Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Jeff VanderMeer
‹Finch›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFinch
Tytuł oryginalnyFinch
Data wydania18 lutego 2011
Autor
PrzekładRobert Waliś
Wydawca MAG
SeriaUczta Wyobraźni
ISBN978-83-7480-194-2
Format392s. 135×202mm; oprawa twarda
Cena39,—
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Finch

Esensja.pl
Esensja.pl
Jeff VanderMeer
1 2 3 »
Zamieszczamy fragment powieści Jeffa VanderMeera „Finch”. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa MAG.

Jeff VanderMeer

Finch

Zamieszczamy fragment powieści Jeffa VanderMeera „Finch”. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa MAG.

Jeff VanderMeer
‹Finch›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułFinch
Tytuł oryginalnyFinch
Data wydania18 lutego 2011
Autor
PrzekładRobert Waliś
Wydawca MAG
SeriaUczta Wyobraźni
ISBN978-83-7480-194-2
Format392s. 135×202mm; oprawa twarda
Cena39,—
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
1
Finch, przed drzwiami mieszkania, zdyszany po szybkim pokonaniu pięciu ciągów schodów. Wiadomość, którą przyniósł z posterunku, już umiera mu w dłoni. Czerwona smuga na wiotkim kółku zielonego grzybowego papieru, który kilka minut wcześniej skręcił się i zwilgotniał. Teraz musi tylko przejść przez drzwi oznaczone symbolem szarych kapeluszy.
Aleja Manzikerta numer 239, mieszkanie 525.
Przekroczenie progu to akt woli. Zawsze. Sięgnął po broń, po czym zmienił zdanie. Niektóre dni są gorsze od innych.
Nagłe wspomnienie jego partnera, Wyte’a, który powiedział mu, że się sprzedał, na co Finch odrzekł: „Nie mam na ten temat zdania”. Napisy na ścianie w jednym z miejsc zbrodni: Każdy jest kolaborantem. Każdy jest buntownikiem. Prawda zawarta w obu stwierdzeniach.
Gałka na drzwiach, zimna, ale ziarnista. Z lewej strony szorstka od jasnego zielonego grzyba.
Poci się pod kurtką, przez koszulę. Buty ciążą na nogach.
Zawsze w punkcie bez odwrotu, a jednak wraca.
Nie jestem detektywem. Nie jestem detektywem.
• • •
W środku wysoki blady mężczyzna ubrany na czarno stał w połowie korytarza i wpatrywał się w drzwi. Za nim mroczny pokój. Podniszczone łóżko. Pościel niewyraźnie bieląca się w cieniu. Chyba nikt tam nie spał od miesięcy. Zakurzona podłoga. Nawet zanim zaczął się spotykać z Sintrą, jego mieszkanie nie wyglądało tak źle.
Stronnik odwrócił się i zauważył Fincha.
– W tamtym pokoju niczego nie ma, Finch. Wszystko jest tutaj. – Wskazał drzwi. Wydobywało się zza nich światło, w którym skóra Stronnika połyskiwała w miejscach opanowanych przez malutkie zarodniki. Niesamowite lewe oko zdobiło posępną twarz. Bezustannie drgało. Poruszało się pod dziwnymi kątami. Źrenica jak niebieskie światło na dnie ciemnej studni. Grzybowy blask.
– Kim pan jest? – spytał Finch.
Stronnik zmarszczył brwi.
– Jestem…
Finch minął mężczyznę, nie słuchając odpowiedzi, z przyjemnością uderzając go ramieniem w pierś. Stronnik wszedł za nim, roztaczając wokół siebie słodką woń gnijącego mięsa.
Wszystko było złote, spokojne, niepoznawalne.
Oczy Fincha przyzwyczaiły się do światła wpadającego przez duże okno i wtedy zobaczył: salon, kuchnia. Sofa. Dwa drewniane krzesła. Mały stół, pusty wazon z motywem róży. Dwa ciała leżące na dywaniku obok sofy. Mężczyzna i szary kapelusz pozbawiony nóg.
Szef Fincha, Heretyk, stał na tle okna. Miał na sobie typową szarą szatę i kapelusz. Finch nigdy nie poznał prawdziwego imienia stwora. Seria mlaśnięć i gwizdów brzmiała jak „hekleretikalik”, więc Finch nazywał go „Heretykiem”. Bardzo rzadko widywał go w ciągu dnia.
– Finch – odezwał się Heretyk. – Gdzie jest Wyte? – Wilgotne dźwięki wydobywające się z jego krtani, które miały uchodzić za mowę, drażniły większość ludzi. Finch bardzo się starał udawać, że słyszy końcówki wszystkich wyrazów. Nauczył się tej sztuki w bólach.
– Wyte nie mógł przyjść. Jest zajęty.
Heretyk zmierzył go wzrokiem. W jego spojrzeniu kryło się pytanie. Finch odwrócił spojrzenie, unikając płynnych zielonych źrenic oraz żółci w miejscu, w którym powinna być biel. Wyte od dawna chorował. Finch wiedział na co, lecz wolał udawać, że nie wie. Nie chciał rozmawiać o tym z Heretykiem.
– Jak wygląda sytuacja? – spytał.
Heretyk się uśmiechnął: rzędy igiełek osadzonych w twarzy nieco przypominającej wgnieciony pysk rekina. Finch nie wiedział, czy to blaszki, czy zęby, ale wydawało się, że lekko drżą i oddychają. Wyte mówił, że kiedyś widział tam malutkie stworzenia. Za każdym razem nowy koszmar. Kolejne spotkanie, które będzie nawiedzało Fincha we śnie.
– Dwa ciała – odparł Heretyk.
– Dwa ciała?
– Dokładnie mówiąc, półtora – odezwał się Stronnik za plecami Fincha. Heretyk się roześmiał. Przypominało to odgłos wydawany przez duszonego psa.
– Czy ofiary tutaj mieszkały? – spytał Finch, choć już znał odpowiedź.
– Nie – odrzekł Stronnik. – Nie mieszkały.
Finch na chwilę odwrócił się ku Stronnikowi, po czym ponownie popatrzył na Heretyka.
Heretyk spojrzał na Stronnika, a ten zamilkł i zaczął snuć się po salonie, robiąc zdjęcia okiem.
– Nikt tutaj nie mieszkał – wyjaśnił Heretyk. – Według naszych dokumentów nikt nie mieszka tu już od ponad roku.
– Ciekawe – odparł Finch. Wcale go to nie ciekawiło. Nic go nie ciekawiło. Był zaniepokojony. Zwłaszcza tym, że Stronnik czuł się na tyle pewnie, by odpowiadać na pytania kierowane do Heretyka.
Zasłony wyblakły od słońca. Rozdarcia na sofie przypominały rany zadane nożem. Wazon wyglądał tak, jakby ktoś rozpalił w nim niewielki ogień. Rekwizyty sceniczne dla dwóch zgonów.
Czy to istotne, że okno jest otwarte? Z jakiegoś powodu nie chciał pytać, czy to jeden z nich je otworzył. Świeże powietrze z nutką słonego zapachu znad zatoki.
– Kto to zgłosił? – spytał Finch.
– W tym miejscu nastąpiło wyładowanie energii – odpowiedział Heretyk. – Poczuliśmy je. Potem kamery-spory to potwierdziły.
Wyładowanie energii? Jakiego rodzaju?
Finch próbował sobie wyobrazić rzędy żywych odbiorników ukrytych pod ziemią, długie na wiele mil, jeśli plotki były prawdziwe. Usiłujących przetwarzać tryliony obrazów z całego miasta. Czy to możliwe, by nadążały? Oto nadzieja każdego obywatela.
– Czy znacie… źródło? – spytał Finch. Nie był pewien, czy rozumie, o czym mówi Heretyk.
– Nie ma już po nim śladu. W mieszkaniu jest zimno. Są tylko te ciała.
„W czym może mi to pomóc?”, chciał zapytać.
Finch zazwyczaj prowadził dochodzenia w sprawie kradzieży, awantur domowych, nielegalnych zgromadzeń. Czasami przyglądał się działalności buntowników, ale gdy było trzeba, przekazywał śledztwo w ręce Stronników. Teraz chciał się upewnić, że nie musi tego robić. Dla dobra wszystkich.
Jeśli morderstwa, to tylko typowe. Zabójstwa w afekcie. Odwety. Tym razem sytuacja wyglądała inaczej. Jeśli to w ogóle morderstwo.
– Czy ktoś mieszka w sąsiednich mieszkaniach?
– Już nie – odpowiedział Stronnik. – Wszyscy się wynieśli, co ciekawe wkrótce po tym, jak ta dwójka… przybyła.
– Co oznacza, że wydali jakiś dźwięk. – Albo dźwięki.
– Gdy skończymy tutaj, przesłucham wszystkich, którzy pozostali w budynku – rzekł Stronnik.
Cóż to będzie dla nich za przyjemność.
A jednak Finch nie zgłosił się do tego zadania. Jeszcze nie. Może potem. To niewiele gorsze od domokrążnych przesłuchań w nieprzyjaznych miejscach. Wielu ludzi uważa, że jego zawód nie powinien istnieć.
– Co o tym myślisz, Finch? – spytał Heretyk z figlarną nutką w głosie. Delikatną, ale wystarczającą, by wychwycić niuans.
Myślę, że wszedłem tutaj dopiero kilka minut temu.
Ciała leżały jedno przy drugim obok sofy.
Finch zmarszczył brwi.
– Nigdy nie widziałem czegoś takiego.
Człowiek leżał na boku i wyciągał lewą dłoń ku dłoni szarego kapelusza. Szary kapelusz leżał twarzą do dołu z rękami rozłożonymi prostopadle do tułowia.
– To mógł być cudzoziemiec. Sądząc po ubraniu.
Mężczyzna miał czterdzieści pięć lub pięćdziesiąt lat, ciemnokasztanowe włosy, ciemne brwi oraz brodę, która najwyraźniej składała się z grzybowych kosmyków. To nie było nietypowe. W przeciwieństwie do jego ubrania. Miał na sobie niebieską koszulę, która dawno wyszła z mody. Dziwne obcisłe długie spodnie. Brudne czarne buty.
– Nie pochodził z miasta – orzekł Heretyk. Jego intonacja ponownie zirytowała Fincha. Stwierdzał fakt czy pytał?
Co mu chodzi po głowie?
Finch przykucnął obok ciał. Wyjął swój bezużyteczny długopis i bezużyteczny notatnik. Stronnik pochylił się nad nim, by zrobić zdjęcie.
Martwy szary kapelusz wyglądał tak samo jak każdy z jego pobratymców. Nie licząc jednego wyraźnego braku.
– Nie wiem, co spowodowało obrażenia u drugiej ofiary, proszę pana.
Nie wiem, co się stało z jego nogami.
– Kiedy się dowiemy, będziemy równie powściągliwi – odrzekł Heretyk.
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Pogrzeb pośród mgławic

Stulecie Stanisława Lema:

Pogrzeb pośród mgławic
— Mieszko B. Wandowicz

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja czyta: Listopad 2011
— Jędrzej Burszta, Miłosz Cybowski, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka

Kafka nad rzeką Moth
— Anna Kańtoch

Tegoż twórcy

Surrealizm postapokaliptyczny
— Miłosz Cybowski

Esensja czyta: Luty 2015
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk, Joanna Słupek, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Wrzesień 2014
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Daniel Markiewicz, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek

Esensja czyta: Kwiecień 2014
— Miłosz Cybowski, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka Szady

Esensja czyta: Styczeń 2014
— Joanna Kapica-Curzytek, Daniel Markiewicz, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka

Szkiełko i oko kontra czucie i wiara
— Anna Kańtoch

Do piekła i z powrotem
— Anna Kańtoch

Esensja czyta: IV kwartał 2008
— Artur Chruściel, Ewa Drab, Jakub Gałka, Daniel Gizicki, Anna Kańtoch, Paweł Sasko, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.