Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCXII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Alan Moore, Kevin O`Neill
‹Liga Niezwykłych Dżentelmenów - Burza›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLiga Niezwykłych Dżentelmenów - Burza
Scenariusz
Data wydania4 grudnia 2019
RysunkiKevin O`Neill
PrzekładPaulina Braiter
Wydawca Egmont
CyklLiga Niezwykłych Dżentelmenów
ISBN9788328197138
Cena89,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Extraordinary Moore: Bezlitosna fantazja
[Alan Moore, Kevin O`Neill „Liga Niezwykłych Dżentelmenów - Burza” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kończymy dziś przygodę z „Ligą niezwykłych dżentelmenów” Alana Moore’a. Ostatni tom cyklu nosi znamienny tytuł – słowo „Burza” dobrze odzwierciedla to, co dzieje się w komiksie i umysłach czytelników. Przed nami rzecz, której niezwykle trudno wystawić jednoznaczną ocenę.

Marcin Knyszyński

Extraordinary Moore: Bezlitosna fantazja
[Alan Moore, Kevin O`Neill „Liga Niezwykłych Dżentelmenów - Burza” - recenzja]

Kończymy dziś przygodę z „Ligą niezwykłych dżentelmenów” Alana Moore’a. Ostatni tom cyklu nosi znamienny tytuł – słowo „Burza” dobrze odzwierciedla to, co dzieje się w komiksie i umysłach czytelników. Przed nami rzecz, której niezwykle trudno wystawić jednoznaczną ocenę.

Alan Moore, Kevin O`Neill
‹Liga Niezwykłych Dżentelmenów - Burza›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLiga Niezwykłych Dżentelmenów - Burza
Scenariusz
Data wydania4 grudnia 2019
RysunkiKevin O`Neill
PrzekładPaulina Braiter
Wydawca Egmont
CyklLiga Niezwykłych Dżentelmenów
ISBN9788328197138
Cena89,99
Gatuneksuperhero
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Akcja „Burzy” toczy się po wydarzeniach „Stulecia” i „Nemo” – choć to duże uproszczenie, bo akcja skacze nieustannie między różnymi momentami w czasie. W roku 2010 władzę nad MI5 przejmuje bezwzględny i przerażający „James Bond” (czemu cudzysłów? – patrz: „Czarne akta”), który w bezpardonowy sposób wdraża swój wielki plan – eksterminację wszelkich fantastycznych istot żyjących na Ziemi i usunięcie niedobitków Ligi niezwykłych dżentelmenów. Liga tak właściwie nie istnieje – Mina Harker, Orlando i Emma (poprzedniczka Bonda) zostały wyjęte spod prawa. Po kradzieży „Czarnych akt” są głównym celem MI5 – błąkają się po świecie, trafiając najpierw na Wyspę Lincolna (gdzie żyje najnowsza wersja kapitana Nemo, czyli wnuk Janni Dakkar) a potem do Płomienistego Świata (Mina, Nemo) lub Londynu (Orlando, Emma). „Bonda” trzeba powstrzymać za wszelką cenę! Tymczasem z 2996 roku przybywa niejaka Satin Astro, członkini superbohaterskiej drużyny „Siedem Gwiazd” i razem z żyjącym na Ziemi, różowym Marsjaninem o pseudonimie „Mars Man” (a jakże!), próbuje zapobiec nadciągającej katastrofie. Wedle Satin w 2010 roku wydarzy się coś, co nieodwracalnie zmieni cały świat i rzuci ludzką cywilizację w ramiona krwawego dyktatora z Marsa. W roku 2996 roku Ziemia jest jednym wielkim polem bitwy, na którym ścierają się siły rebeliantów i kosmicznego tyrana – losy Mars Mana i Satin Astro skrzyżują się oczywiście z losami ostatnich członkiń Ligi.
Tak właśnie rysuje się z grubsza fabuła „Burzy”. I nie ma co więcej o niej pisać, bo jest dość pretekstowa – o wiele bardziej, niż ta z poprzednich tomów. Trzeba ją przeczytać, zobaczyć, doświadczyć i przeżyć – po lekturze w skupieniu i przy otwartym maksymalnie umyśle. Jest to również część zdecydowanie najbardziej polaryzująca czytelnicze opinie. Każdy kolejny tom „Ligi…” był coraz większym wyzwaniem – rwana narracja, zabawa formą, historia służąca głównie erudycyjnym popisom i lawinowo rosnąca ilość nawiązań do sztuki, literatury, filmu i komiksu. W „Burzy” mamy apogeum. O dziwo, sama fabuła (mimo nieustannego meandrowania po liniach czasowych, zabójczego tempa i braku jakiejkolwiek taryfy ulgowej dla osób nieznających poprzednich komiksów z cyklu) jest w miarę prosta. To co wybija z rytmu (lub wręcz przeciwnie – przykuwa do komiksu), to permanentne zmiany formy i stylu. Moore kazał rysować O’Neillowi parodie starych, gazetowych pasków komiksowych, fragmenty starych magazynów dla dzieci i młodzieży, fotokomiks, pulpowe opowieści obrazkowe – każda zmiana stylu ma jednoznaczne odniesienie to faktycznie istniejącego niegdyś tworu popkulturowego. A więc znajdziemy tu brytyjskie komiksy superbohaterskie (wzorowane mocno na amerykańskich – na co narzekają sami bohaterowie „Burzy”), dziesiątki nawiązań do filmów z Bondem, „Doktora Who”, „Profesora Quetarmassa”, „Planety Małp” (i dziesiątek innych), brytyjską pulpę („Whizzer Comics”, „Vull the Invisible”, „2000 A.D.”), stare powieści i magazyny „groszowe” z początku wieku, a nawet o wiele starsze (jak „The Blazing World”, czyli utopię z 1666 roku, uznawaną za prekursorską w gatunku science fiction). Szaleństwo – na każdej stronie mamy kilkanaście nawiązań do popkultury, której – jako przeciętni czytelnicy – w większości nie znamy. Moore popisuje się erudycją do nieprzyzwoitości, przerabia cały dorobek dwudziestowiecznej kultury popularnej na własną modłę i każe nam szukać wzorców. Są specjaliści od „dekodowania Moore’a”, którzy prowadzą strony internetowe i dokładnie opisują każdy kadr komiksu. Szczególnie „Burza” jest wdzięcznym materiałem – dla zainteresowanych mam dwa źródła: Panelwise i Jesse Nevins.
Ale czy tylko o to chodziło Moore’owi? Mag z Northampton nie chce się tylko popisywać. W komiksie pada jedno znamienne pytanie, które zadaje tak naprawdę sam twórca w kontekście całej popkultury: „Czy istnieje jakaś przyszłość poza nieustannymi rebootami dwudziestego stulecia?”. „Burza” jest najbardziej „superbohaterskim” komiksem cyklu – jest ona tak naprawdę komentarzem do całego nurtu, wypowiadanym przez człowieka, który bardzo się na nim zawiódł. Każdy z sześciu rozdziałów omawianego dziś albumu kończy się ośmiostronicowym, czarnobiałym odcinkiem komiksu „Seven Stars”. Śledzimy w nich absurdalne, przeszarżowane przygody grupy superherosów, wzorowanej na wszystkich możliwych grupach DC Comics, Marvela i całego brytyjskiego „przemysłu superbohaterskiego”. Moore mówi, że kiedyś fantastyczni awanturnicy stanowili inspirującą rzadkość. Ludzie mogli szukać w nich pewnych wzorców – nie tylko eskapizmu i dziecięcych marzeń. Teraz, na początku dwudziestego pierwszego wieku mamy „monokulturę supermanów”. Jest ich wszędzie pełno, nie są oni już niczym nadzwyczajnym i wyłażą z każdej lodówki. Prawdziwe cuda straciły wartość i wszystko stało się wielką gałęzią biznesu. Komiks superbohaterski ma dziś na celu zarabianie pieniędzy – nic więcej. Ale Moore’owi nie chodzi tylko o superheroizm – idea ostatniego tomu „Ligi niezwykłych dżentelmenów” jest jeszcze większa.
„Burza” Szekspira, która jest w oczywisty sposób podstawową inspiracją Moore’a, jest uznawana za ostatnie samodzielnie pisane dzieło wielkiego renesansowego twórcy. Podobnie „Burza” Moore’a ma być (i na razie jest) jego ostatnim komiksem. Szuka, napisana na samym początku siedemnastego wieku, opowiada o wydarzeniach dziejących się w ciągu kilku godzin na odległej wyspie, położonej gdzieś na niezbadanych wodach oceanu. Mag Prospero, prawowity książę Mediolanu, wygnany wraz z córką przez uzurpatora, trafia na wspomnianą wyspę, gdzie spotyka jej dwóch przedziwnych mieszkańców. Gdy na okolicznych wodach pojawia się statek znienawidzonego wroga, Prospero próbuje dokonać na nim zemsty przez rozpętanie tytułowej burzy i zwabienie go na wyspę. Czytelnicy „Ligi niezwykłych dżentelmenów” dobrze znają moore’owską wersję Prospero – wszak pojawia się on już w „Czarnych aktach” jako władca kieszonkowego wszechświata ukrytego we wnętrzu Ziemi, znanego jako Płomienisty Świat (wspomniany wcześniej literacki „Blazing World” sprzed trzystu pięćdziesięciu lat). To podczas wizyty w tym właśnie miejscu czytelnik musi nosić okulary 3D, ponieważ w świecie komiksu jest to miejsce z dodatkowym wymiarem przestrzennym.
Alan Moore dopełnia „Burzą” swoją autorską, popkulturową „filozofię”, którą zaczął wykładać w pierwszym tomie „Ligi…”. Poznajemy w końcu rolę Płomienistego Świata (odpowiednika szekspirowskiej wyspy), czyli miejsca zesłania wszelkich ludzkich fantazji, które w epoce renesansu, czyli kształtowania się świata nowożytnego, musiały oddać pola racjonalności. Ostatni tom cyklu ujawnia, że pierwsza „Liga…” – czyli ekipa istot o nadludzkich mocach – powstała właśnie w czasach, gdy szekspirowska „Burza” ujrzała światło dzienne – „Ludzie Prospera” byli pierwszą inkarnacją grupy, pierwszymi superbohaterami ludzkości. Każda późniejsza epoka miała swoją „Ligę…”, każda miała również całe zastępy innych, nadludzkich, magicznych, fantastycznych istot, motywów i opowieści. Nasz świat – dokładnie ten, Czytelniku, w którym żyjesz – więzi fantazje na kartach literatury, komiksu, celuloidowej taśmie – w zbiorowym rezerwuarze archetypów i toposów. Zbiornik ten jest naszym wspólnym placem zabaw, miejscem do realizowania eskapizmów i marzeń.
Alan Moore kreuje świat, w którym wszystkie te wyobrażone i wymyślone idee (opowieści, legendy, postacie komiksowe, literackie i filmowe oraz wszystkie miejsca) istnieją naprawdę. To nie jest społeczność pełniąca rolę służebną wobec nas, lecz istniejąca na równych prawach z naszą. Komiksowy Mag Prospero, czyli tak naprawdę sam Alan Moore (spójrzcie na tę twarz! spójrzcie na tę brodę!), również rozpętuje burzę, również postanawia się zemścić w imieniu całej fantastycznej społeczności za zesłanie do podziemia. Zapomnieliśmy o magii, legendach, fantastycznych krainach, mitycznych postaciach – zapomnieliśmy o tym, że pełniły one kiedyś rolę objaśniania świata, uczyły pewnych wartości i, podobnie jak superherosi, były pewnym drogowskazem. Teraz – zdaniem Moore’a – to tylko odpustowe kukiełki, bazarowa estetyka oderwana niekiedy całkowicie od swego znaczeniowego źródła. W świecie komiksu „Bond” dziwi się podczas przeglądania tajnych akt MI5: „Po lekturze tych dokumentów można dojść do wniosku, że w naszym świecie roi się od superistot i potworów. Może zawsze tak było?”. Szef brytyjskiego wywiadu uosabia właśnie takiego hipernowoczesnego, zmerkantylizowanego człowieka, nie uświadamiającego sobie w pełni znaczenia, jakie kiedyś miała „fantastyka”.
Czasy się oczywiście zmieniają, pieniądze i nowoczesność spychają fantastykę do „getta”, archetypy zostają wygnane (jak w „Sandmanie” Neila Gaimana lub powieści „Małe, Duże” Johna Crowleya, niesłychanie zbliżonej ideowo do komiksu Moore’a). W świecie „Burzy” mogą wziąć na nas odwet, poznamy siłę „bezlitosnej fantazji”. Jak wieszczy Moore/Prospero: „Wszystkie kraje upadną w obliczu niewypowiedzianej grozy potwornych baśni i nieokiełznanych legend. Cywilizacja runie w gruzy pod naporem własnych groteskowych fantazji. Potworny szkwał fantastyki zaleje planetę”. Cthulhu i Wielcy Przedwieczni, Godzilla, King Kong, oddziały z Krainy Czarów, faerie, olbrzymy, krasnale, wiedźmy, wampiry, wilkołaki, duchy, monolity z okolic Jowisza, zielone ludzki, żmirłacze, dżabersmoki i świniostwory dobiorą się nam do tyłków. Możemy się nie zgadzać w powyższą retoryką autora, ale trudno jej odmówić sensu i tego, że w pewnym stopniu jest prawdziwa.
U Szekspira „Burzą” się zaczyna, u Moore’a na „Burzy” się kończy. I nie chodzi tu tylko o samą końcówkę komiksu. „The Tempest” jest ostatnim komiksem wielkiego twórcy, który zadeklarował, że odchodzi na zasłużoną emeryturę i już nie będzie pisał. Razem z nim odszedł wielki rysownik, Kevin O’Neill, którego nikt nie dałby rady zastąpić przy „Lidze niezwykłych dżentelmenów”. „Burzy” nie da się ocenić inaczej niż całkowicie subiektywnie – nieprzygotowani czytelnicy odpadają po kilku stronach, starzy „wyjadacze Moore’a” nie mogą się oderwać od lektury. Przed nami wielka struktura, na którą wspinasz się nie dla fabuły, lecz dla wszystkiego poza nią. Taki trochę Mount Everest.
koniec
3 grudnia 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ten sukces ma dwóch ojców
Paweł Ciołkiewicz

16 I 2022

Do „Styksu” zapewne wielu czytelników przyciągnie przede wszystkim nazwisko Andreasa. Nawet jeśli zajmował się on tylko nakładaniem tuszu na szkice Foerstera. Chociaż słowo „tylko” nie jest w tym przypadku adekwatne. Twórca „Rorka”, współpracując ze scenarzystą i rysownikiem, odcisnął na planszach komiksu swoje rozpoznawalne na pierwszy rzut oka piętno.

więcej »

Nie zadzieraj z dekapitatorem
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

15 I 2022

W „Head Lopper i wyprawa do Schodów Mulgrida” po raz czwarty spotykamy dekapitatora Norgala, który po chwilowej zadyszce znów jest w formie!

więcej »

Nadzieja umiera ostatnia
Paweł Ciołkiewicz

14 I 2022

W piątym tomie serii „Głębia” Rick Remender doprowadza swoją opowieść do spektakularnego finału. Mnogość wątków i zawiła fabuła tej serii sprawiają, że warto przypomnieć sobie fabułę poprzednich zeszytów. Dzięki temu lektura ostatniego tomu daje sporą frajdę.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Z tego cyklu

A jednak potknięcie
— Marcin Knyszyński

Do trzech razy sztuka
— Marcin Knyszyński

Pastisz pełen ambicji
— Marcin Knyszyński

Wojna światów w obrazkach
— Marcin Knyszyński

Wiktoriańska Liga Sprawiedliwości
— Marcin Knyszyński

Tegoż autora

Po komiks marsz: Styczeń 2022
— Paweł Ciołkiewicz, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Marcin Knyszyński

Każdy nosi maskę
— Marcin Knyszyński

Na szczycie
— Marcin Knyszyński

Kroniki udręki
— Marcin Knyszyński

Druga (trzecia?) szansa
— Marcin Knyszyński

Co tak poważnie?
— Marcin Knyszyński

So 90’s…
— Marcin Knyszyński

Tom i Jerry dla dorosłych
— Marcin Knyszyński

W podziemnym kręgu: Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Sztuka cierpienia
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.