Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Jenna Burtenshaw
‹Wintercraft›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWintercraft
Tytuł oryginalnyWintercraft
Data wydania8 lutego 2011
Autor
PrzekładAgnieszka Sylwanowicz
Wydawca Prószyński i S-ka
CyklWintercraft
ISBN978-83-7648-624-6
Format304s. 130×195mm
Cena29,90
Gatunekdla dzieci i młodzieży, fantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Wintercraft – fragment 2

Esensja.pl
Esensja.pl
Jenna Burtenshaw
1 2 »
Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Jenny Burtenshaw „Wintercraft”. Książka otwierająca cykl o tym samym tytule ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.

Jenna Burtenshaw

Wintercraft – fragment 2

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Jenny Burtenshaw „Wintercraft”. Książka otwierająca cykl o tym samym tytule ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.

Jenna Burtenshaw
‹Wintercraft›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWintercraft
Tytuł oryginalnyWintercraft
Data wydania8 lutego 2011
Autor
PrzekładAgnieszka Sylwanowicz
Wydawca Prószyński i S-ka
CyklWintercraft
ISBN978-83-7648-624-6
Format304s. 130×195mm
Cena29,90
Gatunekdla dzieci i młodzieży, fantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Rozdział 2
Poborca
Na placu targowym panował rozgardiasz, a wysoko na dachu stała ciemna postać o szerokich barach.
Silas Dane był ostatnim człowiekiem, jakiego chciałoby oglądać każde miasto. Obserwował wydarzenia rozgrywające się dokładnie tak, jak zaplanował. Ubrany był zwyczajnie, lecz nie był zwykłym człowiekiem. Miał siłę osobowości dziesięciu ludzi. Budził strach. Oczy lśniły mu nikłym blaskiem, a ich źrenice pojaśniały do szarości – wyblakłej szarości śmierci.
Nawet miotane szaleństwem ptaki trzymały się z dala, wyczuwając nienaturalną istotę jego bytu: nie był ani całkowicie martwy, ani w pełni żywy, lecz niewyobrażalnie niebezpieczny. Tylko jeden ptak trzymał się w pobliżu, ptak, który towarzyszył Silasowi, jeszcze zanim zaczęło się jego drugie życie. Czarna wrona siedziała mu na ramieniu i nie zwracała uwagi na opadające wokół kłębowisko piór i martwych kosów.
Silas oparł pobliźnioną dłoń o komin i rozejrzał się po placu targowym. Strażnicy byli już blisko. Widział trzy postacie w czarnych szatach czające się w pobliżu, ich sztylety lśniły w promieniach wschodzącego słońca. Ci trzej to tylko początek. Miał ponad stu ludzi rozmieszczonych w całym mieście, tylko czekających, by zaatakować.
Na stragany runęły ostatnie martwe kosy. Silas patrzył, jak kupcy wychodzą z kryjówek i nerwowo wypatrują na niebie kolejnych ptaków. Westchnął – żeby chociaż raz spotkało go jakieś wyzwanie… jakaś forma oporu… A potem na ulicach zapanowała cisza, całe miasto wstrzymało oddech, i wtedy wiatr przyniósł nieoczekiwany odgłos, jakby trzaskały o sobie dwa pasy skóry. Silas spojrzał na dach małej księgarni, którą polecono mu obserwować uważniej niż inne budynki.
Z komina księgarni wzniósł się niezdarnie w powietrze czarny trzepoczący kształt, zostawiając za sobą smugę sadzy.
Ptak czy nietoperz? Silas musiał mieć pewność.
Ptak czy nietoperz?
Latające stworzenie zawróciło, znalazło prąd wstępujący i poszybowało nad placem targowym, nad głowami kupców i tuż obok Silasa, tak blisko, że gdyby spróbował, mógłby je schwycić.
– Ptak – powiedział z okrutnym uśmiechem.
Strażnicy patrzyli na niego, czekając na polecenia. Uniósł rękę i gestem wydał rozkaz, na który wszyscy czekali. Rozkaz wkroczenia do akcji.
• • •
– Komin! – zawołał Artemis. – Trzeba złapać tego ptaka! Szybko!
Edgar rzucił się naprzód, lecz Artemis go wyprzedził i już się wspinał po półkach jak po drabinie. Był jednak zbyt powolny. Ptak wzbił się w powietrze, skierował się prosto do starego kominka i wleciał do przewodu kominowego. Edgar dał nura za kosem, wymachując rękami w ciemności. Kiedy wyszedł z kominka, twarz i włosy pokrywała mu gruba warstwa sadzy, lecz ręce miał puste.
– Jeśli tego ptaka zobaczy jakiś strażnik, znajdą nas – stwierdził Artemis.
Edgar kichnął i wytarł nos brudnym rękawem.
– No to uciekajmy. Lepsze to niż zostać uwięzionym w tej piwnicy. Prawda, Kate?
Kate nie wiedziała, co myśleć.
– Nie daję wyboru żadnemu z was – rzekł Artemis. – Musimy się schować. Strażnicy nie wezmą tego, czego nie zobaczą.
Z wysiłkiem odsunął dwie skrzynie starych książek, ustawione jedna na drugiej w kącie najbardziej oddalonym od drzwi, i przysunął lampę do ściany, oświetlając wpuszczone w kamień drzwiczki tak wąskie, że ledwie się mogła się przez nie przecisnąć jedna osoba. Powiódł palcami po zakurzonych krawędziach kamieni i poszukał w kieszeniach klucza. Kate znała to miejsce. Chowała się już za tymi drzwiczkami i nie chciała się nawet do nich zbliżać.
– Nie… nie mogę – powiedziała.
Nad nimi coś trzasnęło i zaskrzypiało.
Po podłodze księgarni zastukały powolne kroki.
– Chodź, Kate.
Edgar wyciągnął rękę, a Artemis zdmuchnął płomyk lampy i pośpiesznie otworzył stare drzwiczki.
Kate wiedziała, że nie ma wyboru. W chmurze kurzu opadającej spomiędzy desek podłogi księgarni wcisnęła się do tajnej kryjówki. Na podłodze leżał zwinięty stary koc, na którym mogła oprzeć kolana, lecz ten pusty schowek za ścianą był o wiele mniejszy, niż pamiętała. Przesunęła się na kolanach do przodu, by Edgar mógł się wcisnąć za nią.
– Posuń się – szepnął.
– Nie ma już miejsca.
– A co z Artemisem?
Ale stryj już podawał im zgaszoną lampę.
– Cokolwiek się będzie działo, macie tu zostać, aż strażnicy odejdą – nakazał. – Potem macie opuścić Morvane i nie oglądać się za siebie. Rozumiecie?
– Ale…
– Wszystko będzie dobrze, Kate. Pamiętasz, jak się wydostać na zewnątrz?
Kate nerwowo skinęła głową.
– Dobrze. Idźcie, kiedy zrobi się bezpiecznie. Nie martwcie się o mnie.
Kate nie widziała twarzy stryja, gdy zamykał drzwiczki, ale usłyszała trzask klucza przekręcanego w zamku i nagle poczuła strach. W maleńkim schowku odnosiła wrażenie, że ściany na nią napierają. Nie wstając z klęczek, zapewniła samą siebie, że wciąż ma mnóstwo powietrza.
Usłyszała obok siebie ciche skomlenie.
– Edgarze? Co się stało?
– Jesteśmy tu zamknięci – odparł Edgar głosem świadczącym, że jest jeszcze bardziej przerażony niż Kate. – Źle się czuję. Muszę stąd wyjść. Muszę. Artemisie!
Załomotał pięścią w drzwi i Kate chwyciła go za ręce. Usiłując go uspokoić, odepchnęła od siebie własny strach.
– Wszystko w porządku – szepnęła. – Posłuchaj mnie. Musisz być cicho. Jeśli nas usłyszą…
– Nie mogę oddychać. Nie mogę…
– Ciii… Możesz. – Wzięła go za rękę i przycisnęła jego dłoń do swojej piersi. – Czujesz? Oddycham. Ty też oddychasz. Nic nam nie będzie.
Edgar ucichł. O drzwi delikatnie uderzyły skrzynie, które ustawiał przed nimi Artemis. A potem Kate usłyszała szuranie metalu po kamieniu i w jej dłonie wpadł klucz. Otwory do patrzenia! Sięgnęła palcami do wąskich szpar w ścianie. Jak mogła zapomnieć o otworach?
– Bądźcie cicho i nie wychodźcie – polecił Artemis. – Kocham cię, Kate. Pamiętaj o tym.
Kate powiodła palcami po kamieniach i znalazła płat skóry przymocowany pod sufitem. Był suchy i skręcony ze starości, ale kiedy go odsunęła, mogła wyjrzeć na zewnątrz przez szparę starannie wyciętą między zaprawą a jednym ze starych kamieni. Poprowadziła dłoń Edgara do drugiego płatu skóry i razem popatrzyli na piwnicę.
Początkowo widzieli tylko głęboką ciemność. Potem rozległy się głosy, szybkie kroki i głośne trzaśnięcie – to ktoś siłą otworzył drzwi do piwnicy. Na schody wpadły dwie postacie w czarnych szatach, zalewając pomieszczenie światłem lampy, która mocno uderzyła o ścianę.
Jeden z mężczyzn uważnie mierzył z kuszy w dół schodów, a drugi wysoko uniósł lampę, usiłując utrzymać na długiej smyczy groźnego psa. Umysł Kate podsunął jej wizje wielkiego zwierza wyczuwającego ich węchem, wciskającego pysk do kryjówki i wyciągającego ich ostrymi żółtymi zębiskami, ale te lęki wkrótce zostały zastąpione czymś ważniejszym.
Gdzie jest Artemis?
– Przeszukaj piwnicę – rozkazał kusznik.
Strażnik z psem zbiegł po schodach, by zwierzę mogło obwąchać kąty. Odsuwał pełne skrzynie z taką łatwością, jakby były puste. Wyciągał ze skrzyń garście papieru, stukał knykciami w ściany i wtykał długie palce we wszystkie szpary. Niczego nie przeoczył. Coraz bardziej się przybliżał do ukrytych drzwiczek, lecz coś nagle zachrobotało i pies pochylił łeb, a potem zawarczał.
– Co tam jest? – zapytał kusznik.
Kate zamarła, ale strażnicy nie patrzyli w jej stronę. Patrzyli w stronę kominka, z którego opadała do piwnicy smużka sadzy. W przewodzie kominowym chował się Artemis. Strażnicy go znaleźli.
– Wyłaź stamtąd! – zażądał ten z psem i uderzył pięścią w podmurówkę komina. – Już!
Pies położył płasko uszy na łbie. Stopy Artemisa uderzyły w palenisko.
– Zaczekajcie! – powiedział, wyciągając ręce przed siebie. Wyszedł z kominka i upuścił na podłogę bezużyteczny sztylet. – Proszę.
Kusznik wycelował broń w jego pierś. Kate chciała krzyknąć, odwrócić ich uwagę, powstrzymać, lecz strach tak mocno ściskał ją za gardło, że z trudem oddychała.
– Nazwisko!
– Winters. Artemis Winters. Jestem… Jestem właścicielem księgarni na górze.
1 2 »

Komentarze

12 II 2011   21:12:41

Jak dla mnie - strasznie schematyczne i koszmarnie napisane.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Marzec 2011
— Miłosz Cybowski, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek

Wintercraft
— Jenna Burtenshaw

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.