Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 kwietnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCIV

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Alex Ross, Mark Waid
‹Kingdom Come. Przyjdź królestwo›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKingdom Come. Przyjdź królestwo
Scenariusz
Data wydania24 lutego 2021
RysunkiAlex Ross
PrzekładMaciej Drewnowski, Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca Egmont
CyklLiga Sprawiedliwości, DC Deluxe
ISBN9788328149243
Format360s. 180x275mm
Cena119,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Niekończąca się bitwa
[Alex Ross, Mark Waid „Kingdom Come. Przyjdź królestwo” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Oto za sprawą Egmontu, z miesięcznym opóźnieniem, pojawił się właśnie w Polsce jeden z najgłośniejszych i chyba najważniejszych komiksów w historii uniwersum Detective Comics. Mogliśmy go przeczytać już szesnaście lat temu – jeśli ktoś przegapił, teraz ma szansę nadrobić. Choć w przypadku tego komiksu sprawa jest jasna – powinni to uczynić przede wszystkim fani komiksu superbohaterskiego.

Marcin Knyszyński

Niekończąca się bitwa
[Alex Ross, Mark Waid „Kingdom Come. Przyjdź królestwo” - recenzja]

Oto za sprawą Egmontu, z miesięcznym opóźnieniem, pojawił się właśnie w Polsce jeden z najgłośniejszych i chyba najważniejszych komiksów w historii uniwersum Detective Comics. Mogliśmy go przeczytać już szesnaście lat temu – jeśli ktoś przegapił, teraz ma szansę nadrobić. Choć w przypadku tego komiksu sprawa jest jasna – powinni to uczynić przede wszystkim fani komiksu superbohaterskiego.

Alex Ross, Mark Waid
‹Kingdom Come. Przyjdź królestwo›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKingdom Come. Przyjdź królestwo
Scenariusz
Data wydania24 lutego 2021
RysunkiAlex Ross
PrzekładMaciej Drewnowski, Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca Egmont
CyklLiga Sprawiedliwości, DC Deluxe
ISBN9788328149243
Format360s. 180x275mm
Cena119,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Umierający w szpitalu Wesley Dodds, słynny Sandman Złotej Ery, mówi siedzącemu w nogach łóżka pastorowi Normanowi McCayowi, że nadchodzi Armageddon. Apokalipsa opisana przez Świętego Jana już niedługo się zacznie – ale zamiast demonów, aniołów śmierci, plag i bestii wezmą w niej udział superbohaterowie. Norman McCay sam zaczyna wkrótce doświadczać apokaliptycznych wizji – świat płonie i nic nie jest w stanie go uratować. Gdy do pastora przybywa tajemnicza istota spoza czasu, znana fanom Detective Comics znają jako Spectre i staje się dla bohatera staje się kimś w rodzaju ducha przyszłych Świąt Bożego Narodzenia, a sam McCay przyjmuje rolę Jana Ewangelisty, wiemy już, że nie mamy do czynienia ze zwykłym komiksem superbohaterskim. Mark Waid i Alex Ross stworzyli dzieło, które wychodzi poza sztywne ramy historii obrazkowych ze świata DC – „Kingdom Come” jest metakomiksem opisującym pewien trend powstały w latach dziewięćdziesiątych i przeciwstawiającym mu wartości, o których wielu twórców w tamtych czasach zdawało się już nie pamiętać.
Pomysłodawcą całej historii był grafik. W roku 1994 Alex Ross przedłożył włodarzom DC skrypt wymyślonej przez siebie opowieści o świecie przepełnionym superbohaterami i chylącym się ku upadkowi. Ross o wiele lepiej rysował niż pisał, więc do stworzenia szczegółowego scenariusza zaproszono Marka Waida – faceta, który był (i jest nadal) chodzącą encyklopedią uniwersum Detective Comics. Czteroodcinkowa miniseria, której tytuł zmieniano podczas prac wielokrotnie, ukazała się drukiem między majem a sierpniem 1996 roku i z miejsca została okrzyknięta jedną z najważniejszych historii ze świata DC, jakie kiedykolwiek napisano. Oto kolejny komiks rewizjonistyczny, który, dekadę po takich milowych kamieniach jak „Powrót mrocznego rycerza” Franka Millera i „Strażnicy” Alana Moore’a, nadal ma wiele ciekawego do powiedzenia na temat tego, w jakiej kondycji jest i w jakiej powinien być komiks superbohaterski.
„Kingdom Come” należy do „DC Elseworlds” – czyli pozostaje poza głównym kontinuum, co pozwoliło na swobodne przedstawienie wydarzeń z przyszłości superbohaterów. Świat komiksu pęka w szwach. Dobrze znani, „klasyczni” superbohaterowie się zestarzeli i odeszli na emeryturę – tak jak we wspomnianym wyżej arcydziele Millera. Ich miejsce zajęło pokolenie ich dzieci i nierzadko wnuków – nowa generacja herosów jest bardzo liczna. Młodzi superbohaterowie nie kierują się jednak żadnym wartościami, które przyświecały ich „klasycznym” poprzednikom. Tu nie ma walki dobra ze złem – jest po prostu nieustanna bitwa, walka każdego z każdym o wszystko co możliwe, bez celu i sensu. Świat przekształcił się w jeden wielki plac zabaw, na którym znajduje się zbyt wiele rozwydrzonych i zepsutych dzieci, a te mniejsze i słabsze nie mają gdzie uciec. Gdy dochodzi w końcu do przesilenia i w wyniku wielkiej bitwy umiera ponad milion niewinnych ludzi, stara gwardia postanawia powrócić. Nie może być bowiem tak, że ci, w których upatrujemy naszych zbawicieli i pocieszycieli, niszczą nasz świat. Świat, w którym wiara w dobro i czyste intencje nadludzi upadła, a superherosi okazują się czymś w rodzaju rozkapryszonych greckich bogów – różniących się od śmiertelników tylko tym, że mają nadludzkie moce. „Starzy” superbohaterowie DC mówią jasno – trzeba w końcu zrobić z tym porządek! Młodzi się dostosują i będą przestrzegać naszych zasad, albo założymy im smycze i zmusimy do tego siłą. Trzeba ich nauczyć czym jest prawda i sprawiedliwość!
„Kingdom Come” jest bardzo poważnym, patetycznym i wzniosłym narracyjnie komiksem. Mark Waid celowo pozbawia nas dystansu do przedstawianej treści i przemawia cały czas Wielkimi Słowami o Apokalipsie, Powinności Bohatera, Odpowiedzialności i Dawaniu Nadziei. I robi to tak sprawnie, że ani razu nie popada w autoparodię – tak, Superman jest Wielkim Symbolem, Wzorcem i Nadzieją, zupełnie jak w wydanym niedawno „Zegarze zagłady” Geoffa Johnsa. Gdy odszedł, wszystko się popsuło. To właśnie brak odpowiedniego drogowskazu zwiódł młode pokolenie na manowce. Według Waida i Rossa dokładnie tam wiedli czytelników komiksowi twórcy pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. „Kingdom Come” jest bowiem bardzo ciekawą polemiką i analizą kondycji superbohaterstwa swoich czasów.
Dlaczego nowa generacja herosów pod wodzą diabolicznego Magoga zdobyła społeczną akceptację i powszechne uznanie? Ponieważ ludzie mieli już dość ciągłej zabawy w kotka i myszkę – Batman nie zabija Jokera, tylko go łapie i wsadza do Arkham, aby już za kilka miesięcy znowu go gonić. Potrzeba metaludzi, którzy ubrudzą sobie ręce, potrzeba „antysuperbohaterów”. Komiksowe lata dziewięćdziesiąte w Marvelu i DC od samego początku szły w tę stronę, a czytelnicy potwierdzali portfelami, że jest to kierunek słuszny. Magog z „Kingdom Come” wzorowany jest bezpośrednio na postaci Cable’a, niesamowicie popularnego, brutalnego mutanta Marvela, który pojawił się w „X-Men” i według opinii Alexa Rossa idealnie uosabiał ostatnią, superbohaterską dekadę dwudziestego wieku. Jim Lee i spółka założyli wydawnictwo „Image”, wydające między innymi „Spawna” i „WildC.A.T.s”, rodziło się uniwersum „Wildstorm”. W Marvelu pojawił się Deadpool a mini-uniwersum „X-Men” rozdęło się do niewyobrażalnych rozmiarów i eksplodowało podczas „Ery Apocalypse’a”. Superbohaterów było chyba już więcej niż zwykłych ludzi i wszystko to groziło przekroczeniem swego rodzaju masy krytycznej – oderwaniem od rzeczywistości i obróceniem w farsę.
To na fali tego właśnie trendu Detective Comics zaczęło „rewolucjonizować” swoje tytuły. To właśnie dlatego musiał umrzeć Superman, aby potem odrodzić się jako długowłosy macho z błyskiem w oku. To dlatego Bane złamał kręgosłup Batmana, a kosmiczny pasożyt Parallax opanował Zieloną Latarnię. Ikonicznych bohaterów próbowano zmienić w brutalne, odchodzące od swych praźródeł, postacie – rasowych antybohaterów. I dokładnie to krytykuje „Kingdom Come” – na dokładnie dwadzieścia lat przed rozpoczęciem inicjatywy „DC Odrodzenie”, której przesłanie jest właściwie takie samo. Superczłowiek musi być przede wszystkim „człowiekiem” – „super” to tak przy okazji, ale niekoniecznie. Klasyczni komiksowi herosi dawali zwykłym ludziom nadzieję, że można być lepszym – twórcy i czytelnicy lat dziewięćdziesiątych o tym zapomnieli. Postawili wielką granicę między człowiekiem i nadczłowiekiem, a przecież taka granica nie powinna istnieć.
Na koniec należy wspomnieć o oszałamiającej sztuce Alexa Rossa. Tak, sztuce. Jego ilustracje to bez wyjątku arcydzieła – fotorealizm postaci (grafik rysował na podstawie żywych modeli – Superman, Batman i Wonder Woman to jego przyjaciele, a Norman McCay to rodzony ojciec), akwarele, malowanie i rysowanie w jednym, absolutny majstersztyk. „Kingdom Come” jest kolejnym znakomitym komiksem DC w Polsce – trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć to, o czym była mowa już przy okazji wspominanego wyżej „Zegara zagłady”. Jest on skierowany przede wszystkim do fanów komiksu superbohaterskiego i chyba tylko oni będą nim zachwyceni. Jest to bowiem dzieło dość hermetyczne i w swoim gatunku – genialne.
koniec
31 marca 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Po tamtej stronie
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

15 IV 2021

„Dylan Dog”, czyli najpopularniejszy włoski komiks powraca do Polski. Tym razem za sprawą wydawnictwa Tore, które przedstawia „Strefę mroku”, klasyczny album z 1987 roku.

więcej »

Sąsiedzi
Paweł Ciołkiewicz

14 IV 2021

Wydawnictwo Mandioca kontynuuje eksplorację komiksowych rynków spoza Ameryki Południowej. Po doskonałych „Koszmarach” dostajemy rzecz… jeszcze lepszą. „Raport Brodecka” to wstrząsająca opowieść o człowieku zmagającym się z demonami przeszłości oraz upiorami współczesności. To także studium totalnej destrukcji do jakiej prowadzi wojna.

więcej »

Fajnie napić się Koka-Koli
Sebastian Chosiński

13 IV 2021

Przyznam, że nie spodziewałem się, iż scenarzyście Danielowi Koziarskiemu i rysownikowi Arturowi Rudusze wystarczy paliwa na tak długą serię o przygodach Kapitana Szpica. Zazwyczaj tego typu dzieła – humorystyczne i parodystyczne – kończą swój żywot po dwóch-trzech zeszytach, a tu, proszę, ukazuje się już piąty: „Kapitan Szpic i upiory przeszłości”.

więcej »

Polecamy

Nowy wspaniały świat

Początki państwa polskiego:

Nowy wspaniały świat
— Marcin Osuch

Soczewica, koło, miele młyn
— Marcin Osuch

Krew, krew, flaki, śmierć
— Marcin Osuch

Uczyć nie bawiąc
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Sprawiedliwość musi być po naszej stronie
— Paweł Ciołkiewicz

Krótko o komiksach: Grudzień 2003
— Sebastian Chosiński, Daniel Gizicki, Piotr Niemkiewicz

Kolorowe, choć czarno-białe
— Piotr Niemkiewicz

Bohater w czerni i bieli
— Marcin Lorek

Tegoż autora

Odszukać sens w tym, co bezsensowne
— Marcin Knyszyński

Szaszłyki z ludziny
— Marcin Knyszyński

Nowe wojny piwne
— Marcin Knyszyński

Wojny piwne
— Marcin Knyszyński

Na złamanie karku
— Marcin Knyszyński

Martwe miasto
— Marcin Knyszyński

Horror małomiasteczkowy
— Marcin Knyszyński

Chcesz być mną?
— Marcin Knyszyński

Uciec, ale dokąd?
— Marcin Knyszyński

El Mariachi Death Metal
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.