Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CLXXIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Był sobie cyngiel

Esensja.pl
Esensja.pl
Pierwsze skojarzenie podczas lektury „Torpedo” nasuwa się automatycznie – „Miasto Grzechu” Franka Millera. Historia w klimacie noir, z mafijnymi cynglami, zdemoralizowanymi bogaczami, skorumpowanymi gliniarzami i kobietami fatalnymi, na dodatek rysowana w czerni i bieli. Ale to skojarzenie nieco mylące.

Enrique Sánchez Abulí, Jordi Bernet
‹Torpedo #1›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTorpedo #1
Scenariusz
Data wydaniasierpień 2009
RysunkiJordi Bernet
Wydawca Taurus Media
CyklTorpedo
ISBN978-83-60298-42-8
Cena45,00
Gatunekkryminał
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
Pierwsza podstawowa różnica – akcja „Torpedo”, komiksu kryminalnego twórców hiszpańskich Enrique Sánchez Abulíego i Jordiego Berneta toczy się w 1936 r., podczas gdy „Sin City” to czasy w miarę współczesne. Ale ważniejsze jest ujęcie tematu czarnego kryminału w obu seriach. „Sin City” to czysty postmodernizm – ponieważ wszystko już było, Frank Miller uznał, że schematy gatunku należy pokazywać w sposób skrajnie przesadny, groteskowo przerysowany. Mordercy nie są zwykłymi cynglami na zlecenie – są potworami, sadystami, zboczeńcami, a nawet kanibalami. Kobiety fatalne są kobietami złymi do szpiku kości. Komiksowa przemoc jest również skrajna – ćwiartowanie mieczami to wyjątkowo łagodna kara za błędy w Mieście Grzechu. W porównaniu do „Sin City” „Torpedo” jest, rzec można, klasyczne. Ameryka, lata 30., świat mafii, główny bohater Luca Torelli, zwany Torpedo, to niedrogi zabójca na zlecenie. Krew leje się często, ale jednak metody Torpedo nie wybiegają ponad standardowy strzał z pistoletu w jeden z kluczowych organów wewnętrznych swego celu. Gdy Frank Miller chce bawić się konwencją, sprawdzając, jak daleko można się posunąć, Abulí chce po prostu opowiadać historie kryminalne. Klasyczne, mocno osadzone w realiach (przynajmniej tych znanych z popkultury) czasów Wielkiego Kryzysu (a właściwie już jego schyłku), najczęściej z zaskakującym twistem na końcu.
Pod jednym względem „Torpedo” idzie jednak dalej niż „Miasto Grzechu”. Frank Miller zdaje się być optymistą – w jego opowieściach, wśród setek ludzkich szumowin, pojawia się przeważnie wyrazisty bohater pozytywny. Bohater w najgorszym razie trzymający się swego rodzaju kodeksu (Marv), ale także bohater będący po prostu porządnym gościem (Dwight), albo wręcz chodzący ideał (Hartigan). Abulí nie daje nam tej przyjemności – w „Torpedo” porządnych ludzi w zasadzie brak, a jeśli jakiś się gdzieś przemknie, nie zagości na długo na kartach komiksu.
Najciekawszy jest w tym wszystkim oczywiście główny bohater. Torpedo to – szczerze powiedziawszy – prymitywny osiłek. Niewykształcony, wciąż nieprawidłowo używający słów i przekręcający trudniejsze pojęcia, bez przyjaciół (przynajmniej takich, których by sam w którymś momencie nie zabił), bez zasad (poza podstawowymi – przeżyć i nachapać jak najwięcej kasy), wobec kobiet brutalny (nie cofający się przed braniem siłą tego, co uważa za mu należne), nie gardzący żadnym zleceniem. Jeśli zdarza się mu uczynić coś dobrego, to raczej przez przypadek. Tym ciekawszy jest fakt, że mimo tego, czytelnik podczas lektury przyjmuje optykę łotra i szczerze mu kibicuje. To efekt z jednej strony pierwszoosobowej narracji (Luca przedstawia „z offu” dużo własnych komentarzy), z drugiej oczywiście talentu twórców, którzy potrafili narzucić odbiorcy specyficzny punkt widzenia.
Za pierwszym wydanym w Polsce albumem (obejmującym 3 zeszyty oryginału) stoi w gruncie rzeczy dwóch rysowników. Pierwszym był Amerykanin Alex Toth, który zilustrował dwie pierwsze historyjki. Gdy na skutek różnicy zdań co do koncepcji nastąpiło rozstanie, grafikę przejął Hiszpan Jorki Bernet. Była to zmiana na lepsze. Widać wyraźnie, że Toth preferował bardziej „miękką” kreskę, wyraziste kontury, mniej szczegółów w tle, natomiast Bernet nadał całości wyrazu szorstkości i dynamiki, lepiej pasującej do charakteru bohaterów i treści opowiadanych historii.
Komiks czyta się bardzo dobrze, jak to zwykle bywa przy zbiorach komiksowych opowiadań. Historyjki kryminalne nie są błahe, każda ma solidnie przygotowany, unikający klisz scenariusz, wyraziste postacie, a także dużo humoru (najczęściej w wersji czarnej). Atutem też jest oczywiście klimat lat 30., czyli czasów, które na popkulturze odcisnęły szczególne piętno. Do dziś ukazały się w Polsce dwa zbiorcze albumy przygód Luki „Torpedo” Torellego, na jesieni zapowiadana jest trzecia część.
koniec
22 marca 2010
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Nie jestem bohaterem
Marcin Osuch

23 II 2018

Komiks z afrykańskimi przygodami Corto uważałem za najlepszy z dotychczas wydanych w Polsce. Po ponownej lekturze podtrzymuję tę opinię.

więcej »

Pieniądze to nie wszystko
Albert Walczak

22 II 2018

Komiksy o Kaczorze Donaldzie, jak i innych disneyowskich bohaterach postrzegane są głównie jako proste opowieści rysowane z myślą o najmłodszych czytelnikach. Istnieje jednak komiks z kaczką w roli głównej, który potrafi zadowolić nawet najbardziej wymagających fanów historyjek obrazkowych. To oczywiście wyróżnione w 1995 r. prestiżową Nagrodą Willa Eisnera „Życie i czasy Sknerusa McKwacza” Dona Rosy.

więcej »

Zera i jedynki
Marcin Osuch

21 II 2018

W oryginale seria „The Manga Guide” obejmuje już kilkadziesiąt albumów z różnych dziedzin szeroko rozumianej nauki i techniki. W Polsce po tomie „Wszechświat” przyszła kolej na „Mikroprocesory” wydane nakładem PWN.

więcej »

Polecamy

Koniec nieskończoności

Marvel:

Koniec nieskończoności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nieskończoność megalomanii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ostatnie łowy doktora Octopusa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przeczytać Panterę i zapomnieć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pokręcony komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Głupi ma szczęście
— Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Lipiec 2011
— Esensja

Esensja czyta dymki: Maj 2011
— Esensja

Wpuszczeni w kanał
— Konrad Wągrowski

Gwałcić i być gwałconym
— Konrad Wągrowski

Gwałty, morderstwa, kazirodztwa
— Konrad Wągrowski

Torpedo w celu
— Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Nasz człowiek w Rio Klawo
— Konrad Wągrowski

Blaski i cienie świata liliputów
— Konrad Wągrowski

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

„Love Story” w wykonaniu Patryka Vegi
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Paddington daje sobie radę
— Konrad Wągrowski

Sympatyczna telepatyczna błahostka
— Konrad Wągrowski

Sztuka narodowa musi dawać po pysku. Metakomiks narodowy
— Konrad Wągrowski

Bolesne tajemnice różańca
— Konrad Wągrowski

Czerwony kapturek je puszystego króliczka
— Konrad Wągrowski

Apokalipsa i gadające psy
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.