Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Richard Morgan
‹Upadłe Anioły›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułUpadłe Anioły
Tytuł oryginalnyBroken Angels
Data wydania1 października 2004
Autor
PrzekładMarek Pawelec
Wydawca ISA
CyklTakeshi Kovacs
ISBN83-7418-032-3
Format528s. 160×240mm; oprawa twarda, obwoluta
Cena44,80
Gatunekfantastyka, kryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Upadłe Anioły

Esensja.pl
Esensja.pl
Richard Morgan
1 2 3 11 »
Zapraszamy do lektury piątego i zarazem ostatniego prezentowanego w Esensji rozdziału objętej naszym patronatem powieści Richarda Morgana „Upadłe Anioły”, której bohaterem jest znany już z „Modyfikowanego węgla” – poprzedniej książki Morgana – Takeshi Kovacs.
Powieść, która ukaże się w księgarniach 1 października, rozpoczyna serię książek przygotowywanych przez wydawnictwo ISA do wydania w twardej oprawie. Edycja „Upadłych Aniołów” w miękkich okładkach planowana jest na drugą połowę 2005 roku.

Richard Morgan

Upadłe Anioły

Zapraszamy do lektury piątego i zarazem ostatniego prezentowanego w Esensji rozdziału objętej naszym patronatem powieści Richarda Morgana „Upadłe Anioły”, której bohaterem jest znany już z „Modyfikowanego węgla” – poprzedniej książki Morgana – Takeshi Kovacs.
Powieść, która ukaże się w księgarniach 1 października, rozpoczyna serię książek przygotowywanych przez wydawnictwo ISA do wydania w twardej oprawie. Edycja „Upadłych Aniołów” w miękkich okładkach planowana jest na drugą połowę 2005 roku.

Richard Morgan
‹Upadłe Anioły›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułUpadłe Anioły
Tytuł oryginalnyBroken Angels
Data wydania1 października 2004
Autor
PrzekładMarek Pawelec
Wydawca ISA
CyklTakeshi Kovacs
ISBN83-7418-032-3
Format528s. 160×240mm; oprawa twarda, obwoluta
Cena44,80
Gatunekfantastyka, kryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Część I
Strony poszkodowane

Wojna jest jak każdy kiepski związek. Oczywiście, że chcesz się wyrwać, ale za jaką cenę? I, co być może ważniejsze, kiedy już się wyrwiesz, czy będzie ci lepiej?
Quellcrista Falconer, Dzienniki kampanii

Rozdział pierwszy
Jana Schneidera pierwszy raz spotkałem, straszliwie cierpiąc w orbitalnym szpitalu Protektoratu, trzysta kilometrów nad poszarpanymi chmurami Sanction IV. Formalnie rzecz biorąc, w całym systemie Sanction nie powinno być żadnych jednostek Protektoratu – resztki planetarnego rządu ze swych podziemnych bunkrów uparcie głosiły, że sprawa ma charakter czysto wewnętrzny, a lokalni udziałowcy korporacyjni milcząco zgodzili się trzymać tej wersji.
W związku z tym, statki Protektoratu kręcące się po systemie od chwili, gdy Joshua Kemp podniósł w Indigo City sztandar rewolucji, zmieniły swoje kody identyfikacyjne i zostały odstąpione w długoterminową dzierżawę różnym zainteresowanym korporacjom, a następnie wypożyczone oblężonemu rządowi w charakterze lokalnego funduszu rozwojowego (z ulgą podatkową). Te, których nie strąciły z orbity nadspodziewanie skuteczne, czarnorynkowe pociski samonaprowadzające Kempa, zostaną w końcu odsprzedane Protektoratowi bez zrywania umowy, a wszelkie straty netto znów odpisze się od podatku. Wszystkie ręce czyste. A w tym samym czasie cały starszy rangą personel ranny w walce z siłami Kempa zostanie wywieziony promem ze strefy walk, co stanowiło dla mnie istotny czynnik w wyborze stron. Wiedziałem już, co znaczy brudna wojna.
Prom wyładował nas bezpośrednio na pokład hangaru szpitala przy pomocy urządzenia przypominającego potężny pas amunicyjny, wyrzucając tuziny kapsuł noszowych i sprawiając przy tym wrażenie bezceremonialnego pośpiechu. Gdy grzechocząc i stukając, zjeżdżaliśmy przez skrzydło na pokład, wciąż jeszcze słyszałem jękliwe wycie gasnących silników, a kiedy otworzyli moją kapsułę, powietrze hangaru sparzyło mi płuca mrozem świeżo przegnanej próżni. Na wszystkim, łącznie z moją twarzą, uformowała się natychmiast cienka warstwa kryształków lodu.
– Ty! – Kobiecy głos, ostry z przemęczenia. – Czujesz ból?
Mrugając, pozbyłem się części lodu z oczu i spojrzałem na swój zalany krwią kombinezon.
– Niech pani zgadnie – zaskrzeczałem.
– Sanitariusz! Dawka endorfin i przeciwwirusowych. – Nachyliła się nade mną i poczułem równoczesny dotyk palców w rękawiczkach na czole oraz ukłucie hipnosprayu na karku. Ból znacząco osłabł. – Pan z frontu Evenfall?
– Nie – udało mi się słabo zaprzeczyć. – Szturm na Północną Grań. Co się stało w Evenfall?
– Jakiś pieprzony, cholerny kretyn zrzucił tam właśnie głowicę jądrową. – W głosie lekarki słychać było ledwie kontrolowaną zimną furię. Jej dłonie przesuwały się po moim ciele, oceniając uszkodzenia. – Czyli nie ma uszkodzeń z promieniowania. Jakieś chemikalia?
Przechyliłem lekko głowę w stronę klapy.
– Dozymetr… powinien… to wyjaśnić.
– Przepadł – odparła ostro. – Razem z większą częścią ramienia.
– Och. – Zebrałem myśli. – Chyba jestem czysty. Nie możecie zrobić skanu komórkowego?
– Nie, tutaj nie. Skanery komórkowe wbudowane są w pokłady szpitalne. Może wrócimy do tego później, jak uda się nam zrobić tam dla pana trochę miejsca. – Dłonie mnie opuściły. – Gdzie ma pan kod paskowy?
– Lewa skroń.
Ktoś starł z tego miejsca krew i niewyraźnie poczułem przesunięcie przez twarz skanera laserowego. Maszyna świergotem wyraziła aprobatę i zostawiono mnie samego. Zaliczony.
Przez chwilę po prostu tam leżałem, pozwalając dawce endorfin z uprzejmą skwapliwością lokaja odbierającego płaszcz pozbawić mnie zarówno bólu, jak i świadomości. Jakaś mała część mnie zastanawiała się, czy ciało, które noszę, uda się jeszcze uratować, czy będą musieli mnie na nowo upowłokowić. Wiedziałem, że Klin Carrery utrzymuje garść klonów dla swojej tak zwanej niezastąpionej kadry, a jako jeden z pięciu walczących dla Carrery byłych Emisariuszy zdecydowanie zaliczałem się do tej elity. Niestety, bycie niezastąpionym to dwusieczne ostrze. Z jednej strony, zapewnia elitarną opiekę medyczną, aż do całkowitej wymiany ciała. Minusem jest fakt, że jedynym celem takiego traktowania jest możliwość rzucenia człowieka z powrotem do walki przy pierwszej nadarzającej się okazji. Szeregowcowi na poziomie planktonu, którego ciało zostało zbyt mocno uszkodzone, wycięto by po prostu z przytulnego gniazdka na szczycie rdzenia kręgowego stos korowy, i wrzucono by go do pojemnika, w którym prawdopodobnie zostałby do końca wojny. Nie było to idealne wyjście, i pomimo reputacji Klina, który dbał o swoich ludzi, nie miało się właściwie gwarancji upowłokowienia, ale po kilku ostatnich miesiącach szalejącego chaosu tego rodzaju odejście w niepamięć wydawało mi się absolutnie pożądane.
– Pułkowniku. Hej, pułkowniku.
Nie byłem pewien, czy utrzymało mnie w stanie przytomności warunkowanie Emisariusza, czy do świadomości przywrócił mnie dochodzący z boku głos. Ociężale przekręciłem głowę, by sprawdzić, kto mnie woła.
Wyglądało na to, że nadal byliśmy w hangarze. Na noszach obok mnie leżał muskularny młodzieniec z gęstą szopą krótkich czarnych włosów i widoczną na twarzy przenikliwą inteligencją, której nie mogło zamaskować nawet oszołomienie wywołane endorfiną. Ubrany był w kombinezon bojowy Klina, taki jak mój, ale na niego nie pasował zbyt dobrze, a otwory w stroju zdawały się nie pokrywać z dziurami w ciele. Na lewej skroni, gdzie powinien znajdować się kod kreskowy, czerniała wygodna oparzelina po strzale z blastera.
– Do mnie mówisz?
– Tak jest. – Podniósł się na jednym łokciu. Musieli mu dać znacznie mniej niż mnie. – Wygląda na to, że naprawdę nieźle pogoniliśmy Kempa tam na dole, prawda?
– A to ciekawe ujęcie sytuacji. – Przez głowę przeleciały mi obrazy mojego 391 plutonu rozrywanego wokół mnie na strzępy. – Jak ci się zdaje, dokąd będzie uciekał? Biorąc pod uwagę, że to jego planeta.
– Och, myślałem…
– Odradzałbym to, żołnierzu. Nie czytałeś warunków swojego kontraktu? A teraz zamknij się i oszczędzaj płuca. Jeszcze będziesz ich potrzebował.
– Hm, tak jest, sir. – Gapił się trochę, a sądząc po odgłosach odwracanych na okolicznych noszach głów, nie on jeden był zaskoczony, że oficer Klina Carrery mówi w taki sposób. Podobnie jak większość wojen, Sanction IV wzbudzała dość intensywne emocje.
– I jeszcze jedno.
– Pułkowniku?
– To mundur porucznika. A struktura dowodzenia Klina nie przewiduje pułkownika. Postaraj się to zapamiętać.
Nagle z jakiejś okaleczonej części ciała nadpłynęła nieoczekiwana fala bólu, przedarła się przez uścisk stojących na straży drzwi do mego mózgu endorfinowych goryli i zaczęła histerycznie wywrzaskiwać raporty o uszkodzeniach do wszystkich, którzy mogli słyszeć. Uśmiech, który przykleiłem do twarzy, rozpłynął się tak samo, jak musiał roztopić się krajobraz w Evenfall, i nagle przestało mnie interesować cokolwiek poza wrzaskiem.
• • •
Kiedy znów się obudziłem, gdzieś pode mną delikatnie pluskała woda, a łagodne promienie słoneczne ogrzewały mi twarz i ramiona. Ktoś musiał zdjąć ze mnie poszarpane odłamkami resztki mojej kurtki bojowej, zostawiając mnie w pozbawionym rękawów podkoszulku Klina. Poruszyłem ręką, a czubki moich palców przesunęły się po ciepłych, wygładzonych ze starości drewnianych deskach. Światło słoneczne rysowało na zamkniętych powiekach tańczące wzory.
Ból zniknął.
Usiadłem. Od miesięcy nie czułem się tak dobrze. Leżałem rozciągnięty na małym, prostej konstrukcji molo, wcinającym się na jakiś tuzin metrów w coś, co wyglądało na fiord lub wąską zatokę. Z obu stron zatoczki wznosiły się niskie góry o łagodnych stokach, a w górze wiatr przesuwał białe obłoki. Nieco dalej z wody wystawały głowy rodziny fok, przyglądających mi się poważnie.
Miałem na sobie tę samą Afrokaraibską powłokę bojową, którą nosiłem w trakcie szturmu na Północną Grań. Bez uszkodzeń i blizn.
A więc…
Na deskach za mną zastukały ciche kroki. Przechyliłem głowę w bok, automatycznie podnosząc ręce do zasłony. Dużo później niż odruch przyszła myśl, że w prawdziwym świecie nikt nie byłby w stanie podejść do mnie tak blisko bez uaktywniania czujnika zbliżeniowego mojej powłoki.
– Takeshi Kovacs – odezwała się kobieta w mundurze, stając obok mnie, właściwie wymawiając miękkie słowiańskie „cz” na końcu nazwiska. – Witamy w przechowalni rekonwalescencyjnej.
– To miło. – Wstałem, ignorując wyciągniętą dłoń. – Nadal jestem na pokładzie szpitala?
1 2 3 11 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

Ten świat to jeden wielki Kant!

Na rubieżach rzeczywistości:

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
— Marcin Knyszyński

Gra w życie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Coraz wyżej
— Eryk Remiezowicz

Tegoż twórcy

Przeczytaj to jeszcze raz: Duchy w powłokach
— Beatrycze Nowicka

Krótko o książkach: Modyfikowany węgiel
— Miłosz Cybowski

Berserker yaoi
— Michał Kubalski

Takeshi na mokro
— Eryk Remiezowicz

Bez siły charakteru
— Eryk Remiezowicz

Kryminał czarny jak węgiel
— Eryk Remiezowicz, Janusz A. Urbanowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.