Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 listopada 2019
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CXCI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Asteriks i Obeliks w krainie Polan

Esensja.pl
Esensja.pl
Marek Puszczewicz, Jean-Yves Ferri, Didier Conrad
O trudach współpracy scenarzysty z rysownikiem, o tym czy Asteriks dotrze do Słowian, o ulubionych albumach cyklu z obecnymi autorami serii „Asteriks” – Jean-Yves′em Ferri, Didier Conradem oraz tłumaczem Markiem Puszczewiczem rozmawia Marcin Osuch.

Marek Puszczewicz, Jean-Yves Ferri, Didier Conrad

Asteriks i Obeliks w krainie Polan

O trudach współpracy scenarzysty z rysownikiem, o tym czy Asteriks dotrze do Słowian, o ulubionych albumach cyklu z obecnymi autorami serii „Asteriks” – Jean-Yves′em Ferri, Didier Conradem oraz tłumaczem Markiem Puszczewiczem rozmawia Marcin Osuch.
Jean-Yves Ferri, Didier Conrad
Marcin Osuch: Duża część albumów o Asteriksie i Obeliksie podpada pod temat „Zwiedzanie Europy” – Belgia, Szwajcaria, Anglia, Hiszpania itd. Czy jest szansa, że dzielni Galowie zawitają do Polski, a właściwie do krainy Polan?
Jean-Yves Ferri: Jest taka możliwość, aby akcja któregoś albumu rozgrywała się na terenach Słowian. Natomiast byłaby potrzebna jakaś myśl przewodnia, pretekst, idea, na której można byłoby zbudować dalszy ciąg.
MO: Serię o Asteriksie stworzył duet Goscinny-Uderzo. Który z was musi mierzyć się z większym wyzwaniem pod względem dokonań legendarnego poprzednika? Dlaczego?
Didier Conrad: On (z uśmiechem wskazuje na Jean-Yves’a).
JYF: Pod względem graficznym jest narzucony pewien model, za którym można podążać. Oczywiście są pewne zmiany, modyfikacje, ale jest pewien wzór. W przypadku scenariusza, spektrum możliwości jest tak duże, że nie ma prostego modelu, w którym można się poruszać.
DC: Trzeba dodać, że czterdzieści lat temu świat inaczej wyglądał i trzeba opowiadaną historię zaadoptować do tego, co mamy teraz.
MO: Obaj z Jean-Yves jesteście równolatkami Asteriksa. Czy to było podstawowe kryterium wyboru do pracy przy kontynuacji serii?
DC: Nie do końca był to przypadek (śmiech). Świadomie wybór padł na osoby, które znają tamte czasy, a przez to rozumieją tę specjalną atmosferę, jaka towarzyszyła kolejnym albumom o Asteriksie, gdy publikowane były po raz pierwszy.
MO: Jaki jest Wasz ulubiony album z czasów Alberta i Renee?
DC: „Asteriks i Kleopatra”. Jest to przygoda egzotyczna i miała szczęście do bardzo dobrej adaptacji kinowej.
Jean-Yves Ferri
Jean-Yves Ferri
JYF: „Asteriks legionista” – zobaczyliśmy uczuciową stronę Obeliksa, poznaliśmy kilka niezwykłych postaci legionistów, no i oczywiście – Falballa.
MO: Jak wygląda wasza praca z Jean-Yvesem? Dostajesz gotowy scenariusz i bierzesz się za rysowanie, czy raczej razem uzgadniacie ogólny kształt całości, wspólnie rozplanowujecie plansze i dopiero wtedy JY bierze się za scenariusz?
JYF: Różnie to wygląda, przy każdym albumie nasza praca inaczej się układa. Czasami razem uzgadniamy jakiś pomysł i wtedy realizujemy to wspólnie, bez większych konfliktów. Ale zdarza się, co miało miejsce przy tym albumie („Córka Wercyngetoryksa” – przyp. red.), jakieś spięcie i trzeba było przejść do schematu klasycznego, czyli najpierw scenariusz, a potem rysunki.
MO: Praca przy kontynuacji kultowej serii to według ciebie czysty relaks i przyjemność, czy obciążenie związane z koniecznością dostarczenia produktu wysokiej jakości w narzuconym terminie?
DC: Muszę podkreślić, że praca przy Asteriksie nieco różni się od tej przy, nazwijmy to, zwyczajnym komiksie. Tutaj musimy się zmierzyć z ponadczasową serią. Początki były trudne, ale teraz, po tych kilku albumach, czujemy się dużo swobodniej i chyba mamy z tego coraz więcej przyjemności.
MO: I ostatnie pytanie. Nie jesteście zmęczeni tym ciągłym praniem Rzymian przez Galów? Nie jest ich wam czasem szkoda? Czy to będzie niezmienny element serii?
JYF: Ponieważ dotychczas Rzymianie przegrywali wszystkie te walki i bitwy, to my nie mamy zamiaru tego zmieniać. Wręcz przeciwnie, lubimy to i tak zostanie.
MO: Dziękuję bardzo za rozmowę.
Marek Puszczewicz
Marcin Osuch: Czy tłumacz komiksów musi/powinien być fanem komiksów? Jeśli tak to jakie są pańskie ulubione komiksy?
Didier Conrad
Didier Conrad
Marek Puszczewicz: Wydaje mi się, że nie musi, ale dobrze by było, aby wyczuwał to, co autorzy chcieli opowiedzieć. Ja jestem akurat fanem Asteriksa i to od dłuższego czasu, bo poznałem go jeszcze na studiach, w latach siedemdziesiątych. I tak sobie wtedy myślałem, że dobrze by było, gdyby ten Asteriks pojawił się tu u nas, bo rzecz jest tego warta. Po pierwsze jest dobrze napisana, po drugie jest to zrobione inteligentnie. Pojawiło się dzisiaj [w trakcie spotkania prasowego – przyp. red.] tutaj takie porównanie Asteriksa do amerykańskich komiksów superbohaterskich. Asteriks ma to coś ulotnego, co wynika z jego francuskiego pochodzenia, pewną taką lekkość humoru.
MO: Czy tylko Asteriks jest Pańskim ulubionym komiksem, czy są też inne?
MP: Jestem troszkę niewolnikiem tego, co tłumaczę. Miałem okazję przekładać większość Tintinów, sporą część albumów o Lucky Luke’u, które również mi się podobały dawniej. Teraz zajmuję się pięciotomową serią „Pamiętniki Wisienki”, ciekawa rzecz o jedenastoletniej dziewczynce, która chce zostać pisarką i podpatruje ludzi. Trochę nietypowa forma, zawiera fragmenty wyjęte żywcem z dziennika obok klasycznych komiksowych kadrów.
MO: Czy z perspektywy tłumacza zauważa Pan jakąś specyfikę Asteriksa w porównaniu ze wspomnianymi Lucky Lukiem, Tintinem czy też Bilalem?
MP: Bilal to akurat zupełnie nieporównywalna rzecz. Ale akurat Asteriks, wspomniany Lucky Luke i jeszcze „Przygody wezyra Iznoguda” są połączone postacią Renee Goscinny’ego i są do siebie dosyć podobne. Ale już Tintin jest nieco inny. Rozgrywa się w innej epoce, dużo bliższej czasom dzisiejszym (od rewolucji radzieckiej po lądowanie na Księżycu i jeszcze dalej) i nie ma tam przestrzeni na ten specyficzny komizm wynikający ze zderzenia odległej epoki, w której rozgrywa się akcja Asteriksa, ze współczesnością. Tintin jest historią bardziej linearną, pozbawioną tych smaczków.
MO: Czy to powoduje, że Asteriks jest trudniejszy w tłumaczeniu?
Tomasz Kołodziejczak, Marek Puszczewicz
Tomasz Kołodziejczak, Marek Puszczewicz
MP: Bez wątpienia. Zarówno Asteriks jak i wspomniany Izgnogud różnią się mocno od Tintina ponieważ Goscinny miał duże upodobanie do kalamburów i to jest pewna trudność przy tłumaczeniu. Pan Ferri, który obecnie pisze scenariusze do Asteriksa, moim zdaniem dosyć dobrze nawiązuje do tej tradycji Goscinny’ego i te kalambury pojawiają się w jego komiksach. A jako ciekawostka odnośnie Wezyra Iznoguda, to tam Goscinny natrafił na rysownika, Jeana Tabary, z którym znalazł wspólny język odnośnie tych kalamburów i dla mnie, jako tłumacza, ta ich zabawa słowem i rysunkiem nie raz powodowała niezłą zagwozdkę. Jest naprawdę dużo trudniejszy niż Asteriks.
MO: A wracając do Asteriksa jako serii, jaki jest pański ulubiony album?
MP: Trudno tak od razu powiedzieć. Tłumaczenia zacząłem od „Galery Obeliksa”, ale chyba najbardziej podobały mi się te najwcześniejsze albumy i tutaj wskazałbym wręcz pierwszy – „Przygody Gala Asteriksa”. To takie odczucie z czasów, gdy czytałem je jeszcze w oryginale. Nikomu się jeszcze nie śniło, żeby je wydawać po polsku. Chociaż nie, mnie się śniło. Niestety, przez długi czas nie było na to szans z oczywistych powodów. Czyli właśnie ten pierwszy album uznałbym za najlepszy, za tę nowość, jaką stanowił i nadzieję na kontynuację. I widać, że ta nadzieja żyje nadal za sprawą nowych autorów, panów Ferriego i Conrada.
MO: Jaki album był tym najtrudniejszym do tłumaczenia?
MP: Myślę, że nie znalazłbym takiego, który byłby wyjątkowo trudny. Każdy ma swoją dawkę trudności, każdy wymaga ode mnie jakiegoś poziomu mobilizacji. I rzecz może nie w samym tłumaczeniu, tylko podejściu wydawcy oryginału. Francuzi są ostatnio przewrażliwieni na punkcie przekładów. Otrzymuję materiał z sugestiami, co też scenarzysta miał na myśli, a potem bardzo dokładnie weryfikują moje tłumaczenie i zdarza im się mieć uwagi. Oczywiście niejednokrotnie uwagi te są słuszne i z takim uwagami ja zawsze się zgadzam. Zresztą uważam, że porządna redakcja dobrze robi każdemu tekstowi, niezależnie od tego czy jest to tekst oryginalny czy tłumaczony. Po prostu redaktor patrzy na tekst świeżym okiem. Chociaż zdarza mi się walczyć z redaktorami, którzy po prostu nie wiedzą do końca, o co chodzi. Aczkolwiek to rzadkość. Ale też zdarzały mi się takie momenty, gdzie przez kilka dni musiałem się zastanawiać, jak coś przełożyć na polski. Tego nie było raczej nie było w Asteriksie, ale już wspomniany Iznogud dał mi kilka razy do wiwatu. I czasem budzę się w nocy z okrzykiem „O! Tak będzie dobrze!”.
MO: Bartosz Wierzbięta, który tłumaczył „Shreka”, wspominał o takiej sytuacji, gdy w pierwszej części pojawił się wątek młynarza. On to zamienił na Żwirka i Muchomorka. W kolejnej części zmartwiał, bo ten młynarz wrócił już w szerszym kontekście, a on musiał coś zrobić z tymi Żwirkami. Czy panu zdarzyła się taka sytuacja?
MP: Raczej nie. Chociaż ja uważam, że zawsze można sobie poradzić. Dobrym przykładem jest tutaj „Szklana pułapka”, ale ludzie to jakoś przełknęli. Oczywiście tłumaczenia filmów mają mocno inną specyfikę w porównaniu do tłumaczenia książek czy komiksów, ale to już zupełnie inny temat.
MO: Jako osoba, która miała do czynienia z komiksem gdzieś tam w latach siedemdziesiątych, jak patrzy pan na Kajka i Kokosza?
MP: Tak szczerze, to wtedy gdy Kajko i Kokosz się pojawili, nie byłem wielkim miłośnikiem komiksów. Z wyłączeniem Asteriksa, z którym miałem do czynienia w trakcie studiów na filologii francuskiej. Ale gdy zobaczyłem prace Christy, uznałem, że to fajny odpowiednik Asteriksa, aczkolwiek nie miałem z nim takich osobistych wspomnień jak właśnie z Asteriksiem. Chociaż ostatnio występowałem w roli konsultanta dla Egmontu przy przekładzie Kajka i Kokosza na francuski.
MO: Fajnie by było jakby autorzy zdecydowali się umieścić jeden odcinek przygód Galów gdzieś tutaj, w krainie Polan?
MP: Problem chyba polega na tym, że tych informacji o Polanach z czasów imperium rzymskiego jest bardzo mało. I tak jak pan Ferri wspomniał, że trudno mu było spiąć bezpośrednio tego Wercyngetoryksa z magicznym napojem, tak trudno byłoby mu wymyślić coś, co można byłoby powiązać z jakimiś plemionami na miejscu obecnej Polski. W albumie „Asteriks w Italii” pojawia się Sarmata, co prawda ta postać jest bardziej przypisana do terenów dalej na wschód, patrząc na alfabet jakim są wpisane dymki. Ale myślę, że można ich o to zapytać.
MO: Bardzo dziękuję za wywiad.
koniec
4 listopada 2019
Wywiady zostały przeprowadzone podczas spotkania prasowego zorganizowanego przez wydawnictwo Egmont.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mam chyba trochę żal...
Paulina Christa

19 VII 2014

Z okazji 80. rocznicy narodzin Janusza Christy publikujemy wywiad z Pauliną Christą, wnuczką artysty.

więcej »

Komiks musi nam się podobać
Kultura Gniewu

19 X 2010

Kultura Gniewu ma już dziesięć lat! Z tej okazji przeprowadziliśmy wywiad z Szymonem Holcmanem, współwłaścicielem wydawnictwa.

więcej »

Jeszcze zrobimy razem niejedną rzecz
Marcin Podolec, Robert Wyrzykowski

7 X 2010

Jakie to uczucie, wydać swój własny komiks? Skąd brać puenty do historyjek? Czy recenzenci mają rację? O tym wszystkim rozmawiamy z autorami komiksu „Kapitan Sheer”.

więcej »

Polecamy

Roślinny kryzys tożsamości

Niekoniecznie jasno pisane:

Roślinny kryzys tożsamości
— Marcin Knyszyński

No to łups, Asteriksie? No to łups, Obeliksie!
— Marcin Knyszyński

Siła symbolu
— Marcin Knyszyński

Pajęcze lata Todda McFarlane’a
— Marcin Knyszyński

Bilety w pierwszym rzędzie na koniec wszechświata
— Marcin Knyszyński

Wszystko jest złudzeniem
— Marcin Knyszyński

Wystarczy uwierzyć
— Marcin Knyszyński

Odkryj się sam
— Marcin Knyszyński

Protestujemy, ale co dalej?
— Marcin Knyszyński

Rozgrzewka do tańca rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.