Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 grudnia 2020
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić

Batalion Czwartaków gromi Niemców, czyli Gwardia Ludowa w akcji. O pewnym cyklu komiksowym PRL-u
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Komiksowy cykl „Podziemny front”, wydawany pierwotnie w latach 1969-1972 nie zdobył nigdy rozgłosu porównywalnego do kapitana Żbika. Ale na komiksowym bezrybiu Polski Ludowej i tak ta wojenno-sensacyjna opowieść cieszyła się solidnym zainteresowaniem młodzieży. Nawet pomimo faktu, że słuszna propaganda historyczna była w tym cyklu więcej niż natrętna.

Konrad Wągrowski

Batalion Czwartaków gromi Niemców, czyli Gwardia Ludowa w akcji. O pewnym cyklu komiksowym PRL-u
[ - recenzja]

Komiksowy cykl „Podziemny front”, wydawany pierwotnie w latach 1969-1972 nie zdobył nigdy rozgłosu porównywalnego do kapitana Żbika. Ale na komiksowym bezrybiu Polski Ludowej i tak ta wojenno-sensacyjna opowieść cieszyła się solidnym zainteresowaniem młodzieży. Nawet pomimo faktu, że słuszna propaganda historyczna była w tym cyklu więcej niż natrętna.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Nie jest to komiks kultowy. Nie doczekał się dziesiątek opracowań, analiz, dyskusji. Od wielu lat nie miał wznowień, ale i tak dawne zeszyty nie osiągają na aukcjach astronomicznych cen (sprawdzane na dzień pisania tego tekstu – komplet 9 zeszytów można kupić za 250 zł). Nie zbliżył się do statusu „Żbików”, „Relaxów”, czy nawet komiksowych wersji opowieści o kapitanie Klossie. Nie jest to też komiks wybitny – jego rysownicy, choć trzymają przyzwoity poziom, nie wspięli się tu na wyżyny swoich umiejętności. Scenariusze nie są złe, ale oczywiście przesycone propagandową treścią i wtórne wobec telewizyjnego pierwowzoru. Ale jednak z pewnością znajdzie się w Polsce solidna grupa 40- czy 50-latków, którzy pamiętają emocje podczas lektury „Podziemnego frontu”, którzy czekali na kolejne zeszyty z niecierpliwością i chętnie do nich wracali. Po prostu w PRL-owskich realiach każdy komiks był na wagę złota, a przyzwoicie napisane i narysowane historie wojenne i okupacyjne łatwo znajdowały swoich odbiorców. Bo przecież mówimy o pokoleniu wychowywanym na „Czterech pancernych”, na „Stawce większej niż życie”, na „Jarzębinie czerwonej”, „Kierunek Berlin”, „Ostatnie dni” – filmach Petelskich i Passendorfera. Można więc rzec, że wojna i okupacja była dla tego pokolenia tym, czym Marvelowskie opowieści dla współczesnej młodzieży. „Podziemny front” wpisywał się doskonale w te trendy.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Ale nie powinniśmy zaczynać tej opowieści od komiksu – on nie był pierwszy. Wszystko zaczęło się od serialu telewizyjnego, wyemitowanego pierwotnie w 1965 roku. Ten „Podziemny front” jest już prawie całkiem zapomniany, od lat praktycznie nie wznawiany (nie licząc emisji kilka lat temu w TVP Kultura), ale przecież pozostaje ważnym elementem historii polskiej telewizji. „Podziemny front”, składający się z siedmiu dwudziestokilkuminutowych odcinków to przecież zaledwie druga w dziejach TVP seryjna produkcja! Wyemitowana kilka miesięcy po prekursorskich „Barbarze i Janie”, a przed słynnymi „Kapitanem Sową na tropie” i „Wojną domową”! Choćby z tego powodu należy mu się pamięć.
Nie powinniśmy jednak zaczynać też tej opowieści od serialu. Bo najpierw była… historia. Dzieje, wydarzenia, relacje. Historia mocno zakłamana, historia podkoloryzowana, ale jednak opierająca się na faktycznych wydarzeniach. Wydarzeniach związanych z batalionem Gwardii Ludowej imienia Czwartaków.
To autentyczna jednostka. Stworzony w październiku 1943 roku oddział szturmowy Gwardii Ludowej (poprzedniczki Armii Ludowej, partyzantki komunistycznej), przeznaczony do zadań specjalnych. Swą nazwę wziął, jak przystało na komunistyczne odziały próbujące rozpaczliwie wywodzić się z polskiej historycznej tradycji, od legendarnego 4 Pułku Piechoty Liniowej Królestwa Kongresowego, wsławionego walkami w czasie Powstania Listopadowego, w szczególności w bitwie pod Olszynką Grochowską. Batalion im „Czwartaków” został sformowany jako pluton, rozszerzony do wielkości kompanii, wreszcie batalionu, liczył w maksymalnym składzie do kilkudziesięciu żołnierzy. W realiach okupacyjnych funkcjonował od października 1943 do sierpnia 1944 i wykonał kilkanaście akcji bojowych – zamachów na hitlerowskie kawiarnie, wykolejania pociągów, rozbrajania – najczęściej nie Niemców, ale granatowych policjantów. Następnie, co należy podkreślić, oddział wziął aktywny udział w powstaniu warszawskim, walcząc m.in. na Starówce u boku Armii Krajowej.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tak czy inaczej trudno nazwać te akcje jakoś specjalnie spektakularnymi, czy też mającymi jakikolwiek wpływ na losy wojny. Ale władza komunistyczna potrzebowała mitów, potrzebowała historii, do której mogła się odwoływać, trzeba było więc historię „Czwartaków” sztucznie nagłośnić i nadać jej pozory wielkiego wojennego wydarzenia. Pomógł w tym z pewnością fakt, że jednym z członków batalionu był późniejszy literat Bohdan Czeszko (to jego nazwisko wymieniają chłopcy w „Sposobie na Alcybiadesa” zapytani o to, kto napisał „Nad Niemnem”1)), który w stopniu starszego sierżanta pełnił funkcję szefa sztabu oddziału. Czeszko, autor sfilmowanego przez Wajdę „Pokolenia”, współscenarzysta m.in. „Krzyża Walecznych”, „Gangsterów i filantropów”, ale też zaangażowany działacz partyjny, miał z pewnością powody, by swe wojenne doświadczenia promować. Mając wspomniane wyżej doświadczenia filmowe, zabrał się za scenariusz serialu, który miał uwiecznić przewagi bojowe swoje i swego oddziału.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Czeszkę wsparł inny weteran Gwardii i Armii Ludowej. Mówię: wsparł, choć może jednak powinienem powiedzieć, że zainspirował? Bo wygląda na to, że to on mógł być ojcem chrzestnym całej tej historii. Generał Tadeusz Pietrzak w czasie wojny był dowódcą drugiego plutonu „Czwartaków”. Po wojnie jego kariera nabrała rozpędu. Wstąpił do MO, brał udział w walkach z oddziałami NSZ, piął się w górę. Komendant wojewódzki MO w Warszawie i Poznaniu, od 1963 roku generał brygady, od 1965 roku komendant główny Milicji Obywatelskiej, od 1968 wiceminister spraw wewnętrznych PRL. Miał ambicje literackie, napisał kilka książek o Armii Ludowej i swym w niej udziale. Pierwsza z nich, wydana w 1961 roku, nosiła tytuł… „Podziemny front” i opowiadała między innymi o kilku wydarzeniach przedstawionych później w serialu i komiksach: zamachu na Bar Podlaski, zniszczeniu linii telefonicznej, atakach na tory, czy akcji grupy spadochronowej.
Ekipę scenarzystów uzupełnił filmowiec Jerzy Bednarczyk. Choć dziś trudno to stwierdzić, można zakładać, że Pietrzak odpowiadał w tej trójce za pomysły, Czeszko zadbał o literacki sznyt i dialogi, a Bednarczyk o zgodność z wymogami sztuki filmowej/telewizyjnej. Na reżyserskim krześle zasiadł Hubert Drapella (późniejszy twórca „Samochodzika i Templariuszy” czy „Znaku orła”)2), a w obsadzie znalazło się co najmniej kilku uznanych wówczas czy dziś aktorów – Jan Kreczmar, Jan Englert, Stefan Friedman, Jerzy Turek, Iga Cembrzyńska, Krystyna Stypułkowska, Ewa Wiśniewska, Wiesław Michnikowski. Pierwszy odcinek serialu pojawił się na ekranach stosunkowo jeszcze wówczas nielicznych polskich telewizorów 17 kwietnia 1965 roku.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Serial nie odniósł sukcesu, ani w czasie premiery, ani w późniejszych latach. Nawet pomimo regularnego recyclingu starych produkcji w PRL-owskiej telewizji trudno mówić o bardzo częstych powtórkach. Wiadomo o pierwszej emisji w 1965, serial ponownie pokazano w 1971 i 1974 i… chyba tyle. Najlepszym dowodem na to, że zbyt często nie był emitowany jest to, że większość dzisiejszych pięćdziesięciolatków „Podziemny front” kojarzy jednak z komiksem.
Czemu tak się stało? Scenariusze odcinków nie były najgorsze, a przecież produkcje wojenne wówczas z braki innych sensacji oglądało się nagminnie. Wydaje się, że zadecydowały o tym dwa czynniki. Po pierwsze, silna warstwa ideologiczno-propagandowa. Owszem, była takowa obecna i w „Czterech pancernych” i w „Stawce większej niż życie”, ale w pierwszym z nich została skutecznie przysłonięta przez dynamiczną warstwę przygodową i humor, a w drugim przez solidną i wciągającą treść sensacyjno-szpiegowską. Oba te seriale były po prostu przede wszystkim dobrą rozrywką. Tymczasem „Podziemny front” był śmiertelnie poważny i napuszony. Bohaterowie rzadko rozmawiają – przeważnie wygłaszają deklaracje (w szczególności tyczy to oficerów, którzy myślą jedynie o partii, walce, komunistycznych ideach). Po drugie, znów w przeciwieństwie „Czterech pancernych”, nikt w „Podziemnym froncie” nie zaprząta sobie głowy, by przedstawić nam pełnokrwistych bohaterów, z którymi moglibyśmy się utożsamiać. Wyraźnie twórców interesuje „bohater zbiorowy”, bardzo niewiele miejsca poświęcone jest temu, byśmy jakoś poznali osoby pojawiające się w serialu. Co więcej – przeważnie nie pojawiają się na długo. Ledwo zdążymy się do kogoś przyzwyczaić, ta postać znika. Ginie, albo po prostu w kolejnych odcinkach zupełnie inni AL-owcy zajmują jej miejsce. Trudno więc, aby tak napisany serial budził emocje i zachęcał do ponownych seansów.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Czytelnicy, którzy dobrze znają komiksową adaptację łatwo zauważą, że wiele z tych błędów zostało w komiksie naprawionych. Ideologia i deklaracje nie są tak powszechne jak w serialu (i zwykle wyrzucone na dodatkowe strony, poza fabułę komiksu), zdecydowano się też na bohaterów prowadzących całą fabułę – takie postacie jak „Zbyszek”, „Stefan” czy „Marysia” powracają w prawie każdym zeszycie.
W 1965 nie wiedziano oczywiście, że serial nie zaznaczy swego miejsca w historii telewizji (a może po prostu tym się nie przejmowano) i po siedmiu odcinkach okupacyjnych dokręcono kontynuację – „Powrót doktora von Kniprode”. Był to podzielony na dwa odcinki (47 i 58 minut, więc wyraźnie dłużej niż w serialu) film telewizyjny, w którego akcja toczy się już w 1945 roku, a jej tematem jest pościg za głównym szwarccharakterem serialu – SS-mannem Heinrichem von Kniprode. Akcja pierwszego odcinka toczy się podczas wojny w pomorskim majątku niemieckiego zbrodniarza, zdobywanym przez polskich żołnierzy, sceneria drugiego to już Berlin po kapitulacji Rzeszy. Nad filmem pracowała ta sama trójka scenarzystów, reżyserii podjął się ponownie Hubert Drapella. Pięć lat później dokładnie ta sama ekipa stała za zupełnie osobnym, pełnometrażowym filmem kinowym „Pułapka”, którego akcja toczy się już po wojnie na Śląsku. Osoby znające komiks z pewnością rozpoznają te fabuły – to na ich podstawie stworzone scenariusze trzech ostatnich odcinków komiksowego cyklu.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
I tak nareszcie dotarliśmy do naszego głównego tematu – adaptacji komiksowej. Pierwsze zeszyty, opublikowane przez wydawnictwo „Sport i Turystyka” pojawiły się w 1969 roku, ostatni, dziewiąty, wydany został w 1972. Całość doczekała się wznowienia w roku 1979 (i z pewnością wiele osób, w tym autor tego tekstu, zna je z właśnie tej edycji). Zeszyty 1-6 rysował Mieczysław Wiśniewski, potem jednak zmuszony został porzucić serię, gdy dostał propozycję pracy przy rysunkowych przygodach kapitana Klossa, serię wówczas przejął jeden z naszych najsłynniejszych twórców komiksowych Jerzy Wróblewski.
Jak doszło do tej adaptacji? Takie pytanie zadaje Bartosz Kurc Mieczysławowi Wiśniewskiemu w wywiadzie opublikowanym w 2004 roku w książce „Trzask Prask”:
„Kto wpadł na pomysł wersji komiksowej? „Podziemny front” powstał na zlecenie Głównego Zarządu Politycznego. Poprosili mnie, bym zaprojektował znaczek serii i rysowanie komiksu. Dlaczego nie? (…)”
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Główny Zarząd Polityczny Wojska Polskiego to instytucja obecna w polskiej armii w latach 1944 – 1989, sprawujące polityczną i ideologiczną kontrolę nad armią. Krótko mówiąc – było to wojskowe ramię PZPR, dbające tamże o czystość ideową. Jednym z oddziałów GZP był oddział propagandy i agitacji – i tam zapewne należy szukać źródeł stworzenia komiksowego „Podziemnego frontu”. Bo przecież z tym komiksem nie było inaczej niż z „Kapitanem Żbikiem” – władze za pomocą młodzieżowego medium, próbowały dotrzeć ze swą propagandą do młodych odbiorców. Tak jak „Żbik” promował nowe oblicze Milicji Obywatelskiej, tak „Podziemny front” miał przypominać o słusznej wersji historii, w której to PPR robotniczą była wiodącą siłą niepodległościową w czasie II wojny światowej.
Ale kto właściwie stworzył scenariusz? Nie wiadomo, na komiksie nie pojawia się żadna informacja, w źródłach wszędzie figuruje „brak danych”. Ale pobawmy się w śledztwo.
Oddajmy znów głos Mieczysławowi Wiśniewskiemu w rozmowie z Bartoszem Kurcem:
„Kto był scenarzystą serii? Nie wiem. Jakiś oficer, który brał udział w zamachu chyba na Kuczerę3). Każdy zeszyt przeznaczony był na jakieś wydarzenie. Zamach na Cafe Club, odbicie więźniów z Pawiaka i właśnie zamach na Kuczerę.”
Niestety, nie ma w tej odpowiedzi zbyt wiele sensu albo po 40 latach rysownika po prostu zawodzi pamięć. Nie ma żadnej możliwości, by scenariusz pisał jakikolwiek żołnierz, który brał udział w zamachu na Franza Kutscherę (1 lutego 1944) z dwóch prostych powodów. Po pierwsze ta akcja była zorganizowana i przeprowadzona wyłącznie przez Armię Krajową i nikt z AL w niej nie uczestniczył, trudno też sobie wyobrazić by oficer AK był członkiem Głównego Zarządu Politycznego WP. Po drugie – bo naprawdę mało kto z ekipy biorącej udział w zamachu przeżył wojnę. Akcja „Kutschera” oczywiście nie była też tematem żadnego z komiksów z tych samych powodów, żaden komiks nie opowiadał też o odbijaniu więźniów z Pawiaka, a i „Zamach” był opowieścią o ataku na inny lokal, nie Cafe Club.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Co więc zostaje z tej opowieści? Jakiś oficer. Czy może to być ktoś z trójki scenarzystów filmu? To całkiem prawdopodobne, komiksy mają bardzo zbliżone fabuły, choć zmodyfikowane, widać tu pracę adaptacyjną, ale też naprawianie pewnych błędów. Poza tym nieprzypadkowo kolejne zeszyty oparte są na „Powrocie doktora von Kniprode” i „Pułapce”, za którymi stała ta sama trójka. Czeszko? Bednarczyk? Żaden z nich nie był oficerem. Zostaje więc Tadeusz Pietrzak i wiele na niego wskazuje. Po pierwsze – jest aktywnym wojskowym. Po drugie – ma ambicje literackie, napisał już kilka książek o swej historii, lubi ją promować. Po trzecie – to on najbardziej przywiązany jest do tytułu „Podziemny front”, taki nadał swej pierwszej książce, taki był tytuł serialu. Dodajmy też, że rozdział o akcji spadochroniarzy nosi w książce taki samy tytuł jak w komiksie – „Skok za front” (w serialu będzie to „Ostatni pojedynek”), a wśród towarzyszy broni autora książki pojawiają się postacie o znanych później z komiksu pseudonimach „Stefan”, „Zbyszek”, „Stary”. Poza czwarte wreszcie – Pietrzak cenił popkulturę, Mateusz Szlachtycz w swojej książce „Kapitan Żbik. Portret pamięciowy” nazywa go wręcz ojcem chrzestnym słynnego komiksowego milicjanta. Myślę więc, że to właśnie Tadeuszowi Pietrzakowi należy przypisać scenariusz komiksu, choć nie można wykluczyć, że Bohdan Czeszko też miał jakiś w tym udział. Nie szukałbym jednak twórców poza scenarzystami serialu.
Chyba wystarczy już tego wstępu i tych śledztw. Przyjrzyjmy się każdemu komiksowi z osobna. O pierwszym zeszycie przeczytacie za tydzień.
koniec
9 sierpnia 2020
1) „— Słabiński, kto napisał „Latarnika”? — Żeromski… On siedział w latarni na Rozewiu, ja tam byłem. — Znakomicie. A może wiesz także, kto napisał „Chama”? Słaby zamyślił się. — „Chama”? — No… „Chama”, „Nad Niemnem” … — „Chama nad Niemnem”? Profesorowie spojrzeli po sobie ze zgrozą. Tylko jeden gimnastyk, pan Nierucha, który zawsze darzył nas sympatią, usiłował ratować sytuację. Usłyszeliśmy jego niewyraźny szept: — …rzeszko… — Więc kto? — zapytał surowo pan Żwaczek. — Czeszko — wypalił Zasępa.” (Edmund Niziurski – „Sposób na Alcybiadesa”)
2) Pierwsze dwa odcinki wyreżyserował Seweryn Nowicki, dla którego było to jedyne życiowe doświadczenie telewizyjne w roli reżysera – później zajmował się raczej reżyserią dubbingu.
3) Pisownia oryginalna.

Komentarze

15 VIII 2020   07:17:17

Czy mógłbym się dowiedzieć, w jaki sposób ustalił Pan rok publikacji pierwszych zeszytów na 1969? Seria nie jest datowana w zeszytach, a Przewodnik Bibliograficzny podaje rok 1970?

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

A imiona ich Marek, Mateusz, Łukasz i Jan…
Sebastian Chosiński

4 XII 2020

To nie wina polskiego wydawcy, ale autorów komiksu – przede wszystkim Alexa Alice’a – że najpierw poznaliśmy historię późniejszą (w postaci tetralogii „Trzeci testament”), a dopiero później wydarzenia ją, choć niekoniecznie bezpośrednio, poprzedzające (w pięcioksięgu „Trzeci testament: Juliusz”). Teraz Egmont postanowił przypomnieć – w jednym zbiorczym tomie – opowieści o czterech ewangelistach: Marku, Mateuszu, Łukaszu i Janie.

więcej »

To nie ma prawa się udać
Maciej Jasiński

3 XII 2020

W ubiegłym roku wydawnictwo Egmont wypuściło na rynek pierwszy album zbiorczego wydania „Przygód wielkiego wezyra Iznoguda”. Teraz, zgodnie z zapowiedzią, doczekaliśmy się drugiego tomu, w którym znalazły się oryginalne albumy 5-8. To oznacza, że mamy tu też materiały premierowe w Polsce, bowiem jeden z owych komiksów nie ukazał się przy okazji pierwszej edycji sprzed blisko 20 lat.

więcej »

Gdzie jest magia?
Marcin Knyszyński

3 XII 2020

„Księgi magii” są czwartym tytułem nowej inicjatywy wydawniczej Detective Comics – „Sandman Uniwersum”. Pierwsze tomy trzech z nich już znamy – było „Śnienie”, „Dom szeptów” i „Lucyfer”. Teraz przyszła pora na rozpoczęcie ostatniej – oto nastolatek z problemami, niby nic zaskakującego. Tylko, że tak naprawdę to nie jest zwyczajny chłopak a i przeciwności losu, z jakimi się zmaga, wcale nie są standardowe. Ale o tym za chwilę.

więcej »

Polecamy

Umarł król, niech żyje król!

Legendarna Historia Polski:

Umarł król, niech żyje król!
— Marcin Osuch

Gryzonie zemsty
— Marcin Osuch

Zanim pojawił się wiedźmin
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Gdy milicji przydaje się pomoc…
— Sebastian Chosiński

Nadzieja w Montanie
— Sebastian Chosiński

Krótko o komiksach: Winchestery i bandyci
— Marcin Osuch

Krótko o komiksach: Kapitan Żbik - Wiszący rower
— Marcin Osuch

Esensja czyta dymki: Luty 2018 (2)
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch

Nasz człowiek w Rio Klawo
— Konrad Wągrowski

Wróblewski był pierwszy!
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta dymki: Październik 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Po prostu Relax!
— Marcin Osuch

Kapitan Żbik: Gdy do akcji wkracza SB, zabawa kończy się
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Po co nam te pierwiastki
— Konrad Wągrowski

Kroniki młodych Indiana Jonesów
— Konrad Wągrowski

Jak zbudować fosę wypełnioną lawą
— Konrad Wągrowski

Wrogowie publiczni
— Konrad Wągrowski

Reacher Yojimbo
— Konrad Wągrowski

Perła obyczajowego komiksu
— Konrad Wągrowski

Powrót do pięknej epoki
— Konrad Wągrowski

Co cechuje dżentelmena?
— Konrad Wągrowski

Pomścić córkę!
— Konrad Wągrowski

Wiedźmin #4: Życzę wam, szlachetni panowie, byście w chwili śmierci…
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.