Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCVII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Steve Dillon, Garth Ennis, William Simpson
‹Hellblazer - Garth Ennis prezentuje #4›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHellblazer - Garth Ennis prezentuje #4
Scenariusz
Data wydania3 czerwca 2020
RysunkiWilliam Simpson, Steve Dillon
PrzekładMarek Starosta
Wydawca Egmont
CyklHellblazer
ISBN9788328196315
Format464s. 167x255mm
Cena129,99
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Jak być diabłem diabła?
[Steve Dillon, Garth Ennis, William Simpson „Hellblazer - Garth Ennis prezentuje #4” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Garth Ennis, drugi (po Jamesie Delano) scenarzysta „Hellblazera”, napisał aż czterdzieści siedem odcinków tej najdłużej wydawanej serii „DC Vertigo”. Jej ostatni, trzechsetny odcinek, wydany został w roku 2013 – zarówno wtedy jak i teraz, „era Ennisa” uznawana jest za najlepszy i najbardziej znaczący okres w dziejach serii. Cały run komiksowego, irlandzkiego łobuza, zebrany został w trzech tomach zbiorczych – dziś czytamy drugi, w którym Ennis zaczął coraz wyraźniej definiować swój sposób na komiks.

Marcin Knyszyński

Jak być diabłem diabła?
[Steve Dillon, Garth Ennis, William Simpson „Hellblazer - Garth Ennis prezentuje #4” - recenzja]

Garth Ennis, drugi (po Jamesie Delano) scenarzysta „Hellblazera”, napisał aż czterdzieści siedem odcinków tej najdłużej wydawanej serii „DC Vertigo”. Jej ostatni, trzechsetny odcinek, wydany został w roku 2013 – zarówno wtedy jak i teraz, „era Ennisa” uznawana jest za najlepszy i najbardziej znaczący okres w dziejach serii. Cały run komiksowego, irlandzkiego łobuza, zebrany został w trzech tomach zbiorczych – dziś czytamy drugi, w którym Ennis zaczął coraz wyraźniej definiować swój sposób na komiks.

Steve Dillon, Garth Ennis, William Simpson
‹Hellblazer - Garth Ennis prezentuje #4›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHellblazer - Garth Ennis prezentuje #4
Scenariusz
Data wydania3 czerwca 2020
RysunkiWilliam Simpson, Steve Dillon
PrzekładMarek Starosta
Wydawca Egmont
CyklHellblazer
ISBN9788328196315
Format464s. 167x255mm
Cena129,99
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
John Constantine, główny bohater „Hellblazera” to, według tego, co napisał Warren Ellis w przezabawnym wstępie, którego nie wolno pominąć, „magiczny detektyw rodem z tańszej tradycji Chandlerowskiej” i jeden z najbardziej złożonych bohaterów literatury grozy. W pierwszym tomie pokonał raka płuc (upokorzył przy tym i zagrał na nosie diabelskim zastępom, z Pierwszym Upadłym na czele, który od tego momentu wprost marzy o przypiekaniu go na żywym ogniu przez wieczność); odrzucił awanse Króla Wampirów; egzorcyzmował pewien pub; pokonał demona, który kiedyś opętał Kubę Rozpruwacza, a teraz po stu latach powrócił na londyńskie ulice – ale przede wszystkim dał się poznać jako człowiek z krwi i kości. Taki który kocha, nienawidzi, czuje, błądzi, ulega słabościom i stara się postępować dobrze, choć nie zawsze mu to wychodzi.
Tom drugi zawiera kontynuację wydarzeń z poprzedniego albumu. John Constantine mieszka ze swoją nową ukochaną, Kit Ryan – „irlandzką suką”, którą kocha ponad wszystko (choć nigdy tego głośno nie powie). Trudno jest jednak ot tak porzucić dotychczasowe, samotne życie wypełnione „okultystycznym badziewiem”, kartonami „Silky Cutów”, które szybko wróciły do łask i ciągłym życiem na krawędzi z nieodmiennie zbyt szybko opróżniającą się butelką whiskey. A to trzeba pomóc przyjacielowi Chasowi odbić ciało dopiero co zmarłego ojca z rąk naukowców; uporać się z pewną demonicą, która uciekła z piekła; uratować duszę siostrzenicy, która zbyt mocno zbliżyła się do zakazanej, magicznej domeny; wyprawić sobie czterdzieste urodziny, na które nikt „normalny” nie chce przyjść; czy wreszcie zmierzyć się z Frontem Narodowym – faszystowską organizacją, powiązaną w dziwny sposób ze znanym z tomu pierwszego Klubem Cambridge i przesiadującym tam Archaniołem Gabrielem (trochę innym niż ten, który kojarzy nam się z Tildą Swinton z ekranizacji komiksu z 2005 roku).
Te ostatnie wydarzenia, opisane w najlepszej i najważniejszej opowieści z drugiego tomu, zatytułowanej „Strach i wstręt”, prowadzą do pewnego przełomu w życiu Constantine’a. Zapowiedzi tej zmiany mieliśmy już we wcześniejszym odcinku – „Czterdziestce” – kiedy to na okrągłe urodziny Johna stawili się jego znajomi z „okultystycznego zakątka” DC z Phantom Strangerem i Potworem z Bagien na czele. To tutaj zaczynamy widzieć coraz wyraźniejsze rysy na teoretycznie nieźle już ułożonym i „wygładzonym” życiu Constantine’a. Tak jakby wejście do „DC Vertigo” – urodzinowy odcinek „Hellblazera” był pierwszym pod egidą tego nowego przedsięwzięcia Detective Comics – skazać go musiało na upadek i cierpienie. Bo to, co zaprezentował Garth Ennis w drugiej połowie tomu, jest bardzo przygnębiające, mroczne i krwawe – ale w takim właśnie „ennisowym”, lekko karykaturalnym i przesadzonym stylu, jaki dobrze znamy z późniejszego „Kaznodziei”.
No właśnie – drugi tom „Hellblazera” to przymiarki do opus magnum Ennisa i Dillona. Panowie wytestowali siebie nawzajem, zapracowali na zaufanie włodarzy Detective Comics, nauczyli się współpracować i zaczęli testować pewne pomysły, rozwinięte później w przygodach Jessego Custera. Ennis oczywiście nadal trzymał się pewnego „kanonu” ustalonego przez swego poprzednika, Jamesa Delano i nawiązywał mocno do reszty okultystycznego światka DC – „Sandmana”, „Lucyfera”, „Etrigana” czy „Sagi o potworze z bagien”. Jednocześnie kreował nowe wątki i postacie, które możemy uznać za prototypy składników „Kaznodziei”. Kit Ryan, silna, samodzielna kobieta to przecież pre-Tulip, ukochana Custera. Wielki mezalians demonicy i anioła, zakończony niespodziewaną ciążą („W Niebie nie mają gumek?”) i interwencją zastępu Serafinów, to pierwsza wersja „Genesis”. W „Hellblazerze” pojawiają się też pewne charakterystyczne motywy fabularne i zalążki kreacji Jessego – wielka Miłość, wielka Przyjaźń, emocje, które zawsze są skrajne i regularnie prowadzą na skraj przepaści, życie jakby każdy dzień był ostatnim, chlanie do upadłego, obrazoburcze i wychodzące poza granice dobrego smaku wątki religijne oraz ciężki dowcip, zawsze opowiadany WIELKIMI LITERAMI. Co robi John, gdy biegnący za nim kumpel woła: „Czekaj… John, zaczekaj. Muszę… złapać… oddech!”. Przypala mu papierosa!
Constantine Ennisa jest człowiekiem, który lubi leżeć na dnie i tarzać się we własnej zgryzocie. Ciągle użalający się nad sobą, cierpiący za miliony, niszczący wszystko czego tylko dotknie, obracający piękno w brzydotę, dobro w zło, miłość w nienawiść, zaufanie w zdradę. Zawsze pływa w morzu bólu, uważając, że nigdy na nic lepszego nie zasługiwał i już sobie nie zasłuży. Jest też bezwzględny i bezlitosny – choć jeszcze nie tak jak Constantine w wersji Briana Azzarello. Warren Ellis określa Johna jako „człowieka, który budzi się w gniewie i w gniewie zasypia”. Nawet związek z Kit nie daje szans na ustatkowanie – John to bohater przeklęty, który zazwyczaj „kończy zakrwawiony, skopany po ryju i wkurzony na gości u władzy, których nie jest w stanie tknąć”. Staje się takim trochę karykaturalnym symbolem człowieka, malutkiego trybika w machinie, którą zarządzają siły poza jego zasięgiem – ideologie, religie, korporacje, rządy, a nawet dosłownie boskie istoty.
Garth Ennis, na swój przesadzony i kontrowersyjny sposób, pokazuje, że skoro nie można z nimi wygrać, to przynajmniej można dać im porządnego prztyczka w nos. Pokazuje, jak być „diabłem diabła” – kimś maluczkim, kogo boją się „ci na górze”. Za swoje dostają wysoko postawieni ludzie, demony (znów ten nieszczęsny, trochę komiczny, Pierwszy Upadły) i wampiry – szkoda, że rykoszetem dostają też niewinni. Albo prawie niewinni – bo kryształowych postaci Ennis nigdy nie tworzył.
Rysownik William Simpson, który rządził i dzielił w pierwszym tomie, teraz odpowiada tylko za trzy z siedemnastu odcinków tomu drugiego. Trzeba przyznać, że jest o wiele lepszy, mniej niedbały i dokładniejszy niż poprzednio – może miał po prostu więcej czasu? Całą resztę odcinków rysuje już ten, na którego czekaliśmy – Steve Dillon. Grafik przyznawał się do tego, że nie pamięta w ogóle jak poznał Gartha Ennisa, ale od zawsze wiedział, że chce rysować „Hellblazera”. Jego kreska nie jest jeszcze tak charakterystyczna jak w „Kaznodziei”, jeszcze się kształtuje – ale jest świetnie dopasowana do całej historii i jej specyfiki. Dillon pozostanie z Ennisem do samego końca – w nadchodzącym, ostatnim, trzecim tomie odda tylko jeden odcinek Peterowi Snejbjergowi i kilka Johnowi Higginsowi, który zilustruje krótki powrót Ennisa do „Hellblazera” po latach w bardzo kontrowersyjnej historii „Son of Man”. Już niedługo.
koniec
23 czerwca 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zdekapitatowany Dekapitator
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

4 VII 2020

„Head Lopper i rycerze Venorii”, czyli trzeci tom serii o Norgalu Dekapitatorze, uwypukla prawdę, którą Andrew MacLean od początku próbował ukryć. A mianowicie, że komiks ten to w gruncie rzeczy dość stereotypowe fantasy, dla niepoznaki podrasowane oryginalną szatą graficzną.

więcej »

Historia w obrazkach: Nie wszystko święte, co o świętym
Sebastian Chosiński

3 VII 2020

Sztampowa i bez polotu jest ta komiksowa biografia papieża Jana Pawła II. Kiedy natomiast pojawiają się w niej odniesienia do historii Polski po 1945 roku, robi się momentami wręcz szkodliwa. Sprawcą całego nieszczęścia jest francuski scenarzysta Olivier Dobremel, a jego wtop nie ratują nawet przyzwoite rysunki Włocha Fabrizia Fiorentiniego.

więcej »

Daleko jeszcze?
Paweł Ciołkiewicz

2 VII 2020

„Oskar Ed. Mój największy sen” to opowieść wymykająca się prostym interpretacjom. Na najbardziej podstawowym poziomie jest to historia o pewnej, długiej rodzinnej wyprawie. Mąż, żona i syn jadą samochodem w jakieś tajemnicze, wybrane przez ojca miejsce. Podczas podróży rodzice nieustannie się kłócą, a dzieciak stara się jakoś to wszystko przetrzymać, pogrążając się w dziwacznych fantazjach. Jednak sama wyprawa jest jedynie pretekstem do stworzenia całkowicie odrealnionej opowieści o… no (...)

więcej »

Polecamy

Szczęśliwy finał

Pilot śmigłowca:

Szczęśliwy finał
— Marcin Osuch

Trochę jak Blueberry
— Marcin Osuch

Nasz polski superman
— Marcin Osuch

Pilot punktuje, „Pilot” dołuje
— Marcin Osuch

W końcu to komiks
— Marcin Osuch

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Nie lataj, synku, nisko i powoli
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Od zbrukanego czytelnika
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Diabłu na pohybel
— Marcin Knyszyński

Umowa z Bogiem
— Paweł Ciołkiewicz

Na południu bez zmian
— Paweł Ciołkiewicz

Erekcja Herr Starra
— Paweł Ciołkiewicz

Szukając zemsty
— Paweł Ciołkiewicz

Być jak John Wayne
— Paweł Ciołkiewicz

Marvel: Ciąg dalszy nastąpił, Frank
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Marvel: Kaznodzieja z karabinem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z Szatanem nie pójdzie tak łatwo
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Srebrzysty paladyn
— Marcin Knyszyński

Coś do oglądania
— Marcin Knyszyński

Nie jesteś sam
— Marcin Knyszyński

Komiks niepotrzebny
— Marcin Knyszyński

Nie daj się tyranii przewidywalności!
— Marcin Knyszyński

Fajne… po prostu
— Marcin Knyszyński

Zmierzch rewolucji
— Marcin Knyszyński

Nikogo nie potrzebuję!
— Marcin Knyszyński

Sztuka ucieczek
— Marcin Knyszyński

Teatr absurdu
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.