Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 14 kwietnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Stepan Chapman
‹Trojka›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTrojka
Tytuł oryginalnyThe Troika
Data wydania8 kwietnia 2011
Autor
PrzekładWojciech Szypuła
Wydawca MAG
SeriaUczta Wyobraźni
ISBN978-83-7480-204-8
Format240s. 135×202mm; oprawa twarda
Cena35,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Trojka

Esensja.pl
Esensja.pl
Stepan Chapman
1 2 »
Zamieszczamy fragment powieści Stepana Chapmana „Trojka”. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa MAG.

Stepan Chapman

Trojka

Zamieszczamy fragment powieści Stepana Chapmana „Trojka”. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa MAG.

Stepan Chapman
‹Trojka›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTrojka
Tytuł oryginalnyThe Troika
Data wydania8 kwietnia 2011
Autor
PrzekładWojciech Szypuła
Wydawca MAG
SeriaUczta Wyobraźni
ISBN978-83-7480-204-8
Format240s. 135×202mm; oprawa twarda
Cena35,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Rozdział pierwszy
Pustynia
– Były sobie raz trzy dziewczynki – zaczął z wielkim pośpiechem Suseł – i nazywały się Elsie, Lacie i Tillie. Mieszkały na dnie studni…
– Co tam jadły? – spytała Alicja, którą zawsze interesowały sprawy jedzenia i picia.
– Jadły syrop – odpowiedział Suseł po dłuższym namyśle.
– Ależ to niemożliwe – sprzeciwiła się łagodnie Alicja. – Przecież by się pochorowały.
– No i pochorowały się – odpowiedział Suseł. – Okropnie się pochorowały.1)
– Lewis Carroll

We troje przemierzali białą piaszczystą pustynię. Przemierzali ją, odkąd sięgali pamięcią. Dzisiaj po drodze słuchali wiatru. Wiał nieustępliwie przez cały dzień. Rzeźbił w piasku ostre krawędzie, jak izobary na mapie rozkładu ciśnienia.
Dwa słońca zaszły, trzecie jednak wciąż tkwiło na zachodnim niebie, przypiekając kopce głazów i pokrywające je porosty. Potrójny ślad ciągnął się przez równinę, migocząc pod rozedrganym oceanem powietrza. Jeden trop zostawiły ludzkie stopy, drugi opony pojazdu, a trzeci olbrzymie zwierzę.
Łeb brontozaura zwieszał się tuż nad powierzchnią białego piasku, kołysząc się na boki na szarej, chropowatej szyi. Samica miała czterdzieści stóp długości i piętnaście wysokości w biodrach. Kulała artretycznie. Dręczył ją potworny ból stawów.
Za nią jechał dżip na czterech potężnych kołach zawieszonych na niezależnych półosiach. Szkliście czarne panele kolektorów fotowoltaicznych, sterczące pod kątem z górnej części karoserii, chłonęły resztki dziennego światła. Ospała przekładnia ledwie się obracała. Turbiny jękliwie skarżyły się na upał.
Za samochodem szła stara Meksykanka o skórze koloru terakoty i włosach barwy śniegu. Była ubrana w płócienne buty i szarozielony roboczy kombinezon z mnóstwem zapinanych na suwak kieszeni. Nosiła okulary przeciwsłoneczne z miedzianego drutu, z barwionymi na pomarańczowo szkłami i bocznymi osłonami z miedzianej siateczki.
Miała na imię Eva i była więcej niż na wpół obłąkana. W niektóre dni całymi godzinami chodziła w kółko, okręcając włosy na palcach i gadając do siebie. Kiedy jej się to zdarzało, Alex i Naomi zatrzymywali się i czekali, aż jej przejdzie. Alex był dżipem. Naomi była brontozaurem.
Wszyscy troje byli niewiarygodnie starzy. Ich najdawniejsze wspomnienia sięgały wstecz do dwudziestego wieku. Alex twierdził, że jest najstarszy. Z pozoru należałoby się raczej spodziewać, że brontozaur będzie starszy od samochodu, ale Naomi zgadzała się z Aleksem i utrzymywała, że jest z nich trojga najmłodsza.
Żadne nie wierzyło w historie, które opowiadali sobie nawzajem na swój temat. Zapomnieli, skąd pochodzą. Nie wiedzieli również, gdzie się znajdują. Przejście przez pustynię trwało stulecia.
Trójki, pomyślał Alex. Potrzebuję więcej trójek. Zwierzę, roślina, minerał… Nie, to już było. Jednej wycięli serce. Jedno zostało zamknięte w zamrażarce. Jedno odgryzło sobie łapę. Ha!
Naomi zwróciła pysk w stronę staruszki.
O co chodzi ojcu? – spytała.
Mnie pytasz?! – odparowała Eva. A skąd ja mam, kurna, wiedzieć? Sama go zapytaj, ptasi móżdżku.
Dobrze, matko, pomyślała Naomi.
Złapała wkurwa, wtrącił Alex.
Jak zwykle, odpowiedziała w myślach Naomi. Należałoby ją uśpić.
Bezboleśnie? – zainteresował się Alex. Czy po torturach?
Naomi zamyśliła się nad tą alternatywą.
Wiatr szeptał ponad fałdami białego piasku. Alex objechał Naomi bokiem i wysforował się naprzód. Eva dalej szła ostatnia, dzięki czemu przynajmniej miała na czym zawiesić wzrok – poza wzorami na piasku, wychodniami piaskowca i porostami. Ostatnie słońce chowało się za sterczącym z pustyni skalnym płaskowyżem. Niedługo zrobi się chłodniej. Wtedy zatrzymają się na noc.
Zachowanie trzech słońc było nieregularne. Często jedno wschodziło, drugie akurat znikało, a trzecie całymi dniami wisiało w zenicie; kiedy indziej znów ich wschody i zachody były prawie zsynchronizowane. Trudno było dostrzec w tym jakąś prawidłowość. W ich ruchach królował zamęt.
Eva potknęła się o kamień. Spojrzała w dół. Każdy kamień miał własny rozbryzg pomarańczowego lub zielonkawego porostu.
Naomi dzielnie maszerowała w zapadającym zmierzchu. Zesztywniałe stawy przyprawiały ją o ból, który wyciskał łzy z oczu. Jej skóra brontozaura, latami garbowana przez wiatr i słońce, straciła dawny połysk i upodobniła się do chropowatej kory drzewa, rozpiętej na grzbiecie i żebrach jak na szkielecie rozchwierutanego namiotu. Przełknęła przeżuty pokarm zwrócony z pierwszego żołądka. Kiedy ból znów przeszył jej biodra, wykrzywiła w grymasie cierpienia porośnięty rzadką szczeciną pysk, odsłaniając zbrązowiałe koślawe zęby i obkurczone fioletowe dziąsła.
Wewnątrz dżipa Alex zrobił stop-klatkę z wyrazem jej pyska i porównał ją z obrazem sprzed dwudziestu lat. Tak, te dziąsła z całą pewnością się obkurczały. Naomi wyglądała fatalnie jak nigdy dotąd. Marniała w oczach. A znając jego szczęście, jutro obudzi się w jej głowie. Co za życie!
Jego zdaniem wszyscy troje musieli zwariować. Z niewiadomych przyczyn byli obłąkani – z gorąca, z zimna, z odosobnienia, z przeludnienia albo przez te burze. Najpewniej przez burze. Każdego doprowadziłyby do szaleństwa.
Piasek szeptał pod bieżnikiem opon. Wiatr świszczał w panelach słonecznych, które – złożone w tej chwili płasko na grzbiecie wozu – przypominały czarne, połyskliwe pokrywy skrzydeł żuka. Turbiny buczały jak zamknięte w słoiku cykady. Kiedy podskakiwał na kamieniach, opony prawie dobijały do felg, a amortyzatory pracowały pełną parą.
Miał taką teorię, że urodził się jako człowiek – kruchy twór z kości i galarety. W laminowanych obwodach mózgu napotykał czasem oderwane strzępy życia tego człowieka, niczym pocięte nożycami kawałki starej, ziarnistej taśmy filmowej. Ciekaw był, co się z nim stało.
Wzorując się na stop-klatce Naomi, przeniósł kontur jej łba do banku rysunków technicznych, białych na niebieskim tle. Uprościł jej gadzią anatomię do rzetelnej geometrii: widok z przodu, widok z boku, widok z góry. Uwielbiał tworzyć w myślach modele różnych rzeczy; to było jedno z jego hobby. Nie mógł się jednak skupić, bo Eva cały czas mamrotała pod nosem.
Mam tego dość, mówiła właśnie. To się nigdy nie skończy. On nam nie da spokoju. Zwariował. Chociaż nie, nie mógł zwariować. Maszyny nie wariują. On nie żyje. A Naomi nie jest wcale nienormalna, tylko po prostu opóźniona. Czyli to ja zwariowałam. To moja wina. Och, Naomi! Gdyby nam się udało w końcu go pozbyć! Mogłybyśmy być takie szczęśliwe. Ja jednak nic nie mogę zrobić. Powiedział, że mnie zabije, drań jeden. Obiecał mi to. Obiecał, phi. Gadanie…
Przyspieszyła, wyprzedziła brontozaura i zbliżyła się do dżipa. Piasek zbierał się jej w butach. Naomi zerknęła na nią jednym okiem. Eva wrzasnęła w myślach na Aleksa:
Wrzuć trójkę, pojebie jeden! Zarzynasz przekładnię! Wrzuć trójkę!
Wal się, pomyślał w odpowiedzi Alex. Mną się nie przejmuj. Poczekam, aż sobie zrobicie dobrze. Proszę cię bardzo, wleź na tę swoją oswojoną jaszczurkę, powijcie się trochę, pojęczcie… Zróbcie, co musicie. Krótko mówiąc, Evo, pierdolcie się obie.
Ona pieprzy się lepiej, niż ty kiedykolwiek zdołasz, odpowiedziała mu.
Dżip zahamował ostro i idąca tuż za nim Eva wpadła na jego tylny zderzak. Przegazował, wrzucił wsteczny i zaszarżował. Odskoczyła w ostatniej chwili, zanim przyszpilił ją kołem. Alex parsknął śmiechem i odtoczył się w tumanach białego kurzu.
Naomi poczuła, jak od złości matki pęcznieją jej żyły w głowie.
Matko, ojcze, proszę was, nie kłóćcie się. Zbiera się na burzę. Zachowajmy spokój i idźmy dalej.
Miała rację: z głębi pustyni nadciągała burza. Od kilku dni dopadała ich codziennie w porze zachodu słońca. Burze zawsze były bolesne, ale najboleśniejsze stawały się wtedy, gdy Alex i Eva się kłócili.
Żadne z nich nie wiedziało, skąd się biorą burze. Mogli tylko snuć konkurencyjne teorie. Nie wiedzieli, ani kto zsyła burze, ani jak to się dzieje, że burze robią to, co robią. Wiedzieli tylko, że idą we troje przez pustynię i że trwa to od stuleci. Nie mieli pojęcia, co zastaną po drugiej stronie.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

„Sen bowiem jest istnością też…”

Na rubieżach rzeczywistości:

„Sen bowiem jest istnością też…”
— Marcin Knyszyński

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

W tym szaleństwie nie ma metody
— Jędrzej Burszta

Esensja czyta: Czerwiec 2011
— Miłosz Cybowski, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.