał za każdym razem ten sam autor – Francuz Sylvain Cordurié. A były to: „Sherlock Holmes i Wampiry Londynu” (2010), „Sherlock Holmes i Necronomicon” (2011-2013), „Crime Alleys” (2013-2014) oraz „Sherlock Holmes i podróżnicy w czasie” (2014-2015). Stylistycznie stały one na pograniczu wiktoriańskiej opowieści grozy i klasycznego kryminału spod znaku Arthura Conana Doyle’a. Mieszanka współczesnemu czytelnikowi mogła wydać się początkowo dość zaskakująca, ale nie zapominajmy o tym, że niektóre oryginalne historie o detektywnie z ulicy Baker Street 221B utrzymane były w konwencji bliskiej horrorowi (jak chociażby legendarny „Pies Baskerville’ów”). W „Sherlock Holmes Society” Cordurié postanowił zrobić kolejny krok i na arenę wydarzeń wprowadzić tak modne dzisiaj… zombie.
Dwa pierwsze tomy serii – „Sprawa w Keelodge” i „Czarne są ich dusze” (oba z 2015 roku) – posłużyły francuskiemu scenarzyście nie tylko do zaanonsowania głównego wątku historii. Cordurié zbyt mocno siedział w temacie, by bawić się w jakieś „rozruchy” akcji, postanowił z miejsca wrzucić Holmesa w samo oko cyklonu. Na dodatek ściągnął mu na głowę wrogów, przy których słynny „Napoleon zbrodni”, czyli profesor James Moriarty, wydaje się sympatycznym rzezimieszkiem. To oczywiście pewna przesada, ale między starym a nowymi nieprzyjaciółmi Sherlocka jest jednak znacząca różnica – Moriarty zdawał się mieć jednak jakieś zasady i bandycki honor. Ci, którzy wywołali tak zwany „incydent w Keelodge” nie kierują się żadnymi normami. Są źli i okrutni do szpiku kości, a a głównym motorem napędowym ich działań jest nienawiść. Dlatego – vide zakończenie albumu „Czarne są ich dusze” – napadają na dom Holmesa, próbują zabić panią Hudson i doktora Watsona.
W „In nomine Dei” – tytuł jest, w kontekście wydarzeń rozgrywających się w tym odcinku serii, jak najbardziej znaczący! – Holmes, mimo nacisków ze strony swego brata Mycrofta (urzędnika Ministerstwa Wojny), prowadzi dalej śledztwo, którego celem jest wyjaśnienie dramatycznych zdarzeń w laboratorium Instytutu Waltera Hoffmana. Detektyw uważa bowiem, że mają one bezpośredni związek z tym, co wydarzyło się wcześniej w Keelodge. W dochodzeniu pomagają mu zarówno Edward Hyde (cóż współczesna popkultura zrobiłaby bez błogosławieństwa postmodernizmu i jego intertekstualności?), genialny lekarz i biolog, który zdaje się być „ojcem chrzestnym” Hulka, jak i zaprzyjaźnieni z Sherlockiem kryminaliści (vide Gavin Hollis i jego ludzie), zdający sobie sprawę, że jeśli w tej konkretnej sprawie nie staną po stronie prawa, mogą przyczynić się pośrednio do ostatecznej katastrofy świata, w jakim żyją. Problem w tym, że wszyscy oni i tak mogą okazać się za słabi w zetknięciu z tymi, którzy stoją po drugiej stronie i zdają się mieć ogromne wpływy i niewyczerpane możliwości.
Mimo potęgi swego intelektu, nawet Holmes (ze swoimi koalicjantami) może okazać się niewystarczającą przeszkodą na drodze do opanowania Londynu przez żądnych zemsty fanatyków religijnych. Fabularnie intrygujące jest także to, że tymi złymi są akurat ci, których wiara przede wszystkim predestynuje do szerzenia miłości bliźniego. Z drugiej strony, patrząc w przeszłość, znajdziemy mnóstwo przykładów na to, że oba te zjawiska nieczęsto idą ze sobą w parze… Za stronę graficzną „In nomine Dei” odpowiada włoski rysownik Alessandro Nespolino, który wcześniej pracował już z Sylvainem Cordurié nad dylogią „Crime Alleys”. Zdążył więc doskonale poznać komiksowe uniwersum wykreowane przez Francuza i nie ma co ukrywać, że czuje się w nim jak ryba w wodzie. Włoch hołduje frankofońskiemu realizmowi, dzięki czemu Londyn końca XIX wieku – zarówno ten na-, jak i podziemny – wypada na kartach komiksu bardzo przekonująco. W każdym razie nie gorzej niż na rysunkach Eduarda Torrentsa, który odpowiadał za poprzednią część cyklu. Najważniejsze jednak, że finałowy cliffhanger zapowiada niezwykłe emocje w tomie kolejnym. Wszak jesteśmy dopiero w połowie!
koniec
6 czerwca 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Daleko jeszcze?
Paweł Ciołkiewicz

2 VII 2020

„Oskar Ed. Mój największy sen” to opowieść wymykająca się prostym interpretacjom. Na najbardziej podstawowym poziomie jest to historia o pewnej, długiej rodzinnej wyprawie. Mąż, żona i syn jadą samochodem w jakieś tajemnicze, wybrane przez ojca miejsce. Podczas podróży rodzice nieustannie się kłócą, a dzieciak stara się jakoś to wszystko przetrzymać, pogrążając się w dziwacznych fantazjach. Jednak sama wyprawa jest jedynie pretekstem do stworzenia całkowicie odrealnionej opowieści o… no (...)

więcej »

Skrzyżowanie konia z pająkiem
Agnieszka ‘Achika’ Szady

1 VII 2020

Na skutek ryzykownego eksperymentu fizycznego spory kawałek Filadelfii został przerzucony na nieznaną planetę, zamieszkaną przez dziwaczne, sześcionogie zwierzęta… i nie tylko. W trzecim tomie „i nie tylko” wreszcie się objawiło namacalnie.

więcej »

Krótko o komiksach: Agent Żbik i brylanty
Dagmara Trembicka-Brzozowska

30 VI 2020

W przypadku „Kapitan Żbika” rzadko zdarzają się dłuższe fabuły. Jednak cykl rozpoczęty przez zeszyt „Zapalniczka z pozytywką” zabiera nas właśnie na rozbudowaną, kilkuetapową przygodę i robi to w całkiem satysfakcjonujący sposób – tak jak satysfakcjonujące, chociaż niezbyt ambitne, były filmy sensacyjno-szpiegowskie z lat 80.

więcej »

Polecamy

Szczęśliwy finał

Pilot śmigłowca:

Szczęśliwy finał
— Marcin Osuch

Trochę jak Blueberry
— Marcin Osuch

Nasz polski superman
— Marcin Osuch

Pilot punktuje, „Pilot” dołuje
— Marcin Osuch

W końcu to komiks
— Marcin Osuch

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Nie lataj, synku, nisko i powoli
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Jak rodzi się zbrodniarz
— Sebastian Chosiński

„Jak zostałem detektywem…”
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Muzyka czasów pandemii
— Sebastian Chosiński

Uralski realizm zepsuty przez magię
— Sebastian Chosiński

Czasami lepiej widzieć mniej (lub nic)
— Sebastian Chosiński

Niektórych marzeń lepiej nie spełniać
— Sebastian Chosiński

Na tropie Bucky’ego i Red Skulla
— Sebastian Chosiński

Do kraju tego, w którym zmarli nie mają spokoju…
— Sebastian Chosiński

Na zesłaniu w Piekle
— Sebastian Chosiński

Może być tylko gorzej
— Sebastian Chosiński

Bóg, heros, karzeł i wojowniczka
— Sebastian Chosiński

Prometeusze na sowieckim widelcu
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.