Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 października 2019
w Esensji w Esensjopedii

‹Księga wojny›

WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKsięga wojny
Data wydania20 maja 2011
Wydawca RUNA
ISBN978-83-89595-77-5
Format480s. 160×240mm
Cena39,50
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 34,50 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Kanał

Esensja.pl
Esensja.pl
Łukasz Orbitowski
Zapraszamy do lektury fragmentu opowiadania Łukasza Orbitowskiego „Kanał”. Opowiadanie pochodzi z antologii „Księga wojny”, która ukaże się nakładem Agencji Wydawniczej RUNA.

Łukasz Orbitowski

Kanał

Zapraszamy do lektury fragmentu opowiadania Łukasza Orbitowskiego „Kanał”. Opowiadanie pochodzi z antologii „Księga wojny”, która ukaże się nakładem Agencji Wydawniczej RUNA.

‹Księga wojny›

WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKsięga wojny
Data wydania20 maja 2011
Wydawca RUNA
ISBN978-83-89595-77-5
Format480s. 160×240mm
Cena39,50
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 34,50 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Przed wieczorem znaleźli wśród ruin rannego Polaka. Miał dwadzieścia pięć lat i był przerażony. Joseph kazał mu obciąć obie dłonie i popędzić go przed siebie. Fritz to zrobił. Chłopak przeszedł ze sto metrów, nim upadł. Powstańcy zgromadzili się w ruinach czarnego domu, jedli fasolę i ciemny chleb. Było bardzo cicho.
– Tej nocy powinno być spokojnie. – Heinz zerknął za okno. Jego czarny mundur zlewał się ze ścianą.
– Nie wiadomo – odparł Joseph. Jadł powoli.
Fritz tylko mruknął, grzebiąc przy radiostacji. Wyniósł ją spomiędzy trupów. Nie chciała działać, a on nie wiedział dlaczego.
– Będziemy tak tkwili? – zapytał Anton.
– On mówi, że noc powinna być spokojna – odparł Joseph.
– A jak nie, to co?
– Gówno – mruknął Fritz.
Zapalili. W progu stanęła Marika z osmalonym, dymiącym czajnikiem w ręku. Popatrzyła na każdego z nich, jak tylko kobieta potrafi, na Heinza dłużej. Nalała herbaty. Joseph zabronił używać świeczek, ale noc była jasna, dymy ustąpiły, przez zdruzgotane okna wlewało się światło księżyca, od płonących domów, tam, daleko, biła czerwona mgiełka.
– Można by iść na północ – zastanawiał się Heinz.
– Tam są Francuzi – rzucił Anton.
Kucał, kubek z herbatą trzymał w obu dłoniach.
– Na północ kraju, nie miasta. Poszlibyśmy naokoło, wydostaniemy się – tłumaczył Heinz, wymachując papierosem. – Tu już się na nic nie przydamy. Miasto padło.
Fritz wzruszył ramionami.
– A co, do cholery, jest na tej twojej północy?
– Wojna. Guderian. Nie słyszałeś?
– Kogo? Radia? Szwajcarii?
– Na przykład – rzucił Heinz.
– Tam nic nie ma.
Heinz poszukał wzrokiem sojuszników. Marika chciała coś powiedzieć, ale zabrakło jej odwagi. W ogóle mówiła niewiele. Stanęła blisko Heinza, tak że prawie mogła go dotknąć.
– Czekamy na rozkazy. – Joseph wstał, odstawił kubek z herbatą na parapet, oparł się o ścianę, skrzyżował nogi, ręce włożył do kieszeni.
Anton myślał chwilę, nim zapytał:
– Kapitanie?
– Tak.
– Kto nam teraz rozkazuje?
Fritz trącił butem milczące radio.
– Poczekamy do rana – odparł Joseph.
Heinz się ożywił. Herbata go rozgrzewała. Z szarą, dziobatą twarzą i gorącymi oczami, w czarnym mundurze Rottenführera SS kojarzył się z wojennym cwaniakiem, takim, co przedrze się przez każdy szaniec, przepełznie tam, gdzie chce, przyniesie uśmiech i zwycięstwo.
– Najchętniej przyjmowałbym rozkazy od Leya. Robert Ley to jest ktoś.
– Znowu… – westchnął Fritz – A jak ci powiem, że ten twój Ley to dureń i moczymorda?
– Może i moczymorda. Ale dureń nie.
– O co ci chodzi z tym Leyem? – zapytał Anton.
Joseph nie chciał tego słuchać. Ciągle się o nim mówiło. Wielki doktor Robert Ley. Człowiek duch. Taki połknie granat i wysra go w kwaterze wroga bez żadnej szkody dla siebie. Zorro w partyjnym mundurze. Dzieci uratowane przez Leya. Odbite domy. Ocaleni więźniowie. Oficerowie wroga zastrzeleni albo zarżnięci, w chwili kiedy szczali lub leżeli na Niemkach. Ley – władca upiorów. Ley – król skrytobójców.
– Robert Ley dostał w łeb albo gdzieś się zagrzebał. Ludzie gadają bzdury. Jak o Himmlerze.
– O! – Fritz się ucieszył. – Co z Himmlerem?
– Ten mały Max, no, ten, co mu oko przestrzelili, mówił, że Himmler ma redutę w Alpach, gdzie może się bronić i dwadzieścia lat – odrzekł niespodziewanie Anton – Całe forty na szczytach. Z jedzeniem, winem i kobietami.
– Czemu więc ten Max tam nie został? – mruknął Joseph. Zerknął na zegarek. – Już czas. Rano ruszamy.
– Rano, ale dokąd? – zapytał Heinz.
Joseph nie odpowiedział. Trwali chwilę w ciszy, popijając herbatę. Tylko Fritz zgarbił się znów nad radiem, dłubał w nim wielkimi palcami, wydawało się, że zaraz coś w nim zmiażdży. Anton rozglądał się. Szukał kąta, w którym mógłby rozłożyć śpiwór.
– Może to prawda – odezwała się Marika.
– Co prawda? – mruknął Heinz.
– Z Robertem Leyem. Czy może być tak, że wszyscy o czymś mówią i to jest nieprawda?
Posłuchaj Goebbelsa z Zurychu, pomyślał Joseph, ale nic nie powiedział.
– Słyszałam – ciągnęła Marika – że Ley ma świeże siły poza miastem. Tylko czekają, aż wreszcie ruszy Mussolini. I jeszcze... – szukała słów – to nie może być kłamstwo, ludzie widzieli na własne oczy. Wielkie magazyny broni. W podziemiach pod miastem. Takiej jeszcze nie było. Nowe karabiny. Działa, ledwo co zrobione. I jeszcze więcej. Cudowna broń.
Heinz otoczył ją ramieniem. Pierwszy raz pozwolił sobie na coś takiego.
– Jeśli jest ta broń, to czemu jeszcze jej nie dostaliśmy?
– Kto wie? – rzucił ze Anton swojego posłania. – Gdzieś sobie leżą te spluwy, tylko ich wynieść nie ma komu? Bo jak? Pod nosem Polaków?
– Ludzie bredzą tak, gdy nie wiedzą, co robić – powiedział Joseph w pustkę.
– Może rzeczywiście tak jest? – zaryzykowała Marika – albo nie ma inżynierów do obsługi tych nowych karabinów.
– Ha! – warknął Fritz. – Nie masz inżyniera, nie masz i broni.
Zapadła cisza. Anton odwrócił się na bok twarzą do ściany. Joseph kiwnął na Fritza i ten zainstalował się w oknie, ogromny, jeszcze rosnący na tle tężejącej nocy. Brudne palce splótł na MP-38.
– Wyruszamy przed świtem – oznajmił Joseph.
Pozdrowił wszystkich uniesieniem dłoni. Mały palec miał czarny i martwy. Pociągnął za sobą plecak w głąb budynku, między szkło i kamienie. Znalazł rozbity sekretarzyk i wielkie łóżko z nadpaloną pościelą. Leżał na nim gruz, chwycił więc kołdrę za rogi i ściągnął, pospiesznym gestem przetarł ręką dziurawy materac i owinął się kocem. Nim zasnął, słyszał, jak koty buszują po ruinach, jak coś daleko trzeszczy i jęczy, jak strzały wybrzmiewają i cichną w pieśni ognia.
koniec
18 maja 2011

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Koszmarna teofania

Na rubieżach rzeczywistości:

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Lato księżycowych ciem
— Marcin Wełnicki

Bóg jest z nami
— Andrzej W. Sawicki

Prawo losu
— Krzysztof Piskorski

Wszystko, co przyjdzie, już pozostanie
— Paweł Paliński

Ciężki metal
— Jakub Nowak

Głosy
— Michał Krzywicki

Bajka o trybach i powrotach
— Jakub Ćwiek

Jeden dzień
— Anna Brzezińska

Tegoż autora

Wszyscy jesteśmy dysfunkcyjni emocjonalnie
— Łukasz Orbitowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.