Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 grudnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Witold Jarkowski, Marek Szyszko
‹Pilot śmigłowca #10: Kraksa›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPilot śmigłowca #10: Kraksa
Scenariusz
Data wydania1982
RysunkiMarek Szyszko
Wydawca Sport i Turystyka
CyklPilot śmigłowca
Gatunekobyczajowy, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Pilot śmigłowca: Szczęśliwy finał
[Witold Jarkowski, Marek Szyszko „Pilot śmigłowca #10: Kraksa” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Podobnie jak w pierwszym zeszycie, scenarzysta bawi się krótkim i zdawałoby się jednoznacznym tytułem. Jednoznacznym, tym bardziej że całą okładkę zajmuje śmigłowiec. Po lekturze okazuje się, że wcale nie jest to takie oczywiste. Zobaczmy, jaką to „Kraksę” zaliczył porucznik Karski.

Marcin Osuch

Pilot śmigłowca: Szczęśliwy finał
[Witold Jarkowski, Marek Szyszko „Pilot śmigłowca #10: Kraksa” - recenzja]

Podobnie jak w pierwszym zeszycie, scenarzysta bawi się krótkim i zdawałoby się jednoznacznym tytułem. Jednoznacznym, tym bardziej że całą okładkę zajmuje śmigłowiec. Po lekturze okazuje się, że wcale nie jest to takie oczywiste. Zobaczmy, jaką to „Kraksę” zaliczył porucznik Karski.

Witold Jarkowski, Marek Szyszko
‹Pilot śmigłowca #10: Kraksa›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPilot śmigłowca #10: Kraksa
Scenariusz
Data wydania1982
RysunkiMarek Szyszko
Wydawca Sport i Turystyka
CyklPilot śmigłowca
Gatunekobyczajowy, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Być może to, co stanowiło największą wartość, czy też nowość tej serii paradoksalnie spowodowało, że cieszyła się mniejszą popularnością od „Żbika” czy „Podziemnego frontu”. Wzięte z życia relacje i podchody damsko-męskie mogły być docenione przez raczej nieco starszego odbiorcę. Jednak „kolorowe zeszyty” były adresowane do dzieci i młodzieży ze szkół podstawowych, a ta grupa docelowa szukała humoru wzorem z „Tytusa”, ewentualnie smaku wojennej przygody z „Klossa” czy „Podziemnego frontu” (podkręcanego przez telewizyjnych „Czterech pancernych”, bo o filmowej czy tym bardziej książkowej genezie tej ostatniej serii mało kto wiedział). I tutaj mała ciekawostka. Marek Szyszko, zapytany przeze mnie o „Pilota Śmigłowca”, wyraził się o tej serii raczej sceptycznie: „Były to tylko dwa odcinki o dramaturgii… nienachalnej, z postaciami niebudzącymi kontrowersji i z drewnianymi dialogami. Więc raczej epizod dosyć nieistotny i zabawa niezbyt spora”. Do tematu wróciłem przy okazji szerszego wywiadu (opublikowanego w Esensji) i próbując bronić, było nie było, moją ulubioną serię, zacząłem używać argumentów Macieja Parowskiego z jego tekstu z Fantastyki – „Komiksy i my” – że może nie był to komiks najwyższych lotów, ale na tle takiego „Żbika” wypadał jednak dużo lepiej pod względem prezentacji życia prywatnego głównych bohaterów. A co do dialogów to nie był gorszy od innych realistycznych pozycji dostępnych w tamtym czasie, do momentu, gdy wszystko, co było wcześniej zdeklaskował „Koval”. Rysownik, być może z grzeczności, przyznał, że nigdy nie patrzył na „Pilota śmigłowca” od tej strony.
Wracając do tytułu zeszytu, czytelnik znajdzie w nim co najmniej dwie kraksy. Pierwsza, najpoważniejsza, to wypadek szybowca podczas międzynarodowych zawodów. Karski wraz z plutonowym Kalińskim zostali oddelegowani do obsługi tychże zawodów. Po komunikacie o zaginięciu jednego z zawodników ruszyli śmigłowcem na poszukiwania. Fakt odnalezienia i przetransportowania rannego szybownika do szpitala został wykorzystany do promowania honorowego krwiodawstwa. Zanim jednak doszło do tych dramatycznych zdarzeń, głównego bohatera odwiedziła jego sympatia, Barbara Tarnicka. Już w poprzednim zeszycie można było zauważyć dystansowanie się Karskiego do dziennikarki to tym razem, można rzec, doszło do swoistej „kraksy”. Tarnicka w swoim dosyć bezceremonialnym stylu zasugerowała Karskiemu zrzucenie munduru i przejście do lotnictwa cywilnego. „Różnimy się w poglądach na sprawy zasadnicze”, taką myślą skwitował tę rozmowę Karski. Tak, jest to z pewnością element propagandy wpisanej w tej komiks. Jednocześnie, nie można scenarzyście odmówić logiki. Ktoś, kto decyduje się być pilotem wojskowym, raczej nie robi tego z pobudek finansowych. Jakie by to ludowe wojsko nie było, za możliwość latania naddźwiękowym myśliwcem (a taki było przecież początek kariery Karskiego) można było oddać duszę diabłu. Końcówka „Kraksy” to domknięcie perypetii miłosnych głównego bohatera. Hanka, zgodnie z zapowiedzią z poprzedniego zeszytu, zaprasza pozostałą trójkę na żagle na Zegrze. Ster, a dokładnie rumpel, w dłonie bierze Barbara, robi zwrot, Krucewicz dostaję bomem, omega zalicza wywrotkę. Wściekła dziennikarka wyskakuje na brzeg, za nią biegnie kapitan, a Karski z Hanką - mokrzy, ale szczęśliwi - patrzą na siebie zakochanym wzrokiem. I trzeba przyznać, że scena ta ma lekki posmak erotyzmu, tym bardziej, że Karski i Hanka zdjęli te aseksualne kapoki z tamtej epoki. Tutaj warto zwrócić uwagę, że komiks, którego geneza miała korzenie propagandowe, nie kończy się żadnym spektakularnym wydarzeniem w karierze wojskowej Karskiego, a właśnie uporządkowaniem jego spraw prywatnych.
„Kraksa” jest pierwszym i jedynym zeszytem cyklu, w którym w stopce podano nazwiska twórców komiksu. Tutaj właśnie pojawia się Bogusław Polch, wprowadzając w konsternację miłośników talentu tego rysownika – cóż on akurat miał wspólnego z „Pilotem śmigłowca”. Kwestię tę poruszałem przy okazji zeszytu szóstego, przypomnijmy, Polch był autorem okładki „W walce z żywiołem”.
Marek Szyszko przywrócił serii atrakcyjny poziom graficzny, porównywalny z zeszytami narysowanymi przez Rosińskiego. Niemniej jednak, porównując obydwa zeszyty jego autorstwa widać, że bardziej się przyłożył do tego pierwszego – „Cele dla myśliwców”. Tam kreska była dużo bardziej precyzyjna, rysy twarzy bohaterów oddane szczegółowo. Można odnieść wrażenie, że rysownik chciał się wykazać przy pierwszym zeszycie - a drugi, ostatni w całej serii, potraktował z niższym priorytetem. Widać to szczególnie po wizerunkach bohaterek kobiecych. Obydwie, w zeszycie dziewiątym przedstawione w sposób bardzo atrakcyjny, w „Kraksie” jakby straciły nieco ze swojego powabu. Wykonanie rzetelnej roboty utrudniały narzucone przez wydawnictwo warunki, że plansze muszą powstawać w skali 1:1, a kolory mają być kładzione bezpośrednio na oryginał, a nie na blaudrukach. Rysownik miał dużo większe możliwości oddania szczegółów na przykład w „Tajemnicy kipu”, której oryginały miał rozmiar zbliżony do formatu A2. W nieco lepszej sytuacji był Rosiński, który swoje zeszyty „Pilota śmigłowca” kolorował właśnie na blaudrukach, co w druku skutkowało dużo lepszym oddaniem czerni.
Okładka komiksu została tradycyjnie wykorzystana do celów propagandowych i popularyzatorskich. Akurat w przypadku „Kraksy” mówi też wiele o poziomie ówczesnej poligrafii. Mnie trafił się egzemplarz z przyciętym w 4/5 tytułem serii. Na drugiej stronie umieszczono tekst o honorowym krwiodawstwie, co nawiązuje do treści odcinka. Podobnie zresztą jak znajdująca się na trzeciej stronie okładki notka o żeglarstwie. Całość zamyka podsumowanie wysiłku bojowego lotnictwa LWP w drugiej wojnie światowej.
koniec
28 czerwca 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

To nie ma prawa się udać
Maciej Jasiński

3 XII 2020

W ubiegłym roku wydawnictwo Egmont wypuściło na rynek pierwszy album zbiorczego wydania „Przygód wielkiego wezyra Iznoguda”. Teraz, zgodnie z zapowiedzią, doczekaliśmy się drugiego tomu, w którym znalazły się oryginalne albumy 5-8. To oznacza, że mamy tu też materiały premierowe w Polsce, bowiem jeden z owych komiksów nie ukazał się przy okazji pierwszej edycji sprzed blisko 20 lat.

więcej »

Gdzie jest magia?
Marcin Knyszyński

3 XII 2020

„Księgi magii” są czwartym tytułem nowej inicjatywy wydawniczej Detective Comics – „Sandman Uniwersum”. Pierwsze tomy trzech z nich już znamy – było „Śnienie”, „Dom szeptów” i „Lucyfer”. Teraz przyszła pora na rozpoczęcie ostatniej – oto nastolatek z problemami, niby nic zaskakującego. Tylko, że tak naprawdę to nie jest zwyczajny chłopak a i przeciwności losu, z jakimi się zmaga, wcale nie są standardowe. Ale o tym za chwilę.

więcej »

Uczynimy świat lepszym… bo możemy!
Marcin Knyszyński

2 XII 2020

Komiksy o przygodach superbohaterskiej grupy, znanej jako „Authority” można już było kiedyś w Polsce przeczytać. Nie istniejące już wydawnictwo Manzoku wydało w 2007 i 2008 roku cztery numery – teraz, po trzynastu latach, Egmont bierze pierwsze trzy i wydaje je w jednym zbiorczym tomie pod szyldem „DC Deluxe”. Oto cały, dwunastozeszytowy „run założycielski” autorstwa Warrena Ellisa i Bryana Hitcha.

więcej »

Polecamy

Umarł król, niech żyje król!

Legendarna Historia Polski:

Umarł król, niech żyje król!
— Marcin Osuch

Gryzonie zemsty
— Marcin Osuch

Zanim pojawił się wiedźmin
— Marcin Osuch

Zobacz też

Z tego cyklu

Kilka słów na pożegnanie
— Marcin Osuch

Trochę jak Blueberry
— Marcin Osuch

Nasz polski superman
— Marcin Osuch

Pilot punktuje, „Pilot” dołuje
— Marcin Osuch

W końcu to komiks
— Marcin Osuch

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Nie lataj, synku, nisko i powoli
— Marcin Osuch

Tegoż twórcy

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Październik 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.