Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 czerwca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Grzegorz Rosiński, Barbara Seidler
‹Legendarna Historia Polski #1: O Smoku Wawelskim i królewnie Wandzie›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLegendarna Historia Polski #1: O Smoku Wawelskim i królewnie Wandzie
Scenariusz
Data wydania1974
RysunkiGrzegorz Rosiński
Wydawca Sport i Turystyka
CyklLegendarna Historia Polski
Gatunekfantasy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Legendarna Historia Polski: Zanim pojawił się wiedźmin
[Grzegorz Rosiński, Barbara Seidler „Legendarna Historia Polski #1: O Smoku Wawelskim i królewnie Wandzie” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Rok 1970 zakończył siermiężną epokę Gomułki. Nastała era Gierka. Miało być nowocześnie, jak na Zachodzie. Polska miała być gospodarczą potęgą, przysłowiową drugą Japonią. Kraj otwierał się na świat, także w dziedzinie komiksu. Ba, miał je nawet eksportować.

Marcin Osuch

Legendarna Historia Polski: Zanim pojawił się wiedźmin
[Grzegorz Rosiński, Barbara Seidler „Legendarna Historia Polski #1: O Smoku Wawelskim i królewnie Wandzie” - recenzja]

Rok 1970 zakończył siermiężną epokę Gomułki. Nastała era Gierka. Miało być nowocześnie, jak na Zachodzie. Polska miała być gospodarczą potęgą, przysłowiową drugą Japonią. Kraj otwierał się na świat, także w dziedzinie komiksu. Ba, miał je nawet eksportować.

Dziękuję paniom Barbarze Seidler i Barbarze Hollender za pomoc przy tworzeniu tekstów poświęconych serii „Legendarna historia Polski”

Grzegorz Rosiński, Barbara Seidler
‹Legendarna Historia Polski #1: O Smoku Wawelskim i królewnie Wandzie›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLegendarna Historia Polski #1: O Smoku Wawelskim i królewnie Wandzie
Scenariusz
Data wydania1974
RysunkiGrzegorz Rosiński
Wydawca Sport i Turystyka
CyklLegendarna Historia Polski
Gatunekfantasy
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Samowystarczalność gospodarcza oraz oszczędzanie przestały być politycznym dogmatem. Polska miała zostać wpięta w światowy system gospodarczy, a Polacy mieli zacząć konsumować. Aby tak się stało, przemysł musiał zaoferować produkty o znośnej jakości w odpowiedniej ilości. Zaczęło się więc kupowanie zachodnich licencji – Fiat 126, autobusy Berliet, traktory Massey-Fergusson i wiele innych. Nastąpiło szersze otwarcie kraju, oczywiście nadal w kategoriach systemu socjalistycznego. Być może z tego właśnie powodu, z pozytywnym przyjęciem tzw. decydentów spotkała się propozycja Fundacji Kościuszkowskiej, aby jako narzędzie mające posłużyć we wzmocnieniu więzów Polonii z krajem wykorzystać komiks. Zapadła decyzja o stworzeniu serii zeszytów komiksowych, które mogłyby zainteresować potencjalnych odbiorców, czyli amerykańskich Polonusów. Realizując ten cel, przyjęto dwa podstawowe założenia; po pierwsze komiksy powinny być ideologicznie neutralne. W końcu Polonia to ludzie żyjący na Zachodzie i z dużym prawdopodobieństwem socjalistycznej propagandy nie kupią. Aby założenie zrealizować, przyjęto, że tematyka serii będzie poświęcona polskim legendom. Po drugie, zeszyty miały być dwujęzyczne; z jednej strony komiksy mogły czytać osoby słabiej znające język przodków, z drugiej – pojawiał się walor edukacyjny.
Skoro znamy już genezę serii, pojawia się drugie pytanie: dlaczego seria wystartowała akurat od legend o Smoku Wawelskim i o Wandzie? Przyczyny mogą być dwie. Po pierwsze, obydwie historie są bodaj najbardziej znanymi mitami nawiązującymi do okresu sprzed powstania państwa polskiego. Po drugie (i kto wie czy nie ważniejsze), można założyć, że bardzo duża część polskich emigrantów miała już do czynienia z komiksową wersją obydwu tych legend. Mowa o napisanych przez Kornela Makuszyńskiego i zilustrowanych przez Mariana Walentynowicza baśniach „O smoku wawelskim” i „Wanda leży w naszej ziemi”. Nie są to klasyczne komiksy, patrząc z perspektywy dzisiejszej, ale jednak bliżej im do tej formy wyrazu niż do ilustrowanej, nawet bogato, książki.
W przeciwieństwie do opisywanej przeze mnie serii „Pilot śmigłowca”, w przypadku „Legend polskich” dużo więcej wiadomo na temat osoby scenarzystki, Barbary Seidler. Urodzona w Warszawie w 1930 roku, w czasie wojny działała w Szarych Szeregach i brała udział w Powstaniu Warszawskim. Skończywszy po wojnie studia prawnicze, pracowała kolejno w „Życiu Warszawy”, „Po Prostu”, „Nowej Kulturze”, „Życiu Literackim”, „Prawie i Życiu”. Jest autorką kilkunastu książek reportażowych, pisała także scenariusze do filmów dokumentalnych. I oczywiście scenariusze do komiksów, dwa z cyklu „Kapitan Żbik” – „Gdzie jest jasnowłosa” i „Wyzwanie dla silniejszego” (obydwa wspólnie z Wandą Falkowską) oraz serie „Legendarna historia Polski” i „Początki państwa polskiego”. Skąd u prawniczki i pisarki nagłe zainteresowanie historyjkami rysunkowymi? Wszak to nie Belgia, gdzie szanowany dyrektor firmy Philips rzuca dobrze płatną posadę i bierze się za scenariusze komiksowe, a wszyscy podchodzą takiej wolty ze zrozumieniem. Barbara Seidler była dobrą znajomą Alfreda Górnego, ówczesnego dyrektora wydawnictwa Sport i Turystyka. Propozycja Fundacji Kościuszkowskiej trafiła na jego biurko i to on zaproponował dziennikarce napisanie scenariuszy do wspomnianej serii. Górny nie był przypadkową osobą, miał dobre relacje na najwyższych szczeblach ówczesnej władzy. Utrzymywał m.in. bliską znajomość z Józefem Cyrankiewiczem. To w dużym stopniu może tłumaczyć brak jakichkolwiek problemów scenarzystki z cenzurą.
Z relacji Barbary Seidler wyłania się interesujący obraz kwestii wyboru rysownika. Z dzisiejszej perspektywy trudno sobie wyobrazić w tej roli kogoś innego niż Grzegorz Rosiński, ale okazuje się, że wcale tak nie musiało być. Scenarzystka pierwsze kroki skierowała do swojego przyjaciela Jana Marcina Szancera, jednego z najbardziej utytułowanych polskich ilustratorów i grafików, a jednocześnie profesora warszawskiej ASP. Szancer jednak odmówił, polecając jednocześnie Seidlerowej jednego ze swoich absolwentów, posługującego się kreską podobną do swojej. Scenarzystka po spotkaniu z rysownikiem zaakceptowała jego kandydaturę i tak do pracy przy „Legendach polskich” trafił przyszły współautor „Thorgala”. Rosiński nabrał już wtedy solidnego doświadczenia komiksowego przy „Kapitanie Żbiku”, dopracował swój styl i, eksperymentując na boku (narysowana do szuflady „Najdłuższa podróż”) szukał kolejnych wyzwań. Być może już wtedy uczestniczył w rozmowach na temat projektu, który ostatecznie przybrał formę magazynu „Relax”, a być może wręcz miał już dosyć wspomnianego „Żbika”. Tematyka „Legend polskich” otwierała przed rysownikiem całkiem nowy świat, wtedy jeszcze to słowo nie funkcjonowało powszechnie, ale dzisiaj właśnie znajmy jego nazwę – „fantasy”. A przecież to właśnie Rosiński stał się później mistrzem w kreowaniu tego typu światów w „Thorgalu”, „Szninklu” i „Skardze utraconym ziem”.
Z jakiegoś powodu uznano, że na pierwszy zeszyt składać się będą dwie historie. I zgodnie z tytułem, „O Smoku Wawelskim i królewnie Wandzie”, dzielą się objętością komiksu po połowie. Niemniej jednak już na okładce dominuje ta druga opowieść, zajmując praktycznie dwie trzecie powierzchni. Część okładki poświęcona Smokowi Wawelskiego ma charakter czarno-żółtego pergaminu jakby przyczepionego do zasadniczej ilustracji.
Na pierwszej stronie komiksu w oczy rzucają się dwie rzeczy. Przede wszystkim dwujęzyczność narracji, język polski i język obcy rozróżnione są kolorami. Widać, że sporo wysiłku musiał włożyć rysownik w odpowiednie rozplanowanie planszy, aby zmieścić taką ilość tekstu. Druga sprawa – sposób rysowania postaci. Być może Rosiński nie czuł się jeszcze zbyt pewnie w konwencji fantasy i wzmocnił graficzny przekaz przez przerysowaną stylistykę. Przejawia się ona w przysadzistych, krępych sylwetkach ludzi z karykaturalnymi rysami twarzy. Maniera ta dotknęła praktycznie wszystkie postaci z wyjątkiem głównego bohatera, Sławka. Tylko on zachował naturalne (jak na młodego chłopca) proporcje ciała. A skoro jesteśmy przy głównej postaci… Zarówno u Makuszyńskiego, jak i w niektórych, archiwalnych wersjach legendy, pogromcą smoka był szewczyk Skuba. Barbara Seidler imię to zachowała dla mistrza szewskiego, u którego Sławko terminował.
Tutaj warto wspomnieć, że wersja legendy, w której z gadem rozprawia się ktoś z okolic szewskiej profesji, nie jest jedyną. Najstarszy zapis na ten temat znajdziemy w „Kronice polskiej” Wincentego Kadłubka z przełomu XII i XIII wieku. W przypadku dzieła krakowskiego biskupa uwagę zwracają dwie sprawy. Po pierwsze, u Kadłubka obydwie historie (o smoku i o Wandzie) stanowią jedną spójną całość. Po drugie, nie było tam żadnego szewca, Krak kazał rozprawić się ze smokiem swoim dwóm synom. Zadanie wykonali, ale to właśnie rozprawę z potworem młodszy z nich wykorzystał, aby pozbyć się konkurenta do tronu. W przypadku historii autorstwa Seidler i Rosińskiego sprawa jest prosta i krótka. Sławko wpada na pomysł, aby smokowi podłożyć baranią skórę wypełnioną smołą i siarką. Gad połyka przynętę i pęka, próbując zgasić palącą jego wnętrzności truciznę wodą z Wisły. W uzupełnieniu do strony graficznej warto wspomnieć, że Rosiński, rysując smoka, składa hołd dziełu Walentynowicza i Makuszyńskiego, wprowadzając jednocześnie jego postacią odrobinę pierwiastka humorystycznego.
Elementów humorystycznych nie znajdziemy w legendzie o Wandzie, która jest opowieścią na wskroś dramatyczną. Zaczyna się do śmierci Kraka, po której na tron wstępuje jego najstarszy syn. W komiksie dopiero teraz ma miejsce bratobójstwo, a ponieważ zostaje ono odkryte, morderca musi uciekać i tron pozostaje pusty. Wielmożowie, chcąc zachować dynastyczną ciągłość władzy, składają propozycję nie do odrzucenia córce Kraka, Wandzie. Początki panowania młodej królowej są sielankowe, dzieci się rodzą, kmiecie zbierają obfite plony, żyć nie umierać. Ale nic, co dobre, nie trwa wiecznie. Ziemie znajdujące się pod panowaniem Wandy najeżdżają Niemcy. Co ciekawe, w komiksie jest napisane wyraźnie, że chodzi o najazdy na „polskie sioła i grody”. Jest to nieco naciągane podejście, gdyż historycznie były to tereny plemienia Wiślan, do państwa Piastów włączone pod koniec X wieku. Przejdźmy nad tym do porządku dziennego, w końcu to legenda i komiks. Wanda zbiera zbrojnych i rusza na wroga (krzycząc „Vorwarts!”1)). Bitwa jest wygrana, ale najeźdźcy nie odpuszczają. Niemiecki przywódca Rytygier uznaje, że jak nie siłą, to sprytem i postanawia się oświadczyć Wandzie. Ta, nie chcąc wyjść za Niemca, a jednocześnie pragnąc uniknąć dalszych wojen, popełnia samobójstwo, rzucając się w nurty Wisły. Zasmuceni podwładni, aby uczcić ukochaną królową, postanowili usypać jej kopiec.
Rysunek Rosińskiego w „Wandzie” pozostaje spójny z tym w poprzedniej historii, utrzymując baśniowy nastrój przerysowany postaciami. Jedynie Wandzie i jej braciom nadał rysownik w pełni realistyczne proporcje. Cóż, bez tego pewnie trudno byłoby legendarną królową uznać za piękną.
Opowieść „O smoku wawelskim i królewnie Wandzie” Seidlerowej i Rosińskiego utrwala klasyczną wersję i wyobrażenie obydwu legend. Ale, jako że tematyka była wdzięczna dla komiksowej narracji, to i wątki były podejmowane przez kolejnych twórców. Andrzej Nowakowski obydwie historie wykorzystał w swojej sadze o Domanie. Natomiast sam motyw próby pozbycia się smoka za pomocą zatrutego barana pojawił się w „Wiedźminie” („Granica możliwości”) oraz, a jakże, w „Kajku i Kokoszu” („Cudowny lek”).
Komiksy miały być rozpowszechniane w Stanach Zjednoczonych, stąd ich bardzo wysoki poziom edycyjny jak na warunki PRL. Błyszcząca kartonowa okładka, wysokiej jakości papier w środku, porządnie sklejony grzbiet i nieco powiększony format. Ta wysoka jakość zachowana została przy pierwszym wydaniu przeznaczonym na polski rynek (Warszawa 1974), przy kolejnych edycjach było już nieco gorzej. Nawiązaniem do amerykańskich tradycji komiksowych było nadanie serii własnego logo, analogicznie zresztą jak w przypadku innych serii wydawanych przez Sport i Turystykę. W tym przypadku jest to, umieszczony w lewym górnym rogu okładki, orzeł przypominający godło króla Kazimierza Wielkiego, ale pozbawiony korony. Warto jeszcze zwrócić uwagę, że chociaż o serii mówi się potocznie „Legendarna historia Polski” lub „Legendy polskie”, to na żadnym z zeszytów nazwa ta nie została umieszczona.
Zeszyt został wydany w czterech wersjach dwujęzycznych – angielskiej, francuskiej, niemieckiej i rosyjskiej, w nakładzie 20275 egzemplarzy (pierwsze wydanie) i doczekał się jeszcze trzech wznowień w czasach PRL. Nieco później wydana została wersja wyłącznie rosyjskojęzyczna, w całości przeznaczona na rynek radziecki. Bardzo możliwe, że był to pierwszy komiks wydany w ZSRS.
koniec
15 listopada 2020
1) Niniejszy tekst piszę trzymając w ręku wersję polsko-niemiecką.

Komentarze

18 XI 2020   08:46:05

BTW Germański wódz Rytygier u Rosińskiego jest stylizowany na Adolfa Hitlera.

BTW 2 Nie wiadomo nawet czy wawelski potwór był smokiem. Kadłubek nazywa go olophagus, a smocze przymioty otrzymał znacznie później.

BTW 3 Zoolodzy i paleontolodzy w końcu uznali istnienie smoków. ;-) Archozaur z triasu odkryty pod Krakowem otrzymał nazwę systematyczną "smok" i tak jest nazywany również w innych językach.
https://en.wikipedia.org/wiki/Smok_(archosaur)

18 XI 2020   11:41:32

ad BTW tak dokładnie, to na Hitlera stylizowany jest posłaniec Rytygiera

18 XI 2020   12:25:52

@Marcin
Tak, racja... Skleroza.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

(Nie)zgrane motywy
Marcin Osuch

22 VI 2021

„Fistaszki zebrane 1997-1998” to już dwudziesty czwarty tom z przygodami Charliego Browna i jego paczki. Czy po pięćdziesięciu bez mała latach można jeszcze w tych historyjkach znaleźć coś nowego, coś ciekawego? To zależy od tego, jak na to spojrzymy.

więcej »

Siła przyjaźni ponad strachem
Dagmara Trembicka-Brzozowska

21 VI 2021

Trudno o cieplejsze opowiastki dla dzieci niż te z „Malutkiego Liska i Wielkiego Dzika”.

więcej »

Nawet maszyna do zabijania chce pokoju
Paweł Olejniczak

20 VI 2021

Po ostatnich przejściach, kiedy Bloodshot musiał polować na innych nosicieli nanitów, by zapobiec tragedii, minęło trzydzieści lat. Teraz wraz z Magią żyje w postapokaliptycznym świecie, gdzie niedobitki ludzkości egzystują pod jarzmem korporacji lub muszą sobie radzić same. Nie jest to łatwe, nawet gdy jest się niepokonanym i niemal nieśmiertelnym wojownikiem.

więcej »

Polecamy

Smętny finał

Tajemnica złotej maczety:

Smętny finał
— Konrad Wągrowski

Stukasy, Wellingtony, Halifaksy!
— Konrad Wągrowski

O wolność waszą i naszą
— Konrad Wągrowski

Na wielbłądzie boli tyłek
— Konrad Wągrowski

Z Łosiem na łowy
— Konrad Wągrowski

Przybywając do PRL-owskiego raju
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Hrabia Monte Skarbek
— Dagmara Trembicka-Brzozowska

Ten Polak to wspaniały zawodnik!
— Konrad Wągrowski

Krótko o komiksach: Opowieść kompletna
— Marcin Osuch

Klasycznie i od nowa
— Dagmara Trembicka-Brzozowska

Prosta historia
— Marcin Knyszyński

Hrabia Mieszko Skarbek
— Paweł Ciołkiewicz

Krótko o komiksach: Agent Żbik i brylanty
— Dagmara Trembicka-Brzozowska

Pilot śmigłowca: Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Pilot śmigłowca: Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Pilot śmigłowca: Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Tegoż autora

(Nie)zgrane motywy
— Marcin Osuch

Pierwsze polskie postapo?
— Marcin Osuch

Śladami Kajka i Kokosza
— Marcin Osuch

Troszkę słabiej, ale nadal doskonale
— Marcin Osuch

Ile to jest w kocich minutach?
— Marcin Osuch

Stary, dobry Garfield
— Marcin Osuch

Wzbudza strach w ofiarach na całym świecie
— Marcin Osuch

Za dużo wątków
— Marcin Osuch

Pozorna sztampa
— Marcin Osuch

Byle nie na Itakę
— Marcin Osuch

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.