Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 czerwca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Keri Arthur
‹Wschodzący księżyc›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWschodzący księżyc
Tytuł oryginalnyFull Moon Rising
Data wydania9 marca 2011
Autor
PrzekładKinga Składanowska
Wydawca Erica
CyklZew nocy
ISBN978-83-623-2917-5
Format400s. 125×195mm
Cena34,90
Gatunekfantastyka, groza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Wschodzący księżyc

Esensja.pl
Esensja.pl
Keri Arthur
1 2 3 »
Prezentujemy fragment powieści Keri Arthur „Wschodzący księżyc”. Książka rozpoczynająca cykl o Riley Janson ukaże się nakładem Instytutu Wydawniczego Erica.

Keri Arthur

Wschodzący księżyc

Prezentujemy fragment powieści Keri Arthur „Wschodzący księżyc”. Książka rozpoczynająca cykl o Riley Janson ukaże się nakładem Instytutu Wydawniczego Erica.

Keri Arthur
‹Wschodzący księżyc›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWschodzący księżyc
Tytuł oryginalnyFull Moon Rising
Data wydania9 marca 2011
Autor
PrzekładKinga Składanowska
Wydawca Erica
CyklZew nocy
ISBN978-83-623-2917-5
Format400s. 125×195mm
Cena34,90
Gatunekfantastyka, groza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Noc była cicha. Zbyt cicha.
Owszem, było już grubo po północy, ale w końcu był to piątkowy wieczór, a ten czas zazwyczaj oznaczał dobrą zabawę. Przynajmniej dla tych, którzy byli singlami i nie pracowali na nocną zmianę. Ta część Melbourne może i nie należała do najbardziej rozrywkowych części miasta, ale znajdował się tu jeden klub nocny, którego bywalcami byli zarówno ludzie, jak i inne stworzenia. I choć często w nim nie bywałam, uwielbiałam muzykę, którą tam grali. Uwielbiałam tańczyć do niej na ulicy, gdy wracałam do domu.
Ale tego wieczoru nie słyszałam żadnej muzyki. Żadnego śmiechu. Nawet pijackiej burdy. Jedynym dźwiękiem, rozbrzmiewającym na wietrze, był stukot pociągu odjeżdżającego ze stacji i gwar ruchu ulicznego dobiegający z pobliskiej autostrady.
Klub stanowił znane miejsce spotkań dilerów i ich ofiar, więc policja regularnie robiła na niego naloty i go zamykała. Być może znowu wpadli.
Tylko dlaczego w takim razie nie było nikogo na ulicy? Żadnych zrzędzących imprezowiczów zmuszonych do zmienienia miejscówki?
I dlaczego wiatr niósł ze sobą zapach krwi?
Poprawiłam uwierającą mnie w ramię torbę, po czym zeszłam z na wpół oświetlonego peronu stacji i wbiegłam po schodach prowadzących na Sunshine Avenue. Światła przy wyjściu z peronu były zgaszone. Gdy tylko znalazłam się na ulicy, pochłonął mnie mrok.
Zwykle ciemność mnie nie niepokoi. W końcu jestem stworzeniem księżyca i nocy, przyzwyczajonym do włóczenia się po ulicach o nieludzkiej porze. Tej nocy jednak, choć księżyc zmierzał ku pełni, jego srebrzyste światło nie mogło przebić się przez grubą warstwę chmur. Mimo to czułam, że i tak rozpalało w moich żyłach żar, który będzie przybierał na sile wraz z każdą nadchodzącą nocą.
Jednak to nie zbliżająca się pełnia wprawiła mnie w zdenerwowanie. Powodem nie był również brak jakichkolwiek oznak życia pochodzących, z hałaśliwego zazwyczaj, klubu. Chodziło o coś innego. Coś, czego nie mogłam nazwać. Coś złego wisiało w powietrzu, a ja nie miałam pojęcia, co to takiego.
Na pewno było to coś, czego nie mogłam zlekceważyć.
Zawróciłam z ulicy prowadzącej do mieszkania, które dzieliłam ze swoim bratem bliźniakiem, i ruszyłam w stronę klubu. Możliwe, że tylko uroiłam sobie zapach krwi albo swój niepokój. Możliwe, że cisza panująca w klubie nie miała z tym nic wspólnego. Ale jedno było pewne – musiałam to sprawdzić. Inaczej nie mogłabym spokojnie zasnąć.
Oczywiście, ciekawość to pierwszy stopień do piekła, nie tylko tego ludzkiego, lecz i tego dla wścibskich wilkołaków – albo, tak jak w moim przypadku, półwilkołaków. A moja zdolność do pakowania się w kłopoty przysporzyła mi przez lata więcej zmartwień, niż wolałabym pamiętać. Mój brat zazwyczaj stał po mojej stronie, walcząc ze mną albo wyciągając mnie z tarapatów. Ale dziś wieczorem Rhoan był poza domem i nie mogłam się z nim skontaktować. Jako strażnik pracujący dla Departamentu ds. Innych Ras często znikał, wykonując misje, o których nawet mi nie mógł pisnąć słówka.
Ja również pracowałam dla departamentu, jednak nie jako strażnik, tylko zwykły pracownik biurowy. Nie byłam wystarczająco bezwzględna, by wstąpić w ich szeregi – chociaż, tak jak większość ludzi w jakikolwiek sposób pracujących dla departamentu, podchodziłam do specjalnych testów. Ucieszyłam się, gdy je oblałam, bo osiemdziesiąt procent pracy strażnika to zabójstwa. Mogłam sobie być półwilkiem, ale nie byłam mordercą. To Rhoan był jedyną osobą w naszej małej rodzinie, która odziedziczyła ten szczególny instynkt. Gdybym ja posiadała jakiś talent, z pewnością byłby tylko źródłem kłopotów.
A te i tak zawsze na siebie ściągam, wtykając nos w nie swoje sprawy. Ale czy to ma mnie powstrzymać od działania? W życiu!
Uśmiechając się nieznacznie, wcisnęłam ręce w kieszenie płaszcza i przyspieszyłam kroku. Moje dziesięciocentymetrowe szpilki stukały o beton. Dźwięk zdawał się odbijać echem od pogrążonej w ciszy ulicy. Gdyby jednak naprawdę coś tam się działo, byłabym spalona. Weszłam więc na pas uschniętej trawy oddzielającej jezdnię od chodnika i ruszyłam dalej, starając się nie wbijać obcasów w ziemię.
Ulica zakręcała w lewo. Zrujnowane domy, stojące po obu jej stronach, dalej ustępowały miejsca równie zniszczonym fabrykom i magazynom. Nocny klub Vinniego znajdował się mniej więcej w połowie ulicy i nawet stąd widziałam, że był zamknięty. Neony, w kolorach krzykliwej czerwieni i zieleni, nie świeciły się, a przed budynkiem nie było ani śladu, kłębiącego się zwykle, tłumu stałych bywalców.
Woń krwi i poczucie, że coś jest nie tak, wzmacniały się z minuty na minutę.
Przystanęłam przy eukaliptusie i głęboko wciągnęłam powietrze, by wśród zapachu lekkiej bryzy wyłapać wonie, które mogłyby zdradzić, co działo się w klubie. Oprócz intensywnego zapachu krwi, czułam jeszcze trzy inne: odchodów, potu i strachu. Sądząc po sile tych dwóch ostatnich, musiało się tam stać coś naprawdę poważnego.
Przygryzłam wargę, zastanawiając się, czy powiadomić departament. Nie byłam głupia – no, przynajmniej nie całkiem – a to, co działo się w tym klubie, pachniało poważnymi kłopotami. Tylko co niby miałabym zameldować? Że wiatr niósł ze sobą zapach krwi i gówna? Że klub, który zwykle stał otworem w każdy piątkowy wieczór, ni z tego, ni z owego został zamknięty? Prawdopodobieństwo, że wyślą tu swoje oddziały na podstawie tak bezsensownego strzępu informacji, było zerowe. Musiałam podejść bliżej i sprawdzić, co dokładnie się stało.
Ale im bliżej podchodziłam, tym bardziej żołądek skręcał mi się ze strachu, a ja coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, iż wewnątrz działo się coś strasznego. Zatrzymałam się w ocienionym wejściu do magazynu, stojącego niemal naprzeciwko klubu Vinniego, i obserwowałam budynek. Nie paliły się w nim żadne światła. Nie wybito też ani jednej szyby. Frontowe, metalowe drzwi zamknięto, a pomalowane na czarno okna chronione były przez grube kraty. Boczną bramę zamknięto na kłódkę. Praktycznie rzecz biorąc, budynek wyglądał na bezpieczny. I pusty.
A jednak coś znajdowało się w środku. Coś, co stąpało ciszej niż kot. Coś pachnącego umarłym. Albo raczej nieumarłym.
Wampir.
Sądząc zaś po ciężkim zapachach krwi i ludzkiego potu, które towarzyszył jego przyprawiającej o mdłości woni, wampir nie był sam. A to już mogłam zgłosić. Sięgnęłam do torby po komórkę i w tym momencie dotarło do mnie, że nie stoję już sama na ulicy. Uświadomił mi to obrzydliwy odór niemytego ciała, który od razu zdradził, z kim mam do czynienia.
Odwróciłam się, przenikając wzrokiem ciemność gęstniejącą na środku drogi.
– Wiem, że tam jesteś, Gautier. Pokaż się.
Rozległ się chichot, jego niskie brzmienie podziałało mi na nerwy. Gautier wyszedł z cienia i podszedł do mnie spacerowym krokiem. Był napuszonym palantem, który nienawidził wilkołaków niemal tak mocno jak ludzi, za których ochronę mu płacono. Był jednym z najbardziej skutecznych strażników departamentu, a plotka głosiła, że wielkimi krokami zmierza prosto na szczyt.
Jeśli tam dotrze, odejdę. Facet był draniem przez duże D.
– A ty co tutaj robisz, Riley Jenson? – Jego głos, tak jak ciemne włosy, był gładki i oślizgły. Wyglądało na to, że zanim został zmieniony, pracował jako akwizytor. To było widać, nawet po śmierci.
– Mieszkam niedaleko. Jaką ty masz wymówkę?
Odsłonił zakrwawione kły w nagłym uśmiechu. Pożywił się, i to całkiem niedawno. Spojrzałam w stronę klubu. Z całą pewnością nawet on nie mógł być aż tak zdeprawowany. Nie mógł aż tak wymknąć się spod kontroli.
– Jestem strażnikiem – powiedział, zatrzymując się kilka kroków ode mnie, jak na mój gust o kilka kroków za blisko. – Płacą nam, żebyśmy patrolowali ulice i chronili ludzi.
Potarłam dłonią nos, niemal żałując – i to nie po raz pierwszy, od czasu gdy pierwszy raz miałam do czynienia z wampirami – że mój zmysł węchu jest taki wyostrzony. Już dawno temu zrezygnowałam z prób nakłaniania tych istot do brania regularnych kąpieli. Nigdy nie zrozumiem, jakim cudem Rhoan znosił ich towarzystwo.
– Pojawiasz się na ulicach tylko wtedy, gdy wypuszczą cię na łowy – powiedziałam i wskazałam na klub. – To dlatego zostałeś tu wysłany? Żeby wszcząć śledztwo?
– Nie. – Spojrzenie jego brązowych oczu wwierciło się we mnie i poczułam, jak dziwne mrowienie sprawia, że moje myśli zaczynają brzęczeć.– Skąd wiedziałaś, że tu jestem, skoro moje ciało spowijał cień?
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Seksapokalipsa

W podziemnym kręgu:

Seksapokalipsa
— Marcin Knyszyński

Odwieczna dialektyka
— Marcin Knyszyński

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Pan życia i śmierci
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.