Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 2 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Darick Robertson, Diego Rodriguez, Tom Taylor
‹Hellblazer. Wzlot i upadek›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHellblazer. Wzlot i upadek
Scenariusz
Data wydania27 października 2021
RysunkiDarick Robertson, Diego Rodriguez
PrzekładJacek Żuławnik
Wydawca Egmont
CyklHellblazer
ISBN9788328152472
Format152s. 216x276mm
Cena69,99
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Komiks skrojony na miarę
[Darick Robertson, Diego Rodriguez, Tom Taylor „Hellblazer. Wzlot i upadek” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„DC Black Label”, czyli linia wydawnicza, której zadaniem było godne zastąpienie zlikwidowanego w styczniu 2020 roku „DC Vertigo”, regularnie oferuje nowe tytuły. Czytelnicy DC Comics nie są zgodni co do tego, czy ta nowa inicjatywa wydawnictwa jest udana – duża część fanów twierdzi po prostu, że „to już nie to”. Na którą stronę przeważy szalę najnowszy komiks „DC Black Label” w Polsce?

Marcin Knyszyński

Komiks skrojony na miarę
[Darick Robertson, Diego Rodriguez, Tom Taylor „Hellblazer. Wzlot i upadek” - recenzja]

„DC Black Label”, czyli linia wydawnicza, której zadaniem było godne zastąpienie zlikwidowanego w styczniu 2020 roku „DC Vertigo”, regularnie oferuje nowe tytuły. Czytelnicy DC Comics nie są zgodni co do tego, czy ta nowa inicjatywa wydawnictwa jest udana – duża część fanów twierdzi po prostu, że „to już nie to”. Na którą stronę przeważy szalę najnowszy komiks „DC Black Label” w Polsce?

Darick Robertson, Diego Rodriguez, Tom Taylor
‹Hellblazer. Wzlot i upadek›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHellblazer. Wzlot i upadek
Scenariusz
Data wydania27 października 2021
RysunkiDarick Robertson, Diego Rodriguez
PrzekładJacek Żuławnik
Wydawca Egmont
CyklHellblazer
ISBN9788328152472
Format152s. 216x276mm
Cena69,99
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
„Hellblazer. Rise and Fall” to trzyczęściowa historia autorstwa Toma Taylora, wydana pierwotnie między listopadem 2020 a kwietniem 2021 roku. Rysuje nie byle kto, bo sam Darick Robertson, którego charakterystyczne rysunki znamy z „Transmetropolitan” Warrena Ellisa lub „Chłopaków” Gartha Ennisa. Oto nowa opowieść z Johnem Constantine’em w roli głównej – zgodnie z założeniem „DC Black Label” jest ona nie związana z podstawowym kontinuum fabularnym DC, a co za tym idzie autor scenariusza miał o wiele większą swobodę twórczą i pole do popisu.
John Constantine starzał się w trakcie oryginalnej serii w czasie rzeczywistym. A więc w pierwszym numerze, wydanym w styczniu 1988 roku, miał trzydzieści pięć lat, natomiast w ostatnim, trzechsetnym, z kwietnia 2013 roku, skończył dokładnie sześćdziesiątkę. John Constantine z „Hellblazera” Toma Taylora wydaje się żyć w jakimś równoległym świecie, ponieważ wygląda na (mniej więcej) czterdziestolatka żyjącego współcześnie a nie w świecie z początku lat dziewięćdziesiątych. Jest już doświadczonym, znanym w najróżniejszych kręgach (zarówno tych „doczesnych” jak i „nadprzyrodzonych”) magiem i okultystą. Jak to zwykle bywa przeciwnikiem Johna będzie pewien demon, straszliwy byt żywiący do niego osobistą urazę (to też dość częsta przypadłość „Hellblazera”). W Londynie zaczynają spadać z nieba wysoko postawieni bogacze i politycy – wszyscy z doczepionymi do pleców skrzydłami, nadającymi anielski (ale w taki upiorny sposób) wygląd ofiarom.
Tajemnica niecodziennych śmierci ma swoje źródło w dalekiej przeszłości Johna, kiedy to w wieku dziesięciu lat, razem ze swoim kumplem Billym i „dziewczyną, której chciał zaimponować” o imieniu Aisha, odprawił koszmarny rytuał nad rzeką Alt w swoim rodzinnym Liverpoolu. Teraz po latach, jak na porządny horror przystało, przeszłość upomina się o swoje – John Constantine, chcąc nie chcąc, wplątuje się w paranormalne śledztwo. „Syf lubi podążać moim śladem” – motto Constantine’a jest bliższe prawdy niż kiedykolwiek. John znowu będzie musiał ubrudzić sobie ręce, bo jeśli nie on to kto?
Tom Taylor chciał napisać „Hellblazera”, który będzie po trochu nawiązywał do całej trzystuodcinkowej serii z DC Vertigo – to miał być taki John Constantine, którego wszyscy znają, lubią i widzą w nim cechy charakterystyczne z wcześniejszych odcinków. Mamy zatem konflikt klasowy, w którym to ci obrzydliwi bogacze są jednoznacznie źli a sam John wchodzi niejako w rolę Robin Hooda (James Delano); krytykę władzy i totalną anarchię w osobie typa o łobuzerskim spojrzeniu i papierochem w gębie, który przesiaduje w barach i wraca zygzakiem ze śpiewem na ustach (Garth Ennis); lekko przerażającego, skupionego na sobie psychopatę, nie kryjącego się ze swoją biseksualnością (Brian Azzarello) oraz drastyczny horror a la Warren Ellis. Taylor oddaje hołd swoim poprzednikom również bezpośrednio w treści komiksu, żartobliwie nazywając „Doktorem Delano” lekarza odbierającego poród Johna, a Aisha idzie na jednego do baru „U Dillona” (jednego z najbardziej znanych rysowników „Hellblazera” od Vertigo). Ogólnie jest nieźle, choć nie tak dobrze jak w warstwie graficznej.
Darick Robertson bowiem bije Taylora na głowę. Twórca „Chłopaków” zawsze nadawał swoim pracom pewien specyficzny, podszyty bliżej nieokreślonym niepokojem, charakter. Sam przyznaje się do inspiracji niedawno zmarłym Richardem Corbenem (który sam rysował „Hellblazera” w czasach Azzarello) i „niedoścignionym mistrzem”, Berniem Wrightsonem. Pod względem graficznym „Hellblazer” Robertsona emanuje swego rodzaju grozą, dosłowną brutalnością i… karykaturą. I chyba właśnie to wzmacnia ogólne wrażenie dziwności podczas lektury.
„Hellblazer. Wzlot i upadek” jest zupełnie oderwany od „ciągłości DC”, więc nie trzeba w ogóle znać postaci Johna Constantine’a, żeby cieszyć się lekturą. Wszystko tu zostało zrobione według „przepisu na udany i ciekawy komiks”. Są momenty komediowe, wartka akcja, cięte dialogi a autorzy nie czuli się zobowiązani do trzymania się ustalonej ilości stron – bo jest ich więcej niż powinno (ale cała historia nie przynudza). Jest Lucyfer Gwiazda Zaranna w swej czerwonej, rogatej i ogoniastej wersji, jest Piekło DC, jest magia. Ale mimo tego, że teoretycznie „wszystko jest”, sama opowieść wydaje się nieco zbyt banalna jak na szumne zapowiedzi i oczekiwania pokładane w „DC Black Label”.
Antyestablishmentowy z zamierzenia wydźwięk komiksu nie wybrzmiewa tak jak powinien, równie dobrze mogłoby go nie być, bo jest dość naiwny i niemądry. Ekstremalne bogactwo skupione w ręku jednej osoby i wyzysk są złe – ok, jasne. Ale komiks nie oferuje nic więcej poza stwierdzeniem tego faktu i symbolicznym zrzuceniem trzech ultrabogaczy z nieba. Za prosto, za łatwo – a miało być dojrzalej niż w mainstreamie. Nie powinno to wszystko przecież polegać tylko na odhaczeniu obowiązkowych motywów „Hellblazera” ale o dostarczenie czegoś nowego, wymagającego i imponującego – tak miało działać „DC Black Label”. Mamy jednak, co mamy – komiks dobry, powyżej średniej i godny uwagi, ale nie spełniający oczekiwań. Przynajmniej moich.
koniec
22 listopada 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Piekło to inni
Paweł Ciołkiewicz

2 XII 2021

Lucas Varela jest autorem już całkiem nieźle znanym w Polsce. Mieliśmy możliwość czytać już jego autorski komiks „Najdłuższy dzień przyszłości” oraz stworzonego wspólnie z Diego Agrimbau „Człowieka”. Teraz na księgarskie półki trafia kolejna opowieść argentyńskiego artysty – „Pawełek Pinokio”. Nie jest to jednak kolejna wersja dzieła Carla Collodiego, lecz opowieść o tym, co spotkało niesfornego pajacyka… w piekle.

więcej »

Hellboy młodzieńczy
Marcin Knyszyński

1 XII 2021

Album „BBPO. Znany diabeł” zwieńczył wieloodcinkową historię potwornej (dosłownie) apokalipsy. Mike Mignola i „jego ludzie” spopielili całą Ziemię i zapełnili ją humanoidalnymi żabami. Nie ma już co opowiadać, zresztą szkoda psuć TAKIE zakończenie jakimiś nikomu niepotrzebnymi sequelami. Ale co stoi na przeszkodzie, aby zabrać czytelników w przeszłość?

więcej »

Extraordinary Moore: A jednak potknięcie
Marcin Knyszyński

30 XI 2021

Kontynuujemy lekturę komiksów ze świata „Ligi niezwykłych dżentelmenów” Alana Moore’a. Dziś odjeżdżamy trochę w bok i sprawdzamy co się działo u drugoplanowych postaci serii – trafiamy na pokład „Nautilusa”, na którym nie zastaniemy jednak, znanego z poprzednich komiksów, kapitana Nemo.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż twórcy

Po drugiej stronie lustra
— Marcin Knyszyński

Wieczny Punisher
— Andrzej Goryl

Max nierówny komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Deadpool w pięciu smakach
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ten się śmieje…
— Paweł Ciołkiewicz

Pająk w czarnej… „Dziurze”
— Paweł Ciołkiewicz

Transmetropolitan #3 - recenzja
— Paweł Ciołkiewicz

To Chłopaki pilnują Strażników
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Czwarta władza?
— Paweł Ciołkiewicz

Trans w metropolii
— Paweł Ciołkiewicz

Tegoż autora

Hellboy młodzieńczy
— Marcin Knyszyński

Oto ciała ich
— Marcin Knyszyński

Klisze? I co z tego?
— Marcin Knyszyński

W stepie szerokim
— Marcin Knyszyński

Magia, komputery, mordobicie
— Marcin Knyszyński

Wstęp
— Marcin Knyszyński

W służbie jej kosmicznej mości
— Marcin Knyszyński

„MAX” ale na wesoło
— Marcin Knyszyński

Klausie goes to Hollywood…
— Marcin Knyszyński

Powrót na Ziemię
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.