Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Komiksy

Magazyn CLXXIII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Skapiec.pl

Nowości

komiksowe

więcej »

Zapowiedzi

komiksowe

więcej »

Zainteresować ludzi komiksem

Esensja.pl
Esensja.pl
Na polskim rynku komiksowym istotną rolę odgrywa wydawnictwo Kultura Gniewu. Publikuje ambitne komiksy zarówno polskich, jak i zagranicznych autorów. O kulisy wydawania, specyfikę tej działalności i różne inne rzeczy zapytaliśmy przedstawiciela wydawnictwa – Szymona Holcmana.

Szymon Holcman

Szymon Holcman<br/>Fot. © Jarek Obważanek, wrak.pl
Szymon Holcman
Fot. © Jarek Obważanek, wrak.pl
ImięSzymon
NazwiskoHolcman
WWW
Daniel Gizicki: Skąd wzięła się nazwa „Kultura Gniewu”? I czy wciąż ona pasuje? Bo w komiksach obecnie przez Was wydawanych gniewu nie jest tak strasznie dużo…
Szymon Holcman: Nazwę „Kultura Gniewu” wymyślił Jarek Składanek, założyciel wydawnictwa. I cały czas pasuje ona doskonale. Po pierwsze dlatego, że w komiksach Kultury Gniewu poziom gniewu cały czas utrzymuje się w podobnych rejestrach, przy rosnącej jednocześnie dawce kultury. Po drugie dlatego, że w nazwie tej chodzi o zamienianie gniewu i złości, które się w człowieku w ciągu dnia kumulują, na kulturę, czyli coś pozytywnego. Z tego drugiego punktu widzenia nazwa wydawnictwa wydaje się dziś jeszcze bardziej adekwatna niż kiedyś. Rzeczy, które wyprowadzają nas z równowagi od świtu, jest, niestety, coraz więcej (wystarczy rano zerknąć na pierwsze strony gazet, żeby człowiekowi ciśnienie skoczyło), a komiksy z kolei coraz częściej postrzegane są jako poważna część kultury.
DG: Jak obecnie zdiagnozowalibyście polski rynek komiksowy? Czy wydawanie komiksów ma wielką przyszłość?
SH: Trudne pytanie dla kogoś, kto nijak nie ma zdolności profetycznych. Mam jednak wrażenie, że jest lepiej niż było jeszcze półtora roku temu. Media chętniej o komiksie piszą, pojawiają się nowi czytelnicy, nakłady komiksów (a przynajmniej naszych) szybciej się rozchodzą. Czy to oznacza „wielką przyszłość”? Hmmmm… Dla nas to przede wszystkim oznacza więcej pracy, by ten pozytywny trend utrzymać. Bo jeśli chcemy czytelników zatrzymać przy komiksie, to musimy dostarczać im cały czas nowych podniet, bodźców. W przeciwnym razie pójdą do kina, zanurzą się w odmęty Internetu, zaginą między półkami z książkami w Empiku albo zostaną przykuci przed domowym kinem. Dzisiaj możliwości rozrywki, spędzenia wolnego czasu jest tak wiele, że większość wysiłków powinno wkładać się w promowanie swojego produktu, w poinformowanie ludzi, że coś takiego w ogóle jest. Bo samo wydanie komiksu to tak naprawdę żadna sztuka.
Ghost World
Ghost World
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
DG: W ostatnim okresie Kultura Gniewu bardzo dynamicznie się rozwinęła. Głównie za sprawą wydawania komiksów zagranicznych. Czy to oznacza, że polski czytelnik nie czeka na polskie komiksy? Że woli produkt zagraniczny?
SH: Nie wiem, skąd narzekanie, że komiks polski w porównaniu z zagranicznym to jakiś półprodukt, rzecz wybrakowana i słaba. I że nikt na niego nie czeka, bo nie ma na co i w związku z tym ten polski się nie sprzedaje. To nieprawda. Na przykład „Projekt: człowiek” sprzedaje się lepiej niż wydany w tym samym czasie „Ghost World” i lepiej niż kilka innych zagranicznych pozycji przez nas opublikowanych. Podobnie „Człowiek Paroovka”. Czytając też liczne posty na komiksowych forach można odnieść wrażenie, że ludzie jednak oczekują z niecierpliwością na nowe komiksy Śledzia, KRL-a, Marka Lachowicza, Krzyśka Gawronkiewicza, Marka Turka i wielu innych polskich rysowników. Jedyny problem polega na tym, o czym wspomniałem już w poprzednim pytaniu – promocja. I to raczej w tym upatrywałbym też powodów tego „dynamicznego” rozwoju Kultury Gniewu. Sięgnięcie po zagraniczne pozycje to jedno, ale bez odpowiedniej promocji (choć cały czas kulejącej potwornie i będącej cholernie daleko od ideału) te zagraniczne też by zginęły. A przynajmniej takie mam wrażenie, patrząc na liczbę zagranicznych serii, które w Polsce przestały się ukazywać, nie doczekawszy się zakończenia.
DG: Jakie są reguły przyjmowania przez Was propozycji wydawniczych – jakie warunki trzeba spełnić, by wydać swój komiks w Kulturze Gniewu? Czym się kierujecie, dobierając tytuły do Waszej oferty?
Człowiek Paroovka vs. Grand Banda
Człowiek Paroovka vs. Grand Banda
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
SH: Na te dwa pytania odpowiem jednocześnie, bo odpowiedź jest z grubsza taka sama. Najpoważniejsze i najważniejsze sito, które komiks musi przejść w naszym wydawnictwie, jest takie – musi się nam on podobać. Bo tylko wydawanie takich komiksów nas interesuje i bawi. A jak nawet stracimy na takim komiksie pieniądze, to nie żałujemy. Natomiast mam problem z określeniem, choćby w punktach, co powoduje, że coś nam się podoba. Wystarczy spojrzeć na listę już wydanych przez nas albumów, by zorientować się, że są to rzeczy bardzo różne.
DG: Wymieńcie swój największy sukces i (jeśli taka jest) największą porażkę.
SH: Robiliśmy ostatnio takie zestawienie dla magazynu KZ. Żeby więc nie zanudzić czytelników i siebie, tym razem odpowiem zupełnie inaczej. Naszym największym sukcesem jest to, że cały czas wydajemy nowe rzeczy. Bo to znaczy, że te poprzednie sprzedały się na tyle, że stać nas na kolejne produkcje. Sukcesem jest też to, że udało się nam wyrobić sobie pewną markę wśród czytelników. Docierają do nas głosy, że jest dość spora grupa ludzi, która w ciemno bierze wszystko, co ukazuje się z logo KG. To oznacza, że klienci nam ufają, że wierzą, że nie będą żałować wydanych pieniędzy. Ogromnie nas to cieszy, ale jednocześnie czujemy wielką odpowiedzialność, żeby tych ludzi nie zawieść. Sukcesem jest też to, że jest grupa autorów komiksów, którzy chcą z nami współpracować. I wobec nich też czujemy wielką odpowiedzialność. Odbierając albumy z drukarni, zawsze drżymy, czy autorzy będą zadowoleni. Dlatego przykładamy tak dużą wagę do procesu produkcji, żeby na końcu drżeć jak najmniej. To są te duże sukcesy. A poza tym jest cała masa „sukcesowej” drobnicy, której tu nie będziemy roztrząsać. A porażki już dawno zamieniliśmy na sukces.
Projekt: Człowiek
Projekt: Człowiek
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
DG: Założyliście blog, na którym publikujecie informacje związane z wydawnictwem. Czy taka forma promocji i kontaktu z odbiorcami się sprawdza?
SH: Mamy nadzieję, że tak. Specjalnie nie zakładaliśmy żadnych liczników, które by nam podawały statystyki wejść na bloga, bo nie o to w tym chodzi. Jeszcze by się okazało, że czyta go jakieś 14 osób i może stracilibyśmy ochotę. A dla nas to przede wszystkim miejsce, w którym archiwizujemy wszelkie informacje dotyczące wydawnictwa – rzeczy dziejące się wokół autorów z nami współpracujących, premiery, recenzje, linki itp., itd. Jeśli to jest jednocześnie fajne czy ciekawe dla naszych czytelników albo zupełnie przypadkowych osób chcących to czytać i komentować, to my możemy tylko bardzo się z tego cieszyć.
DG: Jak zapatrujecie się na Internet jako konkurencję dla wydań papierowych? Czy istnieją jakieś komiksy internetowe, które chcielibyście wydać? Czy z racji jednoczesnej obecności tytułu w sieci jest to niemożliwe?
SH: Nie traktujemy Internetu jako konkurencji dla wydań papierowych. To zupełnie inne medium, inaczej powinny wyglądać komiksy tworzone z myślą o nim. A czy istnieją komiksy internetowe, które chcielibyśmy wydać? Są takie komiksy, które można znaleźć w Internecie, ale nie wiem, czy określiłbym je mianem „internetowych”. Na przykład absolutnie genialna rzecz, wielokrotnie nagradzana – Perry Bible Fellowship. Z tym, że dla mnie to po prostu fantastyczny komiksowy pasek, a Internet jest tylko jednym z miejsc jego pojawiania się. Zresztą ma to w tym roku w postaci albumowej wydać Dark Horse. Pewnie znajdzie się w podsumowaniach rocznych już dla „normalnych” komiksów. Myśląc o ewentualnej publikacji na papierze komiksów znalezionych w Internecie, zastanawiam się tylko, po co to robić, skoro jest tyle świetnych komiksów analogowych jeszcze w Polsce nie wydanych?
Insekt
Insekt
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
DG: Czy macie w planach wydawanie jakiegoś magazynu komiksowego? Albo stworzenie jakichś serii (imprintów) wydawniczych?
SH: Magazyn raczej nie, choć jako fani komiksu czujemy brak takiej publikacji na polskim rynku. Co ciekawe, mimo błyskawicznie rozwijającego się Internetu żaden z polskich serwisów komiksowych nie zdołał zapełnić dziury po takich magazynach, jak choćby „AQQ” czy „Arena Komiks”. Co więcej, gdyby zebrać wszystkie te serwisy do kupy, to ta dziura nie zostałaby zapełniona. Trochę to smutne. Jeśli zaś chodzi o stworzenie imprintów, to czasami chodzi mi taki pomysł po głowie. Zobaczymy, co się z tego wykluje.
DG: Czy będą następne antologie?
SH: Na razie nie. Za dużo mamy materiału polskiego i zagranicznego do wydania w tej chwili. Jak nam się zwiększy przepustowość wydawnicza i ustabilizują aktywa, to może wrócimy do tego pomysłu.
DG: Jakich twórców z Polski i zza granicy chcielibyście wydać?
SH: Lista jest naprawdę długa. Nie wiem, czy ich wymienianie miałoby jakikolwiek sens. Poza tym dobrze jest od czasu do czasu zrobić czytelnikom niespodziankę. Wiemy natomiast jedno – chcemy wydawać kolejne komiksy autorów, których już publikowaliśmy. Tych zagranicznych, ale przede wszystkim tych polskich.
DG: Jakich komiksów z logo Kultury Gniewu możemy się spodziewać w najbliższym czasie?
Na szybko spisane 1980-1990
Na szybko spisane 1980-1990
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
SH: Na pewno tych, które już zapowiedzieliśmy, czyli „Black Hole” Charlesa Burnsa, „Kota Fritza” Roberta Crumba, „5 is a perfect number” Igorta. Poza tym kolejnego albumu Marka Lachowicza i Tomka Kuczmy z serii „Człowiek Paroovka”, dalszych części trylogii Śledzia „Na szybko spisane”. No i następnych dzieł Maxa Anderssona, Thomasa Otta, Janka Kozy, Daniela Clowesa, Jakuba Rebelki. I masy niespodzianek.
DG: Czy podejmujecie próby zainteresowania „Waszymi” komiksami wydawców zagranicznych?
SH: Tak, większość polskich albumów wydanych przez nas pokazujemy zagranicznym wydawcom (tym, z którymi współpracujemy, i nie tylko) wraz z przetłumaczonymi fragmentami. I będziemy to robić cały czas. Od dwóch lat jeździmy na festiwal do Angouleme, gdzie obok kupowania licencji prezentujemy polskie albumy. Na razie nie zakończyło się to publikacją żadnego z polskich autorów na zachodnich rynkach, ale kropla drąży skałę. Mamy też ze dwa rewolucyjne pomysły, które spróbujemy przetestować w ciągu najbliższego roku.
Phenian
Phenian
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Rzut oka na zagraniczne pozycje wydane przez Kulturę Gniewu

W październiku 2005 r. wydawnictwo Kultura Gniewu rozszerzyło zakres działalności o komiksy zagraniczne. Warto przyjrzeć się, w jakim kierunku rozwija się ta linia wydawnicza KG.

Początek był dosyć karkołomny, bo ani „Damskie dramaty” Anny Sommer, ani wydany wspólnie z Antroposem „Deszcz” Ville Ranty, mimo ciekawej formy i poruszanych tematów, nie są komiksami na tyle przełomowymi i przebojowymi, żeby stać się „lokomotywami” wydawnictwa.

Jednak trzy kolejne tytuły („Pixy” Maxa Anderssona, „Exit” i „Cinema Panopticum” Tomasa Otta) to już przysłowiowe strzały w dziesiątkę, które nie tylko zostały dobrze przyjęte przez czytelników, ale udowodniły również, że jest u nas spore zapotrzebowanie na nowoczesny, lekko awangardowy komiks z najwyższej półki.

Co ciekawe, a jednocześnie chyba typowe dla wydawnictwa, w październiku i grudniu 2006 r. zamiast kontynuacji linii sprawdzonych pewniaków dostajemy do rąk komiksy dosyć nietypowe jak na nasz rynek.

„Bend” Mawila to humorystyczna obyczajówka rozgrywająca się środowisku początkujących muzyków rockowych, rzecz sympatyczna i zdecydowanie skierowana nie tylko do czytelników z „komiksowego getta”.

„Phenian” Guya Delisle, czyli komiksowy dziennik podróży autora za „żelazną kurtynę” Korei Północnej. Pomimo sporej naiwności samego autora, komiks bardzo sprawnie i z humorem przedstawia nie tyle rzeczywistość jednej z najgorszych dyktatur współczesnego świata, co sposób, w jaki jest ona postrzegana przez przedstawicieli demokratycznego Zachodu.

„Ghost Word” Daniela Clowesa to z kolei prezentacja typowego współczesnego komiksu niezależnego zza oceanu. Komiks wprawdzie słabszy niż np. wydane w tym samym czasie przez Timofa (i cichych wspólników) „Blankets” Craiga Thompsona, mający jednak mocne wsparcie w postaci adaptacji filmowej. Niewątpliwie trafiony tytuł, chociażby ze względu na panującą u nas obecnie modę na komiks obyczajowy.

Luty przyniósł nam kolejną, mile zaskakującą komiksową perełkę w postaci „Insekta” Saschy Hommera. Pozycja bardzo klimatyczna, ze świetnie skonstruowaną fabułą i ciekawymi rozwiązaniami graficznymi (doskonale zastosowane rastry), która udowadnia, że u naszych zachodnich sąsiadów powstają nowoczesne i interesujące komiksy niezależne wysokiej klasy.

W tej chwili Kultura Gniewu stara się prezentować jak najszersze spektrum komiksu niekomercyjnego. Z zapowiedzi na bieżący rok wynika, że wydawnictwo będzie publikować zarówno undergroundową klasykę („Kot Fritz” Roberta Crumba), jak i najnowsze przeboje komiksu niezależnego („Black Hole” Charlesa Burnsa, „5 is a perfect number” Igorta, kolejne albumy Tomasa Otta i Maxa Anderssona), pojawi się też zapewne kilka zagranicznych miłych niespodzianek.

Taka oferta komiksów zagranicznych, w połączeniu z coraz ciekawszymi komiksami krajowymi, wysoką jakością druku i indywidualną formą wydania każdego albumu, powoduje, że wydawnictwo może czuć się coraz pewniej i bardziej komfortowo na naszym komiksowym ryneczku.

koniec
7 kwietnia 2007
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Mam chyba trochę żal...
Paulina Christa

19 VII 2014

Z okazji 80. rocznicy narodzin Janusza Christy publikujemy wywiad z Pauliną Christą, wnuczką artysty.

więcej »

Komiks musi nam się podobać
Kultura Gniewu

19 X 2010

Kultura Gniewu ma już dziesięć lat! Z tej okazji przeprowadziliśmy wywiad z Szymonem Holcmanem, współwłaścicielem wydawnictwa.

więcej »

Jeszcze zrobimy razem niejedną rzecz
Marcin Podolec, Robert Wyrzykowski

7 X 2010

Jakie to uczucie, wydać swój własny komiks? Skąd brać puenty do historyjek? Czy recenzenci mają rację? O tym wszystkim rozmawiamy z autorami komiksu „Kapitan Sheer”.

więcej »

Polecamy

Koniec nieskończoności

Marvel:

Koniec nieskończoności
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nieskończoność megalomanii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ostatnie łowy doktora Octopusa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Przeczytać Panterę i zapomnieć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pokręcony komiks
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Warlock raz jeszcze
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Człowiek pociągający za sznurki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pogromca – moja miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mroczna strona Marvela
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

I ty możesz zostać arachnoidem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Inne recenzje

Przeżyyyj to saaam! Przeżyyyj to…
— Tomasz Kontny

Dymki o dorastaniu
— Marta Bienias

Długa wędrówka do Raju
— Robert Wyrzykowski

Insekty i ludzie
— Robert Wyrzykowski

Phenian, miasto zamknięte
— Robert Wyrzykowski

Portret artystki z czasów ciąży
— Robert Wyrzykowski

Tegoż twórcy

Swobodna ekipa kontratakuje
— Paweł Ciołkiewicz

Kapitan Żbik: Korzeń też psuje się od głowy
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta dymki: Styczeń 2017
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Esensja czyta dymki: Grudzień 2016
— Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Daniel Clowes zmaga się z czasem
— Konrad Wągrowski

Jaka piękna katastrofa
— Sebastian Chosiński

Kronika najdziwniejszego miejsca na Ziemi
— Sebastian Chosiński

Śledź rysuje karpia
— Konrad Wągrowski

W całkowitej ciemności można zobaczyć więcej
— Sebastian Chosiński

Trzeci wymiar w komiksie
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.