Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CCVI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Na północy krew z rozbitych czaszek bucha
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Przy ostatnim zamówieniu z Multiversum postanowiłem wziąć sobie coś nowego na spróbowanie. Wybrałem pierwszy tom serii publikowanej przez Vertigo – „Northlanders” – zatytułowany „Sven the Returned”, który jakiś czas temu polecał Kamil Śmiałkowski. Autorem scenariusza do komiksu jest znany skądinąd Brian Wood, za rysunki odpowiada zaś Davide Gianfelice. I jest to całkiem sprawny komiks z akcją rozgrywającą się wśród Wikingów, którzy skolonizowali Orkady.

Daniel Gizicki

Na północy krew z rozbitych czaszek bucha
[ - recenzja]

Przy ostatnim zamówieniu z Multiversum postanowiłem wziąć sobie coś nowego na spróbowanie. Wybrałem pierwszy tom serii publikowanej przez Vertigo – „Northlanders” – zatytułowany „Sven the Returned”, który jakiś czas temu polecał Kamil Śmiałkowski. Autorem scenariusza do komiksu jest znany skądinąd Brian Wood, za rysunki odpowiada zaś Davide Gianfelice. I jest to całkiem sprawny komiks z akcją rozgrywającą się wśród Wikingów, którzy skolonizowali Orkady.
Okładka
Okładka
Szczerze mówiąc, miałem pewne obawy, czy „Northlanders” będzie warte wydanych nań pieniędzy. Jakoś mam opory, by uwierzyć, że Amerykanie są w stanie na poważnie wziąć się za typowo europejskie klimaty i nie spartolić ich. Jestem też troszkę nieufny wobec Wooda, którego babole punktowałem podczas opisywania „DMZ”. Jednak w przypadku „Northlanders” obawy okazały się nieuzasadnione, bo to naprawdę niezły komiks, który czyta się świetnie i nie można się od niego oderwać.
Głównym bohaterem jest Sven, normański wojownik służący cesarzowi Konstantynopola (czy też Miklagrodu, jak zwą go Wikingowie). Sven dowiaduje się, że jego ojciec zginął, a przynależne mu dziedzictwo przejął wujaszek Gorm. Wiking rusza więc do ojczyzny, by odebrać to, co mu się należy. Nietrudno się domyślić, że Gorm i jego przydupasy niechętnie spoglądają na cudownie odnalezionego dziedzica. Obijają mu więc gębę i zostawiają, by skonał w ziemiance. Jednak Sven jest z twardej gliny ulepiony, więc pomalutku rozpoczyna krwawą zemstę. Wkrótce zyskuje też mniej lub bardziej urodziwych sojuszników i tak się ta historia toczy. Lejąca się jucha, strzały padające znikąd, nieco o normańskiej kulturze, mitologii i zwyczajach. I choć fabuła oparta jest na wyświechtanym motywie - ostatni sprawiedliwy kontra banda nikczemników - to odpowiednie wyważenie elementów powoduje, że przyswaja się to z przyjemnością. Dodatkowym atutem są klawo zarysowani bohaterowie, którzy zmieniają się pod wpływem zaistniałych wydarzeń. Sven, Enna, Hakkar - dają radę!
Przykładowa plansza
Przykładowa plansza
Jedynym słabszym momentem jest chyba retrospekcja młodzieńczych przygód Svena, na mój gust poprowadzona „po sznureczku”. Zresztą Wood właśnie w okolicach Morza Czarnego nie ustrzegł się babola. Pierwsza scena komiksu, gdy Sven wraz z normańską załogą ściera się z innymi Wikingami, jest nieco naciągana. Owszem, Wikingowie służyli w Konstantynopolu, cesarze cenili sobie ich prostoduszność i umiejętności bojowe, nie mówiąc już o tym, że obstawa złożona z „rosłych chłopów” dawała poczucie bezpieczeństwa. Jednak nie sądzę, żeby Normanom dano okręt i tylko z nich złożono załogę. Przecież ci zaraz by się urwali i zaczęli łupić nadmorskie miasta…
Davide Giannfelice sprawnie zilustrował fabułę, tworząc udane wizerunki postaci. Postawni Wikingowie wyglądają tak, jak powinni, a kobitki są piękne. Dodatkowy atut to dobrze przedstawione miejsca, w których rozgrywa się akcja - zarówno pomieszczenia, jak i otwarte przestrzenie. Rysownik bardzo dobrze oddaje pełne dynamiki sceny walki, aż słychać świst mieczy, uderzenia metalu o metal, czuć zapach krwi i potu walczących. Rysunki uzupełnione dobrymi kolorami położonymi przez Dave′a McCaiga są niewątpliwie wielką zaletą tego komiksu. Tak jak i okładki poszczególnych zeszytów, których autorem jest Massiomo Carnevale.
Jeśli lubicie opowieści o Wikingach, sięgnijcie po „Northlanders” - nie zawiedziecie się. W serii tej jest wszystko, co powinno się znaleźć w dobrym komiksie akcji i w przyzwoitej historii o łupieżcach z Północy. Jeśli chcecie pooglądać troszkę więcej plansz, szkiców czy pierwocin scenariusza i poczytać co nieco o następnych odsłonach serii, zajrzyjcie na stronkę „Northlanders”.
koniec
15 czerwca 2009
Więcej tekstów Daniela Gizickiego o komiksach i nie tylko znajdziesz tutaj.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

En Sabah Nur po raz kolejny…
Andrzej Goryl

18 V 2021

Komiksy o grupie X-Men ukazują się od września 1963 roku. Prawie 57 lat. Przez ten czas ich przygody pisało wielu utalentowanych scenarzystów, m.in. Grant Morrison, Joss Whedon, Brian Michael Bendis, Chris Claremont, Jason Aaron, Warren Ellis i wielu innych. Nie wszyscy z nich prezentowali w tej serii (czy też seriach) pełnię swoich możliwości. Tak też jest niestety w przypadku Jeffa Lemire’a – twórcy, który błyszczy w swoich autorskich seriach („Czarny Młot”, „Descender”), jednak kiedy pracuje (...)

więcej »

Mroki przeszłości
Marcin Knyszyński

18 V 2021

„Batman. Biały rycerz” był pierwszym komiksem sygnowanym logo „DC Black Label”. Nowa inicjatywa wydawnicza amerykańskiego potentata komiksowego okazała się wielką szansą dla Seana Murphy’ego – rysownika, który z rzadka próbował swych sił jako scenarzysta. „Biały rycerz” zainicjował „Murphyverse”, czyli miniuniwersum pozostające poza głównym kontinuum Detective Comics. Wydana właśnie przez Egmont „Klątwa białego rycerza” kontynuuje historię opowiedzianą we wspomnianym powyżej komiksie, idealnie (...)

więcej »

Jak zbudowano Donżon?
Maciej Jasiński

17 V 2021

Pierwszy tom serii „Donżon” był moim zdaniem najlepszym komiksem wydanym w Polsce w 2019 roku. Dlatego na drugą część czekałem z niecierpliwością i w końcu trafił w moje ręce. Tym razem jest to znacznie obszerniejszy tom, zawierający aż osiem albumów opowiadających o wydarzeniach, które doprowadziły do zbudowania donżonu. Są one oznaczone jako cykl „Donżon: Świt”, ale ten album zawiera również dwa komiksy z serii „Donżon: Monstra”, które przedstawiają historie konkretnych bohaterów, łączące się (...)

więcej »

Polecamy

Stukasy, Wellingtony, Halifaksy!

Tajemnica złotej maczety:

Stukasy, Wellingtony, Halifaksy!
— Konrad Wągrowski

O wolność waszą i naszą
— Konrad Wągrowski

Na wielbłądzie boli tyłek
— Konrad Wągrowski

Z Łosiem na łowy
— Konrad Wągrowski

Przybywając do PRL-owskiego raju
— Konrad Wągrowski

Zobacz też

Tegoż autora

Na marginesie scenariusza #1
— Daniel Gizicki

Letnie dni
— Daniel Gizicki

Narkotyki i poszukiwania
— Daniel Gizicki

Wspaniały komiks!
— Daniel Gizicki

Młodociani turpiści?
— Daniel Gizicki

Czy na sali jest korekta?
— Daniel Gizicki

Wojny robotów
— Daniel Gizicki

Dla fanów Naruto
— Daniel Gizicki

Uwaga, kiepścizna!
— Daniel Gizicki

Sztuka jest nieśmiertelna!
— Daniel Gizicki

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.