Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CLXXIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Mam chyba trochę żal...

Esensja.pl
Esensja.pl
Paulina Christa
Z okazji 80. rocznicy narodzin Janusza Christy publikujemy wywiad z Pauliną Christą, wnuczką artysty.
Marcin Osuch: Która z historii o Kajku i Kokoszu to Pani ulubiona?
Paulina Christa: Hmm… Wiedziałam, że padnie to pytanie… Pojawia się w związku z nim pewien problem. Wstyd się przyznać, ale nie przeczytałam ani jednego komiksu mojego Dziadka. Spowodowane było to chyba faktem, że trzymał mnie on z daleka od swojej twórczości, podkładając bajki Disneya. Zarówno książki, jak i filmy. Nie wiem, dlaczego tak było, zapytać - nie zapytałam. Dopiero po Jego śmierci dotarło do mnie, jak ważny było dla "światka komiksowego". Dokładnie podczas Warszawskich Spotkań Komiksowych w 2009 roku, gdzie po raz pierwszy miałam do czynienia z fanami twórczości Janusza Christy. Wtedy był to dla mnie szok i czułam się raczej nieswojo, natomiast dziś uwielbiam towarzystwo tych ludzi oraz atmosferą panującą wśród nich, dlatego dziwię się, że Dziadek stronił od tego typu konwentów. Od jakiegoś czasu Egmont dosyła mi brakujące komiksy. Chcę mieć komplet i przymierzam się do zapoznania z twórczością człowieka, który był i z zasadzie nadal jest dla mnie bardzo ważny. Robię to dla siebie, ale przede wszystkim dla swojego syna, by wiedział od dziecka, kim był i co robił jego pradziadek.
MO: Czyli WSK 2009 było przełomowe. Jak Pani tam trafiła?
PCh: Po śmierci Dziadka byłam zagubiona. Nie wiedziałam, co zrobić zarówno z samą sobą, jak i z tym, co po Dziadku zostało. Przyjechało dwóch ludzi, wysłanych przez Adama Radonia (prowadzą obecnie blog Na plasterki), którzy mieli za zadanie sprawdzić, co Janusz zostawił po sobie. Spędzili u mnie cały dzień. Znaleźli, co znaleźli, nabiegali się do ksero, spisywali. Parę dni później jeden z nich zadzwonił i powiedział, że zna ogromnego fana mojego Dziadka. Zapytał, czy może podać mu mój numer, że chciałby pogadać, być może też coś kupić. Zgodziłam się. Sama nie wiem, dlaczego. Przyjechał śmieszny człowiek: warszawiak, z wielką teczką, w czarnym, długim płaszczu, wyglądający trochę jak Jan Maria Rokita. Najpierw była godzinka "interesów", następnie trzy może cztery godziny przyjacielskiej rozmowy. Jego otwartość sprawiła, że chciałam zobaczyć innych ludzi z tego środowiska. Jesteśmy przyjaciółmi po dziś dzień. Namówił mnie na przyjazd do Warszawy, a ja się zgodziłam. Siedząc w pociągu, czułam strach, a jednocześnie podniecenie. Po dotarciu na miejscu stało się coś, czego się nie spodziewałam. Otoczyło mnie, jak to dziś określam, stado mężczyzn, i naraz zaczęło zadawać tysiące pytań. Czułam się jak malutka dziewczynka, nie wiedząca, co robić. Kolega poznany wcześniej z Sopotu wyciągnął mnie stamtąd na obiad. Jak wróciłam, jakoś to ogarnęłam i zaczęłam po kolei odpowiadać na pytania. Głownie te, jakim człowiekiem był Janusz Christa prywatnie. Wtedy to było dla mnie bardzo trudne. To było niecałe pół roku po Jego śmierci. Nie umiałam wtedy chyba jeszcze o tym rozmawiać. Choć większy problem sprawiło mi nagranie filmu Sławomira Malinowskiego. To było jeszcze przed WSK, jakoś w styczniu. Mimo to, że byłam i jestem bardzo szczęśliwa, że film powstał, to wtedy nie było mi łatwo. Do dziś, jak oglądam ten film, czy widzę gdzieś nagrania z Januszem, łezka kręci się w oku. A to już prawie sześć lat… Zapomniałam wcześniej dodać, że pierwszą pierwszą przygodą z ludźmi (choć dość kameralną) było odebranie odznaczenia Gloria Artis w 2007 w imieniu Dziadka. Ale z racji małej skali wydarzenia nie odczułam tej popularności Dziadka, jaką pokazała mi WSK.
MO: Z tego co Pani mówi, można wyciągnąć wniosek, że Janusz Christa starał się trzymać swoją wnuczkę z dala od świata Kajka i Kokosza. Dlaczego?
Kliknij aby powiększyć
Kliknij aby powiększyć
PCh: W zasadzie to nie wiem. Mam chyba trochę żal o to do Niego. Wszystkie osoby związane ze środowiskiem komiksowym (wydawcę, dyrektora MFK, znawców i fascynatów komiksu) poznałam na pogrzebie Dziadka. Wiem z opowiadań tych ludzi, że jak mieli z Nim spotkanie, potrafił przerwać, mówiąc "Stary musimy kończyć, bo niedługo będzie u mnie moja wnuczka". Żyłam z Jego twórczością, a zarazem obok niej. Może też dlatego, że ludzie z mojego rocznika (urodziłam się w 1986 roku) nie kojarzyli komiksów Dziadka. Gdy stałam się człowiekiem "rozumnym", On już nie rysował. Nie opowiadał mi o tym, co tworzył. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że sporo ludzi, którzy czytali i znali postaci Kajka i Kokosza, nie potrafili podać nazwiska ich twórcy. Dlatego moje nazwisko nie było dla mnie niczym wyjątkowym. Po raz pierwszy, gdy mnie skojarzono z Christą, byłam podczas sesji na studiach. Profesor, chcąc postawić mi 4+ (z czego byłam niezbyt zadowolona), zapytał o nazwisko oraz o Kajka i Kokosza. Gdy przytaknęłam, że to mój Dziadek, do indeksu wpisał mi 5. Powiedziałam to Dziadkowi, licząc, że zrobi to na Nim wrażenie, jednak on się tym w ogóle nie przejmował, tak jakby to na nim wrażenia nie zrobiło. Wydaje mi się, że On sam nie zdawał sobie sprawy ze swojej popularności. Nie docierało to do Niego. Natomiast ja mogę po tych pięciu latach spędzonych z komiksiarzami śmiało powiedzieć, że jestem niezmiernie dumna z tego, że nazywam się Christa.
MO: Dla mnie to brzmi nieprawdopodobnie, ale być może dlatego, że ja się wychowałem na walce o każdy numer "Świata Młodych" z kolejnym odcinkiem przygód Kajka i Kokosza na ostatniej stronie. Bardzo mocno przeżywałem każdy brakujący odcinek. Wracając do odkrywania Janusza Christy - jak wyglądał ten proces później, po WSK 2009?
PCh: Potem było już z górki. W 2009 pojawiłam się też na BFK w Gdańsku oraz MFKiG w Łodzi. Od tamtej pory do Łodzi jeżdżę rok w rok. Kiedyś rozmowy dotyczyły Janusza, dziś ci ludzie są moimi przyjaciółmi i rozmawiamy raczej prywatnie. Choć rozmów o Dziadku nie da się uniknąć. W tym roku pojawiła się natomiast nowa impreza komiksowa w Toruniu - DwuTakt. Organizatorami byli moi bardzo bliscy znajomi. Akurat złożyło się tak, że postanowiłam dołączyć się do inicjatywy i zaangażowałam się w ten projekt. Zaproponowałam nagrodę dla osoby, instytucji czy też portalu promującego komiks. Nagroda powstała w formie Złotego Pucharu i w tym roku otrzymał ją blog Na plasterki
. Tym razem konwent stał się dla mnie czymś wyjątkowym, ponieważ zobaczyłam, jak to wygląda od środka. Było ciężko, ale satysfakcja (mimo kameralnego wymiaru) była ogromna. Planuję na stałe współpracować z tymi ludźmi. W zasadzie do tej pory spełniłam cztery swoje marzenia związane z Dziadkiem. Powstał film o Nim, potem w Łodzi podczas jednej z MFK zrobiliśmy bardzo dużą wystawę pokazującą nie tylko Janusza Christę jako rysownika i scenarzystę, ale też zwykłego człowieka. Następnie przyszedł czas na nowy pomnik na cmentarzu dzięki sprzedaży plansz komiksowych, a w tym roku nagroda festiwalowa, która będzie Go przypominać. Ogólnie rzecz ujmując, dzięki wsparciu komiksiarzy realizuję plany i spełniam marzenia, więc jak tu ich nie lubić.
MO: Czy w takim razie może Pani zdradzić, jakie są Pani marzenia i ewentualne plany z nich wynikające na najbliższy rok, może dwa lata?
PCh: Moje największe marzenie nie zależy ode mnie. Jest to powstanie filmu animowanego na podstawie komiksów mojego Dziadka. To było też Jego marzenie. Niestety w dzisiejszych czasach pozyskanie sponsorów na tego typu przedsięwzięcie nie jest proste. Ludzie są ostrożni w kwestii inwestycji pieniędzy. A komiks nie wydaje się ludziom czymś dochodowym. Fani kupują ode mnie plansze, ale to jest inny wymiar pieniężny niż film. Tak więc pozostaje mi czekać na dzień, w którym to się zmieni. Z takich mniejszych planów w tym roku: chcę postarać się bardziej intensywnie o tablicę pamiątkową na kamienicę, w której Dziadek spędził ostatnie 30 lat swojego życia (może i nawet więcej). Poza tym wspieram inicjatywę powstania instytucji, która zajmie się promowaniem komiksu (ale to jeszcze trochę pracy zajmie i nie chcę o tym póki co więcej pisać). Takim moim prywatnym planem jest pojechanie do Lubinia i zobaczenia fontanny Milusia oraz innych figur postaci stworzonych przez mojego Dziadka, gdyż do tej pory nie miałam okazji. Dzięki wsparciu wydawnictwa Egmont powstają wznowienia komiksów oraz gry. Zorganizowało też konkurs im. Janusza Christy, który w tym roku miał pierwszy finał, ale wiem, że będzie to kontynuowane. Dwa lata temu zorganizowałam z dwójką znajomych wystawę, prelekcję i konkurs dla gimnazjalistów z wiedzy o Kajku i Kokoszu. W tym roku takiego robimy w sierpniu w Legnicy. Ogólnie moje plany dotyczą tego, by ludzie nigdy nie zapomnieli o Januszu Chriście i będę robić wszystko, by tak się stało.
kliknij aby powiększyć
kliknij aby powiększyć
MO: Myślę, że autorowi Kajka i Kokosza zapomnienie nie grozi, ale promocja jego osoby i dzieł też nie zaszkodzi. Jakiś czas temu był pomysł kontynuacji sztandarowej serii Janusza Christy przez innych twórców. Co Pani o tym sądzi? Na Zachodzie to często spotykane podejście.
PCh: Jestem jak najbardziej za. Dziadkowi został przedstawiony taki pomysł kiedyś i wiem, że mu się podobał. Jednak znalezienie następcę Christy to nie lada wyzwanie. Egmont robił nawet taki casting, ale z tego co mi wiadomo, nadesłane prace nie były najlepsze. Wiem, że blog o Chriście też coś działał w tej kwestii i nawet mają faworyta, ale człowiek zaczyna, a ma problem z tym, by skończyć. Christa był "czasołamaczem" w tworzeniu, takiego rysownika już raczej nie znajdziemy. Choć kto wie, życie potrafi zaskakiwać…
MO: Pamiętam z dzieciństwa ilustrację z jednego z pierwszych numerów magazynu "Relax". Były tam kadry z różnych zachodnich komiksów, między innymi byli Asteriks i Obeliks. Pomyślałem wtedy, że ten Kajko i Kokosz jakoś inaczej wyglądają niż zwykle. Jak Pani, osoba zaangażowana emocjonalnie w twórczość Janusza Christy bardziej niż ktokolwiek inny, odnosi się do kwestii podobieństw i różnic pomiędzy pracami Dziadka a Goscinnego i Uderzo?
PCh:Im częściej człowiek słyszy dane pytanie, bądź dyskusje na ten sam temat, nabiera do tego dystansu. Na początku traktowałam to jako atak, jako chęć umniejszenia zasług mojego Dziadka. Po tych kilku latach spędzonych w świecie komiksu "spływa to po mnie". Gdy pięć lat temu pytano mnie zarówno o Asteriksy, jak i inne rzeczy odnośnie twórczości Christy, bolało mnie to. Momentami nawet bardzo, bo odbierałam to chyba zbyt emocjonalnie. Dzisiaj jestem chyba bardziej dojrzała. Wiem, że każdy człowiek, zwłaszcza artysta, ma swojego idola. Kogoś na kim się wzorował. Janusz Christa, też z pewnością miał kogoś takiego, z pewnością niejednego. Ale to nie umniejsza ani Jego zdolności plastycznych, ani pomysłowości w kwestii pisania scenariuszy. Janusz to był człowiek orkiestra. Muzyk, plastyk, scenarzysta, trochę rzeźbiarz oraz intelektualista o ogromniej wyobraźni i człowiek z wielkim poczuciem humoru.
MO: Zmieńmy może wątek. Z czym kojarzy się Pani słowo „szkicownik”?
PCh: Tylko z jednym. Z zeszytem, który Dziadek pozostawił po sobie. Są tam szkice postaci, chat w środku, jak i na zewnątrz, całego wyposażenia. Jest tam wszystko odnośnie Kajka i Kokosza. Jak dla mnie to gotowy materiał do powstania zarówno filmu, jak i grodu Mirmiłowa (też moje małe marzenie). Wiele osób próbowało go ode mnie kupić. Ale dla mnie jest to coś niesamowicie ważnego, zarówno pod względem sentymentalnym, jak i artystycznym. Chcę, by to zostało w rodzinie, by kolejne pokolenia Christów mogły oglądać ten szkicownik. Każdy, kto go ogląda, wstrzymuje niemal oddech, i widać, z jakim podziwem na niego patrzy. Nie mogłabym go oddać nikomu za żadne skarby.
MO: A może, zanim powstanie film, warto zastanowić się nad wydaniem ekskluzywnej serii z przygodami Kajka i Kokosza, w twardej oprawie, ze szkicami ze "Szkicownika" jako materiałami dodatkowymi?
PCh: Czyli coś w stylu Gucka i Rocha? Pewnie, że chciałabym, by Kajko i Kokosz doczekali się wersji ulepszonej, powiększonej o szkice. Dla kolekcjonerów byłaby to nie lada gratka. Jednak jeśli chodzi o kwestie wydawnicze, nie mam na to zbytniego wpływu. Pomysł taki przewija się już od jakiegoś czasu, jednak wydawnictwa w kwestii komiksów są dość ostrożne. W zasadzie nie dziwię im się. Pytanie to bardziej powinno być skierowane do "mojego" wydawcy niż do mnie. Ja jestem tylko spadkobierczynią. Egmont ma wszelkie prawa do wydawania i decyzji z tym związanych. Od razu dodam, że nie przeszkadzało mi to ani pięć lat temu, ani dziś. Jestem bardzo zadowolona ze współpracy z wydawnictwem, bo są tam sami profesjonaliści, którzy wiedzą, co robią.
MO: Jestem przekonany, że takie wydania spotkałyby się z ogromnym zainteresowaniem. Mam nadzieję, że będziemy je mieli szanse zobaczyć. Pani Paulino, bardzo dziękuję za rozmowę i życzę realizacji kolejnych marzeń związane z upamiętnianiem twórczości Pani Dziadka.
PCh: Cała przyjemność po mojej stronie.
koniec
19 lipca 2014
dodajdo

Komentarze

19 VII 2014   16:15:29

Po raz pierwszy spotkałem dzielnych wojów Mirmiła na łamach Świata Młodych - dla mnie pierwszą stroną tej gazety zawsze była ta z odcinkiem komiksu ;) Mam gdzieś jeszcze nawet pożółkły grubaśny stary zeszyt w którym są wklejone wycięte ze Świata Młodych przygody Kajka i Kokosza. Później oczywiście pieczołowicie kompletowałem własną kolekcję komiksów z tymi bohaterami - byli i są jednymi z moich najulubieńszych komiksowych postaci. Uwielbiałem te komiksy nie tylko za nietuzinkowe postacie oraz niewymuszony humor jakim je nasycił autor ale i za świetną rozpoznawalną na pierwszy rzut oka charakterystyczną kreskę. Bardzo się cieszę, że pani Paulina tak żarliwie zaangażowała się w utrwalanie spuścizny swego niezwykłego dziadka. Życzę powodzenia w realizacji wszystkich planów i serdecznie pozdrawiam.

Ps
A wiecie, że w aktualnym podręczniku do czwartej klasy szkoły podstawowej jest kilku stronicowy fragment "Dnia Śmiechały"? Najwyraźniej Pan Janusz stał się klasykiem już nie tylko dla takich "starych komiksowych wariatów" jak ja :)

19 VII 2014   20:35:49

Ja przez większość okresu gdy kupowałem ŚM, byłem przekonany, że strona z komiksem to pierwsza strona tej gazety:-)

19 VII 2014   23:43:41

Dziękuję za ciepłe słowa i życzenia :) Pozdrawiam

20 VII 2014   11:07:28

Ja miałem to szczęście, że Kajki i Kokosze zaczęły ukazywać się w formie albumowej mniej więcej w tym samym czasie, gdy nauczyłem się czytać. Niezrównana kreska, wspaniała wyobraźnia i bezbłędne poczucie humoru. Asteriks wymięka i tyle :P Czepialstwa o podobieństwo do w/w nie traktowałbym zresztą poważnie, bo są znikome. Mało to zresztą duetów "wielki grubas i mały chudzielec"? Genezy Kajka i Kokosza upatrywałbym raczej w komiksie "Kajtek i Koko w Kosmosie", gdzie w jednej części dwaj bohaterowie trafiają do świata przypominająceo średniowiecze. Seria "Kajko i Kokosz" jest świetnym rozwinięciem tamtej koncepcji. Czyniąc jej bohaterami dwóch wojów podobnych zarówno z imienia jak i wyglądu do Kajtka i Koka, swoich sztandarowych postaci, Janusz Christa spiął całą swoją twórczość pomysłową klamrą. Tak czy owak, jeśli kogokolwiek kopiował, to chyba samego siebie :)

21 VII 2014   12:11:56

Nie pamiętam KiK ze Świata Młodych, chociaż kupowałem (alno raczej mi kupowano), za to miałem większość zeszytów. Pamiętam, że jeden zeszyt Szranków i konkurów był źle wydrukowany - niektórych stron nie było, inne się powtarzały. Dość długo myślałem, że to takie specjalne zapętlenie fabularne...
A w jednym czy dwóch zeszytach (tych drukowanych na żółtym papierze) kolorowałem kadry.

21 VII 2014   12:46:18

Pamiętam jak kupowałem każdy numer ŚM z kolejnym odcinkiem przygód sympatycznych bohaterów.Dla mnie Kajko i Kokosz to komiks ze wszech stron kompletny ,świetne postaci wpasowane w nasze historyczne realia ,szczypta magii i znakomity humor ,takie 11/10 w mojej ocenie :)Mam nadzieje obserwując polskie kino ostatnich lat że ktoś jednak zaryzykuje i wyłoży pieniądze na ekranizacje ich przygód ,na pewno będą o wiele lepiej wydane... :))
Pani Paulino trzymam kciuki za powodzenie wszystkich planów :)

21 VII 2014   19:48:28

Pani Paulino, szczere życzenia spełnienia wszystkich zamierzeń w przedsięwzięciach. Przede wszystkim chciałbym tylko poruszyć tematy niesłusznego - i chyba nie będę osamotniony w tej opinii - porównywania Kajka i Kokosza do Asterixa i Obelixa w tonacji jakby zarzutu pod adresem Janusza Christy, że w pewien sposób kopiował galijskich bohaterów na rodzime podwórko. Jednak wystarczy przeczytać Asterixy i Kajkosze by od razu zauważyć masę różnic. Przygody Gallów są fajne fabularnie (choć wśród tych późniejszych albumów zdarzały się trochę słabsze), zabawne, ale ten humor o wiele lepiej jest przyswajalny - to w sumie naturalne - we Francji i nie dziwne, że ta seria jest we Francji numerem jeden. Natomiast właśnie poczuciem humoru albumy o przygodach Kajka i Kokosza przewyższają galijskich bohaterów. Szczególnie że ten humor jest taki swojski, w albumach Janusza Christy były opisywane znakomitym humorem różne pasjonujące przygody bohaterów. Przecież w tych albumach jest cała masa przezabawnych grepsów, które do dzisiaj śmieszą, wywołując skojarzenia z zabawnymi sytuacjami. "Przyroda to skarb. - Znam cenniejsze skarby!", "Ja śniłem, że ktoś wali w bęben.", "Nigdy nie pijam na służbie..., Hik... chyba że... za zdrowie Wielkiego Kompana!" - takich cytatów jest całe mnóstwo, co jeden to zabawniejszy. I jeśli jest coś, co czyni komiksy Janusza Christy absolutnie wyjątkowymi, to właśnie to unikalne poczucie humoru, sprawiające, że mimo upływu lat te historie nadal się czyta z przyjemnością. A dodam, że często "odpowiedzialnymi" za popularność danych bohaterów komiksowych bywało dwóch autorów np. Uderzo - Goscinny czy Rosiński - Van Hamme. A Janusz Christa był genialnym rysownikiem i równocześnie znakomitym scenarzystą, jego historie czytało się z zapartym tchem. Może i tu zasługa samej formy pierwotnego zamieszczania prac w "Wieczorze Wybrzeża", gdzie cztero-rysunkowy pasek musiał zawierać jakąś dozę akcji, intrygi i wzmóc apetyt na ciąg dalszy. A przecież bohaterami ilu znakomitych historii byli Kajtek i Koko. Dziś wyd. Egmont powznawiało całą masę tych dawniejszych, często nieznanych zupełnie ogółowi miłośników Kajka i Kokosza opowieści. Osobiście miałem to szczęście, że w łódzkim "Ekspresie Ilustrowanym" w l. 70-ch wydrukowano - wprawdzie w mocno okrojonej wersji siedmiuset kilkudziesięciu pasków z ponad 1200 oryginalnej edycji z "Wieczoru Wybrzeża", ale jednak - Kajtka i Koka w kosmosie. Jak na owe czasy to była świetna fantastyczna opowieść podana w takiej fajnej formie. A zaraz potem zaczęły się ukazywać w "Relaxie" znakomite "Bajki dla dorosłych" oraz słynne do dziś cykle o dżdżownicach, rybach i palaczach, które objawiły kolejne oblicze nieprzeciętnego poczucia humoru Janusza Christy.
Reasumując, gdyby przez te ponad trzy dekady (1958-1990) twórczości tego znakomitego artysty w Polsce funkcjonował normalny rynek księgarski, a nie komunistyczna jego imitacja, to prawdopodobnie komiksy Janusza Christy zostałyby przetłumaczone i wydane w wielu krajach świata. Kto wie, czy właśnie cyklem o Kajku i Kokoszu autor nie rzuciłby cienia na popularność Thorgala Grzegorza Rosińskiego. Było jak było i tego się nie zmieni, niemniej cieszy fakt wznawiania dzieł Janusza Christy, gdyż szczególnie młodszy wiekiem czytelnik komiksów może się z twórczością tego znakomitego twórcy zapoznać. Osobiście mam wielu przyjaciół, którzy wszystkie komiksy z cyklu Kajko i Kokosz przeczytali wielokrotnie, a to chyba najlepsza rekomendacja, jeśli ktoś chętnie powraca do tych bohaterów A że przynajmniej mechanizmy rynkowe też się zmieniły, to dzisiaj przynajmniej wiele albumów zostało wznowionych przez Egmont w znakomitej jakości, niektóre albumy ("Szranki i konkury", "Złoty puchar") zostały na dodatek wydane w kolorze.
Tak więc raz jeszcze szczerze życzę samych sukcesów, może znajdzie się okazja spotkać na łódzkim październikowym Festiwalu, bo uczestniczę w każdym odkąd zaczęły się odbywać

21 VII 2014   22:11:06

Z przyjemnością czytam wszystkie komentarze tu zamieszczone. W Łodzi rzecz jasna będę i z przyjemnością spotkam się z każdym, kto będzie chciał ze mną porozmawiać ;) Pozdrawiam

23 VII 2014   09:12:04

Dawno, dawno temu jeszcze w podstawówce miałem niebywałe szczęście wyłowić i uratować z wielkiego stosu zgromadzonego w mojej szkole przy okazji jakiejś cyklicznej dzikiej "wielkiej akcji zbierania makulatury" ową wspomnianą okrojoną wersję przygód Kajtek i Koko w kosmosie - prawdziwy skarb. Właśnie wtedy się dowiedziałem, że oprócz Kajka i Kokosza istnieją Kajtek i Koko ;) To były pełne fantazji przygody - rakiety, roboty, zbuntowane roboty, międzygwiezdne podróże, czarne charaktery... Ależ mi się to podobało! A później popisałem się niebywałą lekkomyślnością i pożyczyłem ten czarno biały album koledze, który już mi go nigdy nie zwrócił... Widocznie jemu też się bardzo spodobał ;)

A teraz czas na posypanie głowy popiołem... Gdzieś tak w chyba w piątej czy szóstej klasie podstawówki mieliśmy w klasie zrobić plakaty na konkurs o pozytywnym uzasadnieniu niepalenia. Jakoś brakowało mi pomysłów więc namalowałem obrazek "koncert palacza" bezpośrednio wzorując się na jednym z żartów o palaczach zamieszczonych w magazynie "Relax" autorstwa pana Janusza. O dziwo w szkole ów "koncert" się tak spodobał, że z kilkoma innymi pracami wysłano go na dzielnicowy etap konkursu - który wygrał. No cóż, poczucie humoru i pomysłowość Pana Janusza najwyraźniej była tak wielka, że nie zaszkodziło jej nawet przetworzenie przez moje niezbyt sprawne łapki ;) Co nie zmienia faktu, że album o żaglowcu "Dar Pomorza" (który nie wiedzieć czemu był nagrodą za wygranie tego etapu konkursu ;) ) powinien właściwie otrzymać Pan Janusz Christa :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Komiks musi nam się podobać
Kultura Gniewu

19 X 2010

Kultura Gniewu ma już dziesięć lat! Z tej okazji przeprowadziliśmy wywiad z Szymonem Holcmanem, współwłaścicielem wydawnictwa.

więcej »

Jeszcze zrobimy razem niejedną rzecz
Marcin Podolec, Robert Wyrzykowski

7 X 2010

Jakie to uczucie, wydać swój własny komiks? Skąd brać puenty do historyjek? Czy recenzenci mają rację? O tym wszystkim rozmawiamy z autorami komiksu „Kapitan Sheer”.

więcej »

Chętnie bym coś jeszcze w życiu zrobił
Tomasz Kołodziejczak

19 VIII 2010

O nagrodach, polskim rynku komiksowym, początkach w Egmoncie, komiksowych fascynacjach, najnowszej powieści „Czarny horyzont” i wielu innych sprawach z Tomaszem Kołodziejczakiem, pisarzem, wydawcą, popularyzatorem kultury rozmawia Marcin Osuch.

więcej »

Polecamy

Koniec nieskończoności

Marvel:

Koniec nieskończoności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nieskończoność megalomanii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ostatnie łowy doktora Octopusa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przeczytać Panterę i zapomnieć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pokręcony komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.