Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 12 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Keri Arthur
‹Wschodzący księżyc›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWschodzący księżyc
Tytuł oryginalnyFull Moon Rising
Data wydania9 marca 2011
Autor
PrzekładKinga Składanowska
Wydawca Erica
CyklZew nocy
ISBN978-83-623-2917-5
Format400s. 125×195mm
Cena34,90
Gatunekfantastyka, groza / horror
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Wschodzący księżyc

Esensja.pl
Esensja.pl
Keri Arthur
« 1 2 3

Keri Arthur

Wschodzący księżyc

Powietrze po mojej prawej stronie zawirowało. Gryząca woń śmierci nasiliła się. Upadłam. Cień wzbił się w górę ponad moimi plecami. Bijący od niego odór był tak silny, że prawie się zakrztusiłam. Miękki odgłos lądowania zdradził mi, gdzie się teraz znajdował, mimo że zapach wampira był zbyt przytłaczający, by móc dokładnie określić jego położenie. Obróciłam się i wyprowadziłam kopniaka bosą stopą. Cios trafił w litą ciemność, a wampir stęknął. Wprawione w ruch powietrze znów mnie ostrzegło. Okręciłam się w miejscu, trafiając ciemność ostro zakończonym obcasem. Poczułam, jak kołek zahacza o ciało, w momencie, gdy wampir zawył z bólu. Jego głos nie należał do dorosłego, raczej do dzieciaka. Ktoś zmienił w wampiry chłopców. Ta myśl przyprawiła mnie o mdłości.
Mój wzrok przykuł jakiś ruch. Pierwszy napastnik otrząsnął się z cienia i podniósł na równe nogi. Obrócił się, by stanąć ze mną twarzą w twarz. Jego oczy były czerwone od żądzy krwi, drobne rysy twarzy wykrzywiała wściekłość. Byli dzieciakami nie tylko według ludzkich, ale i wampirzych kategorii. Nie znaczyło to jednak, że są mniej niebezpieczni. Jedynie odrobinę mniej przebiegli.
Wampir ruszył biegiem w moją stronę. Zrobiłam unik, a potem zamachnęłam się butem, uderzając w szczękę. Rozległ się trzask. Napastnik zawył, wyprowadzając cios zaciśniętą pięścią. Odchyliłam się do tyłu, czując powiew powietrza muskający mój policzek. Znów otoczył mnie odór niemytego ciała. Lecz nie pierwszego wampira, a drugiego. Zbliżał się w szybkim tempie. Chwyciłam garść skundlonych, brązowych włosów pierwszego napastnika i cisnęłam nim w drugiego.
Zderzyli się z siłą, która, choć wystarczyła, by moje zęby zagrzechotały, nie zdołała powalić żadnego z nich. Pierwszemu udało się jakimś cudem obrócić i uderzyć pięścią w bok mojej twarzy z siłą, która zwaliła mnie z nóg. Padłam na podłogę z głuchym stęknięciem, a buty wypadły mi z rąk. Zamroczyło mnie na moment. Potem jeden z nich zwalił się na mnie całym ciężarem ciała i przyszpilił do ziemi. Bijący od niego fetor obezwładnił moje zmysły, sprawiając, że miałam trudności z myśleniem i oddychaniem. Kły wampira wydłużyły się w oczekiwaniu na posiłek.
Jeśli myślał, że wbije je w moją szyję, to się pomylił.
Walczyłam, rzucając się i próbując go z siebie zrzucić, ale owinął nogi wokół moich, żeby utrzymać się w miejscu. Roześmiał się i nagle jedyne, co mogłam zobaczyć, to jego zakrwawione kły opadające w dół.
– Nie ma mowy, draniu.
Siłą wepchnęłam ramię pomiędzy nas. Kły przecięły mi nadgarstek, wbiły się w niego głęboko. Oślepiający ból przetoczył się przez moje ciało. Wrzasnęłam. Niektóre wampiry starały się, by picie krwi dawało przyjemność ofierze, lecz ten tutaj wcale o to nie dbał. Pewnie dlatego, że był jeszcze zbyt młody.
Drugi napastnik roześmiał się, co tylko spotęgowało mój gniew. Poczułam nowy przypływ sił, który momentalnie uśmierzył ból. Podczas gdy wampir pił chciwie moją krew, wsunęłam wolną rękę w jego włosy, chwyciłam je mocno i szarpnęłam w tył, wyrywając z siebie jego kły. Gdy zaskrzeczał zdumiony, zacisnęłam okrwawioną dłoń w pięść i z całej siły przywaliłam mu w usta. Trysnęła krew, wyleciały kawałki kości i zębów, a skrzek przeszedł w agonalne wycie. Poderwałam się i przerzuciłam go nad swoją głową. Z hukiem wylądował plecami na barze i już nie wstał.
Jeden z głowy, jeden do załatwienia.
I ten właśnie mknął w powietrzu, zmierzając prosto na mnie. Rzuciłam się do przodu i zeszłam mu z drogi. Wampir zawirował w powietrzu, lądując na ziemi jak kot, a następnie zamachnął się obutą stopą, próbując powalić mnie na podłogę. Uniknęłam ciosu, po czym sama mu przykopałam, zbijając z nóg. Głucho łupnął, spadając na tyłek, błyskawicznie zerwał się z miejsca i zanurkował do przodu. Uderzył mnie pięścią w udo, aż się zachwiałam. Niemal natychmiast stanął na nogi, jego zęby połyskiwały w ciemności.
Zamarkowałam cios w jego głowę, a potem okręciłam się na pięcie i rzuciłam się po jeden ze swoich butów. Zabiję tą pijawkę, jeśli tylko trafię we właściwe miejsce. Choć szanse na to, by wystarczająco długo się nie ruszał, były zerowe. A zresztą, nieważne, gdzie go trafię: drewniany kolec sterczący z jego piersi nie tyle go spowolni, co spali na popiół.
Warknął wściekle i rzucił się w moją stronę. Złapałam but, oderwałam od niego obcas, przeturlałam się pod napastnikiem i skoczyłam w górę. W chwili, w której odwracał się, by stanąć ze mną twarzą w twarz, wbiłam kolec w jego pierś tak mocno, jak tylko potrafiłam.
Poruszył się i nie trafiłam we właściwe miejsce. Jednak nie miało to większego znaczenia – teraz każde miejsce było równie dobre. Wampir zatrzymał się gwałtownie i spojrzał zaskoczony w iskry ognia buchające z rany. Wtedy go powaliłam. Uderzył o ziemię i przestał się ruszać.
Przez chwilę po prostu stałam w miejscu, walcząc desperacko o złapanie tchu. Gdy w końcu mi się udało, ból powrócił i uderzył we mnie falą, która niemal pochłonęła mnie bez reszty. Wzięłam głęboki, drżący oddech i przywołałam wilka czającego się w moim wnętrzu.
Porwała mnie moc, iskrząc w żyłach, mięśniach i kościach, zamazując widoczność i ból. Moje kończyny stawały się krótsze i zmieniały kształt, aż w końcu przybrałam postać wilka. Pozostałam w tej formie przez kilka sekund, lekko dysząc i nasłuchując w ciszy jakichkolwiek odgłosów ruchu, po czym zaczęłam zmieniać się z powrotem w ludzką postać.
Komórki w ciele wilkołaka zachowywały dane o strukturze ciała, co było głównym powodem naszej długowieczności. Podczas przemiany uszkodzone komórki regenerowały się, a rany goiły. Zwykle jedna przemiana nie wystarczała, by wyleczyć rany tak głębokie, jak ta na moim ramieniu, ale przynajmniej tamowała krwawienie, rozpoczynając proces gojenia.
Oczywiście zmiana kształtu, gdy jest się całkiem ubranym, nigdy nie jest dobrym pomysłem, zwłaszcza dla ubrań – a już na pewno nie dla tak podatnej na zniszczenia rzeczy, jaką był koronkowy top, który na sobie miałam. Całe szczęście, że moje dżinsy zrobiono z rozciągliwego materiału i zazwyczaj udawało im się przetrzymać przemianę.
Gdy powróciłam już do swojego ludzkiego kształtu, związałam pozostałości bluzki razem, a potem obróciłam się, przenikając wzrokiem ciemność w poszukiwaniu, będących tu gdzieś, ludzi. To właśnie wtedy rozległo się klaskanie. Ten pojedynczy dźwięk jakimś cudem zdołał zabrzmieć sarkastycznie.
Nawet nie musiałam się wwąchiwać, by wiedzieć, że to Gautier.
– Ty draniu – powiedziałam, obracając się, żeby na niego spojrzeć. – Stałeś tu i przez cały czas patrzyłeś?
W jego niespodziewanym uśmiechu nie było nic przyjemnego.
– Miałaś rację. Świetnie radzisz sobie sama.
– Dlaczego mi nie pomogłeś?
Wepchnął ręce w kieszenie i wszedł do klubu.
– Zjawiłem się tu akurat w momencie, gdy wbijałaś but w pierś tego dzieciaka. Swoją drogą, całkiem interesująca innowacja.
Miałam ochotę się na niego wściec. Albo lepiej: złapać drugi but i przebić nim jego pierś. Ale po co? Gautier był wystarczająco pokręcony, żeby polubić liźnięcie ognia na skórze.
– Dzwoniłam do departamentu. To dlatego tu jesteś?
Skinął głową i przykucnął obok ciała wampira, którego przebiłam kołkiem.
– Niecodziennie się zdarza, by departament otrzymywał zgłoszenia o nagłym wypadku od łącznika. Jack postawił na baczność wszystkich strażników z tego terenu. – Uniósł wzrok. – Co za szczęście, że byłem tak blisko.
Rzeczywiście, skrzywiłam się w duchu i okręciłam na pięcie, zmierzając w stronę rogu pomieszczenia, gdzie leżeli Vinnie i kobieta, która musiała być jedną z kelnerek. Facet miał cięcia na rękach, klatce piersiowej i policzku, na szczęście nie były głębokie. Za to nogę miał wykręconą pod dziwnym kątem, tak że nawet w przytłumionym świetle mogłam dostrzec jaśniejącą bielą kość. Jakimś cudem udało mu się zawiązać wokół uda opaskę uciskową, ale i tak stracił mnóstwo krwi. Zastanawiałam się, dlaczego te dzieciaki jej nie wypiły.
Kobieta była w gorszym stanie. Jej koszulę rozerwano, a piersi nosiły ślady głębokich nacięć. Wampiry ssały ją tak, jak dzieci matkę. Po oględzinach stało się jasne, że osuszyły ją do cna.
Przyklęknęłam obok Vinniego. Wciąż zszokowany, spojrzał na mnie zamglonym wzrokiem.
– Weszli za mną, gdy otwierałem klub. Nawet ich nie zauważyłem.
Nakryłam jego rękę swoją. Skórę miał zimną i wilgotną.
– Wezwałam karetkę. Zaraz tu będą.
– A Doreen? Nic jej nie jest? Dobry Boże, co oni jej zrobili…
Zerknęłam na martwą Doreen i dostrzegłam ślady przerażenia w jej, pozbawionych życia, niebieskich oczach. Co za potworny sposób na ostatnie chwile życia… Poczułam, jak żołądek podchodzi mi do gardła. Przełknęłam żółć z powrotem i uścisnęłam rękę Vinniego.
– Jestem pewna, że nic jej nie będzie.
– Co z resztą?
Zawahałam się.
– Jeśli pójdę sprawdzić, dasz sobie sam radę?
Pokiwał głową.
– Ja i Doreen zaczekamy tu na ciebie.
– To zajmie tylko chwilę.
Gdy wstałam z podłogi, rozległ się dobrze słyszalny trzask kości. Gautier kończył to, co zaczęłam. Minęłam go jak gdyby nigdy nic. Jakby to było normalne, że złe wampiry były zabijane w mojej obecności. Każda inna reakcja mogłaby mnie narazić na śmiertelne niebezpieczeństwo, bo Gautier patrzył na mnie jak kot na mysz.
A ja nie miałam najmniejszej ochoty stać się jego ofiarą.
Odległe wycie syren przedarło się przez ciszę, gdy uklęknęłam przy pozostałych trzech kobietach. Wszystkie były bardzo poważnie poranione, dwie na pewno zostały zgwałcone. I gdy dźwięk łamanej kości znów rozległ się w zalegającej w klubie ciszy, jakaś część mnie odczuwała wściekłą radość. Ci dranie nie zasługiwali ani na uczciwy proces, ani na sprawiedliwość. Nie zasługiwali nawet na szybką śmierć, jaką im zadano.
W końcu na miejsce przyjechała karetka. Podczas gdy zajmowali się Vinniem i kobietami, ja złożyłam zeznania. Gautier machnął policjantom przed oczami swoimi dokumentami i odszedł. Ale spojrzenie, jakie mi rzucił, gdy owijał się w mrok, sugerowało, że on i ja jeszcze przez jakiś czas nie będziemy w zbyt dobrych stosunkach. Żadna mi niespodzianka.
Tak szybko, jak tylko mogłam, zgarnęłam swoją torebkę i wyniosłam się stamtąd w diabły. W porównaniu z tym w klubie, nocne powietrze było świeże i słodkie. Zaciągnęłam się nim głęboko, pozwalając, by wypełniło moje płuca i usunęło smród zgnilizny. Zapach krwi ciągle unosił się na wietrze, czemu zresztą trudno się dziwić, skoro miałam jej na sobie całkiem sporo. Tym, czego potrzebowałam, był ciepły prysznic. Przewiesiłam torbę przez ramię i ruszyłam boso w stronę domu.
Przeszłam zaledwie kilka kroków, gdy znów uderzył mnie niepokój. Jeszcze silniejszy niż wcześniej.
Zatrzymałam się i obejrzałam przez ramię. O co, do cholery, chodzi? Skąd ten niepokój, skoro problem w klubie został rozwiązany? Wtedy do mnie dotarło.
To nie miało nic wspólnego z klubem ani z nocą. Niepokój napływał z bardziej odległego miejsca. Z miejsca, które dobrze znałam. Miejsca, które tworzyła więź bliźniąt.
Mój brat miał kłopoty.
koniec
« 1 2 3
5 marca 2011

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Terapia szokowa

W podziemnym kręgu:

Terapia szokowa
— Marcin Knyszyński

Seksapokalipsa
— Marcin Knyszyński

Odwieczna dialektyka
— Marcin Knyszyński

Rzeczy, które robisz w piekle, będąc martwym
— Marcin Knyszyński

Bulwar Zachodzącego Słońca 2
— Marcin Knyszyński

Borat Dzong-Un z pasem szahida
— Marcin Knyszyński

Rozkład i rozkładówka
— Marcin Knyszyński

Nowoczesny mit
— Marcin Knyszyński

Horror rzeczywistości
— Marcin Knyszyński

Osaczona
— Marcin Knyszyński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.