Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 sierpnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CLXXVIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Łatwo nam się narazić

Esensja.pl
Esensja.pl
Bartosz Minkiewicz, Tomasz Minkiewicz
Wywiad z Bartoszem i Tomaszem Minkiewiczami, twórcami komiksu „Wilq” przeprowadzili Tomasz Kontny i Daniel Gizicki.

Bartosz Minkiewicz, Tomasz Minkiewicz

Łatwo nam się narazić

Wywiad z Bartoszem i Tomaszem Minkiewiczami, twórcami komiksu „Wilq” przeprowadzili Tomasz Kontny i Daniel Gizicki.
Esensja: Skąd wziął się pomysł Wilqa jako polskiego superbohatera posiadającego supermoce, będącego kpiną ze schematu amerykańskich komiksów o superbohaterach? Wydawać by się mogło, że waszym głównym założeniem jest właśnie tego schematu wyśmianie…
Bartosz Minkiewicz: Nie do końca taki jest cel. Uważam, że ten schemat nie jest rzeczą, którą można by wyśmiewać. Amerykańskie historie o superbohaterach to produkcje dla dzieci. Nabijanie się z nich to jak wyśmiewanie się z koszulki dziesięciolatka tylko dlatego, że nie możemy się już w nią zmieścić. Ja je traktuję, jako podłoże dla swoich pomysłów, ponieważ większość ludzi czytających komiksy kojarzy, na czym taki komiks o super herosach polega. Tworząc takie historie jakie tworzę wiem, że mam punkt zaczepienia, bardzo obszerną płaszczyznę, na której mogę budować opowieści. Wszyscy wiedzą, że taki super koleżka ma moce itd. Teraz wystarczy tylko postawić wszystko na głowie. Na przykład bohater ma moce, ale z nich nie korzysta, albo przypominają one bardziej upośledzenie, albo są tak głupie, że szkoda o nich gadać.
Wilq powstał w ten sposób. Na lekcjach rysowałem komiks na potrzeby kumpli z klasy. Wilq nie był tam superbohaterem, był postacią drugoplanową. A później pojawił się pomysł, żeby z Wilqa zrobić superhero. I atrakcją stał się kontrast – zderzenie patetycznej konwencji z totalnie prozaiczno-absurdalnymi polskimi klimatami. Żeby nie powiedzieć opolskimi.
Esensja: Właśnie, dlaczego miejscem akcji „Wilqa” jest Opole, a nie Warszawa czy Kraków?
BM: „Wilq” powstał w Opolu. Tam skończyliśmy liceum i stwierdziliśmy, że to miasto się idealnie nadaje do skorzystania z kontrastu. Wstawiliśmy więc superbohatera, który na ogół działa w wielkich metropoliach, do Opola, które jest bardzo… swojskie.
Esensja: Jak wygląda praca nad „Wilqiem"? Jak powstaje scenariusz? Spontanicznie, w czasie rozmowy między wami, czy jest szczegółowo rozpisywany, z podziałem na kadry i storyboardami? Ile trwa praca nad jednym odcinkiem „Wilqa"?
BM: Chyba nie ma takich rozmów, które budują scenariusz?
Tomasz Minkiewicz: W trakcie rozmów pojawiają się pomysły na jakiś dialog, czy powiedzonko. Najczęściej jeden z nas pisze scenariusz. Ja piszę, a Bartek to drastycznie zmienia, wkłada tam ofiary i więcej przekleństw, albo Bartek sam konstruuje jakiś scenariusz i potem jeszcze detale razem próbujemy dopracować.
BM: Często dostaję od Tomka maile, gdzie są albo fragmenty scenariusza, albo sceny, albo pomysły na scenariusz, albo całe scenariusze z pozwoleniem na dowolne ich zmienianie. Wtedy korzystam z tych fragmentów, łączę je (lub nie) w jakieś większe całości, czasami coś dodaję, albo zostawiam w ogóle nie ruszone i rysuję do takiego gotowego materiału.
Trudno powiedzieć w jakim czasie to powstaje. Na przykład scenariusze wyglądają tak, że jest jakaś zasłyszana rozmowa, jest pomysł pojawienie się nowego bohatera, czy na coś zupełnie innego. Łączę te rzeczy. Powstaje fragment scenariusza, który odkładam na powiedzmy dwa miesiące. W tym czasie trzy inne scenariusze są podprowadzone dalej. Nagle wpada mi pomysł na zupełnie nową całość, więc zostawiam to nad czym pracowałem i zabieram się za pomysł najświeższy i robię go w ciągu jednego dnia. Potem wracam do tych starych. Kompletna dowolność. „Wilq” jest dostosowany do mojego życia, czyli do tego jak mi się ono układa – praca, inne zajęcia. Nie jest tak, że moje życie jest dostosowane do „Wilqa”.
Esensja: „Wilq” pełen jest żywego języka. Jak powstają najlepsze wypowiedzi bohaterów, rymowanki, itp.? Czy są to zasłyszane dialogi, czy sami wymyślacie wszystkie teksty?
BM: Bardzo często są to rzeczy zasłyszane, ale raczej od znajomych, a nie w autobusie. Nie są to też teksty biernie zasłyszane, ale wynikające z rozmów. Poniekąd jesteśmy również autorem części z nich. Mniej więcej w połowie są to rzeczy wymyślone w trakcie pracy. Wydaje mi się, że takie zasłyszane – zarówno żarty, hasła, ale też style mówienia (przestawiania części zdań, błędy, powtarzania pewnych wyrazów), urealniają bohaterów. To dużo ciekawsze, gdy postać posługuje się żywym językiem, niż gdy wymyśla się dla niej całkowicie nieżyciowy sposób wypowiadania się.
Esensja: Czy tworząc „Wilqa”, korzystacie z jakichś środków pobudzających?
BM: Niech pomyślę… Herbata zielona…
TM: Mandarynki!
BM: …albo zwykła herbata, mocna. Wszystko legalne. Ja nawet papierosów nie palę, więc nie chciałbym, by padł na mnie choćby cień podejrzeń.
Esensja: „Wilq” pojawił się po raz pierwszy na łamach „Produktu”. Jak wygląda wasza współpraca z „Produktem"? Czy zdarzyło się, że redakcja „Produktu” odrzuciła jakiś odcinek „Wilqa"?
BM: Nie zdarzyło się, by odrzucili nam odcinek „Wilqa”. Z „Produktem” bardzo dobrze nam się współpracuje. Beż żadnych tarć, mimo że nigdy nie spotkaliśmy się osobiście z osobami współtworzącymi „Produkt”. Rozmawiałem jedynie ze Śledziem przez telefon i wymieniliśmy się mailami. Trwa to już dwa lata i doskonale się sprawdza. Jest to idealna współpraca.
Esensja: Jakie są Wasze dalsze plany wydawnicze względem „Wilqa"? Ile będzie zeszytów? Kiedy ukażą się następne?
BM: „Wilq” będzie wydawany, dopóki będzie się sprzedawał. Na razie w planach są dwa numery – na wrzesień i grudzień. Mamy nadzieję, że sprzedaż będzie coraz lepsza. Zwiększamy nakład. Jeśli ludzie to polubią, to będą następne zeszyty, bo tworzenie tego komiksu daje nam wiele radości i satysfakcji, a pomysłów nie brakuje.
Esensja: Jak się sprzedaje „Wilq"?
BM: Nie wiemy dokładnie, ale jesteśmy zadowoleni. Założyliśmy, że zanim wydamy drugi zeszyt, będziemy wiedzieć, jak się sprzedał pierwszy. Wówczas będziemy mogli ustalić nakład numeru drugiego. Do tej pory nie mamy pewnych informacji od dystrybutorów. Możliwe, że dopiero za miesiąc poznamy oficjalne wyniki. Dlatego zaryzykowaliśmy i wydrukowaliśmy większy nakład drugiego zeszytu opierając się na nieoficjalnych informacjach, tzn. jak wyglądały wyniki sprzedaży w różnych miastach.
Esensja: A jakie są wasze plany wydawnicze poza „Wiqiem"?
BM: Cały czas razem z Krzysztofem Tkaczykiem pracujemy nad „Strainem”. To zupełnie inny komiks niż „Wilq”, którego rysuje się szybko. Praca nad „Strainem” wymaga dużo szkiców, wielu zgromadzonych materiałów, bardzo precyzyjnego, wciąż ulepszanego scenariusza. Na razie jesteśmy na etapie szkiców ołówkowych i dopracowania historii. Przede wszystkim brakuje nam czasu, więc nie mogę powiedzieć kiedy „Straine” się ukaże. Może za pół roku? Może za rok? Zapowiada się jako dosyć spektakularny komiks. Włożona w niego masa wysiłku już daje efekty. Mamy mocną podstawę w postaci niesamowitego scenariusza Krzyśka Tkaczyka.
Z innych projektów „Cyrkielnia”. Numer drugi wkrótce powinien się pojawić. Planujemy ją wydać na łódzki konwent. Będzie miała około 56 stron, z częścią kolorową. Materiały tam zebrane to starsze produkcje, skompletowane zaraz po wydaniu „Cyrkielni"#1, plus kilka najnowszych rzeczy.
Esensja: Czy w ramach swojego wydawnictwa BM Vision zamierzacie też wydawać innych autorów?
BM: Jeśli chodzi o zupełnie nowe, inne komiksy, to oczywiście są chęci i marzenia, żeby je wydawać. Niestety brakuje czasu, środków i… dobrych komiksów. Przede wszystkim brakuje czasu. Zaczęliśmy od wydawania samych siebie, ale jeśli trafimy na jakiś komiks innych autorów, który wyda się nam atrakcyjny i zgodny z oczekiwaniami rynku – czyli po prostu będzie dobrze rokował – to czemu nie? Ale na pewno nie w najbliższej przyszłości.
Esensja: Która z postaci mediów, kultury czy polityki powinna waszym zdaniem dostać w czapę od Wilqa?
BM: Nie bardzo chcemy personalnie kogoś ośmieszać. Ewentualnie dla jaj wrzuca się jakąś postać, ale nie chodzi nam o to, by „Wilq” stał się komiksem piętnującym niedoskonałości, czy „zaangażowanym” w różne sprawy. Staramy się być jak najdalej od tego.
Esensja: W „Wilqu” prezentujecie dość bezkompromisowe podejście do różnych spraw, jak więc najłatwiej się wam narazić? Na przykład w jednym z odcinków środowisko komiksowe zostało rozniesione przez Wilqa, który rzucił kilka mocnych komentarzy. Dlaczego tak się stało?
BM: Z dużą przyjemnością Wilq rozniósł tych komiksiarzy. Pośrednio wynika to z doświadczeń autora, chociaż nie stawiałbym znaku równości pomiędzy zachowaniem bohatera, a poglądami autorów. Nie chcemy, by sądzono że Wilq jest naszym atler ego. Jeżeli jednak pomyślę sobie o czymś lepiej lub gorzej, to czasami efekty można zobaczyć w komiksie. A jak się nam narazić? Bardzo łatwo nam się narazić, ale nie będę podawał żadnej recepty…
TM: Prosimy o następne pytanie.
Esensja: „Wilq” leży w Empikach obok komiksów mainstreamowych, mangi i komiksów dla dzieci, a w rzeczywistości jest komiksem undergroundowym. Co myślicie o takiej sytuacji? Nie obawiacie się, że „Wilqa” będą również czytać dzieci, a przecież nie jest on raczej do nich skierowany?
BM: Primo – to nie jest komiks undergroundowy, skoro możesz go namierzyć w Empiku i sprzedaje się lepiej niż książki wielu „uznanych” literatów polskich. Po drugie – jest ostrzeżenie na okładce. Jeżeli dzieciaki nie potrafią czytać, to nie przeczytają ostrzeżenia. Nie ma też problemu, bo nie przeczytają przekleństw. A jeśli potrafią czytać, to zostały ostrzeżone. Ale sami wiecie, jaki są dzieciaki…
TM: Dlatego najlepiej jakby była osobna półka na „Wilqa”
BM: Albo osobne pomieszczenie…
TM: Albo osobna sieć sklepów…
BM: I w zasadzie można powiedzieć, że do tego poniekąd dążymy.
Esensja: Dziękujemy Wam bardzo za rozmowę.
BM: A my dziękujemy za możliwość wypowiedzenia się.
koniec
1 lipca 2003
Dziękujemy załodze sklepu komiksowego Imago za udostępnienie pomieszczeń do przeprowadzenia wywiadu i zrobienia zdjęć.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mam chyba trochę żal...
Paulina Christa

19 VII 2014

Z okazji 80. rocznicy narodzin Janusza Christy publikujemy wywiad z Pauliną Christą, wnuczką artysty.

więcej »

Komiks musi nam się podobać
Kultura Gniewu

19 X 2010

Kultura Gniewu ma już dziesięć lat! Z tej okazji przeprowadziliśmy wywiad z Szymonem Holcmanem, współwłaścicielem wydawnictwa.

więcej »

Jeszcze zrobimy razem niejedną rzecz
Marcin Podolec, Robert Wyrzykowski

7 X 2010

Jakie to uczucie, wydać swój własny komiks? Skąd brać puenty do historyjek? Czy recenzenci mają rację? O tym wszystkim rozmawiamy z autorami komiksu „Kapitan Sheer”.

więcej »

Polecamy

Zły, zły tyranozaur

Kadr, który…:

Zły, zły tyranozaur
— Marcin Osuch

Pewien głąb wkręca się w głąb
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tort bardzo piętrowy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kadry odnalezione #1
— Marcin Osuch

Warszawa od podwórka
— Wojciech Gołąbowski

Promem przez Wisłę
— Wojciech Gołąbowski

Nie całkiem w stronę zachodzącego słońca
— Wojciech Gołąbowski

Uciekaj, myszko, do dziury…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Duochromatyczność
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czego się spodziewać
— Wojciech Gołąbowski

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.