Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 kwietnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Jacqueline Carey
‹Potomek Kusziela›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPotomek Kusziela
Tytuł oryginalnyKushiel’s Scion
Data wydania26 stycznia 2011
Autor
PrzekładEwa Wojtczak
Wydawca MAG
CyklKusziel
ISBN978-83-7480-189-8
Format720s. 135×202mm
Cena49,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Potomek Kusziela

Esensja.pl
Esensja.pl
Jacqueline Carey
1 2 3 4 »
Przedstawiamy fragment powieści Jacqueline Carey „Potomek Kusziela”. Książka będąca czwartym tomem cyklu „Kusziel” ukazała się nakładem wydawnictwa MAG.

Jacqueline Carey

Potomek Kusziela

Przedstawiamy fragment powieści Jacqueline Carey „Potomek Kusziela”. Książka będąca czwartym tomem cyklu „Kusziel” ukazała się nakładem wydawnictwa MAG.

Jacqueline Carey
‹Potomek Kusziela›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPotomek Kusziela
Tytuł oryginalnyKushiel’s Scion
Data wydania26 stycznia 2011
Autor
PrzekładEwa Wojtczak
Wydawca MAG
CyklKusziel
ISBN978-83-7480-189-8
Format720s. 135×202mm
Cena49,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Prolog
Co to znaczy być dobrym?
Kiedy byłem dzieckiem, zdawało mi się, że wiem. Wówczas było to łatwe. Nie wiedziałem nic o swoim pochodzeniu czy dziedzictwie. Dzieciństwo spędziłem w Sanktuarium Elui, gdzie dni upływały na pracy i zabawie: wspinałem się na górskie zbocza i pasałem kozy z innymi dziećmi, łaziłem po drzewach i pływałem w wartkim strumieniu, gdy nasze podopieczne skubały trawę.
Przesiąkłem regułą Błogosławionego Elui: Kochaj jak wola twoja. I kochałem. Kochałem bezgranicznie, z łatwością i szczerze: towarzyszy zabaw, kapłanów i kapłanki Sanktuarium, kozy pod moją opieką, ziemię pod moimi stopami i niebo nad moją głową. Jestem D’Angelinem; kochałem Terre d’Ange, mój kraj ojczysty. Z całego serca kochałem naszych bogów, Eluę i jego Towarzyszy, i wiedziałem, że w zamian jestem kochany. Byłem szczęśliwy. Nie przypuszczałem, że cokolwiek kiedyś się zmieni.
Kiedy miałem dziesięć lat, zmieniło się wszystko.
Zostałem uprowadzony przez kartagińskich handlarzy niewolników i wyprawiony w podróż do piekła. I sądziłem, że tam umrę, ale nie umarłem. Uratowano mnie. Sprowadzono z miejsca potępienia w inne, bezpieczne.
I znów wszystko uległo zamianie.
W dalekim lesie na skrajach Khebbel-im-Akad wysłannik królowej D’Angelinów skłonił głowę i powitał mnie jako Imriela de la Courcel, księcia krwi.
Wszystko, co wiedziałem o sobie, było kłamstwem.
Dowiedziałem się, że moim ojcem był Benedykt de la Courcel, stryjeczny dziadek królowej Ysandry. Przez wiele lat był jej najbliższym żyjącym krewnym z rodu Courcelów. Gdy usłyszałem te wieści, od dawna już nie żył. Zdradził tron i gdyby doczekał dnia sądu, zostałby skazany. Nie doczekał.
Moja matka to zupełnie inna historia.
Kiedy miałem osiem lat – wtedy jeszcze nie wiedziałem, kim ona jest – brat Selbert zabrał mnie do La Serenissimy na spotkanie. Powiedział mi, że moi rodzice, przedstawiciele d’angelińskiej szlachty, zarażeni febrą podczas podróży morskiej, ostatkiem sił przekazali mnie pod opiekę sanktuarium. Powiedział też, że kobieta, przyjaciółka moich rodziców, będzie moją protektorką, gdy osiągnę pełnoletność. Dowiedziałem się też, że ma niebezpiecznych wrogów i że nie wolno mi nikomu o niej mówić, gdyż w ten sposób narażę ją na wielkie niebezpieczeństwo.
Przynajmniej to ostatnie okazało się prawdą. Uwierzyłem mu. Dlaczego miałbym nie wierzyć? Ufałem mu przez całe życie. Ale wszystko inne było kłamstwem. I nie powiedział mi, że uczciwie zasłużyła na każdego swojego wroga. Zdrada mojego ojca blednie w porównaniu z jej postępkami. Terre d’Ange w całych swoich dziejach nie znała bardziej morderczego zdrajcy niż Melisanda Szachrizaj de la Courcel.
Moja matka, którą nauczyłem się gardzić.
Z perspektywy czasu wydaje się dziwne, że wtedy jej nie rozpoznałem. A jednak skąd miałbym wiedzieć? W sanktuarium Elui nie było luster. Dzieci, wcześnie uczyły się wychylać z koziego mostku i patrzeć na swe odbicia falujące na powierzchni strumienia, ale na tym koniec. Byłem równie nieświadom rysów mojej twarzy jak mojego pochodzenia.
Oczywiście, gdy uprowadzili mnie handlarze niewolników, miałem mnóstwo okazji, żeby posłuchać o swoim wyglądzie. W kraju zwanym Drudżanem szukali nieskazitelnie pięknych ludzi na idealne ofiary. Sprzedano mnie jednemu z kapłanów kości, który służył mahrkagirowi, władcy całego Drudżanu. Mahrkagir był okrutny, bezlitosny i kompletnie szalony. Trafiłem do jego koszmarnego haremu, do zenany w pałacu Daršanga. Uroda przynosi niewielką pociechę, gdy się zstępuje do piekła.
Jestem podobny do matki.
Teraz to wiem. Widzę siebie w lustrach – w domu mojej przybranej matki, Fedry, nie brakuje luster – i nienawidzę ich. Mam jej twarz. Moje oczy są jej oczyma, barwy ciemnego błękitu o zmierzchu. Moja skóra jest jej skórą, koloru starej kości słoniowej, cienistego alabastru. Widzę odzwierciedlenie jej wyrazistych ust w zarysie moich warg. Moje włosy, jak jej, spływają na ramiona w lśniących granatowoczarnych falach.
Podobieństwo jest niezaprzeczalne.
Są tacy – nawet teraz, po wszystkim, co zrobiła – których zdumiewa to, że nie jestem z tego zadowolony. Choć zawsze była największym zdrajcą naszego narodu, Melisanda Szachrizaj należała również do największych piękności. Zabójczo piękna, promienna jak słońce, ostra jak brzytwa. W pewnych kręgach nadal ją za to podziwiają. Jeśli na ziemi istnieje kraj, w którym jest więcej próżności niż w Terre d’Ange, to jeszcze go nie znalazłem. A w ciągu dwunastu lat życia miałem okazję zobaczyć więcej świata, niż większość D’Angelinów ujrzy kiedykolwiek.
Widziałem piękno, i nie na twarzy mojej matki.
Kiedy patrzę w lustro i widzę odbicie jej rysów, przepełnia mnie niepewność. Co to znaczy być dobrym? Kiedy patrzę w głąb siebie, widzę tylko ciemność i zamęt. Nie wiem, dlaczego spotkało mnie to, co spotkało. Nie wiem, czym sobie na to zasłużyłem albo czy płacę za grzechy matki. Boję się łączącego nas podobieństwa. Boję się, że pewnego dnia okażę się taki jak ona. Kiedy jednak patrzę wokół siebie, łatwo jest wskazać dobro. Wykradziono mnie z raju i zesłano w otchłań zepsucia, nie do pojęcia dla przyzwoitych ludzi, zostałem jednak uratowany. Ci, którzy mnie ocalili… Kiedy się zastanawiam, co to znaczy być dobrym, myślę o nich.
Fedra.
Jescelin.
Fedra.
Nie wiem – nigdy nie będę wiedział – skąd zaczerpnęli odwagę, by dokonać tego, czego było trzeba dla mojego ocalenia. Fedra mówi, że chociaż moja matka zleciła jej to zadanie, to wola samego Błogosławionego Elui pchnęła ją za ten straszny próg. Nie potrafię oszacować ceny. Wiem, co jej zrobił mahrkagir. Wszyscy, którzy byliśmy niewolnikami w jego zenanie, wiedzieliśmy, co robi swoim faworytom. Nie mam pojęcia, jak ona to zniosła. I nie wiem, jak Joscelin, towarzysz życia i obrońca Fedry, zniósł bez popadania w szaleństwo świadomość tego, co spotkało ją z rąk mahrkagira.
Kocham ich tak bardzo, że to aż boli.
Teraz należę do nich, jestem ich przybranym synem. Królowa Ysandra wyraziła na to zgodę, choć nie przypadło jej do gustu takie rozwiązanie. Moja matka przystała na nie z chęcią; prawdę mówiąc, poszła na ustępstwo, bylebym tylko trafił pod opiekę Fedry. O ile wiem, to jedno jedyne ustępstwo w jej całym życiu. Choć były przeciwniczkami w obmyślonych przez nią intrygach, ją i Fedrę łączy długotrwała więź. Nie rozumiem tego i nie chcę zrozumieć; przeczuwam, że gorzko pożałuję dnia, w którym to pojmę. Moja matka nadal przebywa w azylu świątyni Aszery z Morza w La Serenissimie. W przeciwieństwie do ojca, została osądzona i skazana za zdradę stanu na długo przed moimi narodzinami. Straci życie w chwili, gdy postawi stopę za murami świątyni.
Pisze do mnie listy, których nie czytam. Chciałem spalić pierwszy, który mi przysłała, ale Fedra zdążyła wyrwać go z płomieni. Później zaczęła składać je dla mnie. Mówi, że pewnego dnie zechcę je mieć, i może ma rację. W moim krótkim życiu widziałem wiele rzeczy, którym nikt nie dałby wiary. Ale nie wyobrażałem sobie, bym kiedykolwiek zechciał przeczytać słowa mojej matki.
Nieczęsto się to zdarza, lecz czasami Fedra się myli.
Dziś dziwna wydaje się myśl, jak bardzo z początku nią pogardzałem. W zenanie Daršangi Fedra nó Delaunay, hrabina de Montrève, nie wyglądała na heroinę zdecydowaną mnie ocalić. Wyglądała jak d’angelińska kurtyzana, delikatna i piękna, pragnąca nurzać się w najbardziej odrażającej, wynaturzonej rozpuście, jaka się lęgła w chorej głowie mahrkagira. I to też prawda. Za to ją nienawidziłem. Nienawidziłem tak bardzo, że ledwo mogłem na nią patrzeć. I na Joscelina… na Joscelina także. Sądziłem, że zdradził wszystko co szlachetne i dobre w Terre d’Ange, upadając tak nisko, jak tylko może upaść wojownik.
Myliłem się.
Byli kimś więcej, znacznie więcej. Okazali się moim zbawieniem, i zbawieniem dla wielu innych. Niestety, nie dla wszystkich, ale dla wielu. Śmiercionośne zło zostało starte z powierzchni ziemi tej nocy, kiedy my – wszyscy razem w zenanie – pokonaliśmy siły mahrkagira. Fedra mówi, że taka była wola Błogosławionego Elui. Może to też jest prawdą. Pragnę w to wierzyć. W biały dzień, gdy spowija mnie ich uczucie, to łatwe. Jesteśmy rodziną. Wyszliśmy ze strasznej warowni Daršanga, my troje, rozbici i okaleczeni na ciele i duchu, ale ozdrowieliśmy, tworząc nową całość.
Modlę się, żeby nie powtórzyło się to, co nas spotkało, przynajmniej nie za mojego żywota.
Cokolwiek mnie czeka, będę żyć w cieniu wielkości i nigdy nikomu nie będę jej zazdrościć. Nie przypuszczam, żeby kryły się we mnie zadatki na wielkiego człowieka. Chciałbym, ale ich nie ma. Nie jestem taki jak Fedra ani jak Joscelin, którego rola pod pewnymi względami zawsze była trudniejsza, który zawsze stał u jej boku, którego blizny są świadectwem jego odwagi i męstwa. Chcę tylko wejść w dorosłe życie w sposób, jaki nie przyniesie wstydu tym, których kocham.
1 2 3 4 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

„Sen bowiem jest istnością też…”

Na rubieżach rzeczywistości:

„Sen bowiem jest istnością też…”
— Marcin Knyszyński

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Cierpienia młodego Imriela
— Beatrycze Nowicka

Tegoż twórcy

Pippi Långstrump z Teksasu
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Lipiec 2011
— Anna Kańtoch, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek

Czy to już fantastyka kobieca?
— Miłosz Cybowski

Świat według Fedry
— Agnieszka Kawula

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.