Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Jerzy Wróblewski
‹Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #16: Skarb Montezumy›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZ archiwum Jerzego Wróblewskiego #16: Skarb Montezumy
Scenariusz
Data wydaniagrudzień 2021
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca ONGRYS
CyklZ archiwum Jerzego Wróblewskiego
ISBN9788366603431
Format36s. 295×210mm
Cena27,90
Gatunekhistoryczny, western
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

O okrutnym podboju Jukatanu
[Jerzy Wróblewski „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #16: Skarb Montezumy” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Szesnasty tom „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” zawiera tylko jeden rozbudowany komiks, którego bohaterami są słynny hiszpański konkwistador Hernán Cortés i rządzący w Tenochtitlán król Azteków Montezuma. Nie jest to jednak reedycja albumu stworzonego do spółki ze Stefanem Weinfeldem w latach 80. XX wieku, lecz jedno z najwcześniejszych dzieł bydgoszczanina – prasowy „Skarb Montezumy” z 1961 roku.

Sebastian Chosiński

O okrutnym podboju Jukatanu
[Jerzy Wróblewski „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #16: Skarb Montezumy” - recenzja]

Szesnasty tom „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” zawiera tylko jeden rozbudowany komiks, którego bohaterami są słynny hiszpański konkwistador Hernán Cortés i rządzący w Tenochtitlán król Azteków Montezuma. Nie jest to jednak reedycja albumu stworzonego do spółki ze Stefanem Weinfeldem w latach 80. XX wieku, lecz jedno z najwcześniejszych dzieł bydgoszczanina – prasowy „Skarb Montezumy” z 1961 roku.

Jerzy Wróblewski
‹Z archiwum Jerzego Wróblewskiego #16: Skarb Montezumy›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZ archiwum Jerzego Wróblewskiego #16: Skarb Montezumy
Scenariusz
Data wydaniagrudzień 2021
RysunkiJerzy Wróblewski
Wydawca ONGRYS
CyklZ archiwum Jerzego Wróblewskiego
ISBN9788366603431
Format36s. 295×210mm
Cena27,90
Gatunekhistoryczny, western
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Nieczęsto zdarza się, aby artysta – czy to filmowiec, literat, czy też twórca komiksów – podchodził dwukrotnie do tego samego tematu. A to właśnie zrobił rysownik Jerzy Wróblewski. Na początku lat 60. XX wieku na łamach bydgoskiego „Dziennika Wieczornego” opublikował w odcinkach opowieść „Skarb Montezumy”, której głównym bohaterem – obok tytułowego władcy Azteków – hiszpański konkwistador Ferdynand Cortez (tak właśnie pisany!). Ćwierć wieku później natomiast nakładem Krajowej Agencji Wydawniczej ukazał się album „Hernán Cortés i podbój Meksyku”. Porównanie obu tych historii pozwala właściwie ocenić, jak wielki krok naprzód zrobił w swojej dziedzinie Wróblewski. Ale to akurat było oczywiste wcześniej; maestrię bydgoszczanina można było bowiem bez trudu dostrzec już w wydawanych w latach 70. zeszytach z serii „Kapitan Żbik” oraz opowieściach z magazynu „Relax”.
W przypadku Cortésa (zostanę przy oryginalnej pisowni nazwiska) nie bez znaczenia był fakt, że w albumie KAW-u Wróblewski zilustrował fabułę stworzoną przez Stefana Weinfelda, doświadczonego i cenionego pisarza science fiction, podczas gdy scenariusz „Skarbu Montezumy” napisał sam. A miał wtedy zaledwie dwadzieścia lat, więc wciąż jeszcze uczył się fachu, a w zasadzie obu fachów – i rysowania komiksowego, i scenariopisarstwa. Spośród wszystkich historii opublikowanych dotychczas w Ongrysowej serii „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” (wraz z „Czterema pancernymi i psem” to w sumie siedemnaście tomów) najwcześniejszą jest komediowy western „Tom Texas”, który wydrukowano w kwietniu 1961 roku. „Skarb Montezumy” zaczął się natomiast ukazywać 24 września tego roku; ostatni odcinek pojawił się zaś 15 grudnia.
Można więc powiedzieć, że to czas, kiedy dopiero kształtuje się niepowtarzalny styl Wróblewskiego; jako młody i początkujący artysta ma więc prawo zaliczać drobne wpadki. Choć na pewno trzeba oddać mu jedno: od strony merytorycznej przygotował się perfekcyjnie. Losy Cortésa i Montezumy przeanalizował szczegółowo, wyciągając z ich rywalizacji to, co najistotniejsze. A potem – będąc nadzwyczaj dobrym i pilnym uczniem – postarał się najdokładniej, jak to tylko możliwe, przenieść całą historię na język komiksu. Jeszcze nie takiego, do jakiego przyzwyczajeni jesteśmy dzisiaj, bo bez „dymków” i z tekstem drukowanym pod kadrami. Dopiero przygotowując obecne wydanie „Skarbu…”, Maciej Jasiński nadał mu formę przyjaźniejszą dla współczesnego czytelnika. Chociaż trzeba przyznać, że tym razem – w porównaniu z wieloma innymi komiksami prasowymi Wróblewskiego – zadanie miał ułatwione, ponieważ w tej opowieści dialogi zdarzają się sporadycznie.
W komiksie autor przedstawia wszystkie ważne postaci związane z tematem, nie ograniczając się jedynie do Montezumy i Cortésa. Widzimy więc także Diego Velázqueza de Cuéllara – hiszpańskiego konkwistadora, który podbił Kubę, a potem został jej gubernatorem, Juana de Grijalvę – siostrzeńca de Cuéllara, dzięki którego wyprawie na Jukatan Hernán usłyszał o Aztekach i ich wielkim bogactwie, Pedro de Alvarado – oficera w armii Cortésa, odpowiedzialnego tak samo jak jego dowódca za masakry etnicznych mieszkańców Ameryki Środkowej, wreszcie Pánfilo de Narváeza – wysłanego przez Diego Velázqueza, by powstrzymać samowolny marsz Hernána, którego sukcesy mogły poważnie zagrozić (i rzeczywiście zagroziły) pozycji gubernatora Kuby. Każdy z nich, chociaż są postaciami drugo- czy nawet trzecioplanowymi, odgrywa istotną rolę. Na ich tle lśni natomiast gwiazda tego najważniejszego – pogromcy Azteków, zdobywcy stolicy ich państwa Tenochtitlánu, wreszcie pierwszego gubernatora Nowej Hiszpanii.
Pokazując podbój Azteków, Wróblewski nie unika opisów okrucieństw dokonywanych przez Europejczyków – jest w komiksie mowa o podstępach, skłócaniu ze sobą plemion indiańskich (w armii Cortésa nie brakowało Totonaków ani Tlaskalanów), o stosowanych przez kolonizatorów zbrodniach i torturach czy doszczętnym zniszczeniu miasta (na gruzach którego niebawem powstanie nowe – Ciudad de México, czyli stolica współczesnego Meksyku). Brakuje jednak – z dzisiejszej perspektywy to nad wyraz istotne – ustosunkowania się do metod stosowanych przez legendarnego konkwistadora. Autor komiksu przyjmuje na siebie rolę bezstronnego obserwatora. Jako młody człowiek, zapewne zaczytujący się w książkach przygodowych, mógł być nawet – choć tego oczywiście pewien nie jestem – zafascynowany sukcesami Cortésa. Warto jednak wiedzieć, że Hiszpan był już w XVI wieku poddawany krytyce. Biorący w obronę rdzennych mieszkańców Ameryki dominikanin Bartolomé de Las Casas wprost nazywał go okrutnikiem i oskarżał o zbrodnie (vide „Krótka relacja o wyniszczeniu Indian” z 1552 roku).
Od strony graficznej „Skarb Montezumy” prezentuje się przyzwoicie. Rysunki są wprawdzie często jeszcze dość uproszczone, ale widać już wyraźnie zalążek stylu Wróblewskiego. Zwłaszcza gdy na pierwszym planie pojawiają się ludzkie twarze; ich fizjonomie potrafią przekazać emocje, a to trzeba uznać za dużą sztukę, pamiętając o tym, że mamy do czynienia z dziełem twórcy dwudziestoletniego, na dodatek opublikowanym w formie „pasków” prasowych. Zresztą im bliżej końca tej historii, tym kreska staje się pewniejsza. Najlepiej wypadają natomiast sceny batalistyczne, które stanowią clou całej opowieści. A co z tytułowym „skarbem”? Po lekturze komiksu będziecie mieć i na ten temat wiedzę, przynajmniej jeśli chodzi o jej stan na początek lat 60. ubiegłego wieku.
koniec
22 kwietnia 2022

Komentarze

22 IV 2022   14:24:57

W XXI w. w epoce sequeli, prequeli rimejków i wersji reżyserskich są legiony twórców, którzy wracają ciągle do tego samego tematu...W latach 60 pewnie działo się to rzadziej.

Komiks kawowski pewnie kiedyś czytałem, "Skarbu Montezumy" na pewno nie, ale mam kilka uwag merytoryczno-językowo-historycznych.

1. Jukatan to zupełnie inny rejon Meksyku. Państwo Azteków tam nie sięgało. Na Jukatanie mieszkają potomkowie Majów, nie Azteków. W czasach konkwisty potęga Majów była już pieśnią przeszłości.
2. Forma Cortez, ni to polska, ni to hiszpańska, wygląda dziwnie, ale w języku polskim jest poprawna. "Słownik odkrywców i zdobywców. Ameryka Łacińska" M. i W. Mickiewiczów podaje 3 wersje nazwiska: Hernandez Kortez, Hernán Cortés i Fernando Cortez. Pewnie jeszcze można dorzucić polskiego Ferdynanda.
3. "Etniczni mieszkańcy" brzmi niezbyt zgrabnie. Lepiej: "rdzenni mieszkańcy"
4. Nie wiem jak to wygląda w komiksie, ale Cortés nie musiał nikogo skłócać. Podbite przez Azteków ludy były dla niego naturalnymi sojusznikami. Okrucieństwo Azteków było legendarne. To byli naziści tamtych czasów.

Jeśli w komiksie jest mowa wyłącznie o okrucieństwach konkwistadorów, to nie jest on specjalnie bezstronny.

22 IV 2022   15:34:10

ad.4 Jeszcze przed erą "polityki wstydu białego człowieka" mówiło się o okrucieństwie konkwistadorów. A oni praktycznie byli bez szans na podbicie zarówno Ameryki Środkowej jak i Południowej bez pomocy tubylców.

22 IV 2022   16:00:24

@Ugluk Racja, a właściwie pół racji. Dziś uważa się, że bardzo pomogły konkwistadorom drobnoustroje chorobotwórcze z Europy, które przemieszczały się znacznie szybciej niż armie.

22 IV 2022   17:28:48

Jeszcze w tym roku ma być (wreszcie!) nowe wydanie „Hernána Cortésa...” To tak na marginesie.

23 IV 2022   21:33:06

Na drugim marginesie: mapa Państwa Azteków http://przedkolumbem.blogspot.com/2015/05/zozona-geopolityka-imperium-aztekow.html

Jukatan to zupełnie inny kawałek mapy Meksyku. IMO warto zmienić tytuł recenzji i informacje w tekście.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zbrodnia, miłość i bolszewicy
Agata Włodarczyk

20 V 2022

Wystarczy jedna przypadkowa rozmowa, aby zmienić życia wielu osób i prawie doprowadzić wielkie imperium do upadku. Na szczęście tyle samo trzeba, aby tragedii zapobiec. No, jak pokazuje Agatha Christie, tyle – oraz trochę przebiegłości i logicznego myślenia.

więcej »

Na wakacje zabierz… diagram?
Agata Włodarczyk

19 V 2022

Niektóre opowieści niezwykle łatwo poddają się adaptacjom i różnego rodzaju transformacjom, a inne – nie bardzo. Jedna z najsłynniejszych powieści królowej kryminału, „Śmierć na Nilu” wydana w 1937 roku, należy do tej drugiej kategorii, przynajmniej w przypadku tak krótkiego komiksu, jakim jest ten napisany przez Isabelle Bottier i narysowany przez Callixte.

więcej »

Gdy autor gra w kości
Marcin Knyszyński

18 V 2022

Kieron Gillen, znany w Polsce z serii „The Wicked + The Divine”, jest wielkim fanem gier fabularnych i scenarzystą komiksowym. Dwudziestoodcinkowe już „Die” łączy obydwa obszary zainteresowań Brytyjczyka. Nakładem Non Stop Comics ukazał się właśnie trzeci zbiorczy tom zawierający odcinki od jedenastego do piętnastego.

więcej »

Polecamy

Łatwe trudnego początki

Polscy podróżnicy:

Łatwe trudnego początki
— Marcin Osuch

Kumpel Mickiewicza
— Marcin Osuch

Prototyp Zagłoby
— Marcin Osuch

Wspomnienia jak żyła złota
— Marcin Osuch

Być jak Kmicic
— Marcin Osuch

Zobacz też

Tegoż autora

Tajniak też człowiek (choć specyficzny)
— Sebastian Chosiński

Wśród kościołów i pałaców
— Sebastian Chosiński

W zaśnieżonej Patagonii
— Sebastian Chosiński

Tachionowa ropucha über alles
— Sebastian Chosiński

Ach, ci pisarze!
— Sebastian Chosiński

Dwoma torami do celu
— Sebastian Chosiński

Zabić na początku i zabić na końcu
— Sebastian Chosiński

Rewolwerowiec-gadżeciarz
— Sebastian Chosiński

Narowisty stróż prawa
— Sebastian Chosiński

Giallo z elementami komedii
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.