Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCVII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Cosey
‹W poszukiwaniu Piotrusia Pana›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułW poszukiwaniu Piotrusia Pana
Scenariusz
Data wydaniawrzesień 2009
RysunkiCosey
Wydawca Egmont
CyklPlansze Europy
Cena75,00
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk

Szukajcie, a znajdziecie!
[Cosey „W poszukiwaniu Piotrusia Pana” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„W poszukiwaniu Piotrusia Pana” Bernarda Coseya to opowieść o wielopłaszczyznowej peregrynacji. W celu odkrycia przeszłości własnej rodziny, odnalezienia miłości oraz… utraconego natchnienia, które pozwoli bohaterowi stworzyć kolejną zajmującą powieść. Szkoda jedynie, że odpowiednia muza nie towarzyszyła autorowi komiksu w czasie prac nad scenariuszem. Ale przynajmniej stronie graficznej albumu nic zarzucić nie można!

Sebastian Chosiński

Szukajcie, a znajdziecie!
[Cosey „W poszukiwaniu Piotrusia Pana” - recenzja]

„W poszukiwaniu Piotrusia Pana” Bernarda Coseya to opowieść o wielopłaszczyznowej peregrynacji. W celu odkrycia przeszłości własnej rodziny, odnalezienia miłości oraz… utraconego natchnienia, które pozwoli bohaterowi stworzyć kolejną zajmującą powieść. Szkoda jedynie, że odpowiednia muza nie towarzyszyła autorowi komiksu w czasie prac nad scenariuszem. Ale przynajmniej stronie graficznej albumu nic zarzucić nie można!

Cosey
‹W poszukiwaniu Piotrusia Pana›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułW poszukiwaniu Piotrusia Pana
Scenariusz
Data wydaniawrzesień 2009
RysunkiCosey
Wydawca Egmont
CyklPlansze Europy
Cena75,00
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Szwajcar Bernard Cosey znany jest przede wszystkim jako autor, ukazującej się już od trzech dekad, przygodowej serii o „Jonathanie”, obieżyświacie, który podczas pobytu w Tybecie stracił pamięć, by później – podróżując po całym globie – składać z pojedynczych elementów prawdę o sobie i swoim dotychczasowym życiu. Wydany właśnie w Polsce – w oryginale dwutomowy – album „W poszukiwaniu Piotrusia Pana” ukazał się w połowie lat 80. ubiegłego wieku, gdy Cosey był jeszcze na artystycznym dorobku i dopiero starał się zyskać rozgłos w komiksowym światku. Jak na patriotę przystało, pochodzący z okolic Lozanny scenarzysta i rysownik akcję swego dzieła umieścił po szwajcarskiej stronie Alp, a mówiąc dokładniej – w rejonie Valais. Swoim czytelnikom zafundował również podróż w czasie, ponieważ właściwa część historii rozgrywa się późną jesienią 1929 roku (choć w opisie wydawcy na okładce widnieje 1930, to jednak na drugiej planszy opowieści znajduje się informacja, że rok ten dopiero… nadchodzi). Ważne jest to zresztą nie tyle z fabularnego, co graficznego punktu widzenia, albowiem pozwoliło Coseyowi dołożyć wszelkich starań – i trzeba przyznać, że z zadania tego wywiązał się nad wyraz solidnie – w odtworzeniu realiów opoki, głównie zaś w odwzorowaniu strojów z epoki.
Bohaterem komiksu jest Melvin Woodworth, młody angielski pisarz mający na koncie dwie powieści, z których druga – „Spotkanie w Madrycie” – zdążyła już podbić serca wielu Europejczyków. Szukając natchnienia, pewnego późnojesiennego dnia pojawia się on w niewielkiej wiosce Ardolaz u stóp Alp walezyjskich i na dwa miesiące wynajmuje pokój w pensjonacie pana Zuffereya. Ma nadzieję, że uda mu się w tym czasie spłodzić kolejną książkę, o którą zresztą natarczywie wypytuje w listach jego londyński agent. Od samego początku pobytu w Szwajcarii Woodworth nie może zresztą narzekać na brak przygód. Jeszcze nim dociera do wsi, przeżywa spotkanie z miejscowymi policjantami, poznaje także poszukiwanego przez nich staruszka Baptistina, który podpadł stróżom prawa, fałszując monety. Nie wiedzieć czemu – czy to z mniej lub bardziej uzasadnionej niechęci do żandarmów, czy też z sympatii do ludzi uchylających się od odpowiedzialności – choć móże wydać przestępcę, Anglik jednak tego nie robi. Co będzie zresztą dość istotne dla dalszego przebiegu akcji…
Chociaż pisarz znad Tamizy początkowo robi wszystko, by zostać odebranym jedynie jako kolejny turysta zachwycający się pięknem gór i okolicznej przyrody, czytelnik bardzo szybko nabiera przekonania, że nie są one jedynym magnesem, który przyciągnął go w ten zapomniany przez Boga zakątek Europy. Dużo do myślenia daje jego wizyta na miejscowym cmentarzu, jak również „polowanie” na tajemniczą osobę, która nocami w opuszczonym hotelu grywa na fortepianie bliską jego sercu melodię. A i trzymany przezeń w pokoju egzemplarz „Piotrusia Pana” sugeruje, że mamy do czynienia z czymś znacznie poważniejszym niż klasyczna krajoznawcza eskapada. I rzeczywiście. Jak się bowiem okazuje, Woodworth próbuje rozwiązać pewną rodzinną zagadkę, która od jakiegoś już czasu nie daje mu spokoju i spędza sen z powiek. By jednak fabuła nie była zbyt monotonna (i depresyjna zarazem), Cosey umiejętnie wplątuje pisarza w miejscowe sprawy i sprawki. Stąd już na samym wstępie spotkanie z Baptistinem, a później zauroczenie – tyleż tajemniczą, co uroczą – przypadkiem spotkaną białogłową.
Akcja „W poszukiwaniu Piotrusia Pana” toczy się niezwykle leniwie; zapewne w takim samym tempie, w jakim przed ośmioma dekadami żyli mieszkańcy alpejskich wiosek. Nieliczni turyści za dnia korzystają z dobrodziejstw aktywnego wypoczynku na nartach, a wieczorami grywają w pensjonacie w karty i sączą wino; policjanci wciąż próbują wyśledzić niecnego fałszerza monet, który okazuje się jednak zdecydowanie zbyt sprytny jak na ich umiejętności; Woodworth natomiast dzieli swój czas między pisanie (ach, ten okropny agent!) i tropienie nieznajomej. Prawdziwa sielanka! Lecz tylko do momentu, gdy specjalnie sprowadzony w góry geolog stwierdza, że spływający spomiędzy szczytów jęzor lodowca zagraża bezpośrednio mieszkańcom wioski. A że przed kilkuset laty miała już miejsce w tej okolicy poważna katastrofa, lokalne władze – nie chcąc brać odpowiedzialności za życie zarówno miejscowych, jak i przyjezdnych – wydają nakaz opuszczenia Ardolaz. Nie trzeba chyba dodawać, że jest on Anglikowi wyjątkowo nie na rękę. Dopiero od tego momentu akcja zaczyna stopniowo przyspieszać, choć jednocześnie staje się coraz mniej realistyczna.
Komiks Coseya może zachwycić wizualnie. Od strony graficznej to prawdziwy majstersztyk, którego nie powstydziliby się nawet artyści tej miary, co Grzegorz Rosiński czy Jean Giraud. Realistyczna kreska, dbałość o szczegóły, umiejętne kadrowanie, odpowiedni rozmach i operowanie kolorem (od barw bardzo jaskrawych, poprzez szarości i półcienie, aż po kłującą w oczy biel) – wszystko to sprawia, że „W poszukiwaniu Piotrusia Pana” można oglądać wielokrotnie z niesłabnącą przyjemnością. Niestety, znacznie gorzej poradził sobie autor z fabułą, która, co tu dużo mówić, na odległość trąci banałem. O ile w pierwszej części dzieła – gdzie mamy do czynienia z próbą rozwikłania przez Woodwortha rodzinnej zagadki – w powietrzu przez cały czas unosi się aura tajemniczości, a czytelnik zachodzi w głowę, co wydarzy się dalej, o tyle gdy już łamigłówka zostaje ułożona (mniej więcej w połowie), cały klimat nagle diabli biorą, a na plan pierwszy wybija się wątek miłosny. Zdecydowanie zbyt cukierkowaty, by się nim na poważnie zainteresować, a co dopiero przejąć. Harlequinowe zakończenie natomiast dosłownie przyprawia o zgrzytanie zębów. Co jednak nie zmienia faktu, że tym ekskluzywnie wydanym komiksem długo można sycić oczy. A i na prezent świąteczny dla romantycznie nastrojonych nastolatków nadaje się idealnie.
koniec
16 października 2009

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Viva Polonia!
Tomasz Nowak

16 VII 2020

Wydawało się, że możność wejrzenia w stare polskie produkcje sczezła wraz z serią Dawny Komiks Polski. A jednak! Wydanie „Rotmistrza Polonii” nawiązuje do tamtych opracowań. Co więcej, stanowi ważny przyczynek do znacznie dalej niż dotąd idących rozważań o historii – komiksu i nie tylko… W publikację przygotowaną przez Wydawnictwo 23 łatwo dać się wkręcić. Więcej nawet, wkręcić się bardzo przyjemnie! Wielka ściema wyszła wyśmienicie!

więcej »

W konkretnej rzeczywistości, tu i teraz
Wojciech Gołąbowski

15 VII 2020

Staszek Kostka. Osiemnastolatek. Jezuita. Święty kościoła katolickiego. Takiej pozycji – w taki sposób opowiedzianej – na rodzimym rynku komiksu okołoreligijnego jeszcze nie było.

więcej »

Kto ty jesteś?
Aleksander Krukowski

14 VII 2020

„Powrót do Kosowa” to reportaż z pierwszych tygodni pokoju w Kosowie, który koncentruje się na losach jego ludności.

więcej »

Polecamy

Kilka słów na pożegnanie

Pilot śmigłowca:

Kilka słów na pożegnanie
— Marcin Osuch

Szczęśliwy finał
— Marcin Osuch

Trochę jak Blueberry
— Marcin Osuch

Nasz polski superman
— Marcin Osuch

Pilot punktuje, „Pilot” dołuje
— Marcin Osuch

W końcu to komiks
— Marcin Osuch

Pożegnanie z Rosińskim
— Marcin Osuch

Rozkaz to rozkaz
— Marcin Osuch

Kapitan zmienia trasę
— Marcin Osuch

Latający dyliżans
— Marcin Osuch

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta dymki: Reaktywacja
— Daniel Gizicki, Wojciech Gołąbowski, Marcin Osuch, Paweł Sasko, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Muzyka czasów pandemii
— Sebastian Chosiński

Uralski realizm zepsuty przez magię
— Sebastian Chosiński

Czasami lepiej widzieć mniej (lub nic)
— Sebastian Chosiński

Niektórych marzeń lepiej nie spełniać
— Sebastian Chosiński

Na tropie Bucky’ego i Red Skulla
— Sebastian Chosiński

Do kraju tego, w którym zmarli nie mają spokoju…
— Sebastian Chosiński

Na zesłaniu w Piekle
— Sebastian Chosiński

Jeśli Bóg maczał w tym palce…
— Sebastian Chosiński

Może być tylko gorzej
— Sebastian Chosiński

Bóg, heros, karzeł i wojowniczka
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.