Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 13 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCVII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Marjorie Liu, Sana Takeda
‹Monstressa #4: Wybranka›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMonstressa #4: Wybranka
Tytuł oryginalnyHaven
Scenariusz
Data wydania1 kwietnia 2020
RysunkiSana Takeda
PrzekładPaulina Braiter
Wydawca Non Stop Comics
CyklMonstressa
ISBN978-83-66460-48-5
Format176s. 170x260mm
Cena52,00
Gatunekfantasy, steampunk
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Potworessy, katakumby i naukowczynie
[Marjorie Liu, Sana Takeda „Monstressa #4: Wybranka” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Jak zachęcić potencjalnych czytelników do zapoznania się z dziełem, recenzując jego czwarty tom? Wypada chyba to i owo wyjaśnić… A w „Monstressie” do wyjaśniania mamy dużo: skomplikowana jest sytuacja polityczna uniwersum, system wierzeń, a także sytuacja rodzinna głównej bohaterki (można ją podsumować powiedzeniem „z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu”- szczególnie, że pewne zdjęcie jest tu ważnym elementem).

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Potworessy, katakumby i naukowczynie
[Marjorie Liu, Sana Takeda „Monstressa #4: Wybranka” - recenzja]

Jak zachęcić potencjalnych czytelników do zapoznania się z dziełem, recenzując jego czwarty tom? Wypada chyba to i owo wyjaśnić… A w „Monstressie” do wyjaśniania mamy dużo: skomplikowana jest sytuacja polityczna uniwersum, system wierzeń, a także sytuacja rodzinna głównej bohaterki (można ją podsumować powiedzeniem „z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu”- szczególnie, że pewne zdjęcie jest tu ważnym elementem).

Marjorie Liu, Sana Takeda
‹Monstressa #4: Wybranka›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMonstressa #4: Wybranka
Tytuł oryginalnyHaven
Scenariusz
Data wydania1 kwietnia 2020
RysunkiSana Takeda
PrzekładPaulina Braiter
Wydawca Non Stop Comics
CyklMonstressa
ISBN978-83-66460-48-5
Format176s. 170x260mm
Cena52,00
Gatunekfantasy, steampunk
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Jako tytuł recenzji pasowało mi „Bogowie, groby i uczeni”, ale że książka ta jest już chyba dość słabo pamiętana, zdecydowałam się na luźne nawiązanie. W każdym razie w komiksie występuje każdy z wymienionych elementów. Do starożytnego grobowca wskakuje w ucieczce jedna z postaci, uczeni to praktycznie oś fabuły, zaś bogów jest w tym świecie legion. Jedni są bogami w naszym rozumieniu, na przykład koty idą modlić się do świątyni Ubasti, inni to genialni naukowcy, którym po wiekach zaczęto oddawać cześć boską (niejaka Marium z wybrzeża… Galilei), a jeszcze inni to przybysze z innych wymiarów.
Trudno powiedzieć, czemu Zinn – bóg z innego wymiaru – wygląda niczym stos dżdżownic przetykanych oczami. Jeszcze dziwniejsza jest informacja o tym, że setki lat wcześniej romansował z cesarzową. Trzeba jednak pamiętać, że maskowanie swojego prawdziwego wyglądu to w „Monstressie” rzecz nierzadka. Już w pierwszym tomie tomie pewna wysoko postawiona badaczka okazała się należeć do prześladowanej rasy półzwierzęcej; trójoki potwór całymi latami udaje człowieka, ukrywając się za podobną do karnawałowej maską; Zinn przebywa wewnątrz ciała bohaterki, a w którymś z poprzednich tomów padło łatwe do przeoczenia zdanie o „przybieraniu naszej postaci”. Co prawda w wizjach, wspomnieniach i nawet na freskach Zinn konsekwentnie pojawia się w postaci sugerującej bliskie pokrewieństwo z Latającym Potworem Spaghetti (aczkolwiek nie dorównuje mu urodą i charyzmą), jednak „Monstressa” już tyle razy mnie zaskoczyła, że nie zdziwię się jeśli – dajmy na to – legendarna cesarzowa-szamanka finalnie również okaże się stworzeniem dalekim od humanoida.
Tytułowa Monstressa to Maika Półwilk: cyniczna i zgryźliwa siedemnastolatka, desperacko poszukująca odpowiedzi na pytania dotyczące swojej przeszłości, z której bardzo niewiele pamięta. W kolejnych tomach odkrywamy elementy jej życiorysu, jednak nadal skrywa on mnóstwo tajemnic. Wiemy, że dziewczyna została przez własną matkę wychowana na maszynę do zabijania, następnie matka zginęła w tajemniczej katastrofie przy badaniu magicznego artefaktu, a kilkuletnie dziecko trafiło do obozu koncentracyjnego dla Arkanijczyków (potomków ludzi i Pradawnych – humanoidalnych zwierząt). Kilka lat później inna katastrofa zmiotła z powierzchni ziemi całe miasto, zaś Maika i jej poznana za drutami przyjaciółka Tuya były jednymi z nielicznych ocalałych. Po przeżyciach łączących Auschwitz i Hiroszimę nastąpił odpowiednik Mongolii, czyli koczownicze – i dość luksusowe – życie na stepie1). Tyle dowiadujemy się z retrospekcji. W czwartym tomie Maika zaskakuje wszystkich (w tym czytelnika) mnóstwem informacji o wysokich rangą wojskowych, których spotyka na naradzie, a nawet jeśli te dane i zdjęcia były publikowane w gazetach, to ona raczej nie miała do nich dostępu, więc skąd wie?…
Zaraz, powie ktoś, starożytne czary, potwory, bogowie, a do tego naukowcy, obozy i prasa codzienna? I pokazywanie czegoś, co ewidentnie jest zdjęciem z kamery przemysłowej? Ano tak właśnie wygląda świat tego komiksu 2). O ile w recenzji pierwszego tomu określałam go mianem magicznego cyberpunku (mają tam między innymi broń palną, łączność radiową i latające pojazdy), to teraz brakuje mi już odpowiedniej nazwy. Mowa jest o tym, że obecna cywilizacja to ledwie cień poprzedniej, która opanowała loty w kosmos, a nawet „rzucała wyzwanie czasowi”. I nowa postać, która właśnie wkroczyła na scenę, za wszelka cenę pragnie te wspaniałości odzyskać.
Nowa postać… a już i tak ich liczba przyprawia o ból głowy, szczególnie że w „Wybrance” pojawia się osoba, o której już od bardzo dawna nie było mowy i, szczerze mówiąc, musiałam sięgnąć do poprzednich tomów dla przypomnienia, kto to jest i jaki ma związek z Maiką.
Co ciekawe, tytuł tomu nie odnosi się do głównej bohaterki. „Wybranką” ewidentnie jest Kippa. W osieroconym lisim dziecku plączącym się za Maiką budzi się niezwykła moc… hm, w niektórych systemach RPG nazywa się to chyba „prawdziwym widzeniem”, tutaj jednak chodzi nie tyle o przenikanie wzrokiem iluzji czyjegoś wyglądu, co o spostrzeganie jakby ukrytych warstw. Na przykład w pewnej postaci trzecioplanowej widzi fosforyzujące motyle i stwierdza: „Nie uderzysz mnie, nawet gdybyś musiała. Motyle ci nie pozwolą”. Kippa to w tym komiksie jedyna prawdziwie niewinna istota, może dlatego Maice tak zależy na jej bezpieczeństwie.
W czwartym tomie więcej „czasu ekranowego” dostaje też Tuya. Jej rola to jedna z większych tajemnic fabuły. Dla Maiki ta relacja jest najważniejszą rzeczą w życiu, tymczasem kolejne wydarzenia i wypowiedzi sugerują, że dla Tuyi – raczej środkiem do celu. Tyle, że to oznaczałoby, że już jako kilkulatka była wykwalifikowanym szpiegiem, co wydaje się mało prawdopodobne. Z drugiej strony, w „Monstressie” praktycznie z każdej strony czają się jakieś spiski, więc nie wiemy, ile z zachowań dziewczyny to gra obliczona na oszukanie jej „mocodawców”.
Jeszcze bardziej niezrozumiały jest stosunek Maiki do Zinna. Kiedy w pierwszym tomie ten lovecraftowski pomiot ujawnił swoją obecność (w postaci licznych macek wydobywających się z kikuta ręki dziewczyny), nienawidziła go i pragnęła za wszelką cenę się pozbyć, teraz, kiedy nadarzyła się taka okazja, odmawia. Owszem, w międzyczasie nawiązała z nim swego rodzaju współpracę, jednak bycie nosicielką potwora powoduje nagłe ataki kanibalizmu, co wzbudza w niej rozpacz i obrzydzenie do samej siebie. Tymczasem w obecnym tomie ona go w pewnym momencie… przytula!
Jakby mało było tych tajemnic, Marjorie Liu irytuje czytelnika scenami, kiedy jedna postać mówi coś lub szepce do drugiej, wywołując gwałtowną reakcję, jednak słowa w dymku są nieczytelnym gryzmołem. Sporo jest też niejasnych, wtrącanych mimochodem w dialogach komentarzy, o których nie wiadomo czy niosą jakieś ważne dla fabuły informacje czy mają za zadanie tylko tworzyć klimat – jak na przykład wypowiedź o motylach. Kiedy wypowiadają się potwory, dymki mają białe litery na kolorowym tle – służy to również do podkreślenia, że nie każda z postaci je słyszy lub rozumie język. Z kolei szept jest zaznaczony jako czcionka mniejsza i jaśniejsza, co może sprawić problem w czytaniu. Reminiscencje, wizje i sny są zwykle malowane w kolorach żółtawo-sepiowych, lecz najbardziej charakterystycznym elementem są czarne ramki.
Jedną z rzeczy, z których „Monstressa” jest znana (oprócz niemal całkowitego braku mężczyzn w akcji, o czym pisałam już w jednej z poprzednich recenzji, to przepiękna, dopracowana szata graficzna3). Haftowane szaty, ozdobne zbroje i broń, biżuteria – często z motywem pawich piór lub innych wzorów kojarzących się z okiem. Są barwne i pozłacane, jednak ogólnie stonowana kolorystyka kadrów sprawia, że nie mamy wrażenia pstrokacizny. Wszystko jest jakby pogrążone w półmroku, nawet w środku dnia. Narysowane przez Sanę Takedę wnętrza można podziwiać bez końca: latarenki, intarsje czy malowania na drzwiach i kolumnach, kotary, meble, wiszące metalowo-szklane ozdoby, posążki, obrazki i inne bibeloty lub książki wypełniające półki. Laboratorium Doktora jest skrzyżowaniem oranżerii i snu steampunkowca… wystarczy zresztą spojrzeć na załączone obrazki. Zasadniczo warto zwracać baczną uwagę na tło, bo pojawiają się tam interesujące rzeczy, na przykład malunki na skałach we wspominanym już grobowcu.
Poszczególne rozdziały „Monstressy” w oryginale ukazują się jako osobne zeszyty (oczywiście są też wydania zbiorcze). Sama nie wiem, co jest lepsze: dostawać co kilka miesięcy krótki odcinek, zwykle zakończony morderczym cliffhangerem, czy raz do roku grubszy tom? Tak czy siak, warto.
koniec
10 czerwca 2020
1) Świat „Monstressy” jest zdecydowanie inspirowany środkowo-wschodnią Azją: jada się tu pałeczkami, nosi charakterystycznie na bok zapinane bluzy czy tuniki, pali „snosmołę” przypominającą w działaniu opium, zaś zdobnictwo kojarzy się trochę z Persją, trochę z Chinami. Jest wzmianka o koczowniczym plemieniu Scytów, a wiele nazw na mapie jest mniej lub bardziej azjatyckich: Nanshi – Chiny, Salawan – Laos (z kolei Sarawan leży w Iraku, a wiemy, że niektórzy Azjaci nie rozróżniają głosek „l” i „r”…), Thyria brzmi zupełnie jak Syria, Constantine kojarzy się z Konstantynopolem, Pontus – z Pontem, zaś Zamorę znajdziemy wprawdzie na mapie Hiszpanii, ale starożytna wersja „Zamora’ta” brzmi podobnie do Samarkandy – również będącej miastem na głównym szlaku kupieckim. Przyznam, że zmylił mnie Arkangelus, wyglądający jak inna wersja Archangielska. Niestety, Archangielsk leży wprawdzie w Rosji, ale po europejskiej stronie.
2) I nie, zdecydowanie nie jest to „alternatywny rok 1900”, jak za amerykańską reklamą bezmyślnie powtarzają wszystkie zapowiedzi wydawnicze. W tym świecie w ogóle nie ma naszej miary czasu.
3) Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zaznaczyła, że staranność wykonania nie dotyczy, niestety, jednorogich wierzchowców, które wydają się raczej naszkicowane niż narysowane, a o poprawnej budowie uzdy nawet nie ma co marzyć.

Komentarze

« 1 7 8 9
27 VI 2020   18:34:25

@Beatrycze
ad Wielki Wybuch - ale przy braku nadistoty, tak samo można się zastanawiać skąd się wziął Wielki Wybuch, są teorie, że Wybuchy są powtarzalne, ale to nadal nie tłumacz skąd się wziął pierwszy.

ad sen - a nie miałaś nigdy (bardzo rzadko ale jednak) poczucia, że jednak zapadasz w sen, albo, że właśnie śnisz?

27 VI 2020   19:44:38

Ale co innego filozoficzne czy naukowe dywagacje nad jakąś (nad)świadomością stojącą za początkiem wszechświata, a co innego kwestia kultu tej rzeczy lub tej postaci, rytuały przeplatające się przez religie, wreszcie wszelkiego rodzaju mity i legendy z tym związane. Wiara to jedna rzecz, natomiast religia co innego, dlaczego tak często miesza się w dyskusjach jedno z drugim?

27 VI 2020   20:03:39

@dk Może dlatego, że wiara i religia przeplatają się też w życiu codziennym? Lwia większość wierzących to jednak nie filozofowie-deiści, tylko wyznawcy konkretnych religii (zaraz Pawel M. każe mi przytoczyć statystyki historyczne na ten temat).

27 VI 2020   20:04:16

Lwia część oczywiście, nie lwia większość.

27 VI 2020   20:51:05

PAWEL M. "Nie - najpierw musiały się ukształtować chociaż pierwociny narodu. Niektórzy historycy uznają, że takowym początkiem były wojny Chrobrego umożliwiające styczność wojów z różnych terenów (czyli lata 1002-1018). Osobiście sądzę, że to optymistyczne założenie"

Niektórzy historycy uznają? No proszę. Czyli to co wcześniej napisałem, to jednak nie są herezje? Czyli miałem prawo to napisać, co napisałem? Nie posiadam się ze szczęścia.

PAWEL M. "To co widział poganin patrząc na św. Wojciecha jest poza tematem tej dyskusji - masz wielki talent do rozmywania tematu licznymi off topami. Nie za bardzo mam czas na gmatwanie się w milion wątków pobocznych".

Przepraszam, a jaki jest temat tej dyskusji, bo gdzieś go przeoczyłem? Zdawało mi się, że cały czas mówimy o jakimś komiksie, ale tytuł mi wyleciał z głowy.

Musisz bardzo nienawidzić fantastyki (sarkazm, wiem, że ją czytasz). Esensja jest w dużej części poświęcona fantastyce, a tam jest pełno spekulacji, gdybań, retellingu, historii alternatywnych. Jeśli Cię to odrzuca, poprzestań na portalach i forach historycznych.

PAWEl M.:"Ja widzę, że zamek to "château fort", a pałac to "palais" - dość bliskie naszemu "palatium", czyli budowli łączącej cechy zamku z cechami pałacu, a na dodatek jeszcze z cechami kościelnymi"

Zwracam uwagę, że francuski wobec polskiego nie jest zero-jedynkowy (czytałem kiedyś podobne mądre zdanie o języku rosyjskim, jakiś historyk to napisał). "Palais" odpowiada polskiemu "pałac" tylko w niektórych kontekstach. Jeśli rozumiesz cytat, który wkleiłeś, to wiesz, że w niczym nie przeczy temu co napisałem. Nawet w przeszłości francuskie terminy nie pokrywały się z tym jak rozumiemy i rozumieliśmy "zamek" i "pałac" po polsku.

"Fort" to przymiotnik. Silny, mocny, a w tym kontekście umocniony, ufortyfikowany. Niuansuje, ale nie zmienia znaczenia "le château".

Pomijam fakt, że Wikipedia bywa pomocnym, ale też zawodnym źródłem informacji.

PAWEL M. "Ale nie dyskutujemy tu o języku francuskim"

Rozmawiamy o synonimach, o Wielkim Wybuchu, słoniach i małpach (chociaż z biologii miałem trójkę), fantasy, wojach, św. Wojciechu... Ba! Nawet rozmawialiśmy o staro-cerkiewno-słowiańskim? A o francuskim нельзя? Podałem to jako ciekawostkę. Tak jak z rosyjskim, tłumaczenie, nie jest tak oczywiste jak mogłoby się wydawać.

Jeśli temat Cię nudzi, to i tak jutro znikam na jakiś czas z sieci... Odpoczniesz od moich wpisów, odpocznie też Esensja. I'll be back. Jako duch Mocy będę unosił się nad Esensją.

28 VI 2020   13:19:28

@Ugluk
Tak, ja to pisałam na zasadzie, że zawsze będzie pytanie o przyczynę o to, co poza, co przedtem, potem i dlaczego, niezależnie od tego, czy włączy się do rozważań istnienie Boga, bogów, czy nie.

Mnie też się podoba koncepcja wszechświata cyklicznie wybuchającego i kolapsującego.
Podoba mi się też koncepcja wieloświata, gdzie powstaje mnóstwo wszechświatów o "losowych ustawieniach" a w naszym te ustawienia złożyły się tak, że mogło powstać życie. Ale ta wizja po prostu do mnie przemawia, nie mamy szans jej potwierdzić.

Zdarzyło mi się (choć rzadko i na krótko) zdać sobie sprawę że śnię, co było miłe, bo parę razy w takich momentach udało mi się wzbić w powietrze. Niemniej samego zasypiania nigdy nie pamiętam.

@dk i El Lagarto

Zgadzam się z "Elem" - większośc ludzi została wychowana w konkretnej kulturze, której elementem jest praktykowanie określonych rytuałów religijnych.

28 VI 2020   13:22:55

Poza tym, gdyby ktoś kazał mi podać definicję słowa "wiara", to nie powiedziałabym "przekonanie, że istnieje jakiś bóg/nadistota" tylko "przekonanie że istnieje ten właśnie bóg/bogowie, te pisma są prawdziwe i objawione i to a to trzeba w życiu robić, żeby zostać nagrodzonym w zaświatach".

30 VI 2020   09:37:56

@Beatrycze- buddyści zen raczej by się z tobą nie zgodzili. Dla nich żadne pismo nie jest w pełni prawdziwe i objawone, a jedyna przekonania, co do których są w pełni zgodni to:
-nie czyń krzywdy innym, to zbliży cię do nirwany (czyli w zasadzie nieistnienia)
- Budda jako jeden z pierwszych osiągnął nirwanę.
PS- co do snu, to dla Aborygenów cały czas przebywamy w wielkim śnie, chociaż obecne czasy to jakiś koszmar ;-p

30 VI 2020   10:51:57

Ha, dążenie do nieistnienia jest poza moją zdolnością pojmowania...

Ja się nie upieram, co do swojej definicji, pisze tylko, że tak rozumiem to słowo mniej więcej.
A nie twierdzę, że to zgodnie ze słownikiem. Parę lat temu przypadkiem dowiedziałam się, że "tawerna" to karczma w porcie, a nie każda karczma (inna sprawa, że w wielu książkach fantasy tawerny trafiają się w głębi lądu), a już zupełnie niedawno, że teoretycznie krzewy nie mają gałęzi (sądziłam, że gałąź to zdrewniały pęd a wychodzi na to, że to to, co wyrasta z pnia) oraz że wodze i lejce to nie to samo.
Zastanawiam się, ile jeszcze słów takich prostych właśnie używam inaczej, niż to podaje słownik.

« 1 7 8 9

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Opowieść o bardzie nudziarzu
Marcin Knyszyński

12 VII 2020

Drugi z trzech tomów „Cody” Simona Spurriera i Matiasa Bergary to kolejna wizyta w świecie po magicznej apokalipsie – przewodnikiem jest oczywiście pewien bard, na którego wołają „Hum”. Bohater nadal nie dopiął swego, choć przecież odnalazł tę, której szukał cały pierwszy tom – swoją ukochaną żonę „opętaną przez demona”. Ale gdyby to wystarczyło cała historia zakończyłaby się na pierwszym albumie.

więcej »

Miyamoto Usagi i poszukiwacze zaginionej szkatułki
Agnieszka ‘Achika’ Szady

11 VII 2020

Ten tom ma dwie zalety: po pierwsze, walki są krótkie i jest ich niewiele, po drugie (ważniejsze) – można go polecić osobom, które z tym cyklem jeszcze się nie zetknęły.

więcej »

Dokąd tak pędzisz, Conanie?
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

11 VII 2020

Wiele sobie obiecywałem po tym, jak Conan Barbarzyńca powrócił do Marvela. Niestety na razie szału nie ma. Otrzymaliśmy jeden komiks bardzo dobry, jeden bardzo zły i jeden średni. Tym ostatnim jest „Conan. Miecz Barbarzyńcy: Kult Kogi Thuna”.

więcej »

Polecamy

Kilka słów na pożegnanie

Pilot śmigłowca:

Kilka słów na pożegnanie
— Marcin Osuch

Szczęśliwy finał
— Marcin Osuch

Trochę jak Blueberry
— Marcin Osuch

Nasz polski superman
— Marcin Osuch

Pilot punktuje, „Pilot” dołuje
— Marcin Osuch

W końcu to komiks
— Marcin Osuch

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Zobacz też

Inne recenzje

Krótko o komiksach: Gdy tatusia masz ambitnego
— Beatrycze Nowicka

Tegoż twórcy

Krótko o komiksach: Więcej macek
— Beatrycze Nowicka

Magiapunk
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Dziedzictwo cesarzowej-szamanki
— Beatrycze Nowicka

Krótko o komiksach: Monstressa #1: Przebudzenie
— Beatrycze Nowicka

Gdy wszyscy chcą cię zabić, czyli seks i przemoc minus seks
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kobieta kobiecie półwilkiem
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tegoż autora

Miyamoto Usagi i poszukiwacze zaginionej szkatułki
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Skrzyżowanie konia z pająkiem
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Ale co z tą papugą?
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Latająca głowa księcia Neptuna
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Ślub bednarki i drwala online
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Koń się naprawdę uśmiał
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Szczęście kruche jak porcelana, czyli dziwna niechęć do rysowania nóg
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czas jest konstruktem umysłu
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Na Bieszczady nie ma rady…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Krew, seks i zaczarowane smartfony
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.