Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 sierpnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CLXXXVIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

Narkotyki i poszukiwania
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Zachwycałem się już komiksami Paula Pope’a. I dziś się też będę zachwycać, albowiem właśnie przeczytałem „Heavy Liquid”. Nie powalił mnie na kolana tak jak „100%”, ale i tak jest to jeden z lepszych albumów jaki trzymałem w rękach w ostatnim czasie. Bo Pope to, co tu dużo gadać, mistrz i geniusz komiksowej formy.

Daniel Gizicki

Narkotyki i poszukiwania
[ - recenzja]

Zachwycałem się już komiksami Paula Pope’a. I dziś się też będę zachwycać, albowiem właśnie przeczytałem „Heavy Liquid”. Nie powalił mnie na kolana tak jak „100%”, ale i tak jest to jeden z lepszych albumów jaki trzymałem w rękach w ostatnim czasie. Bo Pope to, co tu dużo gadać, mistrz i geniusz komiksowej formy.
„Heavy Liquid” pierwotnie ukazał się w pięciu zeszytach w latach 1999-2000. Co ciekawe, Pope (o czym napisał w posłowiu) tworząc tę historię pracował jednocześnie nad drugim komiksem, który miał się ukazać w Japonii, ale się nie ukazał i w końcu ewoluował w „100%”. Co to za facet, który w jednym okresie robi dwie tak genialne historie? Jakiś cyborg, czy co? Geniusz po prostu. W każdym razie wydanie zbiorcze „Heavy Liquid” w twardej oprawie ukazało się za pośrednictwem DC/Vertigo w 2008 r.
Główny bohater tego komiksu o wdzięcznym pseudonimie „S” to były glina, który potem zaczął parać się nie do końca zgodnymi z prawem praktykami. Wraz ze znajomymi natrafił na tytułową tajemniczą substancję – taki dziwaczny metal. Troszkę z nim zaczęli kombinować, stopili to dziadostwo i zagotowali, i przypadkowo odkryli jego halucynogenne działanie. Heavy Liquid stał się dla nich narkotykiem, z jakim nie mieli wcześniej do czynienia. Pope wrzuca czytelnika w środek historii, gdy już sporo się wydarzyło i potem prezentuje retrospekcje, które wszystko pięknie tłumaczą. S i jego śp. kumpel Luis rąbnęli jakimś gangsterom całkiem sporą ilość substancji. Tylko że gangsterzy nie zamierzają tego puścić płazem i depczą po piętach bohaterom. Ich śladem podąża także tajemniczy jegomość w elegancko skrojonym garniaku. Tymczasem S otrzymuje zlecenie, by odnaleźć pewną kobietę – genialną rzeźbiarkę-instalatorkę Rodan Esperellę, z którą kiedyś łączyło go to i owo. Gdzieś w centrum całego zamieszania jest oczywiście Heavy Liquid…
Pope, podobnie jak w „100%”, pokazuje świat przyszłości, który, gdyby pominąć nowinki techniczne, jest całkiem zwyczajny. Owszem, podróż z Nowego Jorku do Paryża trwa pół godziny, ludzie wszczepiają sobie różne typowo cyberpunkowe urządzonka ułatwiające to i owo, ale bohaterowie są wciąż targani zwykłymi ludzkimi uczuciami, popełniają zwykłe błędy itd. Taka forma science fiction najbardziej mnie przekonuje i bardzo mi odpowiada. Ten album to kolejny popis wirtuozerii graficznej autora. Pope doskonale prowadzi historię za pomocą rysunków, dzięki czemu komiks czyta się płynnie i nie sposób się od niego oderwać (ok, frapująca fabuła też jest tego powodem). Wizerunki postaci są utrzymane w stylistyce, do której rysownik już zdążył przyzwyczaić, co nie zmienia faktu, że są fenomenalne (a zwłaszcza postać pięknej rzeźbiarki). Wszystkie inne elementy różnych płaszczyzn graficznej kompozycji albumu zasługują na najwyższe uznanie – czy to ujęcia architektury, kadrowanie, liternictwo czy wreszcie płaskie, ponure kolory, idealnie pasujące do klimatu opowiadanej historii. „Heavy Liquid” to kolejny majstersztyk, który wyszedł spod ręki Pope’a.
Wydawnictwo Kultura Gniewu przebąkuje na swoim blogu, jakoby miało wkrótce opublikować jakiś komiks nowojorskiego twórcy. Być może będzie to któraś z opowieści już przeze mnie opisywanych, być może coś jeszcze innego. Jednak co by to nie było, nazwisko autora gwarantuje wysoki poziom i na pewno będzie warte uwagi. Także trzymajcie rękę na pulsie!
koniec
21 maja 2009
Więcej tekstów Daniela Gizickiego o komiksach i nie tylko znajdziesz tutaj.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

MIasto w trzech odsłonach
Marcin Osuch

22 VIII 2019

„Berlin” to trzy historie rozgrywające się w różnym czasie. Co je łączy? Czy tytułowe miasto, bohaterowie? Bardzo możliwe, że Marvano wybrał na głównego bohatera tej trylogii kogoś, a raczej coś innego.

więcej »

Nieważne jak Szwedzi zaczynają, ważne jak kończą!
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

21 VIII 2019

Jeśli szukacie starego klimatu „Thorgala” w obecnym „Thorgalu”, dajcie sobie spokój. Od razu sięgnijcie po serię „Vei”. Najlepiej po jej drugi tom.

więcej »

Dzieci w piaskownicy
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

20 VIII 2019

Dlaczego warto sięgnąć po „Amazing Spider-Man Globalna sieć: Demonstracja siły"? Nie, nie dla nowej historii w świecie Marvel Now 2.0, a dla dodatku w postaci przedruku zeszytu z 1985 roku.

więcej »

Polecamy

Dwanaście i pół fortepianu

Kadr, który…:

Dwanaście i pół fortepianu
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Nadchodzą złodupcy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Idę i powiewam
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Ludzie nietoperze
— Paweł Ciołkiewicz

Z kategorii „cytaty”
— Wojciech Gołąbowski

Córy Iranu
— Paweł Ciołkiewicz

…i nie zawaham się…
— Wojciech Gołąbowski

Pytania ważne i ważniejsze
— Wojciech Gołąbowski

Docent tragarz
— Paweł Ciołkiewicz

Nie wyobrażaj sobie!
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

Na marginesie scenariusza #1
— Daniel Gizicki

Na północy krew z rozbitych czaszek bucha
— Daniel Gizicki

Letnie dni
— Daniel Gizicki

Wspaniały komiks!
— Daniel Gizicki

Młodociani turpiści?
— Daniel Gizicki

Czy na sali jest korekta?
— Daniel Gizicki

Wojny robotów
— Daniel Gizicki

Dla fanów Naruto
— Daniel Gizicki

Uwaga, kiepścizna!
— Daniel Gizicki

Sztuka jest nieśmiertelna!
— Daniel Gizicki

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.