Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Joe Abercrombie
‹Bohaterowie›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBohaterowie
Tytuł oryginalnyThe Heroes
Data wydania18 kwietnia 2012
Autor
PrzekładRobert Waliś
Wydawca MAG
CyklPierwsze Prawo
ISBN978-83-7480-248-2
Format764s. 135×202mm
Cena49,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Bohaterowie

Esensja.pl
Esensja.pl
Joe Abercrombie
« 1 2 3

Joe Abercrombie

Bohaterowie

Czerstwy wydął policzki, patrząc na Gnata.
– Ach ta dzisiejsza młodzież. Czy my też byliśmy tacy głupi?
Gnat wzruszył ramionami.
– Pewnie tak.
– Nie pamiętam, żebym był aż tak żądny krwi.
Gnat ponownie wzruszył ramionami.
– Takie nastały czasy.
– Prawda, prawda, po trzykroć prawda. Zostawimy wam ognisko. Chodźcie, chłopcy. – Ruszyli w stronę południowego zbocza, po drodze zabierając ostatnie przedmioty, po czym kolejno zniknęli w ciemności pomiędzy głazami.
Siostrzeniec Czerstwego obrócił się, gdy przechodził przez lukę, i gestem pokazał Gnatowi, że może się pierdolić.
– Jeszcze tu wrócimy, podstępny draniu!
Jego wuj zdzielił go w potarganą łepetynę.
– Ała! No co?
– Okaż trochę szacunku.
– Przecież jest wojna.
Czerstwy uderzył go ponownie, aż młodzieniec pisnął.
– To nie powód, żeby być nieuprzejmym, gówniarzu.
Gnat stał nieruchomo, słuchając, jak narzekanie chłopaka rozwiewa się na wietrze za kamiennym kręgiem, po czym przełknął gorzką ślinę i wyjął kciuki zza pasa. Drżały mu dłonie; chcąc to ukryć, zatarł ręce, udając, że mu zimno. Jednakże zadanie zostało wykonane i wszyscy wciąż oddychali, więc poradził sobie lepiej, niż się spodziewał.
Wesoły Yon był innego zdania. Stanął obok Gnata posępny jak burzowa chmura i splunął do ogniska.
– Kiedyś możemy pożałować, że ich nie zabiliśmy.
– Niezabijanie zazwyczaj mniej ciąży mi na sumieniu niż zabijanie.
Brack cmoknął z dezaprobatą po drugiej stronie Gnata.
– Wojownik nie powinien się obarczać sumieniem.
– Ani pełnym brzuchem. – Whirrun strącił Ojca Mieczy z ramion i oparł go o ziemię, tak że głowica sięgała mu do szyi. Obracał bronią, patrząc, jak światło migocze na jelcu. – Każdy dźwiga jakieś brzemię.
– Moje jest w sam raz, chudzielcu. – Człowiek ze wzgórz z dumą poklepał się po ogromnym brzuchu, jak ojciec klepie po głowie syna.
– Wodzu. – Agrick pojawił się przy ognisku z łukiem w dłoni i strzałą zwisającą między dwoma palcami.
– Odeszli? – spytał Gnat.
– Patrzyłem, jak mijają Dzieci. Teraz przeprawiają się przez rzekę i kierują w stronę Osrungu. Athroc ma ich na oku. Będziemy wiedzieć, jeśli postanowią wrócić.
– Myślisz, że to zrobią? – spytała Cudna. – Czerstwy to dumny człowiek. Uśmiechał się, ale wcale mu się to nie spodobało. Ufasz temu staremu draniowi?
Gnat zmarszczył czoło.
– Nie bardziej niż innym w dzisiejszych czasach.
– Więc lepiej wystawmy straże.
– Racja – przytaknął Brack. – I upewnijmy się, że nasi ludzie nie zasną.
Gnat uderzył go w ramię.
– Miło z twojej strony, że zgłosiłeś się na pierwszą wartę.
– Twój brzuch dotrzyma ci towarzystwa – dodał Yon.
Teraz to jego Gnat zdzielił w ramię.
– Cieszę się, że podoba ci się ten pomysł, będziesz następny.
– Psiakrew!
– Drofd!
Kędzierzawy chłopak najwyraźniej był najmłodszy stażem w drużynie, ponieważ błyskawicznie zareagował na wezwanie.
– Tak, wodzu?
– Weź osiodłanego konia i cofnij się do drogi do Yaws. Nie jestem pewien, czyich chłopców spotkasz najpierw, pewnie Żelaznogłowego, a może Brodda Dziesięć Sposobów. W każdym razie przekaż im, że przy Bohaterach natrafiliśmy na jedną z dwunastek Wilczarza. Prawdopodobnie byli to tylko zwiadowcy, ale…
– Tylko zwiadowcy. – Cudna zerwała zębami strup z knykcia i splunęła nim z czubka języka. – Wojska Unii są wiele mil stąd, rozdzielone i rozproszone; próbują poruszać się w linii prostej po kraju pełnym gór.
– Zapewne. Ale i tak wskakuj na konia i przekaż im tę wiadomość.
– Teraz? – Na twarzy Drofda odmalowała się wyraźna niechęć. – Po ciemku?
– Nie, zaczekaj do lata – odburknęła Cudna. – Tak, teraz, głupku. Wystarczy, że będziesz się trzymał drogi.
Drofd westchnął.
– To zadanie dla bohatera.
– Jak każde zadanie na wojnie, chłopcze – odparł Gnat. Wolałby posłać kogoś innego, ale wtedy sprzeczaliby się do świtu o to, dlaczego nowy chłopak został. Przed niektórymi decyzjami mężczyzna nie może uciec.
– Racja, wodzu. Zobaczymy się za kilka dni. Pewnie będę miał obolałą dupę.
– Dlaczego? – Cudna wykonała kilka ruchów biodrami. – Dziesięć Sposobów to twój bliski przyjaciel? – To wywołało salwę śmiechu. Brack zaryczał basowo, Scorry zachichotał, nawet Yon nieco rozprostował zmarszczone czoło, co oznaczało, że był rozbawiony.
– Bardzo, kurwa, śmieszne. – Drofd zniknął w ciemności, szukając konia, by wyruszyć w drogę.
– Słyszałam, że smalec z kurczaka ułatwia sprawę! – zawołała Cudna, a chichot Whirruna odbił się echem od Bohaterów i poniósł w mrok.
Gdy emocje opadły, Gnat poczuł się wypalony. Opadł na ziemię przy ognisku, krzywiąc się, gdy zgiął obolałe kolana. Piasek wciąż był ciepły od tyłka Czerstwego. Scorry zajął miejsce naprzeciwko i zaczął ostrzyć nóż, a zgrzyt metalu wyznaczał rytm dla jego cichego, wysokiego śpiewu. To była pieśń o Skarlingu Bez Kaptura, największym bohaterze Północy, który dawno temu zjednoczył wszystkie klany, żeby przepędzić wojska Unii. Gnat siedział i słuchał, gryząc podrażnioną skórę wokół paznokci, myś­ląc o tym, że powinien przestać to robić.
Whirrun odłożył Ojca Mieczy, przysiadł na piętach, po czym wyjął stary woreczek, w którym trzymał runy.
– Lepiej powróżę, co?
– Musisz? – mruknął Yon.
– A co? Boisz się, co powiedzą znaki?
– Boję się, że wygłosisz stek bzdur, a ja przez pół nocy będę próbował coś z nich zrozumieć.
– Zobaczymy. – Whirrun wysypał runy na dłoń, splunął na nie, po czym rzucił na ziemię obok ogniska.
Gnat nie mógł się powstrzymać, żeby nie wyciągnąć szyi, chociaż za nic na świecie nie potrafił odczytać tego świństwa.
– Co mówią runy, Rąbnięty?
– Runy mówią… – Whirrun zmrużył oczy, jakby próbował zobaczyć coś z dużej odległości – …że poleje się krew.
Cudna parsknęła.
– Zawsze to mówią.
– Owszem. – Whirrun szczelniej owinął się płaszczem i zamknąwszy oczy, przytulił się do rękojeści miecza jak kochanek. – Ale ostatnio częściej mają rację.
Gnat rozejrzał się ze zmarszczonym czołem po Bohaterach, zapomnianych gigantach uparcie strzegących pustki.
– Takie nastały czasy – szepnął.
koniec
« 1 2 3
20 kwietnia 2012

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Każde martwe marzenie
Robert M. Wegner

3 XI 2017

Prezentujemy fragment powieści Roberta M. Wegenra „Każde martwe marzenie”. Książka będąca piątym tomem cyklu „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph w pierwszej połowie 2018 roku.

więcej »

Niepełnia
Anna Kańtoch

1 X 2017

Zamieszczamy fragment powieści Anny Kańtoch „Niepełnia”. Objęta patronatem Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Różaniec – fragment 2
Rafał Kosik

10 IX 2017

Zapraszamy do lektury drugiego fragmentu powieści Rafała Kosika „Różaniec”. Objęta patronaterm Esensji książka ukazała się nakładem wydawnictwa Powergraph.

więcej »

Polecamy

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)

Stulecie Stanisława Lema:

O korzyściach z bycia ślimakiem (śluzem na marginesie „Głosu Pana”)
— Mieszko B. Wandowicz

List znad Oceanu
— Beatrycze Nowicka

Lem w komiksie
— Marcin Knyszyński

Przeciętniak w swym zawodzie
— Agnieszka Hałas, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Wiele stron o zemście i zabijaniu
— Miłosz Cybowski

Świat pozbawiony sprawiedliwości i znaczenia
— Miłosz Cybowski

Kamienie nie krwawią
— Miłosz Cybowski

Esensja czyta: Styczeń 2017
— Miłosz Cybowski, Dawid Kantor, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Esensja czyta: Grudzień 2016
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Beatrycze Nowicka

Garść monet
— Beatrycze Nowicka

Yarvi, królewicz gettlandzki
— Beatrycze Nowicka

Nim Abercrombie włączył przester
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Lipiec 2013
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Daniel Markiewicz, Paweł Micnas, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Stare mleko kwaśnieje, stara zemsta staje się coraz słodsza
— Kamil Armacki

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.